PASTERZ DUSZ - Życie Starca Cleopy z Sihastria

PASTERZ DUSZ

Umieszcznie całości lub części tej książki na innych stronach internetowych - wyłącznie po uzyskaniu zgody Monasteru. Wszelkie prawa zastrzeżone.

—————————–

1-48495-2-270-400-11Wstęp


Zawsze kiedy rozmyślam o tym, że spotkałam ojca Cleopę osobiście – nie jeden raz, ale wielokrotnie – zdaję sobie sprawę, że napotkałam człowieka, który poznał Boga i który żył w Raju nawet będąc tutaj na ziemi. Spotkałam kogoś, kto otrzymał duchową pełnię poprzez dorastanie w tradycyjnym prawosławnym społeczeństwie. Ta pełnia została wszczepiona w jego młodą duszę nie tylko przez wielką religijność Rumunów, ale również przez wszystkie aspekty wiejskiego, codziennego życia. I tak mały pasterz wzrastał i rozwijał się w harmonii z otoczeniem, rzadko spotykanej we współczesnym świecie.
Ojciec Cleopa wychował się w małej rumuńskiej wiosce w północnej Mołdawii. Głębokie korzenie chrześcijaństwa rumuńskiego sięgają czasów św. Andrzeja Apostoła, który około dwóch tysięcy lat temu ewangelizował ten bałkański kraj. Krainą gdzie się wychował była Bukowina, najbardziej religijna część kraju. Dni liczone są tutaj według porządku świąt cerkiewnych. Nawet dzisiaj, kiedy w dzień świąteczny przejeżdża się przez jego wioskę, zobaczyć można całe rodziny siedzące na ławkach przed bramami do swoich obejść, rozmawiające z sąsiadami, podczas gdy dzieci bawią się opodal. W święto nikt nie pracuje. Jest takie rumuńskie porzekadło – wieczność urodziła się na wsi.
Rodzina o. Cleopy ze swoimi codziennymi zajęciami związanymi z doglądaniem owiec i uprawą roli sprawiła, że był on głęboko związany z ziemią, żył w harmonii z całą naturą. Nie był produktem współczesnych społeczeństw, jego dusza nie była zdeformowana poprzez nieustanne oddziaływanie telewizji i komputerów. Zamiast tego jego duszy pozwolono rozkwitnąć, a jego umysł i myśli były odbiciem obrazów piękna i świętości w ciszy natury. Zdolności jego duszy, takie jak umiejętność widzenia działalności Boga w Jego stworzeniach i skromność prawdziwej mądrości, pozostały niewypaczone.
Wynikiem takiej formacji była czysta i pełna życia dusza, zdolna pojmować najgłębsze Boże tajemnice. Wznoszenie się do Boga w modlitwie, także cnota cierpliwego służenia Bogu, były u niego naturalne. Później, kiedy zaczął czytać świętych Ojców, ich nauki bez przeszkód zapuściły głębokie korzenie w jego sercu, umyśle i woli. Dana mu została wyjątkowo dobra pamięć, więc cokolwiek przeczytał zapisane było jakby rylcem na wosku. Początki życia monastycznego poświęcił na „gromadzenie” – to znaczy na czytanie i pochłanianie wszystkich najważniejszych duchowych ksiąg, które później przyniosły stokrotne owoce dla Rumunów. Bóg wezwał go w młodym wieku do pilnowania ziemskiej owczarni i przez ponad pięćdziesiąt lat był drogowskazem dla tysięcy ludzi podążających za jego mądrością i szukających jego porady. Byłam jednym z nich.
Pierwszy raz miałam szczęście spotkać o. Cleopę w kwietniu 1991 roku, kiedy miał 79 lat. Usłyszałam o ojcu Cleopie od mojego ojca duchowego już w 1988 roku, przed upadkiem dyktatury komunistycznej, kiedy to Rumunia była wciąż krajem zamkniętym. Pomimo represji za Żelazną Kurtyną, słowo starca dotarło na Zachód i wiedziałam, że był on sławnym ojcem duchowym w monasterze Sihastria, i że komuniści obawiali się go uciszyć z powodu jego wielkiej popularności. Byłam z pielgrzymką w Rumunii. O. Ioanichie Balan z monasteru Sihastria, duchowy syn Starca i autor tej biografii, był naszym gospodarzem. Przybyłam z jeszcze jedną mniszką z Ameryki, która zamierzała przetłumaczyć na angielski inną książkę o. Ioanichie, Rumuński Paterikon, mimo że nie znała jeszcze języka rumuńskiego.
O. Cleopa przebywał w monasterze Sihastria bez przerwy od 1964 roku przyjmując codziennie pielgrzymów w swojej „niższej celi”. Aby podejść do tej celi, trzeba było najpierw wejść przez główną bramę. W tylnej części monasteru, blisko niższego domu gościnnego, znajdują się strome schody przechodzące w wąską ścieżkę, która prowadzi w górę do miejsca poza głównym terenem monasteru. Ścieżka ta wiedzie do drewnianej celi, przed którą ustawione są rzędy ławek. Zazwyczaj jest tam wielu ludzi, cierpliwie oczekujących na pojawienie się o. Cleopy na werandzie i na jego nauki. Obecnie jest tam zadaszenie, jest to jednak niedawny dodatek. Wcześniej, gdy padał deszcz, pielgrzymi i goście siedzieli pod parasolami.
Kiedy o. Cleopa wychodził z towarzyszącym mu posłusznikiem, wierni ruszali do przodu, aby z miłością i szacunkiem ucałować jego dłoń, oraz aby otrzymać ojcowskie błogosławieństwo. Potem starzec wygłaszał „pożyteczne słowo” (jak mówią Rumuni) czerpiąc z własnych bogatych doświadczeń. Mogła to być historia jakiegoś świętego, albo omówienie fragmentu z Pisma Świętego, albo coś z jego własnych przeżyć. Pielgrzymi zadawali mu zwykle mnóstwo pytań. Te spotkania ze starcem przedłużały się, nawet podczas trwania nabożeństw. Gdy dzwoniły cerkiewne dzwony w określonych porach nabożeństwa, wszyscy przerywali rozmowę aby się przeżegnać. Kiedy kończył swoją przemowę ludzie znowu zbliżali się do niego aby otrzymać błogosławieństwo, a wielu z nich wręczało mu zapiski z imionami bliskich, aby się za nich pomodlił.
Podczas każdego pobytu w monasterze Sihastria mogłam brać udział w tym niezwykłym elemencie życia w tym monasterze – w spotkaniu z ojcem Cleopą. Jego obecność przyciągała codziennie setki ludzi. Mnisi przyjmowali wszystkich z prawdziwą chrześcijańską miłością i serdecznością – karmiąc i zapewniając wszystkim dach nad głową.
Piłam z czystego źródła łaski. Przez pobyt w tym monasterze i podczas spotkań ze Starcem przeniosłam się do innego świata, w którym obecny był Chrystus. Zakochałam się w tej dogłębnie chrześcijańskiej kulturze – w monasterach, mnichach i mniszkach, wsiach, w zaprzęgach konnych, sianokosach, stadach owiec – wieczności zawartej w chrześcijańskiej kulturze. Moja dusza radowała się i mój duch wznosił się coraz wyżej. W pierwszej chwili chciałam na zawsze porzucić nowoczesny zachodni świat, zostać tutaj i siedzieć u stóp o. Cleopy i innych napotkanych Starców.
Ale zdałam sobie sprawę, że Bóg umożliwił mi spotkanie z o. Cleopą i innymi Starcami w innym celu: aby zabrać coś z tego, czego doświadczyłam z powrotem do Ameryki. Nasz kraj również potrzebuje części tego duchowego pożywienia, które pochodzi ze spotkań z takimi duchowymi mocarzami jak o. Cleopa. Naszym pragnieniem jest zaprezentować życie o. Cleopy, i jak pszczoły zbierające nektar będziemy wydobywać samą esencję prawdziwej chrześcijańskiej drogi, która leży ukryta w tym, co stanowiło kwiat jego życia, tak abyśmy my również mogli naśladować tę drogę do świętości w kraju, w którym Bóg nas posadził.

Matka Nina
Wyspa św. Nila, Alaska

7(20) maja 2000 r.
dzień św. Nila z Sory

.
.

—————————————————-
.
.

Wstęp do polskiego wydania


Przez wieki wysoki mur Karpat skutecznie oddzielał Polskę od Rumunii. Był jednak taki czas, że oba państwa miały wspólną granicę. Narody żyjące wokół Karpat obdzielały się wzajemnie swoją kulturą, wartościami duchowymi i religijnymi. Pasterski naród Wołoszczyzny ze swymi stadami docierał aż do Tatr zakładając wsie i osady. Widać to w nawach wielu miejscowości po tej stronie Karpat, jedną z takich osad, która przetrwała do dziś, to Tyrawa Wołoska na szlaku z Przemyśla do Sanoka. Wraz z ludźmi prawosławnymi doliną Sanu na zachód napływały ze wschodu przez Ukrainę obrzędy religijne, sposób budowania świątyń czy pisanie ikon. Podobieństwo między regionem Bukowiny, Huculszczyzny, ukraińskiego Zakarpacka i naszego Podkarpacia i Łemkowszczyzny, świadczy o wymieszaniu na tych terenach różnych narodów i nurtów kulturowych. Łączyła je wspólna wiara prawosławna i język starocerkiewnosłowiański ułatwiający porozumienie i cementujący te narody w jedno. Wpłynęło to, i wpływa w dalszym ciągu, na oryginalność Prawosławia w naszej Eparchii Przemysko-Nowosądeckiej, która do wojny nazywała się Przemysko-Samborsko-Sanocka i obejmowała swoim terytorium ziemie po tej stronie Karpat, od Lwowa aż po Kraków. Dziś wiele uległo zmianie, ale jak feniks z popiołów odradza się życie monastyczne na terenie Eparchii Przemysko-Nowosądeckiej, a wiemy, że monastycyzm to samo serce Cerkwi Prawosławnej.
Aby poznać prawdziwy monastycyzm, który docierał aż pod Kraków, a który „dzięki” schizmie Brzeskiej z 1596 roku został na tej ziemi zniszczony, należy wrócić do kolebki tego monastycyzmu, na ziemie Mołdawii i Bukowiny. Znajdziemy tu czyste wydanie monastycyzmu prawosławnego identycznego jak monastycyzm atoski wolnego od wynaturzeń i karłowatości. Znaczenia ogromnej siły ducha monastycyzmu rumuńskiego nie sposób przecenić. Czym była Mołdawia dla monastycyzmu atoskiego pozostającego pod panowaniem tureckim, dowiadujemy się dopiero z kart tej książki. Postać św. Piotra Mohyły, syna Gospodara Wołoskiego, spokrewnionego z rodem Żółkiewskich, wielkiego metropolity Kijowskiego, reformatora Cerkwi Prawosławnej w Rzeczpospolitej, to też wielki dar Mołdawii dla naszego Prawosławia. Mołdawia i Bukowina to ziemia święta, usiana licznymi monasterami wraz ze sławnymi „malowanymi cerkwiami”, które błyszczą swoim niepowtarzalnym pięknem na tej ziemi jak gwiazdy na niebie. To „Atos” w Karpatach, to wiecznie bijące źródło duchowości monastycznej.
Nie zgasiły ognia „Krzewu Gorejącego” oddziały Securitate i potworność bolszewizmu, ani głód, ani rany, ani więzienia. Więzionym kapłanom i mnichom w Rumunii słudzy szatana mówili: „My wam koron cierniowych nie damy na głowę i nie zrobimy z was męczenników, ale my wam stworzymy takie warunki, że razem z nami przeklniecie Boga i razem z nami pójdziecie do piekła”. Potwierdzenie tego ciemnego okresu w historii Europy i chrześcijaństwa znajdziemy w prześladowaniach ojca Cleopy.
Życie monastyczne ukazane na przykładzie Starca Cleopy w niniejszej książce, wspakale rozwija się po dzień obecny, właśnie dzięki takim świętym Starcom. Rumunia jest dzisiaj prawosławnym narodem posiadającym największą ilość monasterów i mnichów wśród innych prawosławnych narodów – w chwili obecnej w Rumunii jest ok. 300 monasterów (nie licząc skitów i pustelni), a w niektórych żyje po 800 mnichów lub mniszek.
Z Bożej Opatrzności, aby powstała ta książka w języku polskim, dane nam było wraz z autorem przekładu Markiem Dądelą i jego synami Mikołajem i Piotrem udać się w roku 2000 do źródła – do grobu i do celi Starca Cleopy w Monasterze Sihastria, aby mógł słowami tej książki przemówić duch tej ziemi, duch wielkiego prawosławnego narodu, wydającego takich świętych i gorliwych Starców. Zaczęło się to dzieło od modlitwy na grobie ojca Cleopy, od błogosławieństwa udzielonego mojej osobie przez Starca Ioanichie Balana, autora tej biografii. Potem zupełnie niespodziewanie spotkałem się z matką Niną w Monasterze św. Paisjusza Wieliczkowskiego w Santa Rosa w Kalifornii, akurat gdy przywiozła ona z Rumunii maszynopis ojca Ioanichie do tłumaczenia na język angielski i pierwszego wydania tek książki w 2000 roku przez Bractwo św. Hermana z Alaski, kierowane ojcowską ręką i sercem o. Archimandryty Germana, współbrata w trudach życia monastycznego o. Seraphima Rose. W roku ubiegłym autor przekładu otrzymał angielskie wydanie tej biografii właśnie w Monasterze Sihastria. Te krople łaski Bożej łączące różnych ludzi w różnych miejscach doprowadziły do wydania niniejszej książki o wielkim Starcu Cleopie. Do jej wydania przyczynił się też Archimandryta Nikodem (Makara), Ihumen Monasteru św. Cyryla i Metodego, który od bractwa św. Hermana z Alaski otrzymał pisemne błogosławieństwo na wydanie tej książki i przyjął na siebie trudy jej wydania.
Do ojca Jarosława Starzec Cleopa powiedział: „Gdzie są moi Polacy? Przychodźcie do mnie, to nie daleko, tylko przejdziecie przez góry, a ja zawsze wam pomogę…” Niech te zaproszenie ojca Cleopy skierowane do nas, rozpali w nas pragnienie odbycia pielgrzymki do grobu wielkiego świadka wiary Chrystusowej i wielkiego Pasterza dusz.

Ihumen Atanazy (Dębowski)
Monaster św. Cyryla i Metodego

II Niedziela Wielkiego Postu
św. Grzegorza Palamasa, 2004 rok

.
.

—————————————————————————————-
.
.

Część I
Życie Starca Cleopy z Sihastria


1
Dzieciństwo

Człowiek, który później stał się sławnym przewodnikiem dusz, Starzec Cleopa, przyszedł na ten świat 10 kwietnia 1912 roku jako Konstantyn Ilie, w rolniczym regionie Botosani w Rumunii. Ojciec Konstantyna, Aleksander, wywodził się z pasterzy z regionu Sibiu w Transylwanii (Rumunia północno-zachodnia). Jeden z jego przodków w XVIII wieku przeniósł się do Mołdawii, aby uniknąć prześladowań religijnych. Matka Konstantyna, Anna, również pochodziła ze wsi. W tamtych czasach życie płynęło spokojnie jak słodka woda z obfitego strumienia, gdyż taki sposób życia Rumuni odziedziczyli po swoich chrześcijańskich przodkach. Tradycyjne życie Rumunów zakorzenione było w wierze, którą otrzymali bezpośrednio od Apostoła Andrzeja, a prosta codzienność koncentrowała się na uprawianiu ziemi. Życie płynęło zgodnie z rytmem cerkiewnych nabożeństw. Błogosławieństwem miejscowych kapłanów rozpoczynało się każde dzieło, i to błogosławieństwo towarzyszyło ludziom wszędzie.
Konstantyn był chorowitym dzieckiem; prawie nic nie jadł i płakał bez przerwy dzień i noc. Za radą pewnej starej kobiety z wioski, Anna zaniosła dziecko do sławnego ojca duchowego Conona Gavrilescu ze skitu Cozancea (czyt. Kozancza), który znany był jako wielki egzorcysta i który wielu ludzi uzdrowił przez swoje modlitwy.
– Co mam robić, ojcze? Od pewnego czasu moje dziecko przestało jeść i bez przerwy płacze. Boję się, że może umrzeć – tłumaczyła matka.
– Wiesz co musisz zrobić? – odpowiedział Starzec – Musisz ofiarować go Matce Bożej!
– W jaki sposób mam go poświęcić Bożej Matce?
– Oto jak! – odpowiedział – Weź dziecko na ręce i połóż go w cerkwi przed ikoną Bogurodzicy i tak powiedz: Matko Boża, daję Ci to dziecko, które jest chore. Zrób z nim, co tylko chcesz, aby je uzdrowić!
Zapłakana matka poszła do cerkwi, pokłoniła się trzykrotnie przed ikoną Bogurodzicy, upadła na kolana i wypowiedziała swoją prośbę. Kończąc modlitwę Anna przeszła pod ikoną trzy razy. O. Conon odsłużył Liturgię, podczas której dziecko przyjęło Ciało i Krew Chrystusa, po czym odmówił modlitwy błagalne o zdrowie. Modlitwy te zostały wysłuchane, za cudownym wstawiennictwem Matki Bożej dziecko szybko ozdrowiało i stało się bardzo energiczne.
Aleksander Ilie był ojcem dziesięciorga dzieci, z których piątym był Konstantyn. Jego pole miało 30 ha, na których hodował 20 sztuk bydła i wypasał 150 owiec. Był jednym z lepiej prosperujących rolników w okolicy. Każdego świątecznego dnia zabierał całą rodzinę do cerkwi Bożej. Miał charakter stanowczy i męski, jednak charakteryzował się również dużą wrażliwością i współczuciem dla biednych i potrzebujących, którym rozdał wiele jałmużny.
Anna Ilie była niewiastą modlitwy, o wielkiej pobożności, która gorąco kochała swoje dzieci. Była niedużej postury. Mimo że nigdy nie nauczyła się czytać, miała bardzo dobrą pamięć. To ten dar wspaniałej pamięci odziedziczony po swojej matce charakteryzował ojca Cleopę, gdy został mówcą i wielkim ojcem duchowym. Życie duchowe Anny i siła jej charakteru wykształciły się wśród wielu trudności i nieszczęść, którym musiała stawić czoła w swoim życiu. Największą jej udręką było to, że prawie wszystkie jej dzieci młodo umarły. Często płakała nie tylko z powodu wielu nieszczęść, które ją nawiedzały, ale nawet częściej z powodu skruchy serca i wdzięczności za dary Boże. Była w stanie przekazać swoim dzieciom ogromnie silne poczucie świętości oraz miłość do rzeczy Bożych. Pięcioro z jej dzieci poświęciło swoje życie Chrystusowi poprzez przyjęcie życia monastycznego.
Wcześnie rano Anna wyprawiała dzieci do szkoły i powodowana troską o nie mówiła im, żeby coś zjadły lub wzięły ze sobą coś do jedzenia na drogę. Mąż ganił ją za to – Nie! Niech idą. Nie umrą przecież. – I tak czterech braci: Michał, Bazyli, Georgi i Konstantyn, szło do szkoły, gdzie najpierw zjadali kawałek prosforki a dopiero potem śniadanie. W domu Aleksander nie pozwalał dzieciom jeść rano śniadania dopóki nie modlili się przez godzinę. Chcąc naśladować wysiłki ascetyczne świętych, chłopcy sami pokochali post i znani byli w szkole z tego, że rozdawali swoje śniadania innym. Najstarszy z nich, Michał, który pierwszy miał zostać mnichem, podjął codzienną praktykę postu aż do przeczytania całego Psałterza. Nawet poza czasem wyznaczonym przez Cerkiew na post Aleksander mawiał do chłopców – Nie jedzmy teraz. Poczekajmy do południa aż wrócicie do domu. Nie jesteście prosiakami, abyście musieli jeść rano.
Już w młodych latach Konstantyn rozwinął w sobie głębokie nabożeństwo do Matki Bożej, co nie jest zaskoczeniem, jeśli się pamięta jego cudowne uzdrowienie we wczesnym dzieciństwie. Kiedy miał jedenaście lat, umiał z pamięci zaśpiewać Akatyst Zwiastowania. Później opowiadał, w jaki sposób nauczył się tego starodawnego i poetyckiego hymnu. – Kiedy na polu obierałem kukurydzę ukrywałem modlitewnik pod łuskami, dopóki ojciec nie nadjechał wozem. Podczas tego mogłem nauczyć się jednego ikosu więcej i następnego kontakionu. Wyobraźcie sobie, że nauczyłem się w ten sposób całego Akatystu do Matki Bożej.
W domu Aleksandra i Anny Ilie jeden pokój był cały pokryty ikonami, był jak mała kaplica. Rodzina wstawała wcześnie rano, aby razem się tam modlić. Właśnie w tym pokoju czterech przyszłych mnichów rozwinęło swoje zamiłowanie do życia ascetycznego. W tym duchowym klimacie chłopcy spędzili swoje dzieciństwo, pracując na polu i doglądając zwierząt. Konstantyn miał naturalną skłonność do unikania światowych rozrywek. Jego matka mówiła, że kiedy wracał z wypasu owiec do domu, celowo omijał drogę przez wieś, jeśli akurat były tam jakieś tańce albo czyjeś wesele.
Młodość chłopców, otoczonych tym zdrowym, chrześcijańskim środowiskiem, nie minęła jednak bez robienia figli i psot. Starzec Cleopa często wspominał pewien szczególny epizod. – Kiedy byłem mały, pewnego dnia wracałem ze szkoły do domu i przechodziłem przez wioskę, gdy zobaczyłem kilku chłopców rzucających kamienie na dom z czerwonym, blaszanym dachem. Ja też przyłączyłem się do nich i zacząłem rzucać kamienie. Nasz nauczyciel usłyszał o tym i wziął nas wszystkich na bok i dał nam w tyłek. Teraz jestem mu wdzięczny za to, ponieważ dobrą rzecz uczynił dla mnie i modlę się za niego.

2
Skit Cozancea

W skromnej celi w pobliskich lasach żył pustelnik i mnich Paisjusz Olaru. Cela ta znajdowała się w sąsiedztwie skitu Cozancea, około 5 kilometrów za wsią. Każdego lata Aleksander wypasał swoje owce na wzgórzach i łąkach niedaleko skitu. Kiedy chłopcy podrośli, powierzył pieczę o owce w ręce trzech braci: Bazylego, Georgia i Konstantyna, którzy włóczyli się po tych wzgórzach od wczesnego dzieciństwa.
Ojciec Paisjusz urodził się w 1897 roku w Botosani. Mając 25 lat wstąpił do skitu Cozancea, gdzie prowadził życie ascetyczne przez następne 26 lat, chwaląc Boga dzień i noc i lecząc wiele dusz. Konstantyn, odkąd był małym chłopcem, razem z braćmi odwiedzał ojca Paisjusza i pomagał mnichom w obowiązkach monasterskich wokół skitu, pomagał starszym mnichom i śpiewał na klirosach.
Było więc szczególnym zrządzeniem Bożym, aby ci młodzi chłopcy mieli swoich duchowych przewodników, i pewnego dnia mogli wyrosnąć na duchowych gigantów współczesnego monastycyzmu. Zawsze, kiedy ci młodzi ludzie byli strapieni na duszy lub w czasie pokus, biegli do ojca Paisjusza i prosili o pożyteczne słowo. Mnich radził im, aby zachowali milczenie, odmawiali modlitwę Jezusową, wykonywali codzienne pokłony, a po wieczornym wydojeniu owiec, aby czytali Psałterz i śpiewali Akatyst do Matki Bożej. W swoim młodzieńczym zapale bracia wypełniali wiernie wszystko to, co ich duchowy ojciec im polecił. Z powodu ich posłuszeństwa wróg kusił ich coraz mocniej, nie mogąc znieść porażki zadanej przez kilkoro dzieci, które przepędzały go siłą modlitwy.
W nocy bracia zbierali się na modlitwie. Czasami dawały się słyszeć jakieś odgłosy ze strychu, które przeszkadzały im w modlitwie. Najmłodszy z nich, Konstantyn, przerywał i pytał braci – Słyszycie to? Ale najstarszy z braci, Bazyli, szybko ganił go – Cicho bądź! W ogóle nie zwracaj na to uwagi. To najgorsze, co można zrobić.
Pewnej nocy zebrali się wokół ogniska w zagrodzie dla owiec i czytali Psałterz. Nagle zobaczyli dziwnego ptaka, który wylądował wśród nich. Młody Konstantyn, najbardziej żywiołowy z braci, przestał czytać i wykrzyknął – Patrzcie, jaki piękny ptak!
– Cicho bądź! Módl się i nic więcej nie mów! – upomniał go Bazyli.
Kiedy Konstantyn gapił się na ptaka, ten nagle z wielkim wrzaskiem rzucił się do ognia, rozrzucając wszystkie węgle i podpalając owczarnię. Wiele owiec zginęło i z bardzo wielkim trudem ugasili ogień i zgromadzili z powrotem przestraszone owce. Potem pobiegli szybko do swojego Starca, o. Paisjusza, i opowiedzieli mu o tym demonicznym ataku. Starzec pokropił owce i owczarnię święconą wodą i dodał odwagi braciom, aby nie bali się, gdyż diabeł jest ostatecznie związany przez Chrystusa i nie ma mocy do zabijania ludzi.

3
Pokusy młodości

W 1917 roku na północ od Rumunii, w Rosji, zostały obalone rządy wielkiego prawosławnego narodu przez burzliwą rewolucję bolszewicką, i Rosja od tej pory dostała się w ręce komunistów. Zbiorowe mogiły zapełniły się ciałami nowych męczenników – biskupów, kapłanów, mnichów i mniszek oraz wiernych, których uważano za „wrogów ludu”. W Rumunii powstała właśnie Partia Komunistyczna (1921), a w 1930 roku tyran i dyktator Karol II pozbawił tronu prawowitego króla Michała, który był jeszcze nieletni. Rumunia dostała się między dwa największe totalitaryzmy europejskie – Niemcy oraz Związek Sowiecki. Oba były zainteresowane bogactwami naturalnymi oraz polityczną kontrolą całych Bałkanów. Pomimo tych politycznych burz życie w rolniczej Mołdawii toczyło się bardzo spokojnie.
Młodzieńcza niewinność nie została zniszczona w Konstantynie i jego braciach, jak to się często dzieje u wielu nastolatków. Chłopcy utrzymywali swoją żarliwość ku Bogu, a ich asceza wciąż była ostra jak miecz gotowy do walki.
Gdy młodzi Ilie wyrośli na młodych mężczyzn ich matka Anna, posłuszna swojemu macierzyńskiemu instynktowi, zapragnęła ich pożenić. Anna przyprowadziła kilka dziewcząt z wioski na wieczorną zabawę przy łuskaniu kukurydzy mając nadzieję, że któraś zakocha się w którymś z jej chłopców. Plan ten jednak przyniósł skutek odwrotny, gdyż młodzi wykorzystali okazję, aby opowiedzieć dziewczętom o świętych ludziach. Jedna z nich tak bardzo się przejęła słowami braci, że opuściła dom i wstąpiła do monasteru, a inne wkrótce podążyły za nią. Szczególnie młody Konstantyn wykazywał wielki talent do wygłaszania mów budujących duchowo i miał serce pasterza czujnego w swojej trosce o zbawienie dusz. Anna płakała widząc, że jej nadzieje na przyszłe małżeństwa spełzły na niczym. Przestraszyła się, że wkrótce utraci wszystkich chłopców, którzy prędzej czy później podejmą życie monastyczne.
W 1925 roku, według starego rumuńskiego zwyczaju, młodzież z wioski wynajęła dwóch skrzypków, aby zagrali w domu Anny Ilie. Muzykanci zaczęli grać i wszyscy zaczęli śpiewać i tańczyć, co Rumuni wprost uwielbiają. Anna była podekscytowana widząc następną nadarzającą się okazję na wyswatanie któregoś z synów. W pewnym momencie Georgi zobaczył, że Bogurodzica na jednej z ikon zaczęła płakać. Pojąwszy znaczenie tego widzenia wszyscy trzej bracia opuścili dom i ukryli się. Anna zauważyła ich nagłe zniknięcie i zaczęła wszędzie ich szukać. W końcu, zdenerwowana, odnalazła ich. – Dlaczego robicie nam wstyd przed całą wioską? – zapytała – Chodźcie tańczyć! Georgi w ukryciu szybko wyciął przy pomocy noża dziurę w bucie i odpowiedział – Mamo, czy mogę tańczyć z taką dziurą w bucie?
Tego wieczoru Anna i Aleksander zdali sobie sprawę, że ich synowie wybrali inną drogę życia i postanowili zezwolić im na służbę samemu Chrystusowi.

4
Młodzi asceci

Teraz mając niewiele ponad dwadzieścia lat Bazyli i Georgi zaczęli przygotowywać się do życia monastycznego. Wstawali o północy, aby śpiewać Czasy i czytać Psałterz. Budzili również Konstantyna, który miał wówczas piętnaście lat. Konstantyn oburzał się na braci za to, że pozbawiali go snu. Jego najstarsza siostra, Maria, która wstąpiła do Armii Boga, często przekonywała Konstantyna – Musisz wstąpić do Armii Boga, gdyż masz dar przemawiania, a nie jest tam tak ciężko jak w monasterze. Zgodził się i następnej nocy, kiedy bracia budzili go o północy na modlitwę, powiedział im, aby więcej już go nie budzili, bo wcale nie chce zostać mnichem. Wrócił do łóżka i beztrosko spał dalej.
Tej nocy Anna jeszcze się krzątała. Wracając od studni z dwoma wiadrami wody zobaczyła w pokoju Konstantyna wielkiego psa, który siedział na jego piersi i lizał go po policzku. Zawołała głośno – Bazyli, chodź tu szybko, bo jakiś pies chce zjeść Konstantyna! Konstantyn obudził się w samą porę, aby zobaczyć ogon wielkiego, czarnego psa, który zaraz potem zniknął. Bazyli powiedział mu – To był diabeł, który cieszy się, że już nie chcesz iść do monasteru! Od tej chwili Konstantyn nigdy więcej nie wątpił, czy chce zostać mnichem, czy nie. Każdej nocy wstawał na modlitwę, żeby demon nie atakował go więcej za jego opieszałość.
W 1927 roku Georgi w wieku 25 lat opuścił dom i został uczniem pustelnika Paisjusza w skicie Cozancea. Żył tam w posłuszeństwie, pracując w ogrodzie, śpiewając na klirosie, praktykując modlitwę Jezusową, jedząc jeden raz dziennie.
Wchodząc na drogę życia monastycznego Georgi szybko popadł w pokusę. Dał się zwieść przez zaufanie do własnych pomysłów i pewnego razu wszedł do celi Starca zostawiając tam kartkę, na której napisał: „Wybacz ojcze Paisjuszu, poszedłem na pięć dni do lasu czynić pokutę”.
Wieczorem Starzec przeczytał kartkę i natychmiast dostrzegł przebiegłość wroga. – Jest to kuszenie diabelskie, i nie skończy się to dobrze dla brata Georgia, ponieważ wyszedł bez błogosławieństwa. Niedługo po północy usłyszał pukanie do drzwi i głos mówiący – Błogosław ojcze Paisjuszu, i przebacz mnie grzesznemu.
– Kim jesteś? – zapytał Starzec.
– Grzeszny brat Georgi.
– Jak to możliwe? Brat Georgi poszedł do lasu na pięć dni, aby odbyć pokutę.
– Wybacz ojcze Paisjuszu, zgrzeszyłem.
– Niech Bóg ci przebaczy, bracie Georgi. Wejdź i opowiedz, co się stało.
– Już od dłuższego czasu pragnąłem pomodlić się w samotności przez kilka dni w lesie, ojcze Paisjuszu. Wziąłem więc Czasosłow i Psałterz, kilka świeczek, zapałki i schowałem się w lesie w jakimś dole. Zacząłem czynić pokłony i modlić się z płaczem. O północy usłyszałem głos, który powiedział – Co ty tu robisz? Odwróciłem się i zobaczyłem szkaradne stworzenie o budzącym lęk wyglądzie. To był wróg. Wówczas on rzekł – Dlaczego poszedłeś bez błogosławieństwa? Wówczas opanowany ogromnym lękiem wziąłem Czasosłow i uciekłem. Błagam ojcze Paisjuszu, wybacz mnie grzesznemu i przyjmij mnie z powrotem.
Od tej pory brat Georgi nigdy niczego nie zrobił bez błogosławieństwa.
Pod koniec 1927 roku Georgi zapragnął pójść do skitu Sihastria. Znając gorliwość duszy młodego ascety Ihumen z Sihastrii chciał go wypróbować przed przyłączeniem do wspólnoty. Przez trzy dni trzymał Georgia na zewnątrz przed bramą, dźwigającego worek z brudami i powtarzającego psalm 50 dziesięć razy bez przerwy. Kiedy kończył, krótko odpoczywał a potem powtarzał wszystko od nowa. Pod koniec trzeciego dnia Ihumen powiedział mu – Bracie Georgi, czy tak bardzo kochasz życie monastyczne? Życie mnicha jest trudne. Musisz pościć, modlić się, robić wszystko, co ci każą i z miłością dźwigać na swoich plecach ciężkie obowiązki mnicha aż do śmierci.
– Wybacz mnie grzesznemu. Z Bożą pomocą wypełnię, wedle moich sił, to wszystko, co będzie mi wyznaczone.
Wówczas brat Georgi został przyjęty do monasteru i otrzymał posłuszeństwo – opiekę nad bydłem.

5
Bazyli i Konstantyn opuszczają dom

W zimie 1929 roku, krótko po dniu św. Mikołaja, Bazyli i Konstantyn podjęli decyzję o opuszczeniu domu i ofiarowaniu siebie Chrystusowi w życiu monastycznym. Zwrócili swój wzrok na monaster Sihastria. Nazwa tego monasteru pochodzi od greckiego słowa hesychia, które oznacza ciszę.
Po otrzymaniu błogosławieństwa od proboszcza, powiedzieli rodzicom o swoich planach. Widząc już ostatnich chłopców opuszczających dom, serce matki pękało z bólu. W rzece łez Aleksander upomniał ją słowami – Pozwól im odejść! Dlaczego nie myśleliśmy tak jak oni, kiedy mieliśmy ich lata? Popatrz, jutro już pójdziemy do Boga, jakie znaczenie ma ten ziemski żywot?
Każdy z braci wziął ze sobą tylko torbę na ramię, w której znalazło się kilka ubrań, Pismo Święte, Żywoty Świętych, Czasosłow i Psałterz. Wzięli też dwie ikony: ikonę Matki Bożej, która płakała u nich w domu oraz ikonę św. Jerzego Zwycięzcy, patrona ich brata, który już zawinął do cichej i spokojnej przystani życia monastycznego.
Po odmówieniu ostatniej modlitwy przed wyruszeniem w drogę wybraną na całe życie, rodzice odprowadzili braci poza granice wioski. Widząc boleść swoich kochających rodziców podczas tego ostatecznego rozstania, Bazyli zanucił pieśń z Akatystu do Zbawiciela:
– Arcyzwycięski Hetmanie i Boże, piekła pogromco, Ty wybawiłeś nas od wiecznej śmierci, dziękczynne pieśni przynosimy Tobie słudzy przez Ciebie stworzeni. Mając miłosierdzie niewypowiedziane od wszelkich bied wybaw nas, wzywających: Jezusie, Synu Boży, zmiłuj się nade mną!
Uczynili na sobie znak krzyża, ucałowali ręce rodziców i wyruszyli w stronę skitu Cozancea. Aleksander z Anną zaczęli głośno płakać.

6
Nowe życie

Opuszczając zmartwionych rodziców Bazyli i Konstantyn udali się dobrze znaną ścieżką wiodącą do celi o. Paisjusza w skicie Cozancea. Tym razem jednak stawiali pierwsze kroki na całkiem nowej ścieżce swojego nowego życia. Ścieżka ta będzie bez wątpienia kamienista, ale jednocześnie umożliwi młodym ludziom takie życie, w którym będą mogli zrealizować swoje idealistyczne sny o bezkompromisowej służbie Bogu.
Tymczasem w skicie Cozancea przebywał ich brat Georgi, który akurat odwiedził o. Paisjusza. Po wieczornym odpoczynku i po wysłuchaniu wielu opowiadań o pustelnikach, którzy żyli w górach Neamt, trzej bracia wybrali się do Suceavy, aby oddać cześć relikwiom św. Jana Nowego. Potem pielgrzymi udali się do sławnego monasteru Neamt, aby ucałować cudotwórczą ikonę Matki Bożej, pod opiekę której oddają się wszystkie monastery w Mołdawii. Z Neamt bracia weszli do doliny Secu i pokłonili się założycielowi monasteru Secu, Nestorowi Ureche. Modlili się dokładnie na tej samej ziemi, na której św. Paisjusz Wieliczkowski, wielkie światło współczesnego monastycyzmu, żył w jedności ducha ze wspólnotą pięciuset mnichów.
Gdy przeszli przez te błogosławione góry – gdzie setki eremitów wiodło życie miłe Bogu, w ciszy, daleko od światowej paplaniny – wszyscy oddali chwałę Bogu. Napełnieni byli wielką nadzieją, że Bogurodzica ich także pobłogosławi, aby podążali ich śladem. W końcu osiągnęli miejsce przeznaczenia – odosobniony Skit Sihastria.

7
Krótka historia skitu Sihastria

Skit Sihastria położony jest w dolinie na przedgórzu Karpat. Życie monastyczne rozpoczął tutaj święty hezychasta Atanazy wraz ze swoim uczniem. W 1734 roku Biskup Gideon odnowił skit i zbudował drewnianą cerkiew, kilka cel i dzwonnicę. Budowle te całkowicie spalili Turcy w 1821 roku. W 1824 roku cerkiew została odbudowana przez metropolitę Beniamina Costache. Ziemie otaczające skit zostały sprzedane między 1861 a 1863 rokiem, podczas gdy sam skit prawie całkiem opustoszał.
W 1884 roku w sąsiedztwie skitu został zbudowany tartak, co zmusiło nielicznych mnichów do szukania spokoju wyżej w górach. Jeden z mnichów, Jonatan, który pozostał, aby opiekować się cerkwią, trwał na tym posterunku przez 25 lat. Liturgia sprawowana była raz w roku, 8 września, w patronalne święto Narodzenia Matki Bożej.

8
Archimandryta Ioanichie Moroi – odnowiciel skitu Sihastria

W roku 1890 przyszły archimandryta Ioanichie Moroi wyruszył z pielgrzymką do Jerozolimy, do Grobu Chrystusowego, a potem na Świętą Górę Atos. Tutaj powziął postanowienie opuszczenia rodziny i podążenia za Chrystusem. Przyjął stan mniszy w rumuńskiej kelii na Świętej Górze i pozostał w niej przez 10 lat. W 1900 roku powrócił do Rumunii, gdzie wstąpił do monasteru Neamt i podjął obowiązki zakrystiana.
Ojciec Cleopa później opowiadał o ojcu Ioanichie następującą historię, która miała miejsce w Neamt:
W roku 1907 umarł pewien starszy mnich, który miał ponad 90 lat. Miał na imię Dometian. Źle słyszał i kiedy przychodził na nabożeństwa do cerkwi stawał blisko grobu św. Paisjusza Wieliczkowskiego, który znajduje się w głównej cerkwi po dzień dzisiejszy. Bardzo często płakał, gdyż nie słyszał w ogóle nabożeństw. Jego cela była daleko od cerkwi. Pewnego dnia o. Ioanichie usłyszał wiadomość, że mnich Dometian Głuchy umarł i że kilku mnichów znalazło go martwego klęczącego przed świętymi ikonami i pobiegło powiedzieć o tym Ihumenowi. Ihumen zlecił głównemu kościelnemu, aby zajął się wszystkim. Kościelny posłał kilku mnichów, aby przynieśli go do cerkwi, ponieważ taki jest dla mnichów obyczaj. Jeśli zmarły był kapłanem, musi pozostać w cerkwi i mnisi czytają Psałterz przy jego trumnie przez 3 dni i noce. Kiedy mnisi poszli przynieść go do cerkwi zobaczyli, że był bardzo biedny, nie posiadał nic oprócz starego i podartego habitu, w który był ubrany. Mnisi przynieśli inny habit i ubrali go, położyli na marach i zanieśli do cerkwi, umieszczając w przednawiu. Kościelny przyniósł wielką schymę, w której zmarli są zawinięci aż do pogrzebu, i owinął go nią. Potem, ponieważ już był wieczór, kościelny zaś wiedział, że mnich Ioanichie czyta bardzo często Psałterz, powiedział do niego – Ioanichie, wiem że nie śpisz i czytasz Psałterz aż do Jutrzni. Dlatego póki nie przyprowadzę innych, ty czytaj. Ojciec Ioanichie odpowiedział – Pobłogosław! I pozostał w przednawiu aby czytać Psałterz.
Pozostał tylko on i zmarły. O godzinie dziewiątej zmarły mnich Dometian leżąc w swojej trumnie podniósł jedną nogę. Ojciec Ioanichie wstał i nacisnął na kolano, aby noga wróciła na swoje miejsce, po czym dalej czytał Psałterz. Jednak po godzinie zmarły mnich uniósł drugą nogę. Ojciec Ioanichie trochę się tym wystraszył i głośno zawołał – Ojcze Dometianie, czy ty zmartwychwstałeś? Jeżeli zmartwychwstałeś powiedz mi, ponieważ ja upamiętniam twoje odejście. Jednak nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Wierząc, że o. Dometian wrócił do życia i nie może mówić, gdyż usta miał przykryte kamiławką, o. Ioanichie rozwiązał końce kamiławki, odsłonił twarz i znowu spytał – Ojcze Dometianie, czy ty żyjesz? A o. Dometian otworzył szeroko usta i trzymał je otwarte przez kwadrans. Wtem z jego ust rozszedł się bardzo przyjemny zapach, który napełnił całą cerkiew, a ponieważ drzwi cerkwi były otwarte, słodka woń ogarnęła cały monaster. Mimo to ojciec Ioanichie czytał dalej Psałterz i po godzinie poszedł po błogosławieństwo na bicie w semantron na początek Jutrzni. O godzinie 11 mnisi zaczęli schodzić się do cerkwi i poczuli ten piękny zapach, ale nie wiedzieli skąd on pochodzi. O. Ioanichie po biciu w semantron i uderzeniu w dzwony wrócił do cerkwi, gdzie wszyscy pytali go czy wie coś o tym wspaniałym zapachu. Powiedział im, że wie i że po nabożeństwie opowie więcej. Tak więc, kiedy o drugiej w nocy Jutrznia się skończyła i wszyscy zebrani byli w cerkwi powiedział im, że zapach pochodzi z ust zmarłego Dometiana, a także o rzeczach, które wydarzyły się podczas czytania Psałterza.
Mnisi słysząc to oddali chwałę Bogu i wszyscy przynieśli swoje Psałterze ze swoich cel i położyli blisko trumny ojca Dometiana. Potem już nie śpiewali jak zazwyczaj – Boże zbaw ojca Dometiana! – ale – Święty ojcze Dometianie módl się za nami do Boga! Kiedy pochowano ojca Dometiana i grób został zamknięty, znowu rozszedł się słodki zapach z jego ust, a wszyscy płakali i wielbili Boga, który wywyższa ubogich i tych, którzy są pogardzani na tym świecie.
W 1909 roku tartak blisko skitu Sihastria został zamknięty i schymnik Ioanichie został wyświęcony na kapłana i wybrany Ihumenem odradzającej się wspólnoty. W ten sposób odrodziła się Sihastria, gdzie przełożonym został mnich, którego duchowość – podobnie jak św. Paisjusza Wieliczkowskiego, który spowodował odnowę życia monastycznego w XVIII i XIX wieku w Rumunii i Rosji –kształtowała się na Świętej Górze Atos.
Przez 20 lat ojciec Ioanichie służył codziennie Liturgię jako jedyny kapłan w skicie. Życie codzienne płynęło według Ustawu z Góry Atos. Jutrznia sprawowana była o północy, po niej następowała Liturgia wraz z całym cyklem nabożeństw. Ihumen nie pozwalał na rozpoczęcie nabożeństwa, dopóki w cerkwi nie zebrali się wszyscy bracia. Spowiedź odbywała się co tydzień i bracia przyjmowali Komunię świętą co trzydzieści lub czterdzieści dni, zgodnie ze zwyczajem, stosownie do pilności i gorliwości. W poniedziałki, środy i piątki podawano tylko jeden posiłek po godzinie trzeciej, w inne dni podawano dwa posiłki z nabiałem.
Każdy mnich obowiązany był wypełniać w swojej celi indywidualną regułę, na którą składało się 300 doziemnych pokłonów, 600 małych pokłonów i codzienne czytania z Psałterza. Ci, którzy nie wypełnili tych obowiązków, nie jedli w tym dniu. Nikomu nie wolno było przyjmować krewnych w swojej celi, posiadać własnych pieniędzy czy też rozmawiać o sprawach światowych. Najważniejszą sprawą dla każdego mnicha było praktykowanie modlitwy Jezusowej, przez którą oczyszcza się umysł i serce.
Ojciec Ioanichie dawał braciom żywy przykład własnym życiem, pełnym cierpliwego dźwigania krzyża, samowyrzeczeń i postów. Ojciec Cleopa tak później wspominał swojego poprzednika: Starzec nie jadł niczego od poniedziałku do piątku ograniczając się do przyjmowania Świętej Komunii i prosfory, gdyż codziennie służył Liturgię. Podczas tych pięciu dni Ihumen przychodził do trapezy razem ze wspólnotą i czytał Pouczenia św. Teodora Studyty. Jednakże w soboty i niedziele oraz wielkie święta jadł posiłek razem z całą wspólnotą.
W wolnym czasie Ihumen pomagał braciom w ich obowiązkach, pracując z nimi ramię w ramię w ogrodzie, doglądał chorych, dawał porady ludziom przychodzącym do monasteru po duchowe pożywienie. Mnichom często powtarzał – Chłopcy, jeżeli chcecie się zbawić, bójcie się Boga, zachowujcie czysty umysł i nie zapominajcie powtarzać modlitwy Jezusowej.
Tak wyglądało szczere i wzniosłe życie duchowe Ihumena skitu Sihastria. Ojciec Ioanichie Moroi znany był również z daru wyrzucania złych duchów. Pewnego razu brat opuścił monaster bez błogosławieństwa i poszedł do miasta coś sobie kupić. Po drodze ukazało mu się siedem demonów w postaci mnichów, jednak tak strasznych i szkaradnych, że strach było spojrzeć. Napadli na niego i zaczęli go okładać płonącymi kijami, zadając wielki ból i goniąc przez las. Wciąż ścigany przez demony mnich przybiegł z powrotem do skitu wrzeszcząc na cały głos – Nie zostawiajcie mnie! Ściga mnie siedem demonów! Nie zostawiajcie mnie! Ściga mnie siedem demonów!
Bracia pochwycili go, związali i powiedzieli Ihumenowi o całym zdarzeniu. On odmówił modlitwy rozgrzeszające bluźnierstwo oraz przepędzające złe duchy. Potem rozkazał braciom rozwiązać go. Bracia jednak pełni obaw zapytali – Co będzie jak znowu zacznie uciekać? Ihumen odpowiedział – Nie bójcie się! Jeśli Bóg go rozgrzeszył, to nie trzeba go wiązać. Rzeczywiście, dzięki modlitwom Ihumena mnich został całkowicie uwolniony od złości demonów.

9
Początki życia w monasterze

Przed bramą skitu Sihastria bracia Ilie napotkali surowo wyglądającego mnicha z bujnymi rudymi włosami, który przypominał wyglądem dzikiego lwa. Natychmiast zaczął wypytywać Konstantyna – Przyszedłeś tutaj, żeby zostać z nami?
Konstantyn potulnie odrzekł – Tak, wasza świątobliwość.
Pewny siebie mnich, który w monasterze był ekonomem, oznajmił, że powie przełożonemu i kazał mu czekać na zewnątrz przed bramą. Po chwili ognisty mnich wrócił trzymając w ręku kij i poprowadził Konstantyna do zwalonego drzewa. Odwrócił się i rzekł – Wal kijem w ten pień, uderzaj go! – i odszedł bez słowa.
Przez cały dzień Konstantyn uderzał kijem w pień. Mnisi i odwiedzający przechodzili obok i nie zwracali na niego najmniejszej uwagi. Dzwonek oznajmił obiad, lecz nikt nie nadchodził. W końcu późnym wieczorem przyszedł ekonom i bez słowa zaprowadził go do pokoju z łóżkiem z desek, bez koca, i z poduszką wypchaną słomą. Zanim Konstantyn położył swoje znużone ciało do snu, usłyszał rytmiczne uderzenia w semantron zwołujące mnichów do cerkwi. Była godzina 11, czas na rozpoczęcie nabożeństwa o północy. Znajomy mnich zaprowadził go w ciszy do cerkwi, gdzie Konstantyn stanął z tyłu. Po nabożeństwie odprowadzono go z powrotem do pokoju.
Następnego dnia wczesnym rankiem, gdy ptaki swoim śpiewem witały świt, Konstantyn został ściągnięty z łóżka i poprowadzono go znowu do bramy monasteru oraz pnia, i usłyszał tylko dwa słowa – Uderzaj pień!
Drugi dzień upłynął tak jak pierwszy, a potem trzeci. W końcu trzeciego dnia, gdy słońce schowało się za horyzontem, młody ekonom, do tej pory bardzo milczący i surowy, podszedł do bramy, lecz tym razem na jego twarzy malowała się wesołość. – Chodź, Starzec cię woła. Zostaw tutaj ten kij.
Zaprowadził Konstantego do Ihumena Ioanichie, który zapytał go – Co ci powiedział ten pniak przy wejściu?
– Nic mi nie powiedział, świątobliwy.
– Dobrze, niech ci będzie.
Po czym ojciec Ioanichie wyspowiadał młodego Konstantyna. Po otrzymaniu jego dokumentów, rzekł – Czy nie mówiłeś, że jesteś bratem Georgia Ilie (obecnie mnicha Gerasima)? Nie byłoby dobrze dla was, gdybyście byli w monasterze razem od początku. Jutro pójdziesz do owczarni pomagać Antoniemu Olaru, jest on pasterzem i odpowiada za owce. Masz go słuchać. W sobotę wieczorem przyjdź do spowiedzi. A teraz idź już.
Przed celą Ihumena czekał znajomy mnich. – Czy Starzec pytał cię o dokumenty? – zapytał, wiedząc, że to niechybnie świadczy o przyjęciu do monasteru.
– Tak, pytał mnie o dokumenty – odpowiedział nowo przyjęty nowicjusz.
– Dobrze, teraz chodźmy coś zjeść.
Ojciec Cleopa zawsze pamiętał o ofierze, jaką dyskretnie uczynił w jego intencji ten mnich. – Jedliśmy razem, ponieważ ten mnich pościł cały czas, gdy moje powołanie było poddane próbie. Potem zaprowadził mnie do innej celi, tuż obok celi braci.

10
Owczarnia

Następnego ranka Konstantyna zaprowadzono do owczarni w urodzajnej dolinie Sihastria, otoczonej przez piękne i majestatyczne góry. Leciutki powiew unosił się delikatnie nad okolicznymi wzgórzami i doliną, szepcząc do pełnych zapału młodych serc Bazylego i Konstantyna przypomnienie o obecności Stworzyciela. Mijał dzień za dniem, czas biegł niedostrzegalnie. Bracia rzadko opuszczali zagrodę, nawet nie odprawiali zwykłego cyklu nabożeństw. Ołtarz Boga Żywego ustawili w swoich sercach, bezustannie podnosząc oko duszy ku Bogu poprzez świętą modlitwę Jezusową.
Właśnie tutaj, w owczarni, formowała się dusza przyszłego duchowego przewodnika Rumunii. Starzec Cleopa później nostalgicznie wspominał początki życia w monasterze. – W tym czasie, gdy razem z moimi braćmi byłem pasterzem owiec monasterskich, odczuwałem wielką duchową radość. Zagroda i owce – żyłem w górach, w ciszy i samotności, na łonie natury; tak wyglądała moja monastyczna i duchowa szkoła.
Wówczas zacząłem czytać Dogmatykę św. Jana z Damaszku oraz jego Krótkie wprowadzenie do wiary prawosławnej. Jakże cenny był ten czas dla mnie! Kiedy zaczynało się robić ciepło, prowadziliśmy roczne jagnięta i baranki na Wiśniową Łąkę, gdzie była już zielona trawa. Otoczona była przez krzewy i zwierzęta nie mogły nigdzie uciec. – Nie ruszajcie się stąd! – mówiłem im, i zabierałem się do czytania Dogmatyki.
Kiedy czytałem coś na temat Stworzyciela, o różnicach pomiędzy aniołami, o człowieku i Bogu, o naturze Przenajświętszej Trójcy, albo kiedy czytałem o Raju i piekle – o dogmatach o których pisał św. Jan z Damaszku – tego dnia całkiem zapominałem o jedzeniu.
Była przy owczarni stara chatka, w której urządziłem sobie schronienie, zawsze ktoś z monasteru przynosił mi tam jedzenie. Gdy wieczorem wracałem do tej chatki, sam siebie pytałem – Czy ja coś dzisiaj jadłem? Kiedy zobaczyłem jedzenie, wołałem zdziwiony – Niczego nie jadłem! Przez cały dzień byłem zajęty czytaniem Dogmatyki św. Jana z Damaszku. Zamiast zakładki do książki używałem krokusa. Gdy pasłem owce i bydło czytałem św. Makarego Egipskiego, św. Makarego z Aleksandrii oraz Żywoty Świętych, których miałem wszystkie 12 tomów. Zabrałem je ze skitu Cozancea w torbie, miałem je ze sobą, kiedy pierwszy raz zastukałem do bramy monasteru. Pochłaniałem te książki i dzień mijał jakby w godzinę. Żywoty Świętych każdego bardzo umacniają… naprawdę.
A więc, dzieci, zawsze bierzcie ze sobą książkę… W tych latach modliłem się dużo, czytałem Pismo Święte i wiele pism świętych Ojców, takich jak Paterikon, Drabinę św. Jana Klimaka, pisma św. Teodora Studyty, św. Izaaka Syryjczyka, św. Efrema Syryjczyka, Fontannę św. Jana Chryzostoma, Hexaemeron św. Bazylego Wielkiego i inne. Pożyczałem te książki z biblioteki monasteru Neamt i Secu, dźwigałem je ze sobą w torbie idąc w góry. Jak kończyłem moją regułę modlitewną, wyjmowałem książki świętych Ojców i czytałem je siedząc przy owcach aż do wieczora. To było tak, jakbym widział świętego Antoniego, świętego Makarego Wielkiego, świętego Jana Chryzostoma i innych świętych. Jakże oni przemawiali do mnie! Widziałem św. Antoniego Wielkiego z długą siwą brodą i świetlistym obliczem, przemawiał do mnie w taki sposób, że wszystkie słowa, które wypowiadał, odciskały ślad w moim umyśle jakby ktoś pisał rylcem na wosku. Tego, co przeczytałem, nigdy już nie zapomnę.

11
Spotkanie ze św. Janem Rumuńskim

W tym samym czasie, kiedy brat Konstantyn rozpoczynał swoje życie monastyczne przy wypasie owiec, w pobliskim monasterze Neamt ciężar mniszych obowiązków dźwigał brat Jan Jakub. Ten młody mnich pracował w ogromnej bibliotece monasterskiej, wśród niezliczonych ilości ksiąg i cennych manuskryptów. Brat Konstantyn przychodził do niego, aby pożyczać książki. W roku 1934 pożyczył Duchowy alfabet św. Dymitra Rostowskiego. Latem tego roku brat Jan Jakub wybrał się do owczarni ze sługą z Neamt i zapytał – Bracie Konstantynie, czy skończyłeś już czytanie Duchowego alfabetu?
– Zostało mi jeszcze trochę do przeczytania i jak tylko skończę, odniosę do biblioteki – odpowiedział przyszłemu świętemu Ziemi Świętej.
– Dobrze, bracie Konstantynie. Niech Bóg cię wspomaga na drodze do zbawienia! W monasterze Neamt jest wiele świętych ksiąg. Czytaj je, kiedy jesteś młody, bo w starości będziesz miał inne troski! – powiedział brat Jan Jakub, wskazując tymi słowami na przyszłe powołanie do przewodnictwa duchowego, które młody Konstantyn podejmie w starszym wieku.

12
Pierwszy nauczyciel – ojciec Galacteon

Przy owcach pracował pewien doświadczony, starszy mnich, ojciec Galacteon, który czuwał nad młodym Konstantynem. Urodził się on w ubogiej rodzinie w pobliskiej wiosce Pipirig, w swojej młodości był pasterzem wioskowych owiec.
Ojciec Galacteon sam był wielkim postnikiem i nie jadał aż nie skończył całej dziennej reguły modlitewnej. Kiedy bracia wołali go na posiłek, prostoduszny Starzec odpowiadał – Wybaczcie, bracia, jeszcze nie wypełniłem moich obowiązków względem Boga. Jak mógłbym jeść, kiedy nie wykonałem tego, co do mnie należy? Starzec zaszywał się w lesie, aby ukończyć swoje modlitwy z pokłonami, dopiero po nich spożywał nieco pokarmu.
W środy i piątki Starzec nic nie jadł aż do pierwszych gwiazd pojawiających się na wieczornym niebie. Wówczas najpierw żegnał się, prosił wszystkich o wybaczenie, zjadał kawałek prosforki, po czym cicho spożywał pokarm w towarzystwie braci. Kiedyś uczeń zapytał go – Ojcze Galacteonie, dzień jest długi, a wasza świątobliwość słaby i wiekowy. Czy nie byłoby lepiej pozwolić sobie na spożycie posiłku trochę wcześniej?
– Bracie Konstantynie, posłuchaj co kiedyś powiedział mi ojciec Atanazy z monasteru Neamt. Kiedyś pewien święty zobaczył jak niesiono zmarłego do grobu, a przed nim i za nim szły dwa piękne anioły. Wtedy święty zapytał ich – Kim jesteście? Anioły odpowiedziały – Mnie nazywają Środa. A mnie Piątek. Przyszłyśmy tu z rozkazu Boga, aby pomóc tej duszy, która przez całe życie pościła w środy i piątki oddając cześć Męce Chrystusa. Odkąd ojciec Atanazy opowiedział mi tę historię, nic nie zjadłem w te dni, aby anioł Środa i anioł Piątek również i mnie pomogli w godzinie śmierci.
Gdy ten pokorny ojciec widział kogoś przechodzącego koło owczarni, natychmiast mówił swojemu uczniowi – Bracie Konstantynie, pójdź i zawołaj tego człowieka, aby przyszedł i zjadł coś z nami, gdyż owczarnia jest jak źródło, jeśli nic nie będziesz dawał innym z niego, wówczas źródło wyschnie. Ale jeśli coś dasz, wtedy Bóg da owcom zdrowie; nie trzeba się martwić czy coś zostanie dla nas, ponieważ w dawaniu błogosławi nam Bóg.
Jego uczniowie mówili, że nigdy nie widzieli ojca Galacteona jedzącego samotnie albo w ukryciu. Jeśli otrzymał jakieś jedzenie z monasteru, niczego nie próbował dopóki nie przyszedł do owczarni. Wówczas wołał wszystkich i dzielił po równo.
– Dlaczego nie jadasz samotnie, ojcze Galacteonie? – pytali bracia.
– Największym niebezpieczeństwem dla mnicha jest samotne spożywanie jedzenia! – odpowiadał. Potem z sercem pełnym pokoju dodawał – Bracia, miłość i braterstwo przewyższa wszelkie bogactwo i zdrowie!
Ojciec Galacteon był najuboższym mnichem w monasterze. Miał tylko jedną zmianę odzieży, kamizelkę z owczej skóry i kilka sztuk czystej bielizny. Kiedyś jego uczeń zapytał go – Dlaczego wasza świątobliwość nie postarał się dla siebie o jakieś porządne ubrania, jak inni ojcowie?
Starzec odparł – Bracie Konstantynie, spowiadałem się u pewnego pustelnika, którego spotkałem w górach podczas przepędzania owiec. Powiedział mi: Ojcze Galacteonie, posiadaj tylko tyle własnych rzeczy, abyś mógł je wszystkie spakować do torby i zabrać ze sobą, gdy przechodzisz z miejsca na miejsce.
Innym razem Starzec spotkał świętego pustelnika w lesie i spytał go – Powiedz mi, ojcze, kiedy będzie koniec świata?
– Wiesz, kiedy nastąpi koniec świata? Kiedy znikną całkowicie ścieżki między sąsiadami. To znaczy, kiedy nie będzie już miłości między ludźmi! – odpowiedział święty asceta.
Wieczorami ojciec Galacteon zwoływał braci, którzy siadali dookoła i czytał im Paterikon albo Pismo Święte, gdyż lubował się bardzo w Słowie Bożym.
Kiedyś powiedział swojemu uczniowi – Bracie Konstantynie, proszę, poczytaj mi coś więcej z Pisma Świętego o cierpliwości Hioba!
Kiedy brat Konstantyn czytał, ojciec Galacteon płakał i mówił – Zobacz, jaki to był wielki człowiek, gdyż nie narzekał na Boga gdy stracił tyle owiec, tyle bydła i własne dzieci. A ja, grzeszny, jakże słaba jest moja wiara! Kiedy zachoruję albo stracę owcę, nie mogę nawet jeść tego dnia!
– Czemu nie możesz jeść kiedy się to wydarzy? – zapytał brat Konstantyn.
– Nie mam śmiałości, aby jeść, kiedy na moich oczach z powodu moich grzechów Bóg karze stado owiec.
Jesienią 1946 roku, po nieomal 30 latach posłuszeństwa, ojciec Galacteon złamał nogę. Leżąc w łóżku i czekając na swój koniec, usłyszał, że umarł mnich imieniem Nazarius. Posłał po swojego ucznia z owczarni, ojca Cleopę, który wtedy był już Ihumenem, i błagał go – Proszę cię, Ihumenie, nie chowaj ojca Nazariusa beze mnie! Nie warto wydawać pieniędzy dwa razy. Jutro o szóstej ja również pożegnam się z życiem!
Następnego dnia w przepowiedzianej godzinie ojciec Galacteon, dobry żołnierz Chrystusa, oddał swojego ducha w ręce Boże. Miał 64 lata. Taki był ziemski koniec tego syna posłuszeństwa i pierwszego przewodnika duchowego ojca Cleopy w monasterze.

13
Utrapienia

Tak jak wszyscy mnisi, którzy uczciwie poszukują duchowej czystości, brat Konstantyn jako posłusznik spotykał się z nieustannymi utrapieniami i troskami.
Pewnego razu brat Konstantyn przeczytał w książce, że mnisi muszą obowiązkowo brać udział w pełnym cyklu nabożeństw. Gorąco pragnąc dokładnie wypełniać każde polecenie świętych Ojców, Konstantyn zaczął pilnie uczęszczać na nabożeństwa, tak że w końcu nauczył się ich na pamięć. Czasami jednak z powodu owiec, kiedy zmuszony był zajmować się nimi, opuszczał modlitwy. Będąc sfrustrowany tym, że nie może uczestniczyć we wszystkich nabożeństwach udał się do Ihumena Ioanichie, aby powiedzieć mu o tym. Ihumen zapytał go – Kto dał ci błogosławieństwo na nauczenie się Czasów i na uczestnictwo w nich? Ty masz czytać modlitwy poranne i Akatyst do Matki Bożej, a wieczorem modlitwy przed zaśnięciem i Moleben do Bogurodzicy, a przez cały dzień masz odmawiać modlitwę Jezusową. Czasy odprawiane są w cerkwi za każdego. - W ten sposób Konstantyn nauczył się, że nie powinien ufać własnemu rozumieniu i że musi otrzymywać błogosławieństwo na każde przedsięwzięcie, nieważne jak bardzo dobre i wspaniałe się wydaje.
Innym razem Konstantyn dzielił celę z pewnym bratem o imieniu Mikołaj, który lubił porządek i czystość. Wróciwszy do celi od swoich obowiązków, brat Konstantyn zdjął buty i wszedł do celi bez otrzepania ubrania. Kiedy brat Mikołaj zobaczył to, uderzył brata Konstantyna za jego brak dbałości o porządek.
47Konstantyn wybiegł z celi na bosaka, aby powiedzieć starszym braciom o tym, co zaszło. Ale oni zganili go, mówiąc – Bracie Konstantynie, a gdzie są rany Chrystusa na twoim ciele?
Później ojciec Cleopa wspominał – Spójrzcie, jak mnie pocieszyli moi bracia! Zostałem bez żadnego schronienia i brat Bazyli, który był pszczelarzem, zabrał mnie do siebie i pozwolił zostać w pomieszczeniu, gdzie trzymał ramki do uli.
Ojciec Cleopa wspominał również – Kiedy byłem młody, przychodziłem do stajni i odpoczywałem do północy. Było tam wtedy czterech uczniów, którzy przebywali z Piotrem Ganea. On miał celę, a reszta z nas spała poniżej na matach, ponieważ cel było za mało. To był Szymon, Nestor, Paweł i ja.
Kiedy bił dzwon Piotr mówił do nas – Słyszycie Archanioła? Hej, młodzieży, idziemy na modlitwę. Jeśli nie pójdziemy na modlitwę, nie dostaniemy jedzenia.
Potem Piotr mówił – Kostek, zabieraj swoje buty. Akurat była zima, ale ponieważ miałem opinci, biegłem boso do kaplicy i kładłem moje zawinięte ubrania na piecu, aby wyschły, bo były całkiem mokre. Stałem tam na bosaka, a on powiedział o tym Starcowi, Ioanichie Moroi – Ojcze Ihumenie, ten chłopak stoi w rogu za drzwiami i biega na bosaka po śniegu. On się rozchoruje!
Ale Starzec powiedział – Pozwól mu, niech będzie ascetą!
Ktoś odkrył, że brat Konstantyn miał talent do pisania ikon. Przez pewien czas pozwolono mu porzucić obowiązki w owczarni, aby nauczył się tej świętej sztuki.
– Kiedy byłem bratem w Sihastrii okazało się, że mam talent malarski. Mnich Nilus z monasteru Secu nauczył mnie pisać ikony. Kiedy już nauczyłem się rysować i malować farbami wodnymi, zacząłem próbować z temperą. Czasami Ihumen przychodził do mojej celi, patrzył jak maluję i mówił, że podoba mu się. Zacząłem być jednak kuszony przez pieniądze, gdyż sam kupowałem farby i inne rzeczy potrzebne do pisania świętych ikon.
Pewnego dnia Ihumen przyszedł do mnie i chcąc mnie wypróbować, spytał – Jaka jest cena tej ikony?
– Ona nie ma ceny – odpowiedziałem.
– A ta, bracie Konstantynie, kosztuje chyba bardzo dużo, bo jest bardzo piękna – Starzec próbował mnie dalej.
Kiedy zobaczyłem, że będę musiał targować się z ludźmi o pieniądze, zacząłem się lękać, że mogę ulec własnej próżności i miłości do pieniędzy. Pewnego dnia ojciec Cyriacus, ekonom w skicie, przyszedł do mojej celi i powiedział mi – Bracie Konstantynie, zostaw malowanie i idź do swoich obowiązków. Więc zostawiłem to na dobre i wróciłem do moich owiec.
W ten sposób zostałem ustrzeżony od dwóch wielkich grzechów: pychy żywota i miłości pieniędzy.
Pewnego dnia brat Konstantyn przysługiwał przy ołtarzu i otrzymał następującą lekcję baczności i uwagi.
– Pewnego dnia, kiedy Liturgię służył Ihumen Ioanichie Moroi, po uświęceniu Świętych Darów, kropla Świętej Krwi spadła ze Świętej Czaszy na antymins. Ta kropla zaczęła błyszczeć i rozsyłać snopy światła. Ihumen Ioanichie zawołał mnie – Bracie Konstantynie, chodź tutaj.
Kiedy podszedłem powiedział – Co tu widzisz na świętym antyminsie?
– Widzę kroplę Świętej Krwi błyszczącą tak jasno, że trudno na nią patrzeć.
– Czy widzisz teraz, Komu my służymy? Oto dlaczego zawsze musimy stać z ogromnym lękiem i pobożnością przy świętym ołtarzu.
Innym razem ojciec Cleopa wspomina o własnej niewrażliwości.
– W monasterze był kapłan, który miał owrzodzenia w jamie ustnej. Z powodu swojego stanu podczas służb nie mógł znieść dymu kadzidła.
Wiele razy ten kapłan mówił mi, abym był bardziej uważny i wkładał mniej kadzidła, ale ja, nie będąc wcale uważnym, ciągle zapominałem o tym. Kapłan widząc to, nic nie mówił tylko smucił się i martwił. Pewnej nocy, gdy wróciłem z Jutrzni i położyłem się do łóżka, miałem przerażającą wizję i zobaczyłem tego kapłana otoczonego promieniami światła.
Wówczas zrozumiałem, że wiódł on świątobliwe życie. Pobiegłem do niego i błagałem o przebaczenie. Potem poszedłem do Ihumena i wyspowiadałem się, mówiąc mu o wszystkich moich zaniedbaniach.

14
Krzysztof Hezychasta

Pewnego dnia, gdy Bazyli i Konstantyn pędzili owce przez gęsty las, natknęli się na odosobnioną celę. Zapukali ostrożnie i zawołali – Ojcze, pobłogosław!
Ale nie było żadnej odpowiedzi. Po cichu weszli do celi i znaleźli w niej różne modlitewniki i kartkę z napisem: „Żyje tutaj ziemska bestia, D. C.” Żałując, że nie wzięli ze sobą nic do jedzenia dla pustelnika, niechętnie wrócili do stada.
Kilka dni później pojawił się przy owczarni wysoki, chudy mnich.
– Bracia – powiedział – znam was, bo widziałem jak weszliście do mojej celi, gdy przechodziliście ze stadem. Byłem ukryty w zaroślach w lesie. Ja jestem tą „ziemską bestią”, hierodiakon Krzysztof.
– Co niesiesz w tej torbie, na której jest znak krzyża? – zapytali bracia.
– Mam tutaj znalezioną w lesie czaszkę świętego człowieka. Zaprowadźcie mnie do Ihumena abym wyznał przed nim tę tajemnicę.
Kiedy prowadzili go do ojca Ioanichie, hierodiakon Krzysztof opowiedział im następującą historię.
– Tego lata w dzień świętego Eliasza, po odsłużeniu Boskiej Liturgii w Sihla, wracałem do mojej chatki w lesie. Po drodze poczułem się bardzo znużony i przysnąłem trochę na polance. Nagle obróciła mnie niewidoczna ręka, w miejscu głowy znalazły się moje nogi, a nogi w miejscu głowy. Pomyślałem, że jest to diabelskie zwodzenie, przeżegnałem się i znowu poszedłem spać. Znowu ta sama ręka zbudziła mnie. W tym momencie zobaczyłem wysoko na jodłach bardzo świętego mnicha. Ubrany był w ręcznie tkaną riasę; głowę miał odkrytą i siwe włosy spływały mu na plecy. Miał niezbyt długą brodę, jego twarz jaśniała światłem, w rękach trzymał drewniane czotki. Przemówił do mnie spokojnym głosem – Nie bój się Krzysztofie. Jestem ubogim sługą Chrystusa, który dawno temu, przez wiele lat w samotności prowadził życie ascetyczne w tym miejscu i tutaj zmarł. Moje kości są jednak wciąż niepogrzebane. Dlatego wstań, zmów Wyznanie Wiary, potem przejdź sto kroków na prawo i znajdziesz moje kości niedaleko skały. Możesz wziąć sobie moją głowę i nosić ją przez całe życie, gdziekolwiek się udasz, otrzymasz moje błogosławieństwo i będzie to dla ciebie bardzo pożyteczne. Jednak nie ośmielaj się brać reszty moich kości, ale zakop je w ziemi.
Gdy święty zniknął sprzed moich oczu, – ciągnął Hierodiakon Krzysztof – najpierw pomodliłem się, aby nie ulec zwodzeniom przeciwnika. Potem odczułem wielką duchową radość w sercu. Zmówiłem Credo i odliczyłem sto kroków na prawo. Łatwo odnalazłem wydrążoną skałę i kości świątobliwego pustelnika. Były żółte jak wosk i pięknie pachniały. Przeżegnałem się, pokłoniłem trzykrotnie do ziemi i zabrałem się do wypełnienia polecenia. Jednak w myśli coś mi mówiło, abym zabrał wszystkie kości. Rozpostarłem więc riasę na ziemi, ale – o zgrozo! – kiedy dotknąłem kości stały się gorące tak, że poparzyłem palce. Potem, jedna po drugiej, zniknęły w ziemi. Prosząc o wybaczenie świętego za przekroczenie polecenia, wziąłem ze sobą tylko jego czaszkę i wróciłem do mojej chatki.
Od tego dnia noszę głowę świętego ze sobą gdziekolwiek idę i jego modlitwy chronią mnie przed każdą pokusą i niebezpieczeństwem.
– Ojcze Krzysztofie – zapytał go Ihumen – czy znasz imię tego świętego?
– Przez długi czas nie znałem jego imienia. Potem jednak pomodliłem się z płaczem do Boga, aby wyjawił mi jego imię. Pewnej nocy, kiedy odprawiałem Jutrznię w mojej chatce, ten przedziwny święty pojawił się przede mną i rzekł – Ojcze Krzysztofie, nie smuć się, że nie znasz mojego imienia. Mam na imię Hieroschymnik Paweł. Pamiętaj o mnie w swoich świętych modlitwach – i natychmiast zniknął.
– Tak, to był duchowy ojciec świętej Teodory z Sihla – powiedział Ihumen. – Żył on w skicie Sihastria pod koniec XVII wieku. Potem usunął się na pustelnię i tam zakończył żywot.
Hierodiakon Krzysztof pozostał trzy dni w Sihastria służąc Liturgię razem z Ihumenem Ioanichie. Czaszka Hieroschymnika Pawła przez ten cały czas pozostawała na świętym Ołtarzu wydzielając na całą cerkiew słodką duchową woń. Potem, kiedy wszyscy ojcowie pokłonili się czaszce świętego, Hierodiakon Krzysztof zabrał czaszkę do swojej torby i wyruszył do swojej pustelni. Już nikt więcej go nie zobaczył.

15
Siła Psalmów

Latem 1930 roku Bazyli i Konstantyn otrzymali błogosławieństwo na odwiedziny swojego brata Georgia, aby pomóc mu uzyskać zwolnienie z wojska. Przez cały czas maszerowali oddzieleni od siebie około dziesięć lub piętnaście kroków, aby usilnie praktykować Modlitwę Serca oraz recytować Psalmy Dawida. Zdecydowali się zrobić pierwszy przystanek w monasterze Św. Jana Nowego z Suceavy, jednak nie dotarli tam, i późno, o zmroku, weszli do jakiejś wioski nie mając miejsca na spoczynek. Pobożna chrześcijańska kobieta widząc braci zapytała, czy czegoś nie potrzebują.
– Szukamy domu, w którym moglibyśmy przenocować, jeszcze nic nie znaleźliśmy – odpowiedzieli.
– Mamy dom na przedmieściach, w którym nikt nie mieszka. Ale nie wiem, czy będziecie w stanie w nim się zatrzymać, ponieważ z powodu jakichś wiedźm ten dom jest nawiedzony przez demony – odpowiedziała im kobieta.
– Jeśli nas przyjmiesz, będziemy tam spać.
– Cóż więc, bracia, chodźmy tam.
Po przybyciu do domu bracia zjedli coś nie coś i, strudzeni podróżą, poszli prosto do łóżka. Niedługo złe duchy zaczęły wszczynać burdy na poddaszu i obudziły braci. Bracia natychmiast wyskoczyli z łóżek, zapalili świece i modlili się przez kilka godzin. Wciąż słyszeli głosy – krzyki i wrzaski demonów. Niezrażeni nieustannym łoskotem czynionym przez demony bracia nie ustawali w czytaniu Psałterza, aż wszystko się w końcu uspokoiło. Do świtu ustały ostatnie krzyki i w tym nawiedzonym domu została przywrócona cisza i spokój.
Rankiem przyszła kobieta i zapytała, jak upłynęła noc. Dowiedziawszy się o zwycięstwie mnichów nad złymi duchami, zapytała jak się uwalnia domy od złych duchów. Bracia poradzili jej, aby czytała Psałterz wieczorem, o północy i nad ranem, potem by kapłan pobłogosławił cały dom wodą święconą, i aby pościła i poszła do spowiedzi.
Odbywszy swoją podróż wracali przez tę samą wieś, gdzie znowu pozostali na noc. Chrześcijańska kobieta znowu ich przyjęła i radośnie oznajmiła, że od tamtej nocy, w której młodzi mnisi pierwszy raz zatrzymali się u niej i modlili się, jej domu już nic nie nawiedzało. W ten sposób kobieta poznała siłę Psalmów Dawida.

16
Uzdrowienie Brata Konstantyna

Pewnej wiosny brat Konstantyn cierpiał z powodu poważnych krwawień z płuc. Ojciec Galacteon wysłał go, aby zebrał korzenie pokrzywy, zrobił wywar z tych korzeni i pił go. Brat Konstantyn wypełnił to polecenie starca i szybko wyzdrowiał.
Wiele lat później, kiedy został Ihumenem monasteru Sihastria, wyjechał w jakichś sprawach do stolicy, do Bukaresztu, i miał jednego dnia spotkania z wiernymi w czterech różnych miejscach. Pewna bogobojna starsza pani, która znała ojca Cleopę od jego młodości, oraz jego kłopoty z płucami, był zaskoczona, jak silny i niestrudzony był jego głos. Ojciec Cleopa odwiedził też dla kontroli zdrowia doktora Atanazego. Doktor Atanazy zdumiał się widząc prześwietlenie płuc i zapytał – Co ty zrobiłeś, ojcze? Wyhodowałeś sobie nowe płuco! Wówczas ojciec Cleopa opowiedział mu, jak pił wywar z korzeni pokrzywy i, dzięki Bożej pomocy, wyzdrowiał.

17
Riasoforny mnich Bazyli (1905-1931)

Od dnia, kiedy Konstantyn z Bazylim po raz pierwszy zjawili się przed bramą monasteru Sihastria, obydwaj bracia pracowali razem przy stadzie owiec. Brat Bazyli znany był ze swojej cichości i miłego usposobienia. Z powodu jego pełnego wdzięku charakteru kochały go nawet owce, psy i ptaki na równi z wszystkimi braćmi. Jadał tylko raz dziennie, po godzinie trzeciej. Znał Psałterz, służby cerkiewne i wiele Akatystów na pamięć, odmawiał je codziennie, gdy podążał za stadem owiec z odkrytą głową. Czynił w nocy pięćset pokłonów i czytał Żywoty Świętych, zawsze rozważając mękę Chrystusa.
Tej wrażliwej duszy, tak umiłowanej przez Chrystusa, powierzony został obowiązek opieki nad pustelnikami żyjącymi w górach otaczających owczarnię. W tym czasie w rejonie Sihastria i Sihla było ponad czterdziestu mnichów i mniszek prowadzących życie pustelnicze. Kiedy brat Bazyli spotykał któregoś z tych ascetów schowanych przed oczyma świata, czynił pokłon i mówił – Pobłogosław Ojcze, i pomódl się za mnie grzesznego! Czy chcesz abym przyniósł ci nieco pożywienia z owczarni?
Jeśli pustelnik wyraził zgodę następnego dnia Bazyli przynosił mu ser, ziemniaki, warzywa, sól i mąkę. Podczas dostarczania prowiantu często prosił Starców o pożyteczne słowo.
Pewnego dnia zapytał pustelnika – Ojcze, co muszę czynić, aby być zbawionym?
– Bracie Bazyli – odpowiedział Starzec – módl się nieustannie, wypełniaj swoje obowiązki z miłością, i bądź pokorny. Jeśli zachowasz te trzy rzeczy, na pewno się zbawisz.

18
Proroctwo św. Jana Biskupa

W tym czasie w sąsiedniej pustelni żył pewien Biskup Jan. Osiągnął taką świętość, że zaspokajał swój głód wyłącznie przyjmowaniem Ciała i Krwi Chrystusa, i to dość rzadko.
Ten pustelnik był z pochodzenia Rosjaninem, w 1915 roku był wyświęcony na pomocniczego Biskupa Kijowa. Kiedy wybuchła rewolucja bolszewicka przeszedł przez granicę do Rumunii i ostatecznie osiadł w południowej Rumunii w skicie Krasna, gdzie w stroju nowicjusza podjął się opieki nad owcami. Kiedy Ihumen chciał postrzyc go na mnicha, uciekł na północ w góry Sihla, gdzie żył jako pustelnik.
Bracia Bazyli i Konstantyn paśli owce na szczycie gór Sihla. Bazyli był z przodu stada owiec i modlił się, podczas gdy Konstantyn szedł z tyłu. Nagle pojawił się pustelnik razem z towarzyszącym mu diakonem. Po pobłogosławieniu ich obu, Biskup Jan poprzez diakona, który znał język rumuński, zakomunikował – Bracie Bazyli, przygotuj się na wyprawę, ponieważ masz przed sobą długą podróż!
Konstantyn nie zrozumiał tych słów, ale brat Bazyli zrozumiał, że święty człowiek wypowiedział proroctwo i że musi przygotować się na śmierć. Mimo, że ten mistyk rzadko był widziany przez ludzi, miał on bliski duchowy kontakt z przyszłym ojcem Cleopą. Przychodził on nawet na nabożeństwa do Sihastria, jednak w tajemniczy sposób pozostawał niezauważony przez innych mnichów. Wielu wierzyło, że potajemnie rozmawia on z ojcem Cleopą, podczas gdy inni twierdzili, że ich przyjaźń była czysto duchowa i że ich mistyczne więzy zostały wykute przez świętą modlitwę, w której złączeni byli w Chrystusie.

19
Odejście brata Bazylego

Na wiosnę 1931 roku pokorny asceta i starszy spośród dwóch braci pasterzy, zachorował i zmuszony był do powrotu do skitu. Pewnego ranka, kiedy wychodził z cerkwi po Liturgii, brat Bazyli miał przerażającą wizję. Upadł na kolana i zaczął płakać – Przeczysta Bogurodzico, zmiłuj się nade mną i obdarz łaską zwyciężenia demonów! Nie zostawiaj mnie samego!
A do mnichów zgromadzonych wokół niego powiedział – Przeżegnajcie się, ojcowie! Przeżegnajcie się, ponieważ właśnie przyszła nasza Włodarka! Patrzcie, oto Matka Boża jest przed nami ze Zbawicielem na swoich ramionach! Spójrzcie na nią!
– Bracie Bazyli, czemu krzyczysz tak głośno? – pytali go mnisi.
– Ojcowie, kiedy zacząłem modlić się przed cerkwią, nagle banda dzikich demonów z ognistymi kijami zaczęła mnie bić i oskarżać mnie: „Modlisz się na próżno, bo nie będziesz zbawiony. Jesteś nasz, ponieważ jesteś grzesznikiem!” Wówczas z nadzieją zacząłem wołać do Bogurodzicy. W tym momencie biały obłok zstąpił z niebios, pełny światła, i wypełnił całą cerkiew. W tym obłoku zobaczyłem Matkę Bożą z Dzieciątkiem na swoich ramionach, która powiedziała mi: „Nie bój się, ponieważ za trzy dni przyjdziesz do nas!” Wtedy Zbawiciel pobłogosławił nas wszystkich i obłok został wzięty do Nieba… Ojcowie, Bogurodzica posiada wielką moc i śmiałość przed naszym Zbawicielem Jezusem Chrystusem. On wysłuchuje wszystkich Jej modlitw.
Wówczas Ihumen Ioanichie ostrzegł brata Bazylego – Bracie Bazyli, nie pozwól wrogowi cię zwieść. Bądź uważny i chroń swój umysł przed licznymi ich pułapkami.
Potem powiedział braciom – Jeżeli po trzech dniach brat Bazyli będzie od nas zabrany, wtedy prawdziwie Matka Boża mu się ukazała. Jeżeli nie, cała ta wizja była tylko diabelskim zwodzeniem.
Po trzech dniach objawiła się prawda i brat Bazyli oddał duszę w Boże ręce dokładnie o tej samej godzinie. Bez wątpienia wielu świętych pustelników modliło się za niego w tej godzinie, kiedy dwudziestosześcioletni riasoforny mnich zakończył ziemski żywot – i wyruszył w swoją „podróż”, jak to przepowiedział pustelnik Jan.

20
Mnich Gerasim Ilie (1907-1933)

Mnich Gerasim był prawdopodobnie największym ascetą z całej trójki braci, rodzeństwa według ciała i według ducha. Jego życie było wypełnione bardzo wielkim mistycznym ascetyzmem. Znał zarówno Psałterz jak i cykl nabożeństw cerkiewnych na pamięć i powtarzał je codziennie. Znany był z tego, że czuwał przez całe noce, walcząc ze snem, wylewając łzy i błagając o Boże miłosierdzie. Mówił mało i miał ogromne nabożeństwo do Matki Bożej.
Ojciec Gerasim zawsze nosił w swojej torbie ikonę Bogurodzicy, którą owijał w czysty kawałek materiału, oraz Żywoty Świętych. Brał swoją torbę i wyruszał doglądać bydło na pastwisku, lub wyruszał do lasu, wieszał ikonę na pniu buka, śpiewał Akatyst i bił pokłony. Pewnego dnia był wyjątkowo napełniony skruchą i zaczął wylewać wiele łez przed ikoną Bogurodzicy. Akurat w tym momencie przechodził leśniczy i zapytał zaniepokojony – Co ci się stało, ojcze, że tak płaczesz?
– Uderzyłem się w nogę.
– W porządku ojcze, to ci przejdzie!
– Niech dobry Bóg sprawi, aby to przeszło!
W ten sposób ojciec Gerasim ukrył tajemnice swego serca, w którym ukryte były wielkie duchowe skarby.
Ten młody żołnierz Chrystusa często w ukryciu medytował na temat śmierci i strasznego sądu. Aby przybliżyć sobie rzeczywistość śmierci odwiedzał wszystkich poważnie chorych, którzy zbliżali się już do swojego końca, modlił się z nimi, pocieszał ich, czytał im święte księgi, płakał, gdy nadchodziła śmierć. Nocami chodził na cmentarz, aby modlić się i płakać na grobach ojców, którzy opuścili już ten ziemski padół. W swojej celi jako łóżko miał trumnę i spał w niej kilka godzin przed świtem.
Ojciec Cleopa opowiadał wiele historii o zmaganiach duchowych swojego brata: – Spał trzy godziny, najwyżej cztery, po Jutrzni. Poszedłem raz do Ihumena i powiedziałem mu – Ojcze Ihumenie, nie mogę dłużej mieszkać razem z ojcem Gerasimem. Przez całą noc modli się i płacze. Czasami płakał bez przerwy przez dwie godziny. Płakał tak mocno, że jego koszula podskakiwała na nim. A jego gorliwość wciąż się zwiększała.
– Mój chłopcze, niech tak czyni. To jest jego praca. Nie masz pojęcia o jego zmaganiach – odpowiedział Ihumen.
Taki był gwałtowny ascetyzm ojca Gerasima. Kiedy nagle zachorował, Ihumen spytał go – Pozwól, abyśmy zabrali cię do doktora, abyś się wyleczył i odzyskał zdrowie!
Ale on odrzekł ze łzami – Wybaczcie, ojcowie, modliłem się do Boga, aby obdarzył mnie udrękami i chorobą, aby dzięki nim osiągnąć zbawienie. Jakże mógłbym teraz odrzucić tę chorobę? Pozostawcie mnie w Bożych rękach, ponieważ ta choroba zaprowadzi mnie do zbawienia.
Podobnie jak jego starszy brat Bazyli, ojciec Gerasim nie dożył na tym świecie do lat trzydziestu. Obaj odeszli w tym samym wieku, mając dwadzieścia sześć lat. W tym krótkim czasie swojego życia dojrzeli duchowo w Bożym świetle, płonąc w duchu i tęskniąc do Raju, którego przedsmak doświadczyli na ziemi żyjąc w monasterze.
Z powodu swojej choroby ojciec Gerasim nie mógł uczestniczyć w dziennym cyklu nabożeństw cerkiewnych, jednak nigdy nie opuszczał Liturgii. Bracia przynosili mu koc i kładli go na podłodze w nawie.
Niektórzy mówili do niego – Ojcze Gerasimie, czemu nie pozostaniesz w swojej celi aż nie zrobi ci się lepiej?
– Ojcowie, wybaczcie mi grzesznemu. Chciałem przysłuchiwać się świętej Liturgii. Może już niedługo przyjdzie koniec mojego życia, a nie ma innej służby, której potrzebowalibyśmy bardziej dla naszego zbawienia niż święta Liturgia.
Pewnego dnia umarł pewien stary mnich. Wówczas ojciec Gerasim powiedział do wszystkich ze łzami – Wiedzcie, ojcowie, że teraz jest moja kolej odejścia z tego życia, pójdę niedługo do mojego brata Bazylego.
Rzeczywiście, 14 września 1933 roku, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, noszący krzyż mnich Gerasim polecił swoją duszę Bogu. Odnaleziono go leżącego w trumnie, którą wykonał własnymi rękami. W głowach jego łóżka znaleziono list do jego młodszego brata, Konstantyna:
„Mój ukochany bracie Konstantynie, wiedz, że Bóg zachowa cię dłużej w tym życiu. Dlatego, proszę, nie zapomnij o mnie grzesznym w swoich świętych modlitwach, gdyż ze łzami modliłem się w twojej intencji i wszystkich braci, aby Bóg prowadził cię drogą zbawienia.”

21
Niebieska wizja brata Konstantyna

Podczas następnych czterdziestu dni po śmierci brata Gerasima, Konstantyn czytał Psałterz, pościł i modlił się za jego zbawienie. Pewnego dnia zdrzemnął się na krótką chwilę. We śnie zobaczył, że grób jego brata na starym cmentarzu cerkiewnym był otwarty i wieko trumny uchylone; ze świętego Ołtarza wytrysnęło źródło czystej wody i jak kryształ ogarnęło grobowiec, a postać jego brata stała się biała jak śnieg. Nagle ojciec Gerasim zbudził się jakby ze snu i powiedział – Bracie Konstantynie, modlitwy Cerkwi zbawiły mnie…
Tego samego roku, głęboko zasmucony stratą swoich dwóch braci tak bliskich mu duchowo, Konstantyn modlił się, aby Bóg objawił mu jego przeznaczenie. Pewnego wieczoru usnął w swojej celi i spał aż do rana, przesypiając wszystkie nabożeństwa.
Po przebudzeniu był spokojny i pogodzony w duchu. Poszedł do Ihumena i opowiedział mu wizję, jaką miał tej nocy. Powiedział, że spotkał swoich braci, razem z siostrą, która również w młodym wieku już odeszła z tego świata. Byli we wspaniałym ogrodzie pełnym kwiatów i odurzającego zapachu, z drzewami obciążonymi owocami, a niebieskie ptaki wysławiały swoim śpiewem Boga. Całą noc spędził razem z braćmi, spacerując sobie razem z nimi i śpiewając z wielką duchową radością w rajskim ogrodzie.
W końcu bracia pożegnali się i obiecali modlić się za niego, aby pewnego dnia spotkali się wszyscy razem. Upomnieli go, aby był posłuszny i aby nie ustawał w modlitwie, ponieważ po pewnym czasie będzie przewodnikiem duchowym. Potem odeszli weseląc się, a brat Konstantyn przebudził się z głębokiego snu. Była już piąta rano.

22
Cud świętego Jana Nowego

Po stracie swoich dwóch ukochanych braci, którzy byli jego najbliższymi towarzyszami w życiu, gdy przekonał się, że przebywają w niebie, Konstantyn zapragnął odwiedzić ostatnią z dziewięciorga rodzeństwa, która pozostała przy życiu, swoją siostrę Katarzynę. Była ona mniszką w monasterze Stara Agapia.
Idąc ścieżką głęboko w lasach Konstantyn nagle został otoczony przez dziki. Bojąc się o swoje życie zaczął śpiewać głośno kontakion do świętego Jana Nowego z Suceavy: „Obrońco i pomocniku chrześcijan…”
Po chwili wszystkie dziki zniknęły i dookoła zrobiło się pusto. Czym prędzej wszedł na szczyt wzgórza i upadł z wyczerpania. Kiedy przyszedł do siebie podjął swoją podróż i z wielką trudnością dotarł do Starej Agapii i tam odnalazł swoją siostrę.

23
Powołanie do wojska

Brat Konstantyn został wezwany do służby wojskowej w roku 1935. Od sześciu lat był już posłusznikiem w monasterze. Dostał zezwolenie od braci na opuszczenie owczarni i poszedł na dół do skitu, gdzie wyspowiadał się i przystąpił do świętej Komunii. Po odmówieniu ostatnich modlitw wyruszył do rodzinnej wioski, gdzie miał się zgłosić do służby.
W wojsku Konstantyn żył wciąż tak jak mnich, trwając w modlitwach i postach. Udzielono mu specjalnego pozwolenia na wstrzymywanie się od pokarmów mięsnych, jako że przygotowywał się do przyjęcia stanu mniszego. Przez swoje całkowite oddanie ideałom życia monastycznego, Konstantyn osiągnął wysoki stopień czystości.
Często zakładał strój mnicha podczas posługiwania chorym w szpitalu. Zachowywał regułę modlitewną i względem każdego starał się być uczciwy. Do wszystkich odnosił się z prostotą i szczerością, wszyscy też traktowali go z respektem, mimo jego młodego wieku. Prowadził w wojskowej kaplicy poranne i wieczorne modlitwy żołnierzy, podczas świąt prowadził wszystkich na służbę do cerkwi. Ponieważ w tym czasie Rumunia była jeszcze krajem chrześcijańskim, wielu cieszyło się z jego obecności i doceniało jego życie poświęcone Chrystusowi.
Wojskowi dowódcy znając jego pobożność często prosili go, aby porozmawiał z niektórymi żołnierzami. Nawet oficerowie zbierali się wokoło i przysłuchiwali się jego rozmowom, tym samym odnosząc wiele korzyści z jego słów. W wyjątkowych przypadkach, kiedy żołnierz potrzebował kapłana, Konstantyn zabierał go do kapelana do spowiedzi i Komunii. Wielu prosiło młodego mnicha o duchowe rady, z których wiele dotyczyło życia monastycznego.
Pod koniec służby wojskowej zaproponowano mu pozostanie w wojsku. – Zostań tutaj, z twoją pamięcią zostaniesz generałem – namawiał go pewien oficer.
Jednak Konstantyn odmówił, stwierdzając – Już jestem żołnierzem, ale w armii Chrystusa, Króla Królów.

24
Więź pomiędzy schymnikiem Paisjuszem a bratem Konstantynem

Trwająca całe życie przyjaźń między ojcem Paisjuszem Olaru a przyszłym Ihumenem Cleopą była nie tylko więzią osobistą, ale czymś, co obejmowało swoim zasięgiem cały naród rumuński. Tych dwóch mnichów w przyszłości miało okazać się duchowymi bohaterami, kiedy wiara w całym kraju była prześladowana przez komunistyczny reżim.
W 1936 roku młody kapral Konstantyn został zwolniony ze służby wojskowej, jednak musiał pozostać w pobliżu swojego oddziału aż do oficjalnego zwolnienia. W tym czasie wybrał się w odwiedziny do mnicha, który kształtował go duchowo jako chłopca. Rozradowany wizytą gorliwego młodzieńca ojciec Paisjusz zapytał: – Powiedz mi bracie Konstantynie, jeżeli już jesteś wolny od wojska, dlaczego nie przyjdziesz tutaj do mnie?
– Święty ojcze Paisjuszu, nie chcę skłamać. Jestem duchowo związany ze skitem Sihastria, do którego najpierw poszedłem i gdzie zasnęli w Bogu moi bracia. Cozancea jest zbyt blisko od mojej wioski, a ja chciałbym być bardziej cudzoziemcem, pozostać nieznanym dla moich krewnych. Po moim zwolnieniu wrócę więc do Sihastrii.
Słysząc to ojciec Paisjusz zapłakał i rzekł – Miałem nadzieję, że moim uczniem zostanie ktoś z twojej rodziny, ale jeżeli nie zamierzasz tu przyjść po wojsku, niedługo także i ja wyruszę do Skitu Sihastria.
Ojciec Paisjusz odprowadził młodego mnicha-żołnierza na miejsce, gdzie można było ujrzeć pola i wzgórza rodzinnej wioski Konstantyna. Ze łzami w oczach powiedział – Chodź, złóżmy przyrzeczenie, ale przedtem uczyńmy trzy pokłony!
Po wykonaniu modlitewnych pokłonów doziemnych przed wszystko widzącym Bogiem, starszy mnich mówił dalej – Przenajświętsza Trójco, Boże nasz, przez modlitwy Przeczystej Bogurodzicy i wszystkich świętych, spraw łaskawie, gdyby brat Konstantyn umarł przede mną, abym był przy nim, a gdybym ja umarł wcześniej, aby on czuwał przy mnie. Amen.
Z tymi słowami, płynącymi z głębi serca, dwóch mnichów się rozstało. I rzeczywiście, ta prośba ojca Paisjusza została wysłuchana, jej spełnienie objawiło się przy końcu życia Starca Paisjusza.

25
Postrzyżyny w stan mniszy

Z sercem pełnym nadziei brat Konstantyn powrócił do monasteru, miejsca swojej pokuty, miejsca, gdzie poczuł wezwanie do służenia Bogu. W owczarni oczekiwał na jego powrót jego pierwszy duchowy ojciec, pokorny mnich Galacteon, razem z ojcem Antonim. Znowu ci trzej pasterze kontynuowali wspólnie spokojne życie pełne modlitwy, w ciszy opiekując się Bożymi stworzeniami na łonie przyrody.
Do roku 1937 brat Konstantyn wypełnił wojskowe obowiązki i ukończył sześcioletni okres posłuszeństwa. Teraz mógł dobrowolnie ofiarować całe swoje życie Chrystusowi poprzez ubóstwo, czystość i posłuszeństwo. Stosownie do zwyczaju wybrał jako opiekuna starszego mnicha, który będzie go wprowadzał w życie monastyczne. Wybór Konstantyna padł na czcigodnego Starca, pełnego miłości i pokory, schymnika Proclusa. Początkowo ojciec Proclus odmówił, mówiąc – Bracie Konstanty, jestem już bardzo stary. Mam siedemdziesiąt siedem lat i już nie jestem w stanie nikim się opiekować. Proszę, poszukaj sobie kogoś innego na opiekuna.
– Ojcze Proclusie, jeżeli wasza świątobliwość nie weźmie mnie pod swoją mantię, nie będę postrzyżony tak szybko – odpowiedział młody mnich.
Słysząc te słowa starzec uradował się wielce i powiedział – W takim razie dobrze, bracie Konstantynie, przygotuj się, ponieważ dziś wieczorem wezmę cię pod swoją mantię.
Cała wspólnota zebrała się w cerkwi, aby modlić się o siłę dla młodego kandydata, aby niósł swój krzyż do końca. Gdy Konstantyn stawił się na solei, tuż przed postrzyżynami, jeden z mnichów, imieniem Mikołaj, krzyknął – Ojcze Ihumenie, daj mu imię Cleopa, bo nikt wśród nas dotąd nie miał takiego imienia.
– Dobrze powiedziane, ojcze Mikołaju – odpowiedział Ihumen i kontynuował obrzęd – nasz brat, mnich Cleopa postrzyżony jest w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego! – Kiedy Ihumen postrzygł go, chór braci głośno obwieścił – Amen, Amen, Amen! – Natychmiast Ihumen triumfalnie zawołał – Módlmy się do Boga – a bracia zaśpiewali – Boże, zmiłuj się.
Jak nakazuje zwyczaj, postrzyżony mnich i jego opiekun potem oddają cześć ikonie Bogurodzicy, następnie mnich Cleopa poprowadzony został do klirosu. Taki był początek życia monastycznego jednego z największych mnichów rumuńskich w XX wieku.

26
Pożar z 1941 roku

30 maja 1941 roku, gdy zbliżało się święto Wniebowstąpienia i tysiące pielgrzymów spieszyło do monasteru Neamt, ojcowie z Sihastria przyjmowali wielu z nich. Ten rok był bardzo suchy i wiał ciepły, suchy wiatr. Nagle zapaliła się jedna z drewnianych cel i w ciągu pół godziny cały dziedziniec stanął w płomieniach. Wszystkie cele, dach kamiennej cerkwi i drewniana kaplica pod wezwaniem św. Joachima i Anny spłonęły. Wydawało się, że wszystko było stracone.
Pośród płomieni jakieś odważne dusze weszły do drewnianej kaplicy i wyniosły Pismo Święte, Święte Dary, święte ikony i naczynia. Nie mogły jednak odnaleźć miejsca, gdzie były przechowywane święte relikwie. Kiedy już wszyscy smucili się utratą relikwii, nagle biała skrzyneczka z relikwiami owinięta czerwoną wstęgą, w cudowny sposób unosząc się w powietrzu wyleciała z kaplicy i wylądowała pośrodku dziedzińca monasteru! Widząc cud, ojcowie podnieśli skrzyneczkę z relikwiami, ucałowali ją i wysławiali Boga z wdzięczności.
Ihumen Ioanichie Moroi widząc wszystkie owoce swego przeszło trzydziestoletniego trudu zniszczone w ciągu niecałych trzydziestu minut upadł na ziemię ze łzami w oczach, uczynił trzy pokłony doziemne w stronę cerkwi, która obecnie nie miała dachu i powtórzył słowa sprawiedliwego Hioba – Bóg dał, i Bóg wziął z powrotem, niech imię Boże będzie błogosławione (Jb 1:21). Amen.
W tym wielkim nieszczęściu Ihumen nie poddał się smutkowi, ale powstał umocniony wiarą i napominał braci – Ojcowie, nie upadajmy na duchu z powodu tego pożaru. Monaster spłonął z powodu naszych grzechów, aby odnowić swoje fundamenty! Znieście mężnie wszelkie pokusy i nie opuszczajcie tego miejsca uświęconego modlitwą i łzami naszych poprzedników. Wytrwale stójcie w tradycji tego skitu. Ktokolwiek nie będzie trwał w tradycji tego miejsca, będzie odrzucony przez to święte miejsce! Przestrzegajcie reguły monastycznej i nie opuszczajcie, nawet na jeden dzień, Boskiej Liturgii i cyklu nabożeństw.
Jeśli będziecie tak postępować, jeżeli będziecie wieść czyste i niewinne życie i zachowacie miłość między wami, wiedzcie, że Bogurodzica podźwignie z popiołów to swoje święte mieszkanie i otrzymacie tutaj pokój i zbawienie. Jednak jeżeli nie zachowacie w świętości reguły, postów i swoich monastycznych obowiązków, wiedzcie, że to miejsce obróci się w pustkowie. Gdyż Bóg daleko bardziej woli miejsca czyste i pustynne od siedzib pełnych skłóconych mnichów.

27
Mnich Cleopa zostaje przełożonym monasteru

Był rok 1941, skit właśnie spłonął i Ihumen Ioanichie Moroi miał 82 lata. Po życiu pełnym ascezy, znosząc wiele przeciwności losu, ojciec Ioanichie miał już niewiele sił do spowiadania mnichów i kierowania duchowego. Już nie służył Liturgii, celebrował wyłącznie jego bliski uczeń, Schymnik Joel (Georgiu). Z powodu pożaru brakowało cel i wielu mnichów przeszło do monasterów Neamt i Secu.
Pośród tego oczywistego upadku ojciec Ioanichie otrzymał pocieszenie z wysoka, że ta sytuacja jest tylko przejściowa. Gdy leżał chory i zamartwiał się przyszłością monasteru, skromnie ubrana kobieta weszła do jego celi i powiedziała – Nie smuć się, ojcze Ioanichie, od tej pory będziemy dbać o to święte domostwo. Była to Najświętsza Bogurodzica, patronka tego skitu. Rzeczywiście, od następnego roku opieka Matki Bożej była wyraźnie odczuwalna w Sihastria.
Opadając już z sił Ihumen przywołał do siebie wszystkich ojców i braci z monasteru na wspólną naradę i zapowiedział im: – Zbliża się, Ojcowie i Bracia, czas mojego odejścia z tego miejsca w objęcia całkiem innego miejsca. Pobłogosławcie i przebaczcie mnie grzesznemu, gdyż pragnę już odpocząć. Wybierzcie sobie innego przełożonego. Od tej chwili będę jednym z tych, którzy są posłuszni, abym mógł opłakiwać wszystkie grzechy, jakie popełniłem od momentu, kiedy z woli Nieba zostałem waszym przełożonym. Również wy, święci ojcowie, dobrze wiecie, że nie jest łatwo nieść ciężar trosk o wiele dusz. Popełniacie wiele błędów, złościcie się jak zwykli ludzie, sprawiacie ból innym braciom, czym drażnicie Boga. Jednak czas popełniania błędów musi być odkupiony czasem pokuty. Jestem już słaby, a kto wie, ile dni życia zostało? Może już jutro Bóg wezwie mnie i znajdzie mnie niegotowym?
Mnisi odrzekli – Nie szkodzi, będziemy modlić się za ciebie. Bóg jest miłosierny. Pozostań jeszcze. Któżby mógł zająć twoje miejsce? Wasza świątobliwość zabrała nas ze świata i wskazała drogę wiodącą do zbawienia oraz nauczyła nas słodyczy kontemplacji Boga. Zlituj się nad naszymi duszami aż do końca.
Wśród ojców wielu miało siwe brody, ale wszyscy czuli się jak dzieci blisko swego duchowego ojca. Jednak pomimo wielu ich usilnych błagań Ihumen pozostał nieugięty w swoim postanowieniu.
– Kogo mamy wybrać na twoje miejsce? – zapytał mnich o imieniu Nathaniel.
– Cleopę – odpowiedział prosto Starzec, patrząc na nich prowokująco.
– Jakiego Cleopę? –zapytało kilku mnichów, skacząc jakby ktoś rzucił im pod stopy rozpalony węgiel.
W końcu kilka bród się zatrzęsło. Ojciec Nathaniel zaczął przygryzać wąsy, ciągnąc językiem kolejno pojedyncze włosy i umieszczać je w zaciśniętych ustach: chrup, chrup, chrup… Ojciec Nathaniel miał grube włosy a jego przednie zęby były zdrowe.
– Cleopę z Podnóża Krzyża.
– Ten prowincjusz od owiec?
Na twarzach wielu mnichów pojawiły się uśmieszki. Z tyłu zgromadzonych ojciec Chesarie, krzepki stary mnich z długą rudą brodą mocno przetykaną siwizną, wyjaśnił swój porozumiewawczy uśmiech słowami – Ze Starcem jest niedobrze. Ma już swoje lata, czego chcecie? Rzeczywiście nadszedł już czas, aby odpoczął w swojej celi.
Upłynęło jedenaście lat od momentu, kiedy młody Konstantyn przeszedł swoją próbę przed bramą i został przyjęty do monasteru. W tym czasie opuścił owczarnię tylko na jeden rok, kiedy powołany został do służby wojskowej, oprócz tego od czasu do czasu schodził do skitu, aby wyspowiadać się u Starca.
Ojcowie zaczęli przemawiać do rozsądku Starca, aby zmienił wybór swojego następcy. Przedstawiali mu swoje rozsądne opinie i niekłamany niepokój – Cleopa nie wie jak czytać; Cleopa nie umie rozmawiać z ludźmi; on nie jest w stanie poprowadzić odbudowy. Cleopa nie ma duchowego doświadczenia, gdyż przestawał na co dzień wyłącznie z owcami.
W końcu orzekli – Zasłużyliśmy sobie na takiego Ihumena jak Cleopa; to będzie koniec monasteru!
– Powiedziałem, że to będzie Cleopa, – upierał się Starzec – ale wy, święci ojcowie, zawsze możecie wybrać sobie innego. Przedstawiłem tylko moje zdanie na ten temat, ponieważ pytaliście mnie o to. Teraz już nie jestem Ihumenem; już nie wydaję poleceń. Wiem, że myślicie teraz o moim uczniu Joelu, ale tym razem to nie będzie Joel. Joel zostanie Ihumenem kiedy Cleopa odejdzie.
To były prorocze słowa, jednak wtedy nikt nie pojął doniosłości wypowiedzi prawego Starca. Wszyscy byli przekonani, że Starzec stracił równowagę umysłu.
Mnisi wyszli, aby wspólnie podjąć decyzję. Ojciec Bessarion zaproponował – Ojcowie, to nie jest w porządku, że zasmucamy naszego Starca. Był naszym ojcem przez całe życie, postarajmy się teraz, aby odszedł w pokoju. Wybierzmy Cleopę, tak jak tego chce od nas, a my i tak zadbamy o monaster. Czyż nie ma rady monasterskiej? Cleopa będzie tylko dla porządku.
Mnisi wrócili i oznajmili Starcowi, że wybrali Cleopę. Starzec uśmiechnął się chytrze i był zadowolony.
Następnego dnia po Liturgii wszyscy mnisi w odświętnym szyku wyszli w procesji z cerkwi i skierowali się do owczarni, aby powitać swojego nowego Ihumena. Widząc długą procesję mnichów ojciec Cleopa zawołał do swojego współtowarzysza, ojca Antoniego – Wspólnota idzie tutaj na nasze wzgórze!
– Modlą się o deszcz – odpowiedział ojciec Antoni, ruszając, aby uporządkować nieco rzeczy w owczarni.
Wspólnota mnichów nadciągnęła w ciszy, uroczyście, jakby szli na pogrzeb. Patrzyli dziwnie na Cleopę, który stał przed nimi odziany w postrzępiony i brudny strój pasterski.
Ojciec Bessarion pierwszy wystąpił naprzód. Z początku skłonił się, lecz zmienił zdanie i uczynił pokłon doziemny przed zwyczajnym pasterzem, który gapił się na niego z niedowierzaniem.
– Ojcze Cleopa, Starzec zrzekł się swojej funkcji przełożonego i wspólnota wybrała ciebie, wasza świątobliwość, na naszego nowego Ihumena.
W tym momencie całe zgromadzenie mnichów natychmiast upadło na trawę oddając pełen pokłon przed nowo wybranym Ihumenem. Ale w tym samym momencie ojciec Cleopa upadł na ziemię i skinął na braci – Nie podniosę się z ziemi aż nie zmienicie swojej decyzji. Nie jestem godny, aby zostać waszym przełożonym.
Ojciec Bessarion odpowiedział wówczas szorstko, ostrym głosem – Wiemy. Wszyscy o tym wiemy, ojcze. Przyjęliśmy to z powodu posłuszeństwa wobec decyzji Starca, to on ciebie wybrał. Zadecydowaliśmy być mu posłuszni, aby go nie zasmucać. Kto wie, ile dni mu pozostało, byłoby grzechem sprawiać mu teraz ból. Przyjmij to wyróżnienie przez posłuszeństwo. My zajmiemy się monasterem, nie martw się o to. Niech Starzec będzie zadowolony.
Słysząc o rozporządzeniu Starca ojciec Cleopa podniósł się i powiedział z powagą: – Jeżeli dzieje się tak przez posłuszeństwo wobec Starca, przyjmuję to. Ale ojcowie, nie zostawcie mnie samego bez pomocy.
Ojciec Cleopa poprosił o czas na modlitwę i poszedł porozmawiać z ojcem Paisjuszem Olaru. Kiedy wrócił do monasteru mnisi zaprowadzili go do łazienki, przynieśli czystą bieliznę, gruby kożuch z owczych skór, nowe szaty mnisze z magazynu i buty, w których z trudem mógł chodzić. Potem poprowadzono go do cerkwi na tradycyjną ceremonię wprowadzenia na stanowisko przełożonego.
Starzec również przyszedł do cerkwi zobaczyć to wydarzenie. Sekretarz czytał dekret nadania bez entuzjazmu, i bez słowa Starzec przekazał ojcu Cleopie rzezło przełożonego.
W cerkwi powstało zamieszanie i wszyscy szykowali się do wyjścia z cerkwi, kiedy nowo wybrany Ihumen wstał i podniósł rękę prosząc braci o uwagę.
– Nasz Ihumen nawet umie przemawiać – ktoś zażartował.
Ojciec Cleopa pokazał wtedy, że naprawdę umie przemawiać i dał wykład trwający dwie godziny, w którym na podstawie nauki świętych Ojców wskazywał wszystkim ścieżkę duchową wiodącą do zbawienia. Cytował z pamięci długie fragmenty z pism św. Izaaka Syryjczyka, św. Jana z Damaszku, św. Jana Klimaka i św. Maksyma Wyznawcy oraz z rękopisów św. Paisjusza i wielu współczesnych prac teologicznych. Na koniec przedstawił plan odbudowy wszystkich spalonych budynków. Wyjaśnił też dokładnie, jak będzie kontynuował tradycje monasteru. Niezwykle zaskoczeni wszyscy ojcowie zdali sobie sprawę, że ich nowy przełożony jest prawdziwym uczniem wielkiego Starca Ioanichie Moroi.
Wszyscy mnisi natychmiast spokornieli i pełni respektu przed swoim nowym duchowym przewodnikiem, poprowadzeni przez Starca, podeszli po błogosławieństwo Ihumena, ojca Cleopy.

28
Odbudowa skitu

Jesienią 1942 roku zaczęto pod kierownictwem Ihumena Cleopy budowę nowych budynków mieszkalnych zawierających po 20 cel. Drewno hojnie ofiarował monaster Neamt, a liczni wierni pomagali w budowie ofiarując swój czas i umiejętności.
W tym czasie trwały coraz poważniejsze walki na frontach II wojny światowej. Bliskie sąsiedztwo armii sowieckiej spowodowało odłożenie na jakiś czas prac budowlanych, ale gdy front przeszedł na zachód przez Karpaty, budowę podjęto na nowo. Młody Ihumen Cleopa szybko wykazał, że jest odpowiedzialnym zarządcą oraz przewodnikiem duchowym, który prowadzi innych poprzez własny przykład. Okazał się również utalentowanym mówcą, swoimi naukami potrafił karmić dusze nie tylko swoich mnichów i pielgrzymów, ale także uchodźców, którzy uciekli do pełnego pokoju monasteru Sihastria.

29
Ostatnie dni Starca Ioanichie Moroi

Po trzydziestu trzech latach poważnych trudów ascetycznych Ihumen Ioanichie Moroi zapadł na zdrowiu. Podczas choroby nie przestawał dziękować Bogu, że w osobie ojca Cleopy odnalazł syna, który poprowadzi monaster w tym samym duchu i tradycji. Ostatnie dwa lata swojego życia starzec spędził zamknięty w swojej celi, na modlitwie i spowiadając braci, którzy przychodzili po kierownictwo duchowe.
W sierpniu 1944 roku jego syn według ciała, mnich Nicander, został zastrzelony blisko frontu przez żołnierzy sowieckich. Miesiąc później, czując zbliżający się koniec, Starzec przywołał wszystkich mnichów do swojego łóżka i dał im ostatnie pouczenie. Zachęcał ich, aby nigdy nie ustawali w modlitwie, aby wytrwali w posłuszeństwie i miłości, aby kochali świętą Cerkiew, aby prowadzili cnotliwe życie w Chrystusie. Potem błagał wszystkich o przebaczenie, żegnając każdego pocałunkiem pokoju, i trzy razy zapowiedział – We wtorek odejdę do Ojca! – przepowiadając dzień swojej śmierci.
W zapowiedzianym dniu, 3 września 1944 roku, wielki Ihumen i Starzec Ioanichie Moroi powierzył swoją duszę Bogu. Bracia, nieutuleni w płaczu, pochowali swojego ojca duchowego na nowym cmentarzu, w ten sposób kończąc pewien okres w dziejach monasteru i rozpoczynając nowy, pod kierownictwem ojca Cleopy. Kilka lat później schymonachinia Augustina z monasteru Agapia, która poprzednio była żoną Starca Ioanichie i matką jego dzieci, odeszła i została pochowana na cmentarzu w Starej Agapii. W ten sposób tych dwoje, którzy porzucili małżeństwo dla Królestwa Bożego, znowu spotkało się w świecie, w którym miłość nigdy nie gaśnie.

30
Święcenia

Wraz z odejściem Starca Ioanichie do innego świata, zarówno doczesny jak i duchowy aspekt kierowania bracią monasterską spadł na barki ojca Cleopy. Z powodu pokory, a także lękając się ogromnej odpowiedzialności przed Bogiem, ojciec Cleopa unikał dotychczas myśli o święceniach kapłańskich. Jednak tak, jak jest niemożliwe ukryć się przed Bogiem, tak również nie jest możliwe, aby jego wybrańcy mogli uciec przed wypełnieniem Jego wszechpotężnej woli. Oto jak Opatrzność kieruje wszystkim dla dobra ludzkości!
W październiku 1944 roku mnich Cleopa podróżował z kilkoma braćmi do skitu Racova, by zbierać w winnicy winogrona. Po drodze pozdrowiła ich jakaś pobożna kobieta. Trzymała ona w ręku kompletny strój kapłański, księgę liturgiczną oraz inne sprzęty liturgiczne. – Te szaty i święte przedmioty – powiedziała im – zostawił w moim domu wojskowy kapelan, który zatrzymał się u nas podczas wojny. Gdy wyruszył w dalszą drogę za frontem, zostawił to wszystko w naszym domu, a teraz nie wiem, co mam z tym zrobić.
– Siostro, weź te wszystkie święte przedmioty i zanieś do cerkwi albo do monasteru, gdzie jest ich miejsce, gdyż nie jest dobrze trzymać je w domu – odpowiedział ojciec Cleopa.
– Ojcze, proszę, weźcie te szaty, księgę i całą resztę! Dziękuję Bogu, że was spotkałam i że mogę to wreszcie wam oddać.
Ojciec Cleopa wziął święte przedmioty, umieścił na wozie i pomyślał: Ciekawe, dlaczego ta kobieta dała właśnie mi te szaty, księgę liturgiczną i te święte rzeczy? Może to znak, że Bóg chce abym przyjął święcenia kapłańskie i abym prowadził braci z Sihastria w tych szatach?
Po powrocie z winnicy ojciec Cleopa wyjawił swojemu spowiednikowi wszystko, co wydarzyło się po drodze. Widząc wyraźnie w tych zdarzeniach Bożą Opatrzność spowiednik powiedział – Bądź posłuszny, ojcze Cleopa, gdyż wszyscy ślubowaliśmy to przy postrzyżynach i bez posłuszeństwa nie możemy się zbawić. Kto więc będzie prowadził naszą wspólnotę, jeśli każdy ucieka przed odpowiedzialnością? Albowiem święci Ojcowie powiadają: „Posłuszeństwo to życie, a nieposłuszeństwo to śmierć”.
Dwa miesiące później, 27 grudnia 1944 roku, kiedy Cerkiew wspomina pierwszego męczennika, świętego archidiakona Stefana, mnich Cleopa został wyświęcony na hierodiakona. 23 stycznia 1945 roku, w dzień świętego męczennika Klemensa, Biskupa Ancyry, został wyświęcony na hieromnicha przez Biskupa Galacteona Courdun, który w tym czasie był Ihumenem Monasteru Neamt. Niedługo potem ojciec Cleopa został oficjalnie zatwierdzony jako przełożony skitu Sihastria.

31
Skit Sihastria (1945-1946)

W 1945 roku poświęcono nowo wybudowaną trapezę mieszczącą ponad stu ludzi. W tym samym roku dokończono budowę dziesięciu cel i monasterskiej kuchni. W roku następnym oddano następnych dziesięć cel. Pomimo materialnego ubóstwa mnichów odbudowa monasteru posuwała się naprzód, przy dużej pomocy braci z monasteru Neamt oraz dobrowolnej pracy zwykłych ludzi.
Jak zwykle, gdy podejmowane jest dzieło Boże, Ihumen Cleopa i jego mnisi napotykali mnóstwo przeszkód i trudności. Ojciec Cleopa wspominał swoje pierwsze dni jako nowego ihumena:
– Kiedy bracia obrali mnie swoim przełożonym, było bardzo ciężko. Skit nie miał żadnych wygód. Przyszedł dzień naszego święta patronalnego, a my nie mieliśmy nic przygotowanego. Cele się spaliły, dzwony stopiły, a duży dach cerkwi zniknął strawiony przez ogień. Pojechałem do monasteru Neamt, aby pożyczyć trochę pieniędzy. Ale nic nie dostałem, bo nie mieli nic odłożonego. Pojechałem więc do ojca Joachima Spataru, Bożego człowieka. Był u niego dobry chrześcijanin z Bukaresztu, Konstantyn Valsan, generalny dyrektor spółki telefonicznej. Ten człowiek słysząc, że nic nie mamy przygotowane na święto patronalne dał mi 800 000 lei, co było w tym czasie mnóstwem pieniędzy. Kiedy wróciłem do Sihastria nasz duchowy ojciec, Joel, czekał na mnie. Modlił się przez ten czas do Boga, abyśmy otrzymali jakąś pomoc. Słysząc o darowiźnie, jaką otrzymaliśmy, bardzo się uradował i dziękował Bogu.
Na wiosnę 1946 roku z powodu wojny wierni z parafii Suceava zostali przesiedleni na pustkowie w okolicy skitu Sihastria. Jako ofiarę dziękczynną dla Boga za uratowanie z niebezpieczeństw walk na froncie zbudowali nową cerkiew pod wezwaniem Joachima i Anny, w miejscu starej, która w całości spłonęła.
W tych dwóch latach Bóg powołał wiele dusz, zarówno młodych jak i starych, do wysiłków życia mniszego w Sihastria. Niektórzy początkowo przychodzili do monasteru uciekając przed głodem i nędzą powszechnie występującymi w kraju, ale inni przyciągnięci zostali rosnącą renomą ojca Cleopy. W tym samym czasie w Rumunii przejęli władzę komuniści i zaczęli szykanować i wtrącać do więzienia duchowych przywódców Cerkwi Prawosławnej. Wiele monasterów zostało pozbawionych swoich ojców duchowych, w wyniku czego wielu „osieroconych” mnichów gromadziło się wokół ojca Cleopy. W ten sposób, w wieku trzydziestu kilku lat, ojciec Cleopa rozpoczął swoją służbę jako organizator odnowy życia monastycznego w Rumunii oraz jako nauczyciel Bożego słowa dla gromadzących się wokół niego wiernych.

32
Skit Sihastria podniesiony zostaje do rangi monasteru

Gdy imię ojca Cleopy stało się znane w całym kraju, Patriarchat Rumuński zauważył kwitnący stan skitu Sihastria. W czerwcu 1947 roku podniesiono go oficjalnie do rangi monasteru, a 19 września ojciec Cleopa został podniesiony przez Biskupa Waleriana Moglana do rangi Archimandryty. Biskup wypowiedział wówczas do ojca Cleopy następujące słowa – Ojcze, przyjmij to wyróżnienie. Ktokolwiek będzie ci posłuszny, będzie posłuszny Bogu! Gdy ktoś nie jest posłuszny, można okładać go wszystkimi kijami w lesie, a on i tak nie stanie się prawdziwym człowiekiem.

33
Ojciec Cleopa postrzyga swoją matkę

Anna Ilie do 1947 roku pochowała swojego męża oraz wszystkie swoje dzieci, z wyjątkiem Konstantyna – ojca Cleopy. Ostatnimi miejscami w wiosce dającymi jej pocieszenie była cerkiew i cmentarz. Każdego świątecznego dnia chodziła do cerkwi, a po nabożeństwie szła samotnie na cmentarz, gdzie płakała nad grobami swoich dzieci.
Mimo że jej jedynym pozostałym na ziemi synem był ojciec Cleopa, nigdy się z nim nie spotykała, wiedziała, że jego życie w całości poświęcone jest służbie Bogu i bliźniemu. Ojciec Cleopa tak wspominał śmierć swego ojca, która miała miejsce 23 lutego 1943 roku: – Kiedy ojciec umarł, mama przysłała mi telegram wzywając mnie na pogrzeb. Później, gdy się spotkaliśmy, mama spytała mnie: – Dlaczego nie przyjechałeś na pogrzeb ojca?
– Od kiedy wstąpiłem do monasteru, już więcej nie mam ani matki ani ojca – odpowiedziałem.
– Jak to? Czy ja nie jestem twoją matką? – zapytała staruszka zalewając się łzami.
– Wstąp do monasteru, wtedy będziesz moją matką!
Przy końcu listopada 1946 roku ojciec Cleopa przywiózł swoją matkę z jej rodzinnej wioski do monasteru Sihastria, aby ją postrzyc w stan mniszy. Anna modliła się tutaj dzień i noc z wielką radością w sercu widząc tylu młodych braci, którzy przyszli tutaj, aby razem z jej synem w życiu monastycznym naśladować Chrystusa. Na swój matczyny sposób uważała wszystkich za swoje dzieci, i była przez wszystkich kochana.
21 września 1947 roku odbyły się postrzyżyny i Anna Ilie przybrała swoje nowe mnisze imię – Agafia. Następnej wiosny ojciec Cleopa zabrał ją do monasteru Stara Agapia i przedstawił mniszkę Agafię przełożonej, Matce Olimpiadzie. Przez następne dwadzieścia lat pobożna mniszka Agafia trudziła się w życiu pełnym ascezy w Starej Agapii razem z trzema towarzyszkami, mniszkami Michaelą, Justyną i Julią.
Pomimo swojego wieku Matka Agafia codziennie przynosiła drewno do kuchni. Czasami jej towarzyszki napominały ją – Matko Agafio, czemu nosisz na swoim grzbiecie drewno do kuchni? Odpowiadała – Czyżbym jadła pożywienie na próżno?
Matka Agafia bardzo współczuła biednym. Kiedy ktoś biedny odwiedzał wspólnotę, a ona nie miała nic do ofiarowania, brała coś z rzeczy swoich towarzyszek i rozdawała. – Wzięłam coś od ciebie, ponieważ sama nic nie miałam – mówiła później jakiejś siostrze. – Nic nie szkodzi, Mateczko. One oczywiście chciały, aby zachowała coś dla siebie, ale ona wszystko rozdawała. Zanim została mniszką, gdy jeszcze miała dużą rodzinę do wyżywienia, nigdy nie wahała się przed rozdaniem tego, co tylko mogła. Jej mąż, Aleksander, często bywał na nią zdenerwowany z tego powodu i upominał ją – Moja kobieto, całkiem na próżno przywożę wozem jakieś rzeczy do naszego domu, bo ty i tak wszystko rozdasz!
Od czasu do czasu Matka Agafia podróżowała do Sihastria, aby zobaczyć się z synem i aby odwiedzić groby dwóch swoich synów-mnichów, którzy odeszli w młodym wieku, Bazylego i Gerasima.

34
Cud Matki Bożej

Latem 1947 roku ojciec Cleopa pojechał do Bukaresztu, aby otrzymać naczynia liturgiczne do nowej kaplicy. Kiedy zjawił się w stolicy, ojcowie z Patriarchatu zaprosili go na spotkanie Ruchu Gorejącego Krzewu w domu profesora uniwersyteckiego Aleksandra Mironescu.
Wśród wielu kapłanów, profesorów i wiernych był Archimandryta Benedykt Ghius, ojciec Dozyteusz Morariu, Gerontiusz Gheniu, ojciec Dumitru Staniloae oraz wielu innych intelektualistów. Zgromadzeni ludzie zadawali pytania na tematy duchowe, a ojcowie odpowiadali. Kiedy nadszedł ojciec Cleopa zaproszono go do wzięcia udziału w spotkaniu. Rozmowa ustała, wszyscy podchodzili, aby otrzymać błogosławieństwo młodego Archimandryty i całe zgromadzenie czekało, aż wygłosi pożyteczne słowo. Ojciec Cleopa zaczął wykład, w którym w oparciu o pisma świętych Ojców dowodził wielkiej doniosłości i konieczności oddawania czci Przeczystej Bogurodzicy.
Na ścianie dokładnie za ojcem Cleopą wisiała ikona Matki Bożej z Dzieciątkiem oraz ze świętym prorokiem Dawidem. Gdy przemawiał słowami przepełnionymi łaską, ikona zaczęła delikatnie poruszać się i dał się słyszeć dźwięk jakby harfy. Widząc ten cudowny znak z niebios zebrani wierni przepełnili się ogromnym wzruszeniem. Niektórzy zaczęli płakać, inni przeżegnali się, inni wpatrywali się w ikonę bez słowa lub po prostu zaczęli się modlić. Archimandryta Benedykt był szczególnie wzruszony i zaczął powtarzać ze skruchą – Matko Boża… Matko Boża… cud… cud!
Po kilku minutach ikona przestała się poruszać, a wahadło zegara, które się zatrzymało, zaczęło bujać się jak zwykle. Zebrani wspólnie odmówili modlitwę do Bogurodzicy, aby zmiłowała się nad Rumunią i jej ludem. Cudowne wydarzenie bardzo wzmocniło wiarę wszystkich zebranych i było dla każdego wielkim duchowym pocieszeniem. Wieczór zakończył się odśpiewaniem Bogurodzicy hymnu „Zaprawdę godnym jest”.
Większość świadków tego cudu uważało to wydarzenie za znak dany prawosławnym chrześcijanom dla umocnienia ich wiary przed nadchodzącymi czasami prześladowań w Rumunii, które faktycznie rozpoczęły się w następnym roku.

35
Radości i zmartwienia

Wśród sukcesów związanych z odrodzeniem Monasteru Sihastria, zdarzały się też wielkie zmartwienia, szczególnie dotkliwe dla ojca Cleopy. W rejonie monasteru grasowała nikczemna banda rzezimieszków znana jako „Balta”, której herszt zamieszkiwał tereny sąsiadujące z monasterem. Starzec Ioanichie Moroi był w swoim życiu trzy razy przez nich dotkliwie pobity.
Przy końcu 1947 roku, niedługo po poświęceniu nowej kaplicy św. Joachima i Anny, cały teren monasteru został okrążony przez bandę, która następnie wtargnęła do środka. Mnichów zgromadzono w cerkwi i trzymano na muszce, podczas gdy reszta bandy grasowała w monasterskich magazynach i składach.
Ojciec Cleopa wspominał takie wydarzenie: – Kiedy byłem już Ihumenem, pewnej nocy, gdy stałem w cerkwi podczas nocnego czuwania, nagle wdarła się do cerkwi banda zbójców i wywlekła mnie prosto z nabożeństwa żądając wina, jedzenia i pieniędzy. Gdy dowiedzieli się, że niczego nie mamy, poprowadzili mnie do lasu, gdzie przywiązali do drzewa i chcieli rozstrzelać. Nagle jeden z nich przeciwstawił się swojemu przywódcy. – Nie pamiętasz jak on dawał nam wino, gdy był jeszcze w owczarni? A teraz chcesz go zastrzelić? I zaczęli się kłócić między sobą odchodząc w las. Kiedy wrócili odwiązali mnie i pozwolili wrócić do monasteru.
Następnego dnia ojciec Cleopa poszedł do Biskupa Waleriana z Neamt i zapytał o radę – Wasza Świątobliwość, doradź nam, co mamy zrobić dla obrony monasteru przed bandytami, którzy przez ostatnie sześć lat wciąż nas okradają i wprowadzają niepokój?
– Ojcze Cleopa, oto, co trzeba uczynić! Odprawiaj całonocne czuwania w każdy wtorek prosząc o Pokrow Bogurodzicy nad monasterem oraz czytaj dzień i noc Psałterz w cerkwi, niech każdy czyta po dwie godziny, od ihumena aż do ostatniego posłusznika. Jeśli to zrobicie, Matka Boża wypędzi tych złoczyńców daleko od waszego monasteru i pobłogosławi wam we wszystkim, czego potrzebujecie, a monaster będzie zachowany od wszelkiego niebezpieczeństwa.
Słysząc te słowa Ihumen Cleopa zarządził całonocne czuwanie w najbliższy wtorek oraz nieprzerwane czytanie Psałterza między nabożeństwami. I rzeczywiście, w niedługim czasie złoczyńcy zostali schwytani i ukarani zgodnie z prawem.
Ta praktyka kontynuowana jest w monasterze Sihastria po dzień dzisiejszy, dlatego dzięki wstawiennictwu Przeczystej Bogurodzicy monaster wspaniale rozwija się i rozkwita duchowo.

36
Zagubiona owca

Tak się złożyło, że kiedy ojciec Cleopa był Ihumenem w Sihastrii mnisi-pasterze zagubili stado monasterskich owiec. Szukali ich od jakiegoś czasu, ale nie mogli znaleźć, a bali się powiedzieć o tym Ihumenowi. W końcu nie mieli wyboru i przyszli do ojca Cleopy. On wysłuchał ich, potem zaprowadził do cerkwi, gdzie wszyscy uklęknęli przed ikoną Bogurodzicy i zaczęli się modlić. Po modlitwie ojciec Cleopa powiedział do nich: – Chodźmy teraz wszyscy w stronę Sihla i Sokolej Skały!
Po drodze stawali co jakiś czas i modlili się, prosząc o wskazanie drogi. W końcu z Bożą pomocą przybyli na małą łąkę, na której zobaczyli cicho odpoczywające stado owiec. Wówczas ojciec Cleopa przemówił do braci:– Wielka radość nas spotkała, gdyż odnaleźliśmy owce, ale tysiąc razy bardziej powinniśmy się radować dlatego, że to Bóg nas tu przyprowadził. Dobrze to sobie zapamiętajcie: niczego w życiu nie zaczynajcie bez modlitwy do Boga i do Bożej Matki.
Wracając z owcami w stronę doliny, po drodze zatrzymywali się na krótką modlitwę dziękczynną tyle samo razy, co wcześniej, gdy idąc pod górę prosili o odnalezienie stada.

37
Jak ojciec Cleopa uratował kobietę od śmierci
Podczas świąt Bożego Narodzenia 1947 roku ojciec Cleopa spowiadał wiele osób aż do północy, kiedy poczuł się wyczerpany. Kiedy właśnie szedł na odpoczynek, jakaś płacząca kobieta zastąpiła mu drogę: – Ojcze, mogę tu pozostać tylko 6 godzin, przyszłam się wyspowiadać, bo ciężkie grzechy mam na sumieniu!
– Kobieto, jestem zmęczony, proszę cię przyjdź jutro rano.
– Ojcze, jeżeli mnie nie wyspowiadasz, to się zabiję. Zobacz, mam tutaj sznur! Popełniłam ciężkie grzechy, zabiłam wiele dzieci w moim łonie. Przyjmij mnie, bo już dłużej nie wytrzymam!
Wówczas ojciec Cleopa wyspowiadał ją, dając jej siłę do dalszego życia. Zadał jej pokutę i rozgrzeszył ją z wielu śmiertelnych grzechów, które dźwigała w swoim sumieniu i które pętały ją jak żelazne kajdany. Następnego dnia dostała do wypicia wodę jordańską poświęconą w Święto Chrztu Chrystusa. Wróciła do domu w pokoju, duchowo odnowiona. W wielu przypadkach ojciec Cleopa dawał nadzieję pozbawionym wszelkiej nadziei, pocieszał strapionych, pomagał odżyć duszom zgiętym ciężarem życia oraz popełnionych grzechów.

38
Starzec Paisjusz Olaru wstępuje do Sihastrii

Ojciec Cleopa pragnął, aby jego pierwszy ojciec duchowy Starzec Paisjusz Olaru zamieszkał wspólnie z nim i pomógł w kierowaniu wspólnotą w Sihastrii. Uszykował więc dla niego stałą celę w monasterze. Przybycie ojca Paisjusza było mistycznie powiązane ze ślubem, który złożyli dawno temu, gdy młody Konstantyn powracał z wojska do swojego monasteru.
Starzec Paisjusz pojawił się w Sihastrii jako świeżo wyświęcony hieromnich. Z powodu swojego dużego doświadczenia w życiu monastycznym, ojciec Paisjusz natychmiast stał się źródłem pociechy dla braci i wielką podporą dla ojca Cleopy w zarządzaniu monasterem. Stał się spowiednikiem nie tylko mnichów, ale także setek świeckich ludzi, którzy spieszyli do Sihastrii, aby pić ze źródła żywej łaski. Dziennie średnio spowiadał od 50 do 100 mnichów i ludzi świeckich. Wyłącznie dzięki Bożej mocy miał siłę dźwigać na swoich ramionach ciężar grzechu tylu dusz.
Ojciec Cleopa później zwykł mawiać o swoim współtowarzyszu w misterium życia monastycznego: – Nikt nie może dokładnie powiedzieć, co właściwie było charyzmą ojca Paisjusza. Nie czynił on cudów. Nie nauczał; nikt nie słyszał, aby kiedykolwiek powiedział homilię w cerkwi. Nie był także dobrym śpiewakiem; niezbyt był uzdolniony do śpiewania nabożeństw, miał bardzo wysoki głos, jednak czysty i miły. Raczej był chorowity niż dobrego zdrowia. Kiedy miał 60 lat wyglądał jakby miał 80; teraz ma 80, a wygląda na 60. Nie był teologiem, nie miał żadnego tytułu czy dyplomu w żadnej w ogóle dziedzinie…
A jednak miał w sobie coś zniewalającego. Miał łaskę, miał dar przyciągania, wzbudzał u wszystkich zaufanie i zawsze znajdował najwłaściwsze odpowiedzi na najbardziej trudne problemy i pytania. Miał w sobie ciepło i miłość do ludzi. Otwierał drzwi swojej celi dla każdego. Jeśli ktoś przynosił mu coś w prezencie, dawał to następnemu odwiedzającemu. Był bardzo duchowym człowiekiem, gdyż był bardzo ludzki. Cały czas tęsknił za ciszą i samotnością, jednak nikt nigdy nie słyszał, aby uskarżał się na ciągłe wizyty. Powinnością jego życia było być „człowiekiem dla innych”.
Ojciec Paisjusz był bezustannie raniony przez troski, cierpienia i choroby ludzi, przez mnóstwo ich grzechów; jednak równocześnie był pogodny, pełen dobroci, łagodny, współczujący i wyrozumiały. Ktokolwiek wszedł do jego celi, wychodził z niej zdecydowany zmienić swoje życie; ponownie odnajdował wiarę i ufność i raz jeszcze powierzał swoje życie Bogu i Jego Słowu.

39
Komuniści przejmują władzę w Rumunii

Gdy Rumunia przyłączyła się do II wojny światowej po stronie aliantów pod przywództwem przywróconego Króla Michała, Rumunia zgodziła się na wojskową okupację swojego terytorium aż do czasu osiągnięcia końcowego paktu pokojowego. Okazało się to fatalne w skutkach, gdyż Rumunię zajęły wojska sowieckie. Pod pozorem okupacji sowieci zaczęli podkopywać i destabilizować rząd królewski. W roku 1947 Król Michał został zmuszony do abdykacji. Tego samego dnia ogłoszono powstanie Rumuńskiej Republiki Ludowej, której prezydentem został komunistyczny dyktator Georgiu Dej.
W roku 1948 Patriarcha Nikodem zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Po jego śmierci dokonano niezliczonej ilości morderstw na hierarchach, kapłanach, mnichach, mniszkach i innych, którzy nie chcieli wyrzec się Chrystusa. Więzienia pełne były chrześcijan oraz innych podejrzanych o wrogość wobec ideologii komunistycznej i dyktatorskiej władzy. W tych więzieniach zadawano ludziom najbardziej okrutne tortury fizyczne i psychiczne. W ciągu poprzednich 40 lat komuniści w Związku Sowieckim stworzyli nikczemną dyscyplinę naukową zajmującą się tym, jak niszczyć ludzką wolę. Te niewyobrażalne metody były teraz w użyciu, szczególnie przeciwko młodym ludziom w więzieniach Pitesti i Gherla, jako środki do przełamania rumuńskiej prastarej chrześcijańskiej tradycji oraz uformowaniu „nowego społeczeństwa”.

40
Ojciec Cleopa ucieka na odludzie

Jak dotąd Sihastria pozostawała nietknięta dzięki temu, że położona była daleko w Karpatach. Mimo że ojciec Cleopa miał dopiero 36 lat, był już dość dobrze znanym narodowym duchowym przywódcą prawosławnych chrześcijan. Teraz, kiedy połączył się ze swoim duchowym ojcem z młodości, Starcem Paisjuszem Olaru, i mając wsparcie ojca Joela Georgiu, Sihastria szybko stała się duchowym centrum Prawosławia w Rumunii, tym samym stanowiąc groźbę dla komunistycznej władzy. Przez łaskę, która wypływała z wymownych ust ojca Cleopy, żywa wiara była przekazywana tym, którzy mieli uszy do słuchania. Rząd komunistyczny szukał teraz sposobu, aby postawić rzece wiary tamę poprzez zmuszenie ojca Cleopy do milczenia.
21 maja 1948 roku, w dniu, w którym Cerkiew wspomina pamięć świętego Cesarza Konstantyna i Cesarzowej Heleny, ojciec Cleopa służył Liturgię razem z innymi kapłanami i wygłosił homilię, którą zakończył słowami: – Niech Bóg w Swoim Miłosierdziu sprawi, abyśmy mieli dzisiaj takich przywódców jak święty Cesarz i Cesarzowa, aby Cerkiew była wsławiona na wieki!
Ojciec Cleopa jeszcze nie zdążył rozebrać się z szat kapłańskich, kiedy został schwytany przez uzbrojonych agentów Securitate i siłą zabrany na przesłuchanie. Przez 5 dni siedział w betonowym lochu bez przerwy zasypywany pytaniami w oślepiającym świetle lampy. Nie było tam łóżka, nie dawano mu nic do jedzenia i picia. Ojciec Cleopa tak później opisywał metodę przesłuchań:
– Potem zapytałem ojca Marcu, czemu oni tak mnie oślepiali. Chciałem rękami zakryć oczy, aby to światło już mnie nie dręczyło… Zdawało się, że chce wedrzeć się do mózgu! Mój mózg był jakby wciąż raniony tym światłem! Oni chcieli abym utracił pamięć, abym już więcej nie mógł mówić.
Później opowiadał swoim najbliższym uczniom jak znosił te tortury:
– Ktokolwiek tam wchodził, wychodził bliski obłędu. Mnie też tam umieścili, abym zwariował. Już nic nie widziałem na oczy i nie mogłem znieść gorąca. Wtedy zstąpiłem swoim umysłem do serca odmawiając modlitwę Jezusową. Po godzinie wyprowadzili mnie i wszyscy byli zaskoczeni, że wciąż mogłem mówić i chodzić bez niczyjej pomocy.
Po tych strasznych przesłuchaniach ojciec Cleopa został uwolniony. Ktoś wówczas w tajemnicy przyszedł do niego i poradził, aby udał się gdzieś do lasu i przez jakiś czas żył w odosobnieniu. Po zasięgnięciu rady mnichów ojciec Cleopa wycofał się w odludne miejsce, około pięciu kilometrów od monasteru. Wykopał głęboką dziurę między korzeniami potężnego świerka i zbudował sobie tam ziemiankę.
Raz w tygodniu przychodził do niego ojciec Makariusz z monasteru przynosząc trochę żywności. Czasami przychodził stary przyjaciel ojca Cleopy z owczarni, ojciec Antoni, i przynosił zaopatrzenie. Samotnie na pustkowiu ojciec Cleopa oddawał się praktykowaniu ascezy i modlitwy Jezusowej.
Ojciec Cleopa opowiadał swoim uczniom, że kiedy budował swoją ziemiankę, przylatywały do niego ptaki i siadały mu na głowie. Pierwszy raz służył Liturgię na pieńku przed swoją chatką, a kiedy spożywał Święte Dary przyfrunęło stadko ptaków i zgromadziło się przed nim, jak nigdy przedtem. Gdy przyglądał się im w zachwycie zauważył, że każdy z nich miał znak Krzyża na swoim łebku.
Innym razem, po odczytaniu modlitw Proskomidii, położył antymins na pieńku i zaczął Liturgię aklamacją – Błogosławione Królestwo Ojca i Syna i Świętego Ducha teraz i zawsze i na wieki wieków. Znowu przyfrunęły ptaszki, usadowiły się na gałęzi i zaczęły pięknie śpiewać przepięknymi głosami. Ojciec Cleopa zapytał sam siebie – Co to ma znaczyć? Ktoś niewidzialny dla niego szepnął – To są twoi chórzyści na klirosie.
Ojciec Cleopa przebywając w samotności napotykał też wiele pokus. Czasami podczas snu, ale także na jawie, widział pojawiające się przed nim demony. Tak opowiadał o tym później:
– Pewnego razu, o północy, czytałem moją regułę modlitewną i doszedłem do Akatystu Pokrowu Matki Bożej. Znienacka usłyszałem głośne dudnienie. – Ojej – powiedziałem – co za straszne trzęsienie ziemi! Kiedy trochę uchyliłem drzwi zobaczyłem duże koło, wielkie jak świerk, oraz jakieś ohydne stworzenia otaczające to koło z ognistymi widłami. Jeden z nich powiedział – To jest Ihumen z Sihastrii! Postawcie go na kole! I natychmiast znalazłem się na kole. Koło obracało się, a dookoła stały demony z widłami gotowymi do dźgnięcia, tak że gdybym upadł, nadziałbym się na ich widły.
Ale miałem ze sobą książeczkę z Akatystem, zawołałem więc – Wynoście się stąd! Mam tutaj dokumenty od Bogurodzicy! Wówczas wszystko zniknęło, już nie widziałem koła i biesów, znowu siedziałem w mojej chatce.
Każdego dnia ojciec Cleopa czytał Akatyst Pokrowu Matki Bożej. Pewnego dnia przed otwarciem modlitewnika z Akatystem poczuł zapach jakby lilii i róż. Pomodlił się wtedy do Boga, aby zabrał ten zapach i nie zaczynał czytania Akatystu, gdyż zrozumiał, że ten zapach był pokusą diabelską, aby wtrącić go w dumę. Powiedział – Gdy się modlisz, nie jest dobrze odczuwać jakiś rodzaj zapachu czy też mieć jakieś inne doznania zmysłowe, gdyż mogą pojawić się demony i wtrącić cię w dumę. Kiedy dokończył czytanie Akatystu, nie odczuwał już żadnego zapachu. W ten sposób nie wpadł w subtelną pułapkę zastawioną przez diabła.
Po sześciu miesiącach odosobnienia Ihumen Cleopa wrócił do monasteru ku wielkiej radości mnichów i wiernych. W 1988 roku, czterdzieści lat po pierwszej ucieczce na pustkowie, ojciec Cleopa wziął dwóch swoich uczniów, aby odszukać miejsce swojego zesłania, swoją podziemną chatkę. Przez kilka godzin dokładnie przeszukiwali las, ale niczego nie znaleźli. W końcu usiedli, aby trochę odpocząć i coś zjeść. Kiedy zaczęli jeść, ojciec Cleopa zauważył, że siedzieli tuż obok jego chatki. Chatka była już zniszczona, ale zostało kilka spróchniałych desek, trochę papy i parę jakichś żelaznych części. Ucieszony odnalezieniem miejsca swoich duchowych zmagań, ojciec Cleopa krzyknął – Patrzcie, oto prawdziwy cud! Kiedy już myślałem, że szukamy na próżno, Bóg nas pocieszył i pozwolił odnaleźć tę celę! Wówczas wielbiąc Boga wrócili do monasteru.

41
Odnowa monasteru Slatina

Po powrocie ojca Cleopy z jego banicji do monasteru Sihastria minął spokojnie jeden rok, gdy znowu musiał stawiać czoła nowym wyzwaniom. W sierpniu 1949 roku dekretem patriarchy Justyniana ojciec Cleopa został wysłany z grupą 30 mnichów do odnowy monasteru w Slatinie, w północnej części Bukowiny.
Towarzyszył mu Starzec Paisjusz Olaru razem z kilkoma ojcami i braćmi. Spełniła się wtedy przepowiednia świątobliwego Starca Ioanichie Moroi, że schymnik Joel Georgiu zostanie nazwany Ihumenem „gdy Cleopa odejdzie”. Ten podział wspólnoty był bolesny dla wszystkich, zwłaszcza dla młodych, którzy szukali u ojca Cleopy i Paisjusza kierownictwa duchowego i nauki. Jednak po pewnym czasie dzieło to okazało się zaczynem odrodzenia życia monastycznego w Mołdawii.
Gdy ojcowie Cleopa i Paisjusz opuszczali monaster, cała wspólnota odprowadzała ich do drogi, aby tam się pożegnać. W tym momencie pojawił się na drodze spowiednik z monasteru Agapia, Archimandryta Maksym. Widząc sytuację zaofiarował wszystkim słowo pociechy – Ojcowie, czemu jesteście tacy smutni? Święci ojcowie oddali swoje życie dla Chrystusa i bronili Prawosławia, a wy świątobliwi płaczecie tutaj jak żydzi nad rzekami Babilonu? Przypomnijcie sobie, co śpiewa Cerkiew: „Święci męczennicy, którzy dobrze walczyliście i osiągnęliście koronę chwały, módlcie się do Boga, aby zbawił dusze nasze!” Przeto bądźcie posłuszni, a Bóg pomoże wam przez modlitwy Przeczystej Bogurodzicy!
Potem wszyscy razem zaśpiewali „Zaprawdę godne jest” i rozstali się.
W tym czasie w Monasterze Slatina, który ufundowany był w 1554 roku przez Aleksandra Lapusneau, było tylko siedmiu starszych mnichów. Po przyjeździe zabrali ojca Cleopę na obchód monasteru. Poszli zwiedzać pomieszczenia Ihumena oraz cele braci, które ojciec Cleopa skropił poświęconą wodą, w końcu doszli w odległy zakamarek dziedzińca, do warsztatu, gdzie przechowywano wszystkie narzędzia stolarskie. Ojciec Cleopa zatrzymał się tam i radośnie oznajmił – Tutaj będzie moja cela!
Zadowoleni, że Bóg przysłał im takiego zdolnego Ihumena, bracia natychmiast zaczęli sprzątać pomieszczenie. Ale ojciec Cleopa powstrzymał ich, mówiąc: – Bracia, nie potrzebuję pomocy. Zrobię wszystko, co jest potrzebne własnymi rękami. I sam wziął się do pracy. Pościelił łóżko zwyczajnym posłaniem, na którym położył swoją kamizelkę z owczej skóry oraz wiele książek i listów.
Ihumen Cleopa od razu zarządził służbę pełnego cyklu nabożeństw z codzienną Liturgią. Również ustanowił monastyczną akademię dla braci, życie monastyczne opierając na modelu cenobitycznym zgodnie z regułą św. Teodora Studyty.
Po 1950 roku wielu uczonych teologów i ascetów, którzy mieli szczególny szacunek dla ojca Cleopy, przyjechało do Slatiny. Wśród nich był Archimandryta Petroniu Tanase, Hierodiakon Antoni Plamadeala, przyszły metropolita Transylwanii Archimandryta Dozyteusz Morariu, Protojerej Gerontius Balan, Schymnik Daniel Tudor, Hieromnich Arseniusz Papacioc oraz ojciec Marcu Dumitrescu. W ten sposób powstała zupełnie wyjątkowa wspólnota przyciągająca wielką ilość studentów, intelektualistów oraz pielgrzymów młodych i starszych, wszystkich stanów i zawodów, jak wielki duchowy magnes.
Starzec Petroniu zorganizował chór cerkiewny złożony z przeszło trzydziestu braci, który wykonywał starożytne śpiewy bizantyjskie w sposób, który poruszał głębie duchowe całej monastycznej wspólnoty. Chór ze Slatiny zasłynął z wywoływania skruchy w sercach słuchaczy.

42
Ihumen Cleopa – odnowiciel życia monastycznego w Mołdawii

W ciągu trzech lat monaster w Slatinie stał się kwitnącym centrum duchowym całej Rumunii. Wiedząc, że Ihumen Cleopa był siłą sprawczą tego sukcesu, hierarchowie Mołdawii powierzyli mu opiekę i nadzór nad okolicznymi mołdawskimi monasterami w miejscowościach Putna, Moldovica, Rasca, Sihastria, Rarau i Sihla. Ojciec Cleopa regularnie odwiedzał każdy monaster. Kładł największy nacisk na posłuszeństwo w miłości, praktykowanie modlitwy Jezusowej i uczestnictwo w dobowym cyklu nabożeństw. Dodatkowo każdy mnich otrzymywał dzienną regułę modlitewną oraz umartwienia stosownie do uznania przez spowiednika. Kiedy pojawiały się jakieś niepokoje, ojciec Cleopa wysyłał jednego lub dwu duchowych ojców, aby przywrócili pokój.
We wszystkich tych monasterach założył monastyczne akademie, aby utrzymać wysoki poziom życia duchowego.

43
Wybawienie Ojca Cleopy od kierowania monasterem w Neamt

Na początku roku 1951 Patriarcha Justynian zapragnął przeprowadzić podobną odnowę w największym monasterze w Rumunii, w Ławrze Neamt. Naturalnie pomyślał znowu o ojcu Cleopie.
Słysząc o tym ojciec Cleopa zasmucił się bardzo i zaczął gorąco modlić się do Matki Bożej o uwolnienie go od tej pokusy. Pamiętał radę świątobliwego ascety z Agapii, Starca Wincentego Malau, który kiedyś mu powiedział – Drogi chłopcze, kiedy masz wielkie kłopoty, pość przez trzy dni i módl się ze łzami, a Bóg pouczy cię, co masz robić. Więc zaczął pościć. Zamknął się w celi i pościł nie tylko przez trzy dni, ale przez siedem. Pewnej nocy zdrzemnął się przed ikoną Bogurodzicy. Zobaczył światło z niebios otaczające ikonę i Bogurodzica przemówiła do niego: – Nie smuć się i nie martw z powodu Neamt, ponieważ uciszę te wszystkie niepokoje. Nie bądź jednak tak niezdecydowany, bo raz chcesz iść do Neamt, a drugim razem znów chcesz uciekać do pustelni.
Ojciec Cleopa poszedł potem do spowiedzi do ojca Paisjusza i opowiedział mu o wszystkim, co usłyszał i zobaczył wokół ikony Bogurodzicy w swojej celi. Starzec powiedział mu: – To znak z niebios. Ale na razie nie mów nikomu o tej wizji. Teraz przygotuj się, bo jutro przyjmiesz Ciało i Krew Chrystusa. Jeżeli Bóg zarządził, że masz pójść do monasteru Neamt, to Matka Boża ci dopomoże; jeżeli Jego wola jest inna, to pozostaniesz tutaj.
Następnego dnia po Liturgii przyszła wiadomość, że Patriarcha w porozumieniu z innymi postanowił, że ojciec Cleopa ma pozostać przełożonym w Slatinie i ma nadzorować inne mołdawskie monastery, jednak nie zostanie wyznaczony na przełożonego Ławry w Neamt, do której każdego roku przybywa tysiące pielgrzymów. W ten sposób dzięki opiece Matki Bożej oraz posłuszeństwu wobec ojca duchowego ojciec Cleopa przezwyciężył tę pokusę.

44
Drugie odejście na odludzie

Monaster Slatina rozkwitał aż do 1952 roku. Było tam wtedy 80 braci, w większości młodych i bardzo gorliwych. Wierni przychodzili gromadnie na świętą Liturgię, słuchali śpiewu mnichów oraz poruszających serca homilii ojca Cleopy. Pomimo sukcesu ojciec Cleopa wciąż czuł się daleko od domu. Do swoich bliskich uczniów zwykł mówić – Cieleśnie jestem tutaj, w Slatinie, ale duchowo jestem wciąż w Sihastria, gdzie byłem postrzyżony i gdzie mieszkałem przez wiele lat.
Gdy duchowe życie w Slatinie zaczęło świecić jak miasto na górze, książę ciemności poruszył swoje sługi do czynienia zła, aby to światło przesłonić. Agenci Securitate włamali się do monasteru siłą pewnej nocy i zaczęli przesłuchiwać ojca Cleopę i innych znanych mnichów. Odchodząc zabrali ojca Cleopę, ojca Arseniusza Papacioca oraz ojca Marcu Dumitrescu, który w owym czasie znany był jako brat Konstantyn.
W Falticeni byli przesłuchiwani całą noc. Oskarżali ojca Cleopę: – Rozpaliłeś całą Bukowinę mistycyzmem, sabotujesz gospodarkę narodową. Mówisz: „Dzisiaj jest świętego Jerzego, jutro świętego Bazylego, pojutrze jeszcze jakieś inne święto”, i wtedy ludzie odkładają swoje narzędzia i odmawiają pracy!
W swojej prostoduszności ojciec Cleopa odpowiedział: – Jak mógłbym nie mówić, że jest to święto, kiedy tak jest zapisane w kalendarzu Świętej Cerkwi?
Ostatecznie ostrzegli go, aby zaprzestał „propagandy religijnej” i uwolnili go.
Wróciwszy do Slatiny ojciec Cleopa opowiedział tam o wszystkim i za radą Starców zdecydował się znowu usunąć do głuszy leśnej, razem z ojcem Arseniuszem Papacioc, aż do momentu, gdy atmosfera nieco się uspokoi. Wzięli ze sobą Święte Dary i ukryli się w lasach niedaleko wsi Neguleasa i Ostra, znajdując schronienie w opuszczonej owczarni. Pobożny człowiek o imieniu Straton przynosił im raz w miesiącu jedzenie, a co dwa lub trzy tygodnie dzielili się przechowywanymi Świętymi Darami, które mieli ze sobą. W tej okolicy, w górach Stanisoara, było zatrzęsienie wilków. Straton nie bał się ich, gdyż mocno wierzył, że będzie zachowany przy życiu przez modlitwy dwóch ludzi Bożych, dla których ryzykował życie.
Ojciec Cleopa wspominał swoje własne spotkania z leśnymi stworzeniami: – Kiedy wałęsałem się po lasach, śledzili mnie moi „przyjaciele” – dziadek niedźwiedź i lisek chytrusek. Z dziadkiem radziłem sobie łatwo. Kiedy słyszałem jak coś mruczał, rzucałem mu ziemniaka i zazwyczaj odchodził, ale z lisem nie było tak prosto. Podchodził nocą do drzwi chatki i szukał, czy ktoś przez przypadek nie pozostawił jakiegoś jedzenia. Jak coś znalazł z radością rzucał się na to.
Pewnego razu zostawiłem na zewnątrz żeliwny garnek, w którym gotowałem sobie jedzenie. Coś tam w nim jeszcze zostało. Przyszedł lis i bez zbędnych ceregieli zaczął to wyjadać. Zobaczyłem go przez okno i wyskoczyłem na zewnątrz. Kiedy mnie dostrzegł chciał odskoczyć i uchwyt od garnka spadł mu na głowę. Nie chodziło mi o jedzenie, szkoda mi było garnka, było to jedyne naczynie. Pobiegłem za nim krzycząc: „Zostaw garnek!” Ale lis zawsze pozostaje liskiem-chytruskiem. W swojej przebiegłości wskoczył na gałąź, na której zawiesił garnek, po czym uwolnił głowę i uciekł. A ja byłem szczęśliwy, bo odzyskałem mój garnek!
Miałem też innych, dużo groźniejszych przyjaciół. Były to leśne myszy i szczury. Gdybyś się odpowiednio nie zabezpieczył, nie pozostawiłyby ci żadnego pożywienia na przednówku. Miałem torbę z sucharami przywiązaną do belki. Kiedy przychodziła noc „parafianie” wychodzili ze swoich nor. Nie żałowałem im sucharów, które podjadały, ale doprowadzały mnie do szaleństwa, bo nie pozwalały mi dokończyć moich modlitw.
Jak tylko zaczynałem czytać, zaraz zaczynały chrupać suchary. Co miałem robić? Brałem kij w prawą rękę, a w lewej trzymałem Psałterz. Oto jak wypełniałem regułę modlitewną: „Boże, usłysz modlitwę moją”, a kijem trzask – przeganiałem myszy. Gdy jakąś walnąłem udawała, że nie żyje. Potem wracałem do moich modlitw, czytałem kilka wersetów i znowu musiałem kijem przeganiać myszy. Tak kończyłem moją regułę modlitewną, aż w końcu zatkałem wszystkie mysie dziury.
Innym razem późną jesienią ojciec Cleopa wędrował przez las, kiedy zaczął padać zimny deszcz, który zmoczył go do suchej nitki. Był wciąż daleko od chatki i musiał przedzierać się przez gęsty las w mokrym ubraniu. Gdy zaczął wiać wiatr jego ciało zesztywniało z zimna i w końcu opadł z sił, na szczęście niezbyt daleko od chatki.
Niezdolny do uczynienia najmniejszego ruchu ojciec Cleopa pomyślał: – Teraz umrę bez przyjęcia Świętych Darów. Modlił się gorąco i powoli, bardzo powoli przyczołgał się do swojej ubogiej chatki. Zdołał w końcu jakoś swoimi zdrętwiałymi palcami rozpalić ogień i ocalić się.
Ojciec Cleopa stawiał czoła również różnym duchowym pokusom. – Pewnej nocy siedziałem w chatce. Zakończyłem już modlitwy o północy i kończyłem czytać Jutrznię, kiedy nagle usłyszałem głośne: Bum, bum, bum! Ziemia się zatrzęsła! Wyskoczyłem na zewnątrz zobaczyć, co się dzieje. Kiedy otworzyłem drzwi chatki, zobaczyłem na zewnątrz wielkie światło i stojący mosiężny powóz z wieloma kołami.
Wysoki mężczyzna z wielkimi oczami wyskoczył z powozu, był on w połowie biały i w połowie czarny. Zapytał: – Czego tutaj szukasz? Przypomniałem sobie wówczas, że święci Ojcowie pisali: Jeśli macie Święte Dary, macie żyjącego Chrystusa! Trzymałem Święte Dary w chatce w świerkowej dziupli. Kiedy to sobie uświadomiłem, szybko wróciłem do środka i wyjąłem Święte Dary i powiedziałem tylko: Boże mój, Chryste, nie opuszczaj mnie!
Zobaczcie, jak żarliwie się modlimy, kiedy mamy diabła pod drzwiami! Kiedy spojrzałem na zewnątrz, ujrzałem jak moc Chrystusa odprawia go z powrotem skąd przyszedł. Nieopodal chatki była wysoka skała, z której duch nieczysty spadł. Jak on to zrobił? Rzucił się gwałtownie w dół razem z powozem i ze wszystkim, koziołkując się po zboczu trzy razy. Hałas był tak wielki, że przeciągłe i ostre trzaski słyszałem aż do południa następnego dnia.
Innym razem ojciec Cleopa usłyszał hałas na zewnątrz chatki. Kiedy wyszedł znalazł się jakby w ogniu walki na froncie. Widział czołgi jadące w jego kierunku, widział maszerujących uzbrojonych żołnierzy, wydawało się, że cała armia chce go schwytać. Gdy zaczął odmawiać modlitwę Jezusową, całe to widziadło zniknęło.
Ojciec Arseniusz również opowiadał pewną historię z czasów, które spędził razem z ojcem Cleopą w lesie: – Pewnego razu zatrzymała nas w lesie potężna ulewa. Drzewa wokół nas nie były wyższe od domu. Ojciec Cleopa był w pewnym oddaleniu ode mnie. Szukaliśmy najgęstszego poszycia z krzaków, w którym moglibyśmy się ukryć. Ojciec nalegał żebym przyszedł pod gałąź, gdzie on się ukrył. Powiedziałem, że moje miejsce jest lepsze, a było około 30 metrów od niego. Ale jego świątobliwość wciąż nalegał, więc powiedziałem sobie: – Zaraz, chwileczkę! Przecież powinienem słuchać poleceń ojca Cleopy! I pobiegłem tam, gdzie on się znajdował i natychmiast piorun uderzył w miejsce, gdzie przed chwilą byłem. Byłem wstrząśnięty. Nigdy nie zapominajcie o posłuszeństwie.
Zima roku 1953 była tak mroźna, że ojciec Cleopa zmuszony był przyjąć gościnę w domu wiernych chrześcijan. Wieczorami wygłaszał pożyteczne słowo dla gospodarzy. Wkrótce gospodarze zapragnęli, aby również ich krewni i znajomi mogli odnieść korzyść z umacniających duszę wykładów mnicha. Kiedy w niedługim czasie zbierał się tam już całkiem spory tłum, ojciec Cleopa dyskretnie opuścił ten dom, zostawiając list: „Odszedłem. Wybaczcie mi.” I powrócił znowu w góry.
Ojcowie Cleopa i Arseniusz mieszkali w górach Stanisoara aż do lata 1954 roku, w wielkim ubóstwie i przy wielu niedogodnościach. Patriarcha Justynian uzyskał wreszcie zgodę na powrót tych dwóch ascetów do monasteru lub do Patriarchatu. Gdy nadeszli posłańcy, aby to zakomunikować ojcu Cleopie, w pierwszym momencie zaczął on podejrzewać jakąś pułapkę. Jak zwykle zaczął modlić się, aby Bóg objawił mu, co ma zrobić. Wówczas przypomniał sobie słowa świętego Jana Klimaka: „To wstyd dla pasterza obawiać się śmierci, ponieważ istotą posłuszeństwa jest pozbycie się lęku przed śmiercią.” Pamiętając o tym zapytał samego siebie: – Kto mnie wzywa? Sam Patriarcha Cerkwi mnie wzywa! Jeżeli wyśle mnie na śmierć, to pójdę na śmierć!
W ten sposób po ponad dwóch latach pustelniczego życia ojcowie Cleopa i Arseniusz opuścili kryjówkę w głębokim lesie i pojechali do Bukaresztu w towarzystwie Schymnika Daniela Tudora. Zostali z miłością przyjęci przez Patriarchę Justyniana, z którym wiele następnych nocy spędzili na duchowych dysputach. Odwiedzili też dużo monasterów w stolicy, gdzie spowiadali i byli przewodnikami duchowymi wielu mnichów. Wkrótce ojcowie powrócili do Monasteru Slatina, ku wielkiej radości braci i wszystkich wiernych.

45
Odrodzenie monastycyzmu

Na początku 1956 roku Archimandryta Cleopa zwolniony został z obowiązku kierowania Monasterem Slatina, zostawiając tam w zastępstwie swojego ucznia Emiliana Olaru. Powierzono mu nową duchową misję w Timisoarze i Aradzie, gdzie podążył z dwoma uczniami. Tutaj spotkał się z metropolitą Banaru, Bazylim Lazarescu, który przygotował relikwiarz dla relikwii świętego Józefa Nowego z Partos.
Potem ojciec Cleopa odwiedził Monaster Vasiova, gdzie przez wiele lat służył świątobliwy ojciec Wincenty Malau, który dawno temu młodemu Konstantynowi dał zbawienną radę duchową. Później pojechał do Monasteru Gai w okolicy Aradu, gdzie wprowadził typikon z Sihastrii. Jednak gdy dzwon monasterski pierwszy raz bił o północy na Jutrznię miejscowi mieszkańcy, którzy nie byli przyzwyczajeni do nabożeństw o tej porze, zadzwonili po straż pożarną myśląc, że w monasterze wybuchł pożar. Ojciec Cleopa wykorzystał nadarzającą się sposobność i zaprosił wszystkich strażaków i wygłosił poruszającą dusze homilię, w której stwierdził – Pożar, który zapłonął tutaj w Monasterze Gai niech już nigdy nie zagaśnie, aż do końca świata!
Rzeczywiście, gdziekolwiek pojawiał się ojciec Cleopa, wszędzie rozniecał ogień miłości i gorliwości chrześcijańskiej. Po odwiedzeniu jeszcze innych monasterów w tej okolicy, ojciec Cleopa powrócił do Mołdawii i osiadł na kilka miesięcy w Monasterze Putna. Pouczał tam mnichów i kierował na duchową ścieżkę zbawienia. Zostawił w Monasterze Putna Archimandrytę Dozyteusza Morariu, który kiedyś był uczniem Ihumena Ioanichie Moroi, i który został wkrótce wybrany tam na przełożonego.
Pomimo że był to czas, kiedy wielu hierarchów było osadzonych w więzieniach i osądzonych na śmierć z powodu głoszenia chrześcijaństwa, i pomimo że ojcu Cleopie osobiście grożono tym samym, on bez lęku i z wielkim zapałem przemawiał do miejscowych pielgrzymów o prawosławnym władcy Księciu Stefanie Voda z Mołdawii. Z wielką odwagą i poświęceniem Książę Stefan bronił tych ziem oraz Prawosławia, oraz wybudował niemało cerkwi, z których wiele stoi po dzień dzisiejszy. Podczas swojego pobytu ojciec Cleopa miał okazję przemawiać zarówno do młodzieży, jak i do starszego pokolenia, do Rumunów oraz do przyjezdnych z zagranicy, o pięknie Prawosławia, o dawnych rumuńskich bohaterach, o wielkiej wartości rumuńskich fresków cerkiewnych, o chwale Bożej i błogosławieństwie narodu rumuńskiego. W homiliach tych ojciec Cleopa podkreślał harmonię między rumuńskim Prawosławiem a patriotyzmem przodków, poświęcenie i miłość ojczyzny wielu pokoleń mnichów, którzy przekazywali zapaloną lampę Prawosławia wraz z ocaloną i wolną duszą narodu rumuńskiego.
Jesienią 1956 roku ojciec Cleopa założył swoją owczą kamizelkę, pozbierał swoje duchowe książki, które tak bardzo kochał i powrócił do swojego monasteru, do świętej Sihastrii. W tym czasie monasterem tym zarządzał wciąż Ihumen Joel Georgiu, dawny sługa przełożonego Ioanichie Moroi.

46
Sihastria (1949-1959)

Następca ojca Cleopy w zarządzaniu monasterem Sihastria, pokorny ojciec Joel Georgiu, prowadził wspólnotę przez 10 lat z wielką mądrością. Biorąc udział we wszystkich nabożeństwach, był pierwszym, który wchodził do cerkwi i ostatnim, który z niej wychodził. Kiedy widział kogoś spóźniającego się na nabożeństwo, mawiał: – Drogi ojcze, przychodź do cerkwi wcześniej! Nie opuszczaj świętych służb, jeśli nie jesteś zajęty jakimś obowiązkiem, ponieważ właśnie po to wstąpiliśmy do monasteru! W swojej miłości i gorliwości o dom Boży był jaśniejącym przykładem dla braci. Razem ze Starcem Paisjuszem Olaru, który powrócił ze Slatiny w 1953 roku, był duchowym ojcem całej wspólnoty. Starcy wspólnie utrzymywali poziom życia duchowego na poziomie, na który podniósł go wcześniej ojciec Cleopa przed swoim wyjazdem do Slatiny; Monaster Sihastria wciąż przyciągał wielu młodych nowicjuszy.
Razem z powrotem ojca Cleopy duchowe życie monasteru wzmocniło się jeszcze bardziej. Ojciec Cleopa zamieszkał w celi na wzgórzu blisko monasteru, gdzie mógł przyjmować wiernych, podczas gdy ojciec Paisjusz, jako miłujący ciszę, pozostał w celi w lesie, gdzie spowiadał swoje duchowe dzieci. Starzec Joel wciąż uczęszczał na wszystkie nabożeństwa w cerkwi monasterskiej i zajmował pomieszczenia przełożonego. I tak, każdy na własny sposób, czyniąc postępy w modlitwie i łasce, nadawali wyjątkowy dynamizm wspólnocie i przygotowywali braci na trudne chwile próby, które wyłaniały się na horyzoncie. Ojciec Paisjusz zachęcał swoich uczniów, aby żyli w ciszy i modlitwie. Ojciec Cleopa przynaglał wszystkich, mnichów i świeckich, aby nie zapominali o godzinie śmierci, aby byli posłuszni ojcom duchowym w każdej rzeczy, aby bronili wiary prawosławnej w porę i nie w porę. W końcu ojciec Joel wzywał wszystkich do wytrwałości w uczestnictwie w Boskich nabożeństwach.
Okres pomiędzy 1956 a 1959 rokiem był czasem duchowego wzrostu danym od Boga nie tylko dla Sihastrii, ale nieomal dla wszystkich monasterów w Rumunii. Stało się tak po to, aby wiara chrześcijańska została przygotowana do stawienia oporu następnej fali prześladowań ze strony władz komunistycznych, które dzierżyły władzę już ponad dziesięć lat. W ten sposób Rumuńska Cerkiew Prawosławna podążała za przeznaczeniem Cerkwi Apostolskiej: bezustannie prześladowanej, a jednak wspieranej mocą z wysoka i umacnianej krwią męczenników.

47
Prześladowania (1959-1964)

Kwiecień roku 1959 był początkiem najcięższego okresu dla rumuńskiego monastycyzmu w XX wieku. Prawie wszyscy przełożeni i ojcowie duchowi zostali wygnani ze swoich monasterów, razem ze wszystkimi nowicjuszami oraz riasofornymi mnichami i mniszkami. Ten zamach miał na celu zerwanie więzi pomiędzy duchowymi ojcami a ich uczniami w ateistycznym pędzie niszczenia wszelkiej wiary w ludziach.
Przy końcu roku 1959 ateistyczne władze w Bukareszcie wydały dekret nakazujący wszystkim mnichom poniżej 55 lat i wszystkim mniszkom poniżej 50 lat życia opuszczenie swoich monasterów. Dekret ten był wprowadzany w życie siłą przez uzbrojonych i bezwzględnych funkcjonariuszy Securitate w porozumieniu z lokalnymi władzami. W przeciągu niecałego roku przeszło cztery tysiące mnichów i mniszek zostało wypędzonych ze swoich monasterów.
Ze względu na duchowe bogactwo Mołdawii jej monastery zostały zaatakowane najmocniej. Sihastria i Slatina zostały przemienione na domy starców dla starych mnichów. Mniejsze skity pozostały puste, podczas gdy większe monastery zamieniono na zwykłe parafie kierowane przez kapłanów diecezjalnych. Nie wolno było przyjmować żadnych nowicjuszy.
Wielu wypędzonych mnichów utworzyło ukryte, tajne monastery gdzieś w okolicy, wielu innych uciekło w las. Jeszcze inni, w zależności od tego czy składali śluby czy nie, wracali do świata biorąc sobie żony. Dla wszystkich był to czas próby.
Przełożony Monasteru Sihastria, ojciec Joel oraz Hieromnich Barsanufiusz Lipan zostali wygnani do swojej rodzinnej wioski 22 kwietnia 1959 roku. Sihastria utraciła 40 mnichów poniżej 55 roku życia, a Ihumen ojciec Cleopa utracił większość swoich duchowych synów, łącznie ze swoim posługującym w celi.

48
Trzecie odejście na odludzie

Już trzeci raz ojciec Cleopa wyprowadzony został przez Ducha Świętego w góry Mołdawii, do swojej umiłowanej ciszy. Rozpoczął swoje wygnanie blisko wsi Hangu, skąd poszedł dalej na północ drogą mijając góry Halauca-Pipirig, aż do miejsca blisko wierzchołka góry Petru-Voda. Wybudował tam małą, drewnianą chatkę, w której mieszkał przez dwa lata, przy pomocy pobożnego chrześcijanina z tej okolicy, który nazywał się Paweł Marin.
W roku 1962, po dwóch latach samotności, ojciec Cleopa przyłączył się do swojego bliskiego ucznia, ojca Barsanufiusza. Razem trudzili się ascezą w wielu miejscach przez przeszło trzy lata. Co tydzień spowiadali się nawzajem i przyjmowali Ciało i Krew Chrystusa, które co dwa lub trzy tygodnie przynoszone były z Sihastrii. Tym razem ojcom pomagali Dumitru Nita i George Olteanu ze wsi Dolhesti, jak również krewni ojca Barsanufiusza.
Podczas tego okresu w górskiej pustelni ojciec Cleopa jeszcze bardziej rozwinął swoje wewnętrzne życie modlitewne. Każdego dnia poświęcał od 10 do 12 godzin na samotną modlitwę. Według relacji ojca Barsanufiusza każdego ranka miał zwyczaj odmawiać modlitwy poranne, kilka Akatystów (zawsze z Akatystem do Jezusa Chrystusa i Akatystem Zwiastowania Bogurodzicy), Kanon Pokutny, Kanon do Anioła Stróża, Kanon do wszystkich Mocy Niebieskich oraz część Psałterza. Po południu czytał Nieszpory z Kompletą i Kanonem do Matki Bożej. Potem przyjmował swój jedyny posiłek, po którym kontynuował odprawianie swojej reguły modlitewnej odmawiając modlitwy wieczorne i Molebien do Bogurodzicy. Pozostały czas poświęcał na modlitwę Jezusową. Ojciec Barsanufiusz zaświadczał także, że ojciec Cleopa osiągnął taki stopień Modlitwy Serca, że płakał rzewnymi łzami i odczuwał wielkie duchowe ciepło w sercu, które płonęło wielkim ogniem.
Innym owocem tej pustynnej ciszy i nieustannej modlitwy była seria pism ułożonych przez ojca Cleopę w tym okresie. Pomiędzy modlitwami ojciec Cleopa siadał pod świerkiem i pisał. Podczas pięciu lat swojej trzeciej banicji ojciec Cleopa napisał następujące książki: Wzrost ku Zmartwychwstaniu (Homilie dla mnichów), Wyznania dla biskupów, Wyznania dla Ihumenów, Wyznania dla ojców duchowych, Wyznania dla kapłanów świeckich, Wyznania dla mnichów, O snach i wizjach oraz Cuda Boże w Jego Stworzeniu.

49
Sihastria podczas nieobecności ojca Cleopy

Po odejściu ojca Joela i ojca Cleopy kierownictwo duchowe mnichów i pielgrzymów spadło na barki Starca Paisjusza. Podczas tego okresu prześladowań monastycyzmu brakowało kapłanów, ojcowie duchowi byli rzadkością, a młodzież pragnąca podjąć życie monastyczne chodziła w ubraniach roboczych, aby nie przyciągać uwagi Securitate.
Wszyscy, którzy przybywali do Sihastrii błądzili w poszukiwaniu ojca Cleopy i bardzo tęsknili za jego ojcowską obecnością i słowami pociechy. Wierni czuli ukrytą moc jego modlitwy i wszyscy wierzyli, że niebawem powróci do swojego stadka. Przez cały ten czas jego oddane duchowe dzieci modliły się bez przerwy w jego intencji.
Nowym Ihumenem Sihastrii został ojciec Caliopie Apetri, uczeń ojca Cleopy, który razem z nim przebywał w monasterze Slatina. Był to mnich odważny, śmiały i pełen gorliwości o dobre i święte Boże sprawy. Utrzymał podczas prześladowań wciąż ten sam typikon i kierował monasterem przez 12 lat. Ostatecznie sytuacja zaczęła się poprawiać w roku 1963.

50
Łzy matki Agafii

Następującą historię o mamie ojca Cleopy, matce Agafii, opowiada autor, ojciec Ioanichie Balan:
Po drodze z monasteru Neamt do Sihastria wstąpiłem do Starej Agapii. Chciałem pocieszyć matkę ojca Cleopy i przynieść jej kilka niezbędnych drobiazgów. Kiedy pojawiłem się w bramie monasteru zobaczyłem matkę Agafię czekającą na pierwszego lepszego pielgrzyma, aby z nim porozmawiać. Każdego pielgrzyma, nawet nieznanego, wkraczającego na dziedziniec monasteru, matka Agafia zapytywała: – Przepraszam cię. Czy widziałeś mojego Cleopę? Wierny odpowiadał – Nie, matko, nie znam go!
Kiedy nadchodzili inni wierni staruszka podchodziła blisko i wypytywała ze łzami w oczach: – Czy może widzieliście mojego Cleopę? Oni odpowiadali – Nie wiemy gdzie on jest, matko. Nie widzieliśmy go! Wówczas staruszka wzdychała, ocierała łzy z oczu, patrząc na coś w oddali.
Rozumiejąc jej wielki ból podszedłem do matki Agafii i dałem jej tych kilka rzeczy, które uszykowałem dla niej i rzekłem jej cicho – Matko Agafio, już więcej nie wypytuj ludzi gdzie jest ojciec Cleopa, bo oni nie wiedzą gdzie jest i nie mogą wiedzieć.
Wówczas staruszka odpowiedziała ze łzami w oczach: – Ojcze Ioanichie, czy wiesz, co to znaczy być matką!
Jej słowa pełne były łez, i po modlitwie w cerkwi powiedziałem jej tak: – Niech będzie, co ma być, matko Agafio! Powiem ci, że ojciec Cleopa niedługo wróci do monasteru Sihastria. Potem wyruszyłem drogą przez góry do monasteru.
Po południu następnego dnia matka Agafia pod wpływem ogromnej tęsknoty za swoim synem Cleopą, wzięła do ręki swój kij i nie mówiąc nic siostrom, bez słowa wyruszyła w góry w kierunku Sihastrii. Ale idąc samotnie, mając przeszło 88 lat życia, zgubiła ścieżkę w lesie. Przed zapadnięciem zmroku spotkała jakiegoś człowieka, który zabrał ją do baraku w lesie. Matka Agafia całkiem straciła orientację, nie wiedziała jak wrócić ani którędy pójść do Sihastrii. Robotnicy leśni użyczyli jej w baraku trochę miejsca na nocleg. Tymczasem wszystkie dzwony w Starej Agapii dzwoniły bez ustanku, a siostry szukały jej w okolicznych lasach. Dopiero następnego dnia po południu odnalazły ją. – W jaki sposób dotarłaś tutaj? – pytały ją.
– Chciałam dojść do Sihastrii zobaczyć, czy mój Cleopa już powrócił, ale zgubiłam się w lesie. Jakiś człowiek przyprowadził mnie do tego baraku, bo już nie wiedziałam, gdzie mam iść dalej.
– Chodź z nami, matko Agafio.
W monasterze Sihastria matka Agafia uklękła przy grobach swoich dwóch synów, Bazylego i Gerasima. Gdy już wystarczająco się napłakała, wstała, ucałowała dwa krzyże, poszła pomodlić się do cerkwi i rzekła do sióstr: – Teraz już mogę umrzeć! Ale pewno nie pozwolicie mi tu zostać?
– Nie, matko Agafio. Chodźmy z powrotem!
– No to chodźmy…

51
Powrót ojca Cleopy

W sierpniu 1964 roku władze komunistyczne ogłosiły powszechną amnestię dla wszystkich więźniów politycznych. Gdy więzienia opustoszały, monastery znowu zaludniły się i mogły swobodnie dalej się rozwijać. Wielka radość ogarnęła cały kraj z powodu tej przywróconej wolności. W monasterach i cerkwiach wznoszono modlitwy dziękczynne.
Ojciec Ioanichie Balan został wybrany, aby zanieść tę radosną nowinę ojcu Cleopie, który wciąż ukrywał się w lasach. Ojciec Ioanichie wspomina:
– Przybyłem do chatki ojca Cleopy, o której położeniu mało kto wiedział. Upadłem na kolana i ucałowałem jego rękę. Objęliśmy się i razem płakaliśmy. To było tak, jakbym śnił. Wtem Bóg umocnił nas i modliliśmy się przez dłuższy czas, aż w końcu rzekłem do ojca Cleopy: – Świątobliwy ojcze, przysłali mnie tutaj ojcowie z Sihastrii, aby po prawie sześciu latach rozłąki zabrać cię do domu. W kraju otworzono więzienia i Bóg obdarował nasz kraj odrobiną wolności. Z tego powodu wszyscy prosimy cię o powrót do Sihastrii! Wszyscy ojcowie czekają na ciebie i płaczą z radości, także wierni cię oczekują. Ale najbardziej wygląda za tobą ojciec Paisjusz, duchowy ojciec nas wszystkich, który opiekował się tobą od młodości, oraz twoja matka, święta matuszka Agafia.
Ojciec Cleopa zawahał się. Bardzo przyzwyczaił się do ciszy. W jego duszy toczyła się walka. Czy powinien wyrzec się swojej ciszy dla korzyści innych czy też pędzić życie pełne modlitwy w leśnej pustelni? Widząc jak zmaga się z myślami zostawiłem go, aby spokojnie mógł pomodlić się do Boga. Po dwóch tygodniach, 29 września, w dzień świętego Cyriaka Hezychasty, ojciec Cleopa razem ze swoim uczniem Barsanufiuszem przeszedł przez góry i doliny, przez tylko im znane bezludne lasy, aż dotarli do Monasteru Sihastria.
Radość była wielka. Ojcowie i bracia całowali go ze łzami w oczach i wysławiali Boga, który raz jeszcze zwrócił im go całego i zdrowego. W dziękczynieniu odsłużyli całonocne czuwanie. Cały następny dzień ojciec Cleopa spędził ze swoim ojcem duchowym, Schymnikiem Paisjuszem.

52
Dobry pasterz

Wiadomość o powrocie ojca Cleopy do Sihastrii rozeszła się w kilka dni po całym kraju. Znowu został pasterzem ludzkich dusz. Z każdym dniem coraz liczniej napływali wierni z Mołdawii oraz spoza jej granic, aby posłuchać pożytecznego słowa, aby wyspowiadać się ze swoich grzechów i pomodlić się w świętym monasterze. Czasami ojciec Cleopa przyjmował w swojej celi ponad setkę ludzi dziennie. Wszyscy słuchali jego słów pełnych zachęty i jego mądrych rad oraz zadawali liczne pytania na tematy duchowe i teologiczne. Zarówno ci najbardziej prości, jak i bardzo wykształceni wracali pokrzepieni na duchu i usatysfakcjonowani. W całym kraju postrzegany był jako błogosławieństwo z niebios i widziano w nim wielkiego obrońcę Prawosławia w Rumunii.
Wiedza Starca, którą posiadł w swoim życiu oraz dana od Boga potęga głoszenia słowa nie pozostawały w ukryciu pod korcem, usłyszano je nawet poza kręgami prawosławnymi. W roku 1990 grupa protestantów z Zachodu wynajęła stadion w Suceavie i rozgłosiła wszem i wobec chęć podjęcia publicznej debaty z jakimś reprezentantem Prawosławia. Jakże mało wiedzieli o mnichu, który przyjął ich wezwanie, który swoje teologiczne wykształcenie pobierał w owczarni, który posiadał zadziwiającą pamięć oraz bardzo gruntowną znajomość Pisma Świętego, który wydawał się być człowiekiem urodzonym po to, by głosić Ewangelię. Na prośbę swoich wiernych Starzec Cleopa przyjął wyzwanie i całkowicie pokonał protestantów, którzy nie umieli sprostać sile jego argumentów.
Pierwszym obowiązkiem wiernych, którego wymagał ojciec Cleopa, bez względu na ich pochodzenie czy stan społeczny, było trwanie przy dogmatach Wiary Prawosławnej. Potem podkreślał wielkie znaczenie spowiedzi, zachęcając wszystkich do wyznawania swoich grzechów przynajmniej cztery razy w roku. Mówił tak: – Bracie, kiedy widzisz, że twój ojciec lub matka chorują, nie wołaj najpierw lekarza, ale idź po kapłana. Ponieważ lekarz nie może dodać nikomu ani chwili życia. Nawet gdyby mógł, nie dałby tej chwili tobie, ale zatrzymałby ją dla siebie. Innego postępowania oczekuje Bóg. Najpierw wezwij kapłana i powiedz mu: Ojcze, zostań tutaj i wysłuchaj pełnej spowiedzi mojego ojca lub matki.
Ten, kto się spowiada powinien powiedzieć o wszystkim, co uczynił. Jeżeli wydaje mu się, że nie zbłądził uczynkami, to na pewno pobłądził myślami albo słowami. A kapłan na końcu daje mu rozgrzeszenie ze wszystkich grzechów przez łaskę Chrystusa, którą od Niego otrzymał.
Potem można także wezwać lekarza. Kiedy człowiek umrze wyspowiadawszy się ze wszystkich grzechów, Cerkiew może wyrwać go z piekła przez czterdzieści dni od śmierci lub być może przez dłuższy okres czasu. Ale kiedy nie wyspowiada się i ma na sumieniu grzechy śmiertelne, nawet Liturgia nie może wyrwać go z piekła. Nie ma zbawienia bez spowiedzi.
Ojciec Cleopa zalecał każdemu spowiadać się u jednego, stałego spowiednika w swojej parafii. Jeżeli jednak ktoś pragnąłby spowiedzi bardziej szczegółowej, lub ma poważne problemy w życiu duchowym, może poszukać starca w monasterze i u niego się spowiadać. W tym przypadku przed pójściem do monasteru powinien otrzymać błogosławieństwo od swojego spowiednika.
Oprócz wielu pielgrzymów ojciec Cleopa spowiadał około czterdziestu mnichów z Sihastrii oraz wielu mnichów i wiele mniszek z innych monasterów, także kapłanów świeckich i hierarchów, w tym dwóch Patriarchów. Poprzez spowiedź ojciec Cleopa zyskiwał wiele dusz dla Chrystusa. Pytał każdego, czy wypełnił pokutę, którą mu zadał. Jeżeli ktoś odpowiedział, że nie mógł wypełnić pokuty, dawał mu mniejszą stosownie do jego gorliwości i siły.
Prosił każdego wiernego, aby więcej się modlił, stosownie do polecenia Apostoła Pawła, aby modlić się nieustannie (Tes 5:17). Na ogół dawał następującą regułę: modlitwy poranne wraz z Akatystem do Matki Bożej, wieczorem modlitwy przed zaśnięciem oraz Moleben do Matki Bożej z zapalonymi świecami. W ciągu całego dnia wszystkim polecał powtarzać modlitwę Jezusową.
Wzywając wszystkich do nieustannej modlitwy, ojciec Cleopa sam w pierwszym rzędzie wypełniał to polecenie. Codziennie modlił się za samego siebie, za Cerkiew, za wiernych, za tych, którzy upadli w grzechy śmiertelne, za chorych, za cierpiących. Siła jego modlitwy czasami dokonywała prawdziwych cudów. Ci, za których się modlił wracali zdrowi ze szpitala, bezpiecznie podróżowali, zdawali egzaminy oraz otrzymywali pomoc w zwykłym codziennym życiu.
Kiedyś przyszła do ojca Cleopy wierząca kobieta ze swoim mężem w wielkiej rozpaczy, ponieważ trzej jej szefowie w pracy chcieli niesprawiedliwie ją zwolnić. Kiedy wyjaśniła całą sytuację, Starzec pocieszył ją takimi słowami: – Nie bój się. Zobaczysz, jeszcze przyjdziesz do mnie i tak mi powiesz: Ojcze, w życiu nie widziałam takiego cudu!
Kobieta wróciła do domu w spokoju, ale jej trudności w pracy jeszcze się powiększyły. Już miała być zwolniona. Jej mąż stracił już wiarę i ufność, nie chciał więcej jeździć do monasteru i prosić o modlitwy, kiedy nagle, zupełnie niespodziewanie, zapowiedziany cud się wydarzył.
W przeciągu tygodnia wszyscy trzej jej szefowie sami zostali zwolnieni: w poniedziałek ten najważniejszy, w środę następny według ważności, a w piątek ostatni. Kiedy powtórnie odwiedzili ojca Cleopę, razem mąż i żona bezwiednie zakrzyknęli: – Ojcze, w życiu nie widzieliśmy takiego cudu!
Ojciec Cleopa wzywał wszystkich wiernych, aby chodzili do cerkwi raz w tygodniu w niedzielę, a w chwilach szczególnej potrzeby dwa lub trzy razy w tygodniu. Kiedy rodzina nie mogła razem pójść do cerkwi, prosił, aby poszła chociaż jedna osoba, która byłaby „apostołem całej rodziny”. Tych, co pozostawali w domu zachęcał, aby czytali duchowe książki, modlili się i nie spożywali posiłków aż „apostoł całej rodziny” nie wróci z cerkwi z prosforą.
Ojciec Cleopa przekonywał każdego do dzieł miłosierdzia: – Nikogo nie zostawiajcie bez jałmużny! Jeżeli nie macie pieniędzy, dajcie ziemniaka, kawałek chleba, chusteczkę do nosa, cokolwiek. Jeżeli dacie choć troszeczkę i żałujecie, że nie możecie dać więcej, wasz czyn będzie pełny miłości i dosięgnie tronu Bożego jak błyskawica. Dlaczego? Dwie wielkie cnoty są w nim zawarte: miłosierdzie i pokora.
Każdego namawiał do spełniania dzieł miłosierdzia w imię Chrystusa, stosownie do swoich sił, ponieważ ten, kto rozdaje jałmużnę, daje ją Bogu i może być dzięki niej zbawiony, zgodnie ze słowami Chrystusa: Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią (Mt 5:7).
Ojciec Cleopa wzywał wiernych, aby żyli w ciągłej miłości i harmonii chrześcijańskiej, stosując się do słów samego Zbawiciela: Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali (J 13:35).
W odniesieniu do życia rodzinnego zachęcał młodych ludzi do życia w pełnej czystości aż do zawarcia związku małżeńskiego w cerkwi oraz do posłuszeństwa wobec kapłanów i rodziców, zgodnie z przykazaniem danym przez Mojżesza: Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie (Wj 20:13). Surowo zakazywał dokonywania aborcji jako jednego z najcięższych przewinień wobec Boga. Tych, którzy procesowali się i kłócili między sobą o ziemskie dobra, prosił o pojednanie i o zgodę, oraz by zawsze kierowali się radami swoich kapłanów.
W końcu ojciec Cleopa wygłaszał „pożyteczne słowo” dostosowując się do pojętności swoich słuchaczy i odpowiadał na liczne pytania. Błogosławił ich świętym krzyżem, namaszczał olejem, rozdawał też małe ikonki oraz kadzidło i odprawiał wszystkich do domów. Potem krótko odpoczywał zanim nie przyszła następna grupa wiernych w poszukiwaniu jego porad i błogosławieństwa. Latem przyjmował wiele takich grup liczących setki ludzi. Prowadził tę działalność misyjną od jesieni 1964 roku do 2 grudnia 1998, czyli do dnia, kiedy oddał swoją duszę Bogu.

53
Niestworzone światło

Wiele było jasnych, przepięknych gwiazd, które zabłysły na niebie ascetyzmu rumuńskiego w XX wieku pod kierownictwem Starca Cleopy. W Monasterze Sihastria między rokiem 1968 a 1970 dwóch starszych mnichów zawsze zostawało w cerkwi po odsłużeniu Jutrzni. Kiedy już wszyscy wyszli, oni leżeli krzyżem na posadzce w cerkwi i zaczynali modlić się ze łzami do Zbawiciela błagając Go o miłosierdzie oraz o przebaczenie grzechów. Tym, który odkrył te pokutne zmagania był kapłan z Ghindaoani, ojciec Dumitru Bejan, podczas jednej z wizyt w monasterze.
Dwóch starszych mnichów, nieświadomych niczyjej obecności w cerkwi, leżało twarzą do ziemi i modliło się prosto z serca. Gdy ojciec Dumitru obserwował modlących się, ku swojemu zdumieniu zobaczył przeświecający promień światła, który nagle pojawił się i wzmocnił nad ich głowami. Widząc to objawienie łaski Ducha Świętego ojciec Dumitru upadł na kolana i przyłączył się do modlitw tych dwóch mnichów.
Po pewnym czasie światło łaski powoli zmniejszyło intensywność, aż w końcu znikło. Wówczas ci dwaj Starcy powstali, uczynili trzy pokłony doziemne, ucałowali ikony i każdy wyszedł do swojej celi.
Zobaczcie, nawet w naszych czasach wciąż przebywają wśród nas świątobliwi mnisi, którzy otrzymali dar płomiennej modlitwy. Imiona tych dwu mnichów nie są znane do dzisiaj, ale niektórzy Starcy mówią, że byli to ojcowie January i Kasjan, uczniowie starca Cleopy. Jednak pozostanie to na zawsze Bożą tajemnicą.

54
Kobieta modlitwy

Starzec Cleopa opowiedział następującą historię o pewnym zdarzeniu, jakie miało miejsce w cerkwi w monasterze Sihastria:
Zimą 1971 roku była moja kolej na służbę w przy świętym Ołtarzu. Poszedłem do cerkwi o czwartej rano, aby odmówić moje modlitwy przed świętą Komunią przed Ołtarzem. Nie minęło wiele czasu, kiedy weszła do cerkwi jakaś kobieta, aby się pomodlić. Przybyła ona do monasteru poprzedniego wieczora. Nie znałem jej. Modliła się powoli przed każdą ikoną i bez przerwy robiła pokłony. Nie wiedziała, że jest ktoś jeszcze w cerkwi, gdyż było jeszcze ciemno, była to zima. Widząc, że ktoś modli się tak żarliwie, popatrzyłem przez święte Wrota, kto to taki. Kobieta klęczała pośrodku cerkwi z uniesionymi rękami i wołała z głębi swojego serca te słowa: Boże, nie opuszczaj mnie! Boże nie opuszczaj mnie!
Wówczas ujrzałem żółtawe światło dookoła jej głowy i bardzo się tego wystraszyłem. Kobieta upadła twarzą do ziemi i modliła się bezgłośnie. Przebłysk światła nad nią stawał się coraz większy i rósł nad jej głową. Po pewnym czasie światło pomału zaczęło zanikać. Kobieta wstała i wyszła z cerkwi. Była to zwykła wieśniaczka.
Spójrzcie, kto otrzymał dar modlitwy! Ludzie świeccy prześcignęli mnichów! Dokończyłem Proskomidii i głęboko wzruszony zacząłem płakać. Tylko Bóg wie ilu jest wybranych na tym świecie!

55
Pielgrzymka do Ziemi Świętej

Ojciec Ioanichie Balan opowiada o pielgrzymce do Ziemi Świętej, w której uczestniczył razem z ojcem Cleopą:
Jesienią 1974 roku, dziesięć lat po powrocie ojca Cleopy z leśnej pustelni, wielu pielgrzymów z kraju razem z ojcem Cleopą i ojcem Joelem Georgiu wyruszyło do Ziemi Świętej, aby pomodlić się przy Grobie naszego Zbawiciela oraz w wielu innych świętych miejscach.
To była największa radość w życiu ojca Cleopy. Pierwszą i najświętszą drogą, po której kroczyliśmy, była droga wiodąca do Grobu Zbawiciela w świętym mieście Jerozolimie. Potem wspięliśmy się na Golgotę i ucałowaliśmy Święty Krzyż, na którym nasz Zbawiciel został ukrzyżowany dla naszego zbawienia. Tam też uczestniczyliśmy w Liturgii, oddając chwałę Jezusowi Chrystusowi, po czym ogromnie wzruszeni i radośni poszliśmy odwiedzić jeszcze inne miejsca w Jerozolimie.
Przez następne dni modliliśmy się na górze Syjon, w miejscu zaśnięcia Bogurodzicy, oraz przy grobie Króla Dawida. Poszliśmy też do Ogrodu Getsemani i modliliśmy się przy Grobie Bogurodzicy i we wszystkich tamtejszych świętych miejscach. Z księgą Nowego Testamentu w ręku wspięliśmy się na Górę Oliwną do dwóch prawosławnych monasterów dla mniszek: Świętej Marii Magdaleny oraz Wniebowstąpienia, gdzie trudzi się 10 rumuńskich mniszek.
Potem przejechaliśmy przez Ziemię Świętą do Galilei, do miasta Nazaret, gdzie Matka Boża usłyszała nowinę o Wcieleniu Chrystusa. Ojciec Cleopa, który doświadczył tak wielu utrapień tego życia, radował się najbardziej z nas wszystkich.
Odwiedziliśmy też Kanę Galilejską oraz miejsce przy studni Jakuba, gdzie kobieta samarytańska rozmawiała z Chrystusem. Stamtąd pojechaliśmy nad rzekę Jordan, w której Zbawiciel świata został ochrzczony i powróciliśmy do Jerozolimy.
Następnie udaliśmy się do Betlejem, miasta narodzin Chrystusa. Zostaliśmy tam cały dzień na modlitwie, aby Zbawiciel duchowo narodził się w naszych sercach i duszach.
Po kilku dniach wszyscy wyruszyliśmy do oddalonej o 200 kilometrów Góry Synaj, na której Mojżesz otrzymał kamienne Tablice Przymierza. Mojżesz prowadził stąd Lud Wybrany do Ziemi Obiecanej. Mój Boże, to miejsce to istna pustynia, jakże błogosławiony jest nasz kraj, Rumunia, ocieniona i bogata w Twoje wielkie miłosierdzie!
Na horyzoncie można było dostrzec, jakby jakąś niezwyciężoną fortecę, Monaster św. Katarzyny, gdzie znajduje się wiele relikwii wielkich Męczenników. Zostaliśmy przyjęci tam z wielką łaskawością przez Metropolitę Damianosa, przełożonego monasteru.
Następnego dnia wspięliśmy się na sam szczyt góry, gdzie prorok Mojżesz otrzymał Tablice Przymierza. Potem wróciliśmy do Jerozolimy dziękując Bogu za wszystko.
Powtórnie pomodliliśmy się przy Grobie Zbawiciela i następnie odwiedziliśmy miejscowość Ain Karem, miejsce narodzenia świętego Jana Chrzciciela, oraz miasto Jerycho. Zobaczyliśmy też kilka monasterów w dolinie rzeki Jordan. 30 października wróciliśmy do Rumunii.

56
Pielgrzymka na Górę Atos

Ojciec Ioanichie opowiada dalej:
Trzy lata po pierwszej pielgrzymce, we wrześniu 1977 roku, grupa czterech ojców z monasteru Sihastria pod przewodnictwem Archimandryty Cleopy odjechała pociągiem w kierunku świętej Góry Atos.
Góra Atos, nazywana „Ogrodem Bogurodzicy”, jest drugim najświętszym miejscem w chrześcijańskim świecie, po Grobie Zbawiciela w Jerozolimie. Góra Atos jest rajem dla prawosławnych krajów, miejscem wyjątkowym w chrześcijańskim świecie.
Przyjechaliśmy do Tesalonik, stolicy Macedonii, gdzie spotkaliśmy kilku rumuńskich mnichów. Przez cały dzień odwiedzaliśmy stare cerkwie i monastery północnej Grecji, po czym wyruszyliśmy na Górę Atos.
W oddali widzieliśmy kilka atoskich monasterów, port Daphni oraz szczyt Góry Atos, przeszło dwa tysiące metrów nad poziomem morza. To wszystko wydawało się nieziemskim cudem. Góra Atos jest wąskim pasem lądu o powierzchni 150 kilometrów kwadratowych, o długości około 60 km, na którym mieści się 20 dużych monasterów, przeszło 15 skitów oraz około 200 kelii, małych i całkiem dużych, w których podejmuje wysiłki ascetyczne przeszło 1500 greckich, serbskich, rosyjskich i rumuńskich mnichów.
Po dwóch godzinach żeglugi wysiedliśmy w porcie Daphni i wspięliśmy się drogą do Karyes, stolicy Świętej Góry. Po uzyskaniu wizy zezwalającej na pobyt na Górze Atos wyruszyliśmy do rumuńskiego skitu Prodromou, gdzie zatrzymaliśmy się na dwa dni. Riasoforny mnich Jan, uczeń ojca Cleopy, podczas Jutrzni w sobotnią noc został postrzyżony pod mantią ojca Cleopy. Postrzyżyny celebrował Archimandryta Victorin, który nadał nowemu mnichowi imię Ioanichie.
Potem została odsłużona Boska Liturgia i ojciec Cleopa wygłosił piękną homilię. Po posiłku w trapezie zwiedziliśmy wszystkie okoliczne jaskinie i cele pustelników wokół skitu Prodromou i następnego dnia wyruszyliśmy, aby pomodlić się w sławnych na cały świat monasterach Góry Atos.
Najpierw zatrzymaliśmy się w Wielkiej Ławrze. Tutaj w świątynnej nawie pokłoniliśmy się św. Atanazemu Atoskiemu.
Potem zwiedziliśmy rumuńską kelię Lacu oraz monastery Iviron, Koutloumousiou i Stavronikita, wszystkie odbudowane przez Mołdawskich władców, którzy rokrocznie łożyli na ten cel pieniądze. Najbardziej poruszyła nas ikona Bogurodzicy Portaitissa w monasterze Iviron, przy której wszyscy modliliśmy się z ojcem Cleopą na czele. Po drodze do Karyes zatrzymaliśmy się krótko przy kelii sławnego hezychasty, ojca Paisjusza Atoskiego, człowieka wielkiej świętości, poważanego i czczonego w całej Grecji, który zachwycił nas swoją świętością i pokorą.
Kelia ojca Paisjusza w Capsali otoczona jest winnicami. Zapukaliśmy do bramy i czekaliśmy. Niskiej postury, szczupły, skromnie ubrany mnich mający około 75 lat, ale z jasnym obliczem, pełnym pokory, nadszedł i otworzył nam furtkę. To był Starzec!
– Pobłogosław nam, ojcze Paisjuszu! Jesteśmy pielgrzymami z Rumunii.
– Niech Bóg pobłogosławi nam wszystkim!
Zaprosił nas do małej kaplicy obok jego celi, gdzie pomodliliśmy się i zaśpiewaliśmy „Zaprawdę godne jest” dla Bogurodzicy. Potem zostaliśmy zaproszeni do jego celi dla przyjmowania gości, 2,5 na 3,5 metra. Usiedliśmy. Było nas około dziesięciu. Ojciec Paisjusz usługiwał nam, atoskim zwyczajem częstując słodkościami i zimną wodą. Potem usiadł na małym krześle na progu w drzwiach.
– Ojcze Paisjuszu, przybyliśmy z daleka, proszę, powiedz nam pożyteczne słowo.
– Wybaczcie mi, proszę. Nie jestem hieromnichem i nie śmiałbym wygłaszać pożytecznego słowa do kapłanów – odpowiedział Starzec.
– Nie zważaj na to, znajdź dla nas jakieś pouczenie.
– Ojcowie, jeszcze nie ukończyłem szkoły monastycyzmu i ubogi jestem w słowa.
Widząc jego pokorę, Archimandryta Cleopa zapytał go: – Ojcze Paisjuszu, która modlitwa jest bardziej zbawienna dla mnicha: czytanie Psałterza czy odmawianie modlitwy Jezusowej?
– Oba rodzaje modlitwy są dobre, – odpowiedział – aby tylko były odmawiane prosto z serca, z wiarą oraz ze łzami.
– Który rodzaj zmagań ascetycznych jest lepszy: wspólne życie czy raczej samotne życie w pustelni?
– Jeżeli posiadasz pokorę – powiedział Starzec – w każdym rodzaju ascezy zbawisz swoją duszę. Ten, kto chce być pewny zbawienia idzie do wspólnoty pod posłuszeństwo; ci, którzy miłują ciszę, spokój i modlitwę raczej wycofują się do samotni.
– W jaki sposób możemy pomóc w zbawieniu innym?
– Przez modlitwę. Mnich jest przede wszystkim człowiekiem modlitwy i lampą umieszczoną na świeczniku dla wszystkich ludzi. Tylko w ten sposób możemy pomóc i duchowo wspomagać innych ludzi. Po pierwsze – modlitwa, potem przykład naszego życia, na końcu słowo pouczenia.
– Jak możemy osiągnąć dar łez?
– Jeżeli jest w nas pokora świętych, wtedy osiągniemy zarówno modlitwę serca jak też dar łez. Ja sam nie byłem w stanie otrzymać tego daru, który dawany jest od Boga wyłącznie świętym duszom i po wielu trudach.
– Jakie jest zdanie ojca na temat monastycyzmu na Górze Atos?
– Nie mam żadnego zdania. Ale wiem, że wszyscy, którzy przyszli tu na Świętą Górę chcą chwalić Boga i zbawić swoje dusze. A zatem wszyscy zadają sobie gwałt, stosownie do swoich zdolności, sił i gorliwości, w modlitwie, w posłuszeństwie, w postach, w nocnych czuwaniach oraz we wszystkich dobrych dziełach. Wszyscy korzą się, karmią się nadzieją, pracują i podążają za Chrystusem. Jednak kto z nich osiągnie koronę zbawienia, tego nikt nie wie, oprócz samego Boga.
– Które książki mnisi muszą koniecznie przeczytać?
– Po pierwsze Pismo Święte. Potem Żywoty Świętych i pisma świętych Ojców. Nie musimy dużo czytać, ani też dużo mówić, musimy dużo robić!
– Ojcze Paisjuszu, jak często powinniśmy przyjmować Ciało i Krew Chrystusa, ile razy w roku?
– Serce nam to podyktuje oraz nasz ojciec duchowy powinien zalecić nam, jak często mamy przystępować do Świętych Darów. Niektórzy częściej, inni rzadziej. Jednak bardzo dobrze jest, gdy mnich przystępuje raz na tydzień. Ludzie świeccy przystępują rzadziej, ściśle według zaleceń ojca duchowego.
– Jaką jeszcze radę ojciec by nam dał?
– Bądźcie zawsze gotowi na śmierć, ponieważ nie znacie dnia ani godziny (Mt 25:13).
– Ojcze Paisjuszu, ile godzin mnich powinien spać w nocy?
– Gdybym podliczył godziny, kiedy śpię leżąc w łóżku oraz godziny, kiedy śpię stojąc, wtedy zobaczylibyście, że śpię przez cały dzień, ponieważ mój umysł nie czuwa w modlitwie!
Nasyciwszy się wielce pokorą i mądrością ojca Paisjusza, dziękując za gościnę i za porady duchowe, prosząc o jego błogosławieństwo wyruszyliśmy w dalszą podróż.
Oddaliśmy cześć cudotwórczym ikonom w cerkwi w Karyes, potem poszliśmy do monasterów Esfigmenu, Pantokratora oraz Vatopedi, gdzie znajduje się bardzo dużo świętych relikwii oraz cudotwórczych ikon. Stefan Wielki wybudował port w monasterze Watopedzkim, który zachował się w dobrym stanie po dzień dzisiejszy.
Następnie podążyliśmy do monasteru Chilandar, od którego idąc przez góry dotarliśmy do monasteru Zographou, który w całości zbudowany został przez Stefana Wielkiego między 1475 a 1502 rokiem. Świętem patronalnym monasteru jest dzień świętego Jerzego.
Potem modliliśmy się w monasterach po południowo-zachodniej stronie Góry Atos, mianowicie w monasterze Dochiariou (fundowany przez Aleksandra Lapusneau w XVI wieku), Xenofondos i św. Pantalejmona, oraz dalej w monasterach Xiropotamou, Simonos Petras (fundowany przez Michała Śmiałego), Filotheou, Grigoriou (fundowany przez Stefana Wielkiego), Dionisiou (fundowany przez Neagoe Basaraba) oraz świętego Pawła.
Kiedy Ihumeni atoscy dowiadywali się, że ich monaster ma odwiedzić archimandryta Cleopa, wielu z nich zwracało się do niego o wygłoszenie pożytecznego słowa do braci. Odpowiadając na te wezwania ojciec Cleopa wygłosił pięć homilii zawierających nauki patrystyczne, zwłaszcza z Filokalii, w których umacniał młode dusze braci monasterskiej. Wiele z nich zostało potem wydrukowanych i wywarły żywy oddźwięk w całej Grecji.
Po wyjeździe ze świętej Góry Atos zwiedziliśmy Ateny oraz okoliczne monastery, pojechaliśmy też do wielkiego ojca duchowego Porfiriusza, który miał dar jasnowidzenia. Prawdziwy święty naszych czasów! Ojciec Porfiriusz mieszka w małym skicie w Attyce. Stamtąd popłynęliśmy na wyspę Corfu do relikwii świętego Spirydona, do którego ojciec Cleopa miał szczególne nabożeństwo.
Następnego dnia była niedziela, służyliśmy wszyscy Liturgię, a ojciec Cleopa został poproszony o wygłoszenie homilii w monasterze Platytera. Późnym wieczorem weszliśmy na statek odpływający do Bari we Włoszech, do relikwii świętego Mikołaja Cudotwórcy. Było to usilnym życzeniem ojca Cleopy, który bardzo chciał przynajmniej raz w swoim życiu oddać cześć sławnym relikwiom tego wielkiego świętego i poprosić go o pomoc.
Do katedry św. Mikołaja w Bari przybyliśmy o godzinie 10.00. Tutaj wszyscy ze łzami przypadliśmy do relikwiarza umieszczonego pod ołtarzem dolnego kościoła, prosząc o pomoc i pośrednictwo dla nas i całego naszego kraju. Ojciec Cleopa odczytał ze łzami pierwszy kondak i ikos z Akatystu do świętego Mikołaja, a wszyscy zawołaliśmy: – Raduj się Mikołaju, wielki cudotwórco! Była to chwila ogromnego wzruszenia, której nigdy nie zapomnimy.
Stamtąd pojechaliśmy do Rzymu, gdzie zwiedziliśmy Katakumby i ucałowaliśmy relikwie św. Kaliksta i Sebastiana. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w monasterze Szelije w Jugosławii, aby poznać wielkiego serbskiego teologa, Justyna Popowicza. Wszyscy chcieli porozmawiać z tym wielkim, znanym na całym świecie, teologiem dogmatycznym, który został zmuszony siłą do pozostania w tym monasterze.
Przez dwa dni Archimandryci Justyn i Cleopa rozmawiali ze sobą przy pomocy tłumacza. Ojciec Cleopa poprosił też o osobistą poradę. Zwierzył się ojcu Justynowi, że chciałby do końca życia pozostać na Górze Atos, ale miał co do tego wątpliwości. Wówczas Archimandryta Justyn powiedział mu – Ojcze Cleopa, jeżeli pójdziesz na Świętą Górę, dodasz jeszcze jeden kwiat do Ogrodu Bogurodzicy. Ale co z wiernymi, komu ich powierzysz? Tam będziesz modlił się tylko za siebie, a w swoim kraju modlisz się za wszystkich i możesz przywieść wiele dusz, które nie mają pasterza, do Boga. Był czas, kiedy ja również chciałem odejść na Górę Atos, ale ostatecznie powróciłem do pracy misyjnej w swoim kraju.
Mówię ci, że powinieneś pozostać w swoim kraju, w ten sposób zbawisz siebie i pomożesz w zbawieniu innym. Będzie to największe dobro, jakie mnisi mogą obecnie czynić. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy walczymy z niewiarą, z sektami i religijną obojętnością.
Ojciec Cleopa posłuchał tej rady i wrócił do domu z pokojem w sercu.

57
Posługa Starców Paisjusza i Cleopy

W drugiej połowie XX wieku ojcowie Paisjusz i Cleopa byli uważani za dwóch najbardziej doświadczonych ojców duchowych w Rumunii.
Obydwaj poświęcili swoje życie, aby służyć bliźnim i każdego dnia przyjmowali niekończącą się rzekę pielgrzymów, którzy przychodzili po duchowy pokarm i pociechę. Wśród tych pielgrzymów było mnóstwo ich duchowych dzieci, do których należeli hierarchowie, mnisi, prości ludzie, intelektualiści i studenci. Obydwaj mnisi byli ludźmi modlitwy, posiadali dar łez, dar ciągłej modlitwy i dar przenikliwości duchowej. Mimo że kształtowali się według zasad tej samej duchowej praktyki, każdy z nich miał swój własny, niepowtarzalny charakter.
Ojciec Paisjusz miał łagodną, spokojną i bardzo wrażliwą naturę. Nigdy nikomu nie odmawiał spowiedzi, nie wymagał też żadnych specjalnych warunków dla skruszonych grzeszników. Mówił powoli i oszczędnie, łatwo wybaczał, ronił łzy nad każdym, wyjątkowo nad matkami, dziećmi i nad chorymi. Czasem mówił o piekle, ale wciąż przypominał wszystkim o nieskończonym Bożym miłosierdziu. Spowiadał dzień i noc, przyjmując każdego, kto zapukał do jego drzwi i wszystkich napełniał pokojem. Z tego powodu rzadko spał w swoim łóżku, drzemał tylko trochę na swoim krześle do spowiedzi.
Za każdym razem, gdy ktoś go wzywał lub pukał do drzwi, on wołał – Kto tam? I jeżeli nikogo nie spowiadał, mówił – Wejdź!
Nie można było stwierdzić, jak dużo lub kiedy jadł czy spał. Uczniowie przynosili mu pożywienie i zostawiali talerz na krześle. Jednak on nigdy nie jadł niczego aż nie dokończył spowiadania wszystkich, którzy na to czekali.
Podczas rzadkich momentów, kiedy miał chwilę wolnego czasu, ojciec Paisjusz brał swoją motykę i wychodził do ogrodu niedaleko swojej celi. Pewnego razu jeden pielgrzym spytał go: – Ojcze Paisjuszu, dlaczego tak ciężko pracujesz w ogrodzie? Czy nie dosyć natrudzisz się z wiernymi? Na co Starzec odpowiedział: – Wychodzę zaczerpnąć powietrza i trochę pracuję w ogrodzie, ponieważ w ten sposób zapominam o wszystkich wielkich grzechach, o których słyszę podczas spowiedzi. Diabeł ma taki zwyczaj, że bez przerwy podsuwa spowiednikowi do jego umysłu wszystkie usłyszane grzechy, zwłaszcza grzechy cielesne, po to by stały się dla niego pokusą. Dlatego pracuję sam, abym mógł odmawiać modlitwę umysłu i duchowo się wzmocnić. Inaczej nie wytrzymalibyśmy tego naporu grzechów, i nasze słowa i modlitwy nie miałyby mocy, aby odmieniać dusze chrześcijańskie.
Ojciec Paisjusz nie zadawał ciężkiej pokuty swoim duchowym dzieciom, zawsze brał pod uwagę wiek, pilność i miłość do Chrystusa każdego z nich. Zazwyczaj wyznaczał codzienne siedmiokrotne zmówienie psalmu 50 i piętnaście razy Ojcze nasz, pokłony razem z modlitwą Jezusową, czytanie modlitw porannych i wieczornych, czytanie Kanonu do Zbawiciela albo Molebna czy też innych modlitw do Bogurodzicy.
Starzec powtarzał wiernym, którzy przychodzili do spowiedzi: – Miejcie cierpliwość! Nie odrzucajcie waszego krzyża! – Wzywał ich tym samym, aby nie narzekali i nie wpadali w rozpacz pośród wielu trudności życiowych. Płakał z tymi, którzy opłakiwali swoje grzechy, i radował się z tymi, którzy zostali uwolnieni od swoich namiętności. Hieromnich Paisjusz miał również dar widzenia duchowego. Pewnym ludziom mówił, aby nie wyruszali w podróż aż do wieczora, aby w ten sposób uniknąć wielu kłopotów. Innych ostrzegał, aby nie opuszczali monasteru bez przyjęcia Komunii Świętej, i jeżeli go posłuchali, wszystko szło dobrze, zgodnie z jego błogosławieństwem. Dlatego wszyscy uczniowie starali się dokładnie wypełniać jego polecenia.
Pewnego razu do Starca przyszedł student, aby się wyspowiadać. Był w stanie wielkiego wzburzenia duchowego i prosił Starca o wysłuchanie jego wyznań, mimo iż uważał go w sercu za niewykształconego chłopa. Jednak kiedy poprosił Starca o spowiedź usłyszał tylko – Nie, nie! Student zapytał go, dlaczego nie chce go przyjąć i wysłuchać jego spowiedzi. Na co Starzec odpowiedział: – Jestem uparty. Idź do jakiegoś innego, bardziej wykształconego ojca. Wtedy młodzieniec zdał sobie sprawę, że Starzec wyjawił mu jego własny stan duchowy i osąd, którego dokonał z powodu swojego wzburzenia. Kiedy drugi raz poprosił, Starzec znowu odmówił słowami – Nie, bo mam serce z kamienia. Wówczas ten student załamał się i zaczął płakać nad sobą, a w głowie pojawiła się myśl: – Nie jestem godny… nie zasługuję… W tym momencie ojciec Paisjusz zaprowadził go do swojej celi i wyspowiadał. Student miał ze sobą kartkę z wypisanymi wszystkimi swoimi grzechami aż od czasów dzieciństwa. Jednak wewnątrz celi panował mrok i nie mógł on nic przeczytać ze swoich zapisków. Wówczas ojciec Paisjusz wyliczył przed nim wszystko, co napisał, i więcej nawet. Spowiedź trwała trzy godziny i młody człowiek opuścił Starca jakby nowo narodzony.
Pomiędzy 1973 a 1985 rokiem Hieromnich Paisjusz był pustelnikiem w skicie Sihla, przynależącym do monasteru Sihastria, niedaleko jaskini świętej Teodory. Tutaj kontynuował swój trud jako hezychasta i spowiednik. W roku 1986 złamał nogę i zniesiono go na dół do Sihastrii i położono w łóżku, z którego już nie wyszedł do końca życia. Mimo to wciąż spowiadał i duchowo prowadził mnichów, kapłanów, wiernych, nawet kilku hierarchów, którzy przychodzili do niego do spowiedzi.
Duchowe dziecko Schymnika Paisjusza, Archimandryta Cleopa, odziedziczył wiele z cnót charakteryzujących jego ojca duchowego. Miał tę samą gorliwość w dążeniu do Chrystusa, tę samą miłość modlitwy, to samo miłosierdzie skierowane do każdego człowieka, tę samą dobroczynność dla wszystkich ubogich. Miał jednak też swoje własne, wyjątkowe duchowe cechy. Ojciec Cleopa był człowiekiem stanowczym i wymagającym w stosunku do samego siebie, oraz wielkim ascetą. Równocześnie był zawsze pogodny i radosny, miał dobroduszne poczucie humoru, czym zjednywał sobie serca słuchaczy. Gdy był już podeszły w latach, mówił o sobie „zgrzybiały staruch”, korząc siebie i tych, którzy go odwiedzali. Na pożegnanie zawsze błogosławił swoich uczniów i tych, którzy przyszli posłuchać pożytecznego słowa, i mówił do nich z wielką miłością: – Niechaj Niebiosa was przyjmą!
Ponieważ został wyposażony przez Opatrzność w świetną pamięć i ogromnie kochał świętych Ojców, żywe słowo nauk patrystycznych w naturalny sposób wypływało z jego ust. Więcej wiedział o teologii i patrologii niż wielu naukowców specjalistów. Znał bardzo dobrze Pismo Święte, Żywoty Świętych, dogmatykę, Kanony Cerkwi, Filokalia oraz całą literaturę patrystyczną. Z tego powodu był ceniony przez wielu intelektualistów i teologów. Kiedy pytali go, gdzie zdobył teologiczne wykształcenie, odpowiadał ze śmiechem: – Czy widzicie tę laskę za drzwiami? Z nią pasłem owce. A czy widzicie torbę wiszącą na gwoździu? W niej nosiłem książki, które pożyczałem z monasteru Neamt i które czytałem siedząc przy owcach. Popatrzcie jeszcze na opinci (chłopskie sandały), czy je widzicie? Oto moja nauka. A moją szkołą były wzgórza, po których pędziłem monasterskie stada owiec przez ponad dziesięć lat. – Niemniej jednak ojciec Cleopa był w stanie dawać wykłady na tematy związane z patrologią na każdym poziomie.
Jako spowiednik ojciec Cleopa był bardziej surowy niż ojciec Paisjusz, zwłaszcza w stosunku do mnichów, kapłanów i teologów, którzy nie czynili wysiłków, aby samodzielnie zapoznać się z Pismem Świętym, z pismami świętych Ojców i którzy nie dbali o powierzone im stadko Chrystusa w bojaźni Bożej. Wymagał od wszystkich kapłanów i mnichów, aby wiedli wzorowe życie, aby byli światłem świata i przykładem dla ludzi.
W stosunku do dzieci, matek, starców i biednych ojciec Cleopa był łagodny i miłosierny. Nikt nie wychodził z jego celi bez jakiegoś małego upominku: ikonki, książeczki, małego krzyżyka, kilku kawałków kadzidła, pieniędzy dla potrzebujących oraz zwyczajowego błogosławieństwa przed wyruszeniem w drogę powrotną.
Opowiadanie pewnej kobiety opisuje przykład pełnego poświęcenia posługiwania ojca Cleopy jako Starca:
– Było to pod koniec 1995 roku. Byłam w Monasterze Sihastria już przedtem kilka razy i spotykałam się tam z ojcem Cleopą. Mój ojciec był bardzo chory, a przez prawie 40 lat cierpiał z powodu swego wielkiego pociągu do alkoholu. Po wielu próbach zdołałam przyciągnąć go pewnego dnia do ojca Cleopy. Siedział on na łące pod drzewem otoczony kilkoma pielgrzymami. Usiedliśmy na ławce naprzeciw ojca Cleopy, który wygłaszał pożyteczne słowo dla słuchających go ludzi.
Nagle ucichł na chwilę, popatrzył ponad naszymi głowami i zaczął mówić o pijaństwie. Mój ojciec, który siedział na ławce, osłupiał. To pożyteczne słowo trwało jakiś czas, po czym ojciec Cleopa jak zwykle pobłogosławił każdego z nas i pozwolił nam odejść. Podeszłam do niego razem z ojcem, i kiedy mój ojciec pochylił się, ojciec Cleopa wziął jego głowę w swoje dłonie, uczynił wielki znak krzyża i powiedział mu: – No cóż, mój drogi, wyspowiadaj się starannie, a Matka Boża pomoże ci. Obyśmy spotkali się w Raju!
Odeszliśmy w pokoju. Co stało się później, nie wiem. Przez prawie 30 lat nie widziałam, aby mój ojciec uczynił na sobie znak krzyża, a teraz, kiedy wróciliśmy do domu, wszedł do pokoju i uczynił trzy wielkie pokłony. Popatrzyłam na matkę, a ona na mnie. Byłyśmy zdumione! Od tego spotkania ojciec spowiada się regularnie i został uwolniony z alkoholizmu.
Przez niemal 54 lata ojciec Cleopa jako przełożony i jako ojciec duchowy przygarnął i uformował dla Chrystusa tysiące dusz, mnichów, ludzi świeckich, kapłanów i hierarchów. Każdemu mówił otwarcie, prostymi słowami, co powinien uczynić dla swojego zbawienia. Za swoją szczerość poważany był przez wszystkich.
W ten sposób, poprzez kierownictwo dwóch Starców, Paisjusza i Cleopy, Monaster Sihastria stał się duchową latarnią morską, dzięki której Rumuni w drugiej połowie XX wieku odnajdywali duchowy pokarm.

58
Duchowe zalety ojca Cleopy

1) Modlitwa. Młody Konstantyn jako chłopiec często czytał modlitwy z książek, powtarzał je często i uczył się ich na pamięć. Jako młodzieniec rozwinął wielką miłość do czytania Psałterza, co robił codziennie. Znał również na pamięć Akatyst do Zbawiciela, Akatyst Zwiastowania Bogurodzicy, Kanon Pokutny i Moleben do Bogurodzicy, który odmawiał codziennie.
Pod wpływem swoich rozmiłowanych w ascezie starszych braci, Bazylego i Georgia, zaczął również zmuszać się do poznawania Modlitwy Umysłu, w której jego starsi bracia zrobili duże postępy już w młodym wieku.
Jako przełożony Monasteru Sihastria ojciec Cleopa był bardzo zajęty podczas dnia, dlatego najwięcej modlił się w nocy. Spał dwie godziny przed Jutrznią i następne dwie godziny po nabożeństwie, po czym odmawiał całą dzienną regułę modlitewną, co zajmowało około trzech godzin. Przez ponad 10 lat, w czasie swojego samotnego przebywania w leśnej głuszy, spędził niezliczoną ilość godzin na Modlitwie Serca. Nawet paznokcie, którymi przesuwał supełki swoich czotek, były zniekształcone ze względu na lata praktykowania tej modlitwy.
Ojciec Cleopa nauczał swoich uczniów o czystej Modlitwie Serca jakby opowiadał o doświadczeniach kogoś innego: – Spotkałem kogoś, kto znosił głód, pragnienie, zimno i nagość w lasach, i który powiedział mi, że kiedyś spędził noc w domu pewnego bogobojnego chrześcijanina. Był akurat sobotni wieczór, a on odprawiał swoją regułę modlitewną. W sąsiednim domu był ślub i głośno grała muzyka. Pustelnik ten był zajęty modlitwą i stał przed ikoną Bogurodzicy. Stał i zastanawiał się nad słowami świętego Jana Klimaka: „Niektórzy powiadają, że pieśni mogą wznosić zaawansowanych do dużo wznioślejszej kontemplacji.” Słysząc muzykę z sąsiedztwa powiedział sobie: – Jeśli ci ludzie umieją śpiewać tak pięknie, to jak muszą śpiewać aniołowie, którzy wyśpiewują chwałę Bogurodzicy? To nagłe wzruszenie sprowadziło jego umysł do serca, i modlił się tak tą modlitwą przez dwie godziny, odczuwając słodycz i ciepło. Łzy spływały bez przerwy, w sercu płonął ogień, odczuwał obecność Chrystusa, który przemawiał do jego duszy. Wówczas ogarnął go zapach Ducha Świętego i poczuł w sobie wielkie duchowe ciepło, aż powiedział sam do siebie: – O Boże, chciałbym umrzeć w tej chwili!
Po dwóch godzinach jego umysł opuścił serce, a jemu pozostała przez miesiąc słodka gorycz, niewypowiedziana radość i wielka pociecha oraz niezwykłe duchowe ciepło. Niebo w jego sercu już nie mogło przywrzeć do żadnej rzeczy z tego świata, ponieważ łzy płynące podczas takich momentów modlitwy, pochodząc od Ducha Świętego, zmywają całą nieczystość i grzeszne wyobrażenia i czynią duszę zupełnie czystą.
Ojciec Cleopa mówił o Modlitwie Serca – Kiedy umysł zstępuje do serca, wtedy serce otwiera się i zaraz zamyka. Oznacza to, że nasze serce przyjmuje Chrystusa, a Chrystus obejmuje nasze serce. W tym momencie Oblubieniec-Chrystus wita się z oblubienicą, to znaczy, z naszą duszą.
Jeżeli ktoś poprosił ojca Cleopę o pożyteczne słowo na temat Modlitwy Serca, mówił zawsze jakby o kimś innym, aby nikt nie wiedział o jego własnych doświadczeniach. Dlatego nawet jego uczniowie w Sihastria nie zawsze wiedzieli, jak dużo się modlił i do jakiego stopnia doskonałości doszedł w modlitwie. W każdym razie dar łez nie opuścił go aż do przeniesienia się do niebieskich przybytków.
Ojciec Cleopa modlił się za wszystkich, którzy poprosili o jego pomoc. Jeżeli ktoś cierpiał w godzinie śmierci i wezwano ojca Cleopę do odczytania modlitwy na odejście duszy, umierający oddawał swoją duszę w pokoju w ręce Boga, nawet już podczas czytania modlitwy oczyszczającej z grzechów.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat swego życia ojciec Cleopa spędził najwięcej czasu na modlitwie: od czternastu do piętnastu godzin dziennie. Miał wiele mistycznych uniesień, podczas których z nikim nie rozmawiał, nawet z posługującym w celi mnichem. Miał też ukryte miejsca na samotną modlitwę. Kiedy był silny chodził do lasu albo w góry. W podeszłych latach modlił się samotnie w swojej celi. Innym jego ulubionym miejscem była pasieka monasterska, gdzie miał małą celę, w której trzymał książki i swoje rękopisy.
Najżarliwiej modlił się w nocy, stojąc samotnie w swojej celi lub na skraju lasu, gdyż kochał bardzo przyrodę, owce i wszystkie Boże stworzenia. Prawdę mówiąc każde słowo wypowiedziane przez Starca było modlitwą i błogosławieństwem dla tych, którzy prosili go o pomoc. Jednak świat jego wewnętrznej modlitwy pozostał nie poznaną przez nikogo tajemnicą.
2) Post. Ojciec Cleopa przyzwyczaił się do postu już w bardzo młodym wieku. Żadne z dzieci Ilie nie jadało nabiału w dzień postny. Ojciec Cleopa bardzo wcześnie przestrzegał trzydniowej głodówki na początku Wielkiego Postu. Dlatego z taką łatwością dostosował się do monastycznego życia w Sihastrii.
W Monasterze Sihastria praktyką przyjętą według typikonu był trzydniowy post na początku Wielkiego Postu. Pierwszy posiłek podawano w piątek wieczorem. Przez cały Wielki Post podawano dziennie jeden posiłek bez oleju o godzinie trzeciej, z wyjątkiem sobót i niedziel. W Wielki Tydzień jedyny posiłek podawany był wieczorem, a od Wielkiego Czwartku aż do Świętej Paschy obowiązywał post całkowity.
Największym postnikiem w Sihastrii był Ihumen Ioanichie Moroi, który w tygodniu jadał tylko prosforę, a posiłki spożywał tylko w soboty i niedziele. Naśladując swojego przełożonego ojciec Cleopa w pierwszy tydzień Wielkiego Postu nic nie jadł od poniedziałku do soboty, a w pozostałe tygodnie przyjmował jeden posiłek przed wieczorem.
Mimo że ojciec Cleopa był w postach dla siebie bardzo surowy, dla innych, którzy nie mogli wytrwać w takich wyrzeczeniach, był łagodny, zwłaszcza dla chorych i młodszych braci. Zezwalał im na dwa posiłki dziennie, nawet podczas Wielkiego Postu.
Podczas Wielkiego Postu ojciec Cleopa dawał braciom przykład milczenia, często też wycofywał się do swojej chatki w pobliskim lesie. Nigdy nie opowiadał o czasie swoich odosobnień.
Gdy był sam na odludziu w lesie, jadał jednego ziemniaka dziennie, przyprawionego znalezionymi ziołami. Jego uczniowie opowiadali, że gdy w dzień przed rozpoczęciem Adwentu podano mu dwa ziemniaki z burakiem powiedział, że wydaje mu się, jakby było jakieś święto.
3) Posłuszeństwo. Ojciec Cleopa praktykował posłuszeństwo od dzieciństwa aż do swojej śmierci. Cokolwiek zarządził przełożony, wypełniał skrupulatnie, bez najmniejszego szemrania. Każde słowo nauki, które ktoś wypowiedział do niego, przyjmował z radością i pokorą. Był pierwszy, gdy któryś z braci poprosił o pomoc. Nie było nikogo w Sihastrii, kto byłby bardziej posłuszny i bez wahania gotowy do służenia innym niż on. Dlatego był najbardziej lubiany, bardziej niż wielu innych nowicjuszy w tym czasie.
Sukces jaki odniósł przy odbudowie monasteru z popiołów po pożarze w 1941 roku i uczynienie z niego wielkiego centrum życia duchowego nie byłby możliwe bez ofiarnego posłuszeństwa jego mnichów, które było wiernym odbiciem jego własnego posłuszeństwa, które wykazywał jako młody mnich. Ta duchowa pokora i prawość, którą zgromadził, oraz opieka Matki Bożej były dwoma głównymi filarami w powstaniu wielkiego Monasteru Sihastria.
4) Dar łez. Nawet jako mały chłopiec ojciec Cleopa często ronił łzy na modlitwie, tak bardzo, że nieraz musiał się chować. W monasterze płakał, gdy odprawiał Świętą Liturgię, zwłaszcza podczas momentu Przeistoczenia. Jednak dopiero będąc w samotności, na wygnaniu w lesie, podczas praktykowania Modlitwy Serca ojciec Cleopa doświadczył potoku łez, opisanego przez świętego Izaaka Syryjczyka. Nawet w podeszłym wieku widziano ojca Cleopę płaczącego na modlitwie w swojej celi. Te łzy przynosiły mu dużo radości i pocieszenia.
5) Pamięć śmierci. Odkąd ojciec Cleopa pożegnał swoich dwóch braci, którzy odeszli w młodym wieku, oraz pamiętając o siostrze, którą trzymał w swoich rękach, gdy umierała, ojciec Cleopa wciąż pamiętał o śmierci, która to myśl mocno zapadła w jego umysł. Kiedy odeszli jego ukochani bracia, często przychodził na cmentarz i zapalał świece na ich grobach i modlił się całymi nocami. Te świeże doznania kwestii związanych ze śmiercią bliskich osób, wraz z Żywotami Świętych i Męczenników, którzy mężnie wychodzili na spotkanie śmierci ze względu na miłość do Chrystusa, duchowo go wzmacniały.
6) Cierpliwość. Ojciec Cleopa był człowiekiem wielkiej cierpliwości i wytrzymałości przez całe swoje życie. Właśnie przez swoją cierpliwość, niezłomność i modlitwę potrafił przywieść dla Chrystusa tak wiele dusz i kierować powierzonymi mu monasterami.
Mimo ciągłej inwigilacji jego działalności przez Securitate, nie obawiał się nikogo i do nikogo nie czuł nienawiści, zachowując w duszy miłość Chrystusa. Wiedział, że bez cierpliwości, bez wielkiego cierpienia i bez walki z pokusami, nikt nie może być zbawiony. Dlatego kiedy któryś z ojców przychodził do niego z zamieszaniem w duszy, przypominał słowa sprawiedliwego ojca Wincentego Malau, który zawsze pouczał swoich uczniów: „Słuchaj, bracie. Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość… i kiedy wydaje ci się, że już ją tracisz i jesteś doprowadzony do granic wytrzymałości: cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość… Cierpliwość aż do grobowej deski.”
7) Milczenie. Po zakończeniu spowiadania ojciec Cleopa powracał do milczenia, zwłaszcza w nocy, odchodził na cmentarz lub skraj lasu, gdzie mógł modlić się w samotności. Odmawiał cichutko modlitwę Jezusową, która po wielu latach praktyki stała się częścią jego serca. Milczenie było odpoczynkiem dla jego duszy i wypełniało go duchowym pokojem. I kiedy odwiedzał go Bóg z darem łez, wycofywał się do miejsc odludnych, aby Bóg ukoił jego duszę.
Po tym jak doświadczył radości milczenia i samotności w latach swojego wygnania w lesie, ojciec Cleopa wciąż tęsknił za życiem pustelniczym, gdyż milczenie jest matką modlitwy, łez i duchowej radości. Jednak nakaz posłuszeństwa skłonił go do powrotu do wspólnoty.
8) Pokora. Innym wielkim darem ojca Cleopy była pokora, która jest jedną z głównych cech charakteryzujących prawdziwą świętość. Ojciec mawiał: – Nazywają mnie „mnichem” i czasami sam siebie też tak nazywam, ale nie uczyniłem w życiu niczego godnego tej nazwy. Być prawdziwym mnichem to wielka rzecz. Jakże mogę pozwalać nazywać się mnichem przed ludźmi, skoro przed Bogiem nim nie jestem? Mnich musi być aniołem w ciele, nie może prowadzić ziemskiego życia tak jak ja, pełnego grzechu i bezradności!
Ojciec Cleopa bezustannie korzył się powtarzając słowa Psalmu: Jahwe strzeże ludzi pełnych prostoty: byłem bezsilny, a On mię wybawił (Ps 114:6).
Jestem pusty – powiedział pewnego razu – jak drzewo owocowe, na którym są tylko liście. Można koło niego umrzeć z głodu. Święty Izaak Syryjczyk powiedział: Słowo bez uczynków jest podobne do człowieka, który maluje na ścianie wodę i stojąc przy niej umiera z pragnienia. To jestem właśnie ja. Przy mnie pomrzecie z głodu. Mówię wam, aby wszystko to wykonywać, a sam tego nie czynię. Czemu przychodzicie do krowy, która nie daje mleka?
9) Dobroczynność. Podstawową cechą charakteryzującą całe życie ojca Cleopy było jego wielkie współczucie dla wszystkich. Mimo, że był mnichem i wyrzekł się pożądliwości rzeczy materialnych i nie posiadał niczego na własność, rozdawał mnóstwo upominków, które dostawał od wiernych. Codziennie wdowy, żebracy, biedacy, matki z wieloma dziećmi dostawali bezpośrednią pomoc od Ojca Cleopy – pieniądze, ubrania, żywność i co najważniejsze, słowa pocieszenia i zachęty. Każdy odchodził dziękując Bogu, który okazywał miłosierdzie poprzez swego oddanego sługę.
Gdy ojciec Cleopa był przełożonym w monasterze było regułą, że wszyscy wierni, każdy pielgrzym, nie ważne jak wielu ich było, jedli zwyczajny monasterski posiłek. Jeden z jego uczniów ze Slatiny opowiedział następującą historię: –Pewnego świątecznego dnia, gdy przyjechało wielu pielgrzymów, okazało się, że jest bardzo mało jedzenia i zachodziło niebezpieczeństwo, że całkowicie wyczerpią się monasterskie zapasy żywności. Kucharz powiedział przełożonemu: – Ojcze Cleopa, jeśli teraz wszystkich nakarmimy, to już nic nam nie zostanie. Co mam zrobić?
Wówczas ojciec Cleopa, który nigdy nie pokładał nadziei w rzeczach przemijających, odpowiedział: – Bracie, daj wszystko co masz! Podaj wszystko co masz!
Trzy godziny później grupa wiernych przyniosła pełno różnorakiego pożywienia, wystarczająco dużo by zaspokoić potrzeby monasteru na długi czas.
10) Zdolność rozpoznawania duchowego. Ukoronowaniem wszystkich cnót ojca Cleopy był rzadki dar wzroku duchowego. Każdej duszy, która przychodziła do niego, udzielał specyficznej porady, adekwatnej do jej szczególnej sytuacji.
Kiedyś przyjechał do Ojca Cleopy cały autobus pełny pielgrzymów. Starzec rozmawiał do nimi około pół godziny, odpowiadając na pytania poszczególnych ludzi, uwzględniając specyficzną sytuację każdego z nich. Kilku chorych prosiło Starca o radę:– Ojcze, jestem chory już od dłuższego czasu. Byłem już u lekarza. Co więcej mam zrobić?
– Idź do lekarza i dowiesz się, co ci jest. Będziesz miał operację – odpowiedział Starzec.
Inny zapytał: – Ojcze, mam córkę, która leży w domu chora już kilka lat. Sprawia nam dużo trudności. Co powinniśmy zrobić? Czy zabrać ją do lekarza czy nie?
Starzec odrzekł: – Weź ją do lekarza.
Znowu inny zapytał: – Ojcze, jestem chory, co mam zrobić?
– Przyjmij święte Namaszczenie – odpowiedział mu Starzec.
– A czy nie powinienem pójść też do lekarza? – dopytywał się ten człowiek.
Ale Starzec powtórzył z mocą: – Nie, nie! Przyjmij święte Namaszczenie!
W ten sposób Starzec każdemu cierpiącemu przepisywał odpowiednie na jego chorobę lekarstwo. Był to oczywiście dar Ducha Świętego, dzięki któremu mógł rozpoznawać duchowo stan dusz i ciał, dzięki któremu był wielkim znawcą serc ludzkich.

59
Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony

Starzec Cleopa miał silny i energiczny charakter, zarówno fizycznie jak i duchowo. Aż do ostatnich dni zachował mocny głos, którym codziennie napominał wiernych i mnichów. Jednak kiedy osiągnął wiek lat siedemdziesięciu, jego wcześniej mocne ciało zaczęło cierpieć na różne niedomagania. Lata spędzone na odludziu, o głodzie i w chłodzie, zostawiły swój ślad w tym ascetycznym ciele.
Pierwsze jego fizyczne niedomaganie było spowodowane przepukliną, z powodu której znalazł się w szpitalu św. Spirydona w Iasi i został zoperowany w 1985 roku. Kilka lat później znowu był operowany, tym razem na kamienie nerkowe, i znowu w związku z zakażeniem dziąseł. Potem miał złamaną prawą rękę. Pomimo tych wszystkich niedomagań, które osłabiały jego ciało, nie chorował i wciąż działał pełną parą.
W czerwcu 1996 roku ojciec Cleopa przeszedł cztery operacje na guzy w pęcherzu w szpitalu urologicznym w Iasi. Odkryto wtedy również, że jego lewa nerka nie pracuje. Pomimo że podczas kontroli we wrześniu 1996 roku lekarze nie znaleźli więcej żadnych guzów, zaproponowano mu jeszcze jedną, dodatkową operację, jednak odmówił.
Nawet w szpitalu obecność ojca Cleopy mocno oddziaływała na otaczających go ludzi. Lekarze w Iasi tak dostosowali swój rozkład zajęć, aby móc przysłuchiwać się duchowym rozmowom ojca Cleopy prowadzonym w szpitalu. Wielu wiernych, słysząc o pobycie ojca w szpitalu, przynosiło mu wielkie ilości wszelakiej żywności. Zamiast zatrzymać tę żywność dla siebie Starzec wołał pielęgniarzy, aby zabierali tę żywność do kuchni i rozdawali innym chorym. Kiedy lekarze wypisywali go ze szpitala, powiedzieli: – Ojcze, przez cały czas jak tutaj leżałeś, w ogóle nie musieliśmy zaopatrywać szpitala w żadną żywność. To, co otrzymywałeś, wystarczało na cały szpital.
Ojciec Cleopa opowiadał jeszcze inną historię z tego okresu: – Po operacji umieszczono mnie na oddziale intensywnej terapii. Spałem tam w rozkładanym fotelu przez trzy dni i trzy noce. Kiedy się obudziłem, usłyszałem: – Czy wie ojciec, że kiedy spał przez trzy dni i trzy noce, to bez przerwy przez sen coś mówił?
– Nic nie wiem! A co takiego mówiłem?
– Ojcze, nie zgadniesz ile homilii nagrałem przez ten czas. Niech ojciec spojrzy! I zobaczyłem mnóstwo kaset na półce. Te homilie, które nagrali przez te trzy dni i noce, to były homilie, które wygłosiłem przez ostatnie trzydzieści, czy nawet czterdzieści lat.
Starzec opowiadał jeszcze inną historię o okresie swojego pobytu w Iasi: –Kiedy byłem w Iasi i czekałem na operację, miałem mieć przeprowadzone urologiczne badania moich nerek. Był właśnie Wielki Post. Zrobiono mi te badania, ale nic one nie wykazały. Przyszła do mnie pielęgniarka i powiedziała: – Ojcze, aby te badania urologiczne coś mogły wykazać, musisz zjeść trzy jajka.
– Posłuchaj mnie, panienko. Gdybyś obiecała mi całą górę ze złota, taką wielką jak droga z Nicoliny do Copou, to i tak nie zjadłbym trzech jajek w okresie Wielkiego Postu.
– Właśnie dlatego trafiłeś do szpitala i dlatego niedługo umrzesz!
– A jeżeli umrę, to co z tego? Kogo to obchodzi? Czy to jakiś król ma umrzeć? Umiera jakiś zmurszały staruch! No i co! Czy to tylko ja jeden umieram? Nie, wszyscy umierają.
– Ale dlaczego nie chcesz zjeść jajek?
– Ponieważ nie wierzę w jajka!
– To w co, w takim razie, wierzysz?
– Wierzę w Ojca, Syna i Świętego Ducha!
Poszła i poskarżyła się dyrektorowi szpitala: – Tam leży jeden mnich, który nie chce zjeść jajek przed badaniem! –Ale dyrektor mnie znał i powiedział tej pielęgniarce: – A czy nie wiesz kto jest tym mnichem? To jest ojciec Cleopa! On spędził około 10 lat na pustkowiu, w głębokim lesie, jedząc dziennie jednego ziemniaka i trochę korzonków…
Kiedy to usłyszała, przyszła do mojego pokoju szpitalnego z postnym posiłkiem, który sama przyrządziła, prosząc o przebaczenie, a potem wykonała badania jeszcze raz… Bez żadnych jajek.
Kiedy przyszli lekarze z prześwietleniem, powiedzieli mi – Niech ojciec spojrzy, jak pięknie wszystko widać!
– Jak to, panienko, czy to znaczy, że badanie się udało bez tych trzech jajek?
Wszyscy się roześmiali. Moja lewa nerka była trochę opuchnięta, prawa natomiast była w porządku.
– Widzicie, udało się bez pomocy jajek?
– Ojcze, wybacz nam. Nigdy, odkąd zajmujemy się medycyną, nie widzieliśmy dotąd czegoś takiego.
W maju 1998 roku odczuwając wielki ból, ojciec Cleopa zgodził się na badania i został na jeden tydzień w Iasi. Jednak nie zgodził się na pobyt w szpitalu, mówiąc: – Moi bracia czekają na mnie i szykuję się, aby do nich dołączyć! Kiedy w listopadzie znowu zaproponowano mu badania, odmówił powtarzając te same słowa.
Pomimo tych wszystkich cierpień, usposobienie ojca Cleopy pozostało pogodne, chociaż bardzo trzeźwe, gdyż wiedział, że przybliża się jego godzina śmierci. Jego myśli były blisko Ukrzyżowanego Boga i bez przerwy wznosił w modlitwie do Niego swoje serce.

60
Obraz Adama

Przez wiele lat ascetycznego trudu i znoszenia wielu cierpień Starzec Cleopa odnalazł w sobie pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł (Flp 4:7), według słów Apostoła. Ze względu na ten jego wewnętrzny pokój nawet sama natura reagowała na jego osobę inaczej niż na innych ludzi.
Jeden z uczniów ze wzruszeniem wspomina: – Ptaki sprawiały ojcu Cleopie mnóstwo radości. Często opowiadał o „młodych gniewnych z lasu” albo o „mądrej sowie” i innych ptakach, udając ich śpiew. Gdy rozmawiał ze swoimi ptaszkami, byliśmy wszyscy rozradowani. Od czasu, gdy mieszkał z nimi w swojej leśnej pustelni, kiedy stadko ptaków przyfrunęło i usiadło na nim, aż do swojej śmierci, bardzo kochał ptaki.
Ta miłość nigdy nie ustała. Dwa lata przed swoim odejściem z tego świata, gdy wychodził z cerkwi po przyjęciu Komunii świętej i kierował się do swojej celi w towarzystwie dwóch hieromnichów, stadko ptaszków z przyjemnym ćwierkaniem przysiadło na jego głowie i ramionach dziobiąc jego brodę i riasę. Ptaki nawet nie dotknęły innych ojców.
Gdy ptaszki odfrunęły na pobliską jodłę i tam zaczęły śpiewać, ojciec rzekł: – Och, jakże bardzo pragnąłbym znowu żyć w lesie razem z ptakami!

61
Ostatnie dni

We wrześniu 1998 roku przepowiadając koniec swojego ziemskiego żywota Starzec Cleopa zaczął otwarcie głosić swoim uczniom: – Idę już do moich braci! – oraz: – Pozwólcie mi odejść do moich braci! – i dodawał:– Idę do Chrystusa! Módlcie się za mnie grzesznego!
Pod koniec września podczas zachodu słońca ojciec Cleopa zapragnął pójść na cmentarz, aby po raz ostatni odwiedzić groby swoich braci, mnichów Gerasima i Bazylego, oraz grób hieromnicha Paisjusza i Ihumena Ioanichie Moroi, oraz groby wszystkich ojców, którzy już przeszli do innego życia. Odwiedził groby wszystkich swoich duchowych ojców, braci i synów, okazując swoje wzruszenie płynące z głębi serca. Przy pomocy swoich uczniów kłaniał się krzyżom na każdym grobie i powtarzał modlitwę: – Módlcie się też za ojca Cleopę, grzesznika, ponieważ już jutro, może pojutrze, spotkamy się przed obliczem Chrystusa!
Wreszcie wychodząc z cmentarza odmówił modlitwę: – Matko Boża, zmiłuj się nad nami i nad wszystkimi ojcami, którzy leżą na tym cmentarzu, i którzy modlą się przed tronem Przenajświętszej Trójcy, błagając Sprawiedliwego Sędziego o przebaczenie.

62
Odejście do Chrystusa

Aż do ostatnich swoich dni ojciec Cleopa wciąż przyjmował pielgrzymów udzielając porad duchowych i błogosławiąc wszystkich. Jego twarz była pogodna, przemawiał łagodnie i pięknie odpowiadał na zadawane pytania. Nikomu nie odmówił rozmowy. Wszystkich przyjmował, pocieszał i umacniał, jak zwykle, w milczeniu i w radości.
52W niedzielę 29 listopada w wigilię dnia Patrona Rumunii, świętego Apostoła Andrzeja, Starzec był jak zwykle otoczony przez ludzi. Przemawiał ciepło, zwięźle, bardzo łagodnie do ludzi krążących między cerkwią i jego celą0.
O godzinie 11.30 przyszedł pewien brat do Starca prosząc o błogosławieństwo na postrzyżyny, mówiąc – Pobłogosław, świątobliwy ojcze, ponieważ dziś wieczorem zostanę mnichem!
Po udzieleniu błogosławieństwa młodemu posłusznikowi Starzec położył swoją dłoń na głowie młodzieńca, a ten poprosił go o pożyteczne słowo. Starzec Cleopa odparł: – Od tej chwili już nie masz ojca, już nie masz matki, nie masz braci i sióstr, żadnych krewnych, nie masz już przyjaciół, już nie posiadasz żadnej własności, nie masz domu, nie masz już nic! Tylko Chrystusa!
– Ojcze – odpowiedział uczeń – gdybyś miał śmiałość przed Obliczem Boga, pamiętaj o mnie w swoich świętych modlitwach!
– Miłosierdzie Bogurodzicy niech będzie z wami wszystkimi! – odpowiedział słabnący Starzec.
O godzinie 16.00 przyszedł jeszcze inny brat prosząc Starca o błogosławieństwo na rozpoczęcie życia monastycznego. Ojciec Cleopa tym razem nic mu nie odpowiedział, tylko położył swoje ojcowskie dłonie na głowie młodego sługi Bożego. Od tej pory ojciec Cleopa już nie odpowiadał na pytania swoich uczniów, usiadł na swoim krześle, na którym zwykle spowiadał, pozostając nieruchomo z półotwartymi oczami, jakby w jakiejś ekstazie, przez ponad jedenaście godzin.
W poniedziałek rano Starzec obudził się o 3.30 jakby z głębokiego snu, bardzo radosny i pokrzepiony na duchu. Zaraz poprosił o coś do jedzenia, żartując: – Czy widzieliście kiedyś żeby mnich jadł o takiej porze?
Resztę tego dnia i dzień następny Starzec spędził z wiernymi, dając jak zwykle pouczenia i rady. Jednak w poniedziałek po południu ku zaskoczeniu wszystkich zaczął czytać Poranne Modlitwy, mimo że uczniowie przypominali mu: – Ojcze, teraz jest już wieczór. Przeczytaj modlitwy poranne jutro rano! Na to Starzec odpowiedział:– Przeczytam je teraz, bo idę już do moich braci. Słysząc to uczniowie patrzyli na niego nieufnie.
We wtorek 1 grudnia poszedł spać późno, sprawiając wrażenie bardzo wyczerpanego. O godzinie 2.20 w środę uczniowie zauważyli, że jego oddech stawał się coraz bardziej nieregularny. W końcu, kiedy podeszli bliżej, ojciec Cleopa odetchnął głęboko po raz ostatni i oddał swoją duszę w ręce Chrystusa.
Natychmiast zgromadzili się wszyscy ojcowie i zaczęły bić wszystkie dzwony. Ciało Starca poniesiono w uroczystej procesji do starej cerkwi w monasterze. Wiadomość o odejściu ojca Cleopy do wiecznych przybytków szybko rozeszła się po całym kraju. Tysiące wiernych, razem z hierarchami, kapłanami i mnichami z całej Rumunii zaczęło przybywać do monasteru, aby złożyć hołd zmarłemu Starcowi.

63
Pogrzeb

Przez trzy dni i trzy noce przy ciele Ojca Cleopy czytano Psałterz. Nieprzerwaną modlitwę za jego duszę podjęli mnisi z Sihastrii razem z wiernymi z całego kraju, którzy kochali Starca jak swojego ojca, jak również wespół z wieloma przybyłymi hierarchami i duchowieństwem, wśród których znajdowało się wiele duchowych dzieci ojca Cleopy.
Pogrzeb odbył się w sobotę 5 grudnia. Dzień rozpoczął się pięknym wschodem słońca na czystym niebie, było ciepło i słonecznie przez cały dzień. Ta zmiana pogody była prawdziwym błogosławieństwem, gdyż wszystkie poprzednie dni były zimne i pochmurne.
Liturgię odsłużyło kilku hierarchów pod przewodnictwem Metropolity Mołdawii i Bukowiny Daniela: Arcybiskup Vadului, Feleacului i Cluj Bartolomeusz, Biskup Oradei Jan, Biskup Dolnego Dunaju Cassia, Biskup Husi Joachim, Biskup Iasi Callinicus, Biskup Bessarion z metropolii Ardeal oraz Biskup Suceavy i Radauti Gerasim.
Po zakończeniu Liturgii odprawiono nabożeństwo żałobne na dziedzińcu monasteru. Cały monaster był zapełniony ludźmi, przybyło ponad dziesięć tysięcy pielgrzymów, aby oddać cześć duchowemu ojcu Rumunii. Pod koniec nabożeństwa Metropolita Daniel wygłosił słowo o znaczeniu i doniosłości dzieła wielkiego Starca.
Następnie miejscowi pasterze zagrali na tradycyjnych rogach pasterskich, nazywanych bucium w hołdzie dla małego pasterza, który stał się dobrym pasterzem całej Rumunii. Rozpoczęła się końcowa procesja dookoła cerkwi i na monasterski cmentarz. Biły dzwony, a ludzie śpiewali pieśni żałobne, gdy ciało ojca Cleopy zostało złożone na miejscu spoczynku przy ukochanym Starcu, Paisjuszu Olaru.
Wielu płakało z powodu bólu spowodowanego rozłąką ze swoim ojcem duchowym, wielu chciało ostatni raz dotknąć dłoni, które tyle razy wznosiły się do błogosławieństwa podczas pięćdziesięciu lat kapłaństwa. Mimo to, pośród tego całego bólu i wzruszenia, jasny promień światła, jak promień z Raju, zaświecił przez las jodłowy i oświetlił świeżo wykopany grób. Gdy trumna złożona została w zalanym światłem słonecznym grobie, ponad dziesięć tysięcy wiernych odśpiewało tradycyjne Wieczna pamięć. Gdy jednak doszli do ostatniego wersetu, wielki chór spontanicznie jednym grzmiącym głosem zaśpiewał Chrystus Zmartwychwstał jako pieśń zwycięstwa.
W ten sposób ci wszyscy ludzie, którzy przyszli pożegnać ojca Cleopę, nie odchodzili smutni, ale pełni oszałamiającej radości, tak jak zwykle, kiedy wcześniej opuszczali jego monaster.

64
Czterdziestodniowe wspomnienie

9 stycznia 1999 roku, w czterdziesty dzień po odejściu Starca Cleopy odsłużono w zimowej cerkwi w Sihastrii Świętą Liturgię razem z nabożeństwem wspominającym 40. dzień po śmierci. Liturgię służył Metropolita Daniel razem z grupą kapłanów z Mołdawii. Potem cała wspólnota monasteru prowadzona przez Metropolitę Daniela i przełożonego Monasteru Sihastria, Archimandrytę Wiktoryna, wyszła w procesji na cmentarz na grób niezapomnianego ojca Cleopy i zaśpiewała hymn Trisagionu, ofiarując te modlitwy za spokój duszy i wieczne zbawienie ich duchowego ojca.
Zgodnie ze zwyczajem zapoczątkowanym przez samego Starca, posiłek podano wszystkim obecnym, mnichom, wiernym oraz biedakom, upamiętniając w ten sposób duszę kogoś, kto na zawsze pozostanie w świadomości narodu rumuńskiego.

65
Chrystus Zmartwychwstał

Pierwszej wiosny po śmierci Starca Cleopy kobieta bardzo blisko związana ze Starcem przybyła do monasteru na Święto Paschy. Jednak nie zatrzymała się przy celi Starca, myśląc że nie ma potrzeby tam zaglądać, ponieważ Starzec umarł. Ale tego wieczora, kiedy odpoczywała przed Jutrznią Paschalną, przyśnił jej się sen. Znalazła się przed celą ojca Cleopy myśląc o tym, że umarł. Wówczas nagle ojciec Cleopa pojawił się w drzwiach i powiedział do niej: – Wejdź proszę. Czemu nie wchodzisz?
– Ale… czy ty nie umarłeś?
– Czy nie widzisz, że żyję? – odpowiedział ojciec.
Następnego dnia, w Niedzielę Zmartwychwstania, kobieta weszła do celi ojca Cleopy, aby ucałować wiszące tam święte ikony, wierząc już bez żadnych wątpliwości, że on rzeczywiście żyje i modli się za wszystkich, którzy proszą go o pomoc.

.
.

——————————————————————————–
.


.

Część II
Ostatnie słowo wygłoszone przez Starca Cleopę
do wspólnoty Monasteru Sihastria (1 marca 1998)

.

W imię Ojca, i Syna i Świętego Ducha!
Święci ojcowie i bracia, tak jak widzę was tutaj, moi drodzy, zobaczę was w Raju, gdzie radość nie ma granic, ponieważ wszyscy jesteście na nabożeństwie do Zbawiciela i Przeczystej Jego Matki i każdy z was wykonuje swoje obowiązki tam, gdzie jest postawiony. Kiedy tak patrzę na was, myślę o tym, jak bardzo wszyscy jesteście mi drodzy. Jednak wielu z was nie znam. Przychodzę tu tak rzadko. Ale znam wszystkich, którzy przychodzą do spowiedzi, i tych starszych… Pragnę żebyście wszyscy bez wyjątku weszli do wiecznej radości, i żaden z was, Boże uchowaj, nie poszedł na wieczne męki.
Kochani ojcowie i bracia, wiedzcie, że Cerkiew jest naszą duchową Matką. Ona daje nam życie poprzez chrzest w wodzie i Duchu (J 3:5). Słyszeliście, jak Apostoł Paweł powiedział: Otrzymaliście ducha przybrania za synów (Rz 8:15) w chrzcielnicy, a z miłosierdzia swego zbawił nas przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym (Tyt 3:5). Od tej chwili jesteśmy wszyscy synami według Bożego daru, od kiedy zostaliśmy ochrzczeni w imię Przenajświętszej Trójcy.
Właśnie dlatego proszę was z całego serca, abyście miłowali Matkę-Cerkiew. Niech będzie wam droga, i jak tylko leży to w waszej mocy, chodźcie do cerkwi w dzień i w nocy. Starsi spośród was i ci, którzy nie mogą chodzić, nie muszą spędzać w cerkwi tak dużo czasu. Młodsi mogą zostać dłużej, ponieważ ustaw Cerkwi ubogaca pamięć każdego z was, i łaska Przenajświętszego Ducha spływa na każdego, kto pobożnie słucha nabożeństw cerkiewnych.
Moi drodzy, ja, niegodny grzesznik, mam 86 lat i za sobą sześć operacji. Moja prawa ręka jest złamana, nosiłem na niej gips przez 32 dni. Jutro albo pojutrze zaśpiewacie mi Wieczną pamięć. Na co jeszcze czekam? Psalm 89 mówi wyraźnie: Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt. A dalej w tym wersecie Psalmista mówi: a większość z nich to trud i marność. Właśnie wkroczyłem w ten wiek bólu. Zestarzałem się; skończę 86 lat 10 kwietnia.
Kochani ojcowie, proszę was z całego serca, was, którzy pełni jesteście miłości i możecie to wykonać, abyście wspominali mnie w waszych modlitwach. Nie zapomnijcie o mnie!
Kocham was, gdy widzę was wszystkich na nabożeństwie do Zbawiciela i Jego Przeczystej Matki. Ufam, że zobaczę was w Raju, moi kochani, was wszystkich! Wszyscy służycie Zbawicielowi i Jego Matce.
Nasz monaster jest monasterem z regułą kanoniczną: nie spożywamy mięsa, regularnie chodzimy do spowiedzi i na nabożeństwa, które służymy według reguły św. Sawy.
Kiedy tutaj przyszedłem było tutaj czternastu ojców. Nosili stare chłopskie sandały, brody sięgały im do kolan, mieli drewniane czotki w rękach… mój brat Bazyli przyprowadził mnie. Miałem lat siedemnaście i pół kiedy tutaj przyszedłem…
Kiedy zobaczyłem wszystkich mnichów przy posiłku, i przełożony, Starzec, czytał pożyteczne słowo przy końcu stołu z pism św. Teodora Studyty, zapytałem mojego brata – Czy dzisiaj jest tutaj jakieś święto? Ponieważ wcześniej byłem tylko w skicie Cozancea, a tam jest reguła idiorytmiczna: każdy spożywa sam swój posiłek, każdy ma swój osobny dom. – Mój drogi bracie – odpowiedział – nie ma dzisiaj święta! Tutaj tak się żyje codziennie. Mnisi jadają wspólnie przez cały czas! Starzec czytał sowo mnichom… Służył Świętą Liturgię i żywił się wyłącznie Świętymi Darami prawie przez dwadzieścia lat. Tylko w soboty i niedziele próbował trochę z miski. Wiem, bo byłem przez jakiś czas kucharzem. Bóg dał mu odpoczynek. Odczuwał tak wielką bojaźń przed Bogiem i miał tak wielką wiarę! Postrzygł mnie w 1937 roku w święto Zaśnięcia Matki Bożej. Dobrze pamiętam.
Był tam wtedy też ojciec Mikołaj Gradinaru, który miał bardzo długą brodę; może kilku z was go pamięta. Kiedy podszedłem do ołtarza powiedział: – Świątobliwy ojcze, daj mu imię Cleopa, bo nie mamy tutaj żadnego Cleopy! I Starzec położył dłoń na nożyczkach i nazwał mnie – Cleopa. Tak było.
Niech odpoczywa w pokoju! W swojej celi mam całą listę ku pamięci, na której zapisałem imiona wszystkich, którzy zmarli tutaj. Są tam też imiona wszystkich patriarchów i biskupów. Dopóki tli się we mnie jeszcze iskra życia będę ich codziennie wspominał!
Proszę was, moi najdrożsi, wszystkich was – nie zapomnijcie o mnie w swoich świętych modlitwach. Tak jak widzę was tutaj, zobaczę was wszystkich w Raju, niekończącej się radości!
Miłosierdzie Przenajświętszej Trójcy i Opieka Przeczystej Bogurodzicy i modlitwy wszystkich świętych ojców naszych niech będą z wami wszystkimi, moi drodzy, i zaprowadzą was wszystkich do Raju. Amen.
.
.

—————————————–
.
.



Część III
Czyny i słowa nauki ojca Cleopy

TUTAJ: http://wiadomosci.monasterujkowice.pl/?p=1109

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj