Chrześcijańskie podziemie w „oazie wolności”

Po polsku

welcome to BhutanŚwiat buddyzmu przedstawiany jest na ogół niczym oaza spokoju, wolności i swobód obywatelskich, a sam buddyzm prezentuje się najczęściej jako religia pokoju. Każda próba obalenia tego mitu spotyka się z wielkim oporem.

Jak odległy od prawdy jest ten promowany w świecie Zachodu stereotyp, przekonać się możemy choćby na przykładzie sytuacji chrześcijan w Birmie, na Sri Lance, czy też w Królestwie Smoka – Bhutanie.

Bhutan jest krajem stricte buddyjskim. Pośród 600 tys. mieszkańców tego położonego u stóp Himalajów królestwa (to liczba oficjalna, a inne dane mówią nawet o 2,3 milionowej populacji) zaledwie 19 tysięcy to chrześcijanie. Wspomniana mniejszość jest uciskana i zwalczana. Już w latach 70. ubiegłego stulecia doszło do wydalenia z kraju wszystkich chrześcijańskich misjonarzy, przede wszystkim jezuitów, którzy stworzyli cały system edukacyjny w tym królestwie i położyli bazę pod jego rozwój. W tej chwili, kraj przeżywa regres gospodarczy i należy do najbiedniejszych na świecie.

Problemem dla chrześcijan są przede wszystkim nakazy i zakazy łamiące ich podstawowe prawo do wolności religijnej. Aktualny król zgodził się na szereg reform i od 2008 r. systemem panującym w Bhutanie jest monarchia konstytucyjna, rządy sprawuje premier, ale i tak parlament reprezentuje partia rojalistyczna, a król wciąż odgrywa rolę najważniejszą. Jigme Wangchuck próbuje ocieplić wizerunek izolowanego Bhutanu, m.in. w październiku ubiegłego roku król ożenił się z młodą poddaną, co miało ukazać na potężne zmiany w państwie.

Premier Jigme Thinley stwierdził też, że „kultura demokratyczna stopniowo zapuszcza mocne korzenie” w kraju, ale to przekonanie podważa skierowany do nielicznej mniejszości chrześcijańskiej absolutny zakaz świadczenia innym o swojej wierze. Wyrażając powszechny pogląd panujący w Bhutanie, szef rządu powiedział, że nie ma powodu, dla którego chrześcijanie mieliby starać się nakłonić innych do przyjęcia swojej wiary.

Parlament zdominowany przez jedną partię wciąż pracuje nad poprawkami do kodeksu karnego, by ścigać wszystkich, którzy „nawracają przez przymus lub zachętę finansową”, co mogłoby otworzyć drogę do oficjalnego zwalczania Kościoła. Ponadto Kościoły chrześcijańskie nie są uznawane prawnie. Żaden ksiądz, pastor czy świecki misjonarz nie mają prawa wstępu do Bhutanu, chyba że w celach turystycznych, co jest oczywiście ściśle weryfikowane.

Kościół w Bhutanie nie jest już z pozoru Kościołem podziemnym, ponieważ chrześcijanie z dużych ośrodków miejskich mogą spotykać się regularnie w niedziele, chociaż wyłącznie w domach prywatnych. Jednak np. wierni z prowincji napotykają więcej trudności. Są inwigilowani przez sąsiadów, tajną policję, lokalnych mnichów i duchownych buddyjskich. Kościół jest tu zwalczany. Według prawnych przepisów, zmarłych nie można grzebać, zwłoki należy poddać spaleniu i rozrzucić prochy do rzeki, aby ponownie łączyli się z żywymi w symbiozie rytmu umierania i narodzin. To wywołuje opór wierzących w Chrystusa, zdarza się, że w tajemnicy grzebią najbliższych w lasach, górach lub wywożą zwłoki za granicę, do Indii.

Buddyzm jest religią państwową, co sprawia, że najwyższą kastą są mnisi buddyjscy, całe życie kontrolowane przez system wierzeń w duchy, demony, którym należy oddawać cześć, by je przebłagać i nie rozdrażniać. Sytuacja chrześcijan pozostaje niejednoznaczna, dopóki ich status nie zostanie oficjalnie uznany. Pozytywną zmianą, jaka zaszła w tym roku jest to, że – jak dotychczas – nie ma doniesień o aresztowaniach, o pobiciach lub złym traktowaniu chrześcijan na wolności.

3 lata więzienia za film o Jezusie

Aktualnie w celach więziennych przebywa kilkudziesięciu braci i sióstr w Chrystusie. Do więzienia można trafić nawet za pokaz (w domu prywatnym) filmu o Jezusie z Nazaretu, o czym przekonał się Prem Singh Gurunga. Chrześcijanin ten został skazany na trzy lata pozbawienia wolności za to szczególne „przestępstwo”. Więźniów sumienia można odwiedzać, jednak tylko raz w miesiącu, a czas trwania wizyty wynosi jedną godzinę. Warunki są złe, osadzeni są poddawani torturom, dochodzi do pobić, okładania kijami, stosowane są także różne wyrafinowane lub mniej subtelne kary, np. nakaz leżenia godzinami na ostrych kamieniach, głodzenie, mrożenie, umieszczanie w bardzo ciasnych pomieszczeniach, gwałty.

Czy chrześcijańska mniejszość doświadczy większej wolności religijnej, w dużej mierze zależy od tego, jakie brzmienie uzyskają nowe prawa o zakazie konwersji z buddyzmu na inną religię. Ponadto musi być zdefiniowany proces uznawania i rejestracji Kościołów oraz jego praw i obowiązków. Postępowanie wobec chrześcijańskiej mniejszości może być postrzegane jako papierek lakmusowy wobec cytowanego powyżej optymistycznego oświadczenia premiera.

Kraj buddyzmu w Światowym Indeksie Prześladowań 2012 Open Doors, a więc listy 50. krajów, gdzie najdotkliwiej prześladuje się dziś chrześcijan, zajmuje wysoką, 17. pozycję na mapie świata, gdzie łamana jest wolność religijna (m.in. przed Turkmenistanem, Wietnamem, Czeczenią i Chinami). Piękno krajobrazów, zachwyt cywilizowanych turystów z Zachodu, regulowana odgórnie „szczęśliwość” ubogiego społeczeństwa nie powinny nas zwieść. Jeszcze wiele lat musi upłynąć, aby Bhutan spadł z listy największych prześladowców chrześcijan.

Tomasz M. Korczyński
http://www.pch24.pl/chrzescijanskie-podziemie-w-oazie-wolnosci,2055,i.html

Źródło: http://marucha.wordpress.com/2012/04/27/chrzescijanskie-podziemie-w-„oazie-wolnosci/

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj