Precz z pseudoświętem!

Po polsku

1majaDlaczego dwadzieścia lat po rzekomym upadku komunizmu wciąż obchodzimy komunistyczne święto? I co właściwie świętujemy?

Czym wytłumaczyć fakt, iż komunistyczny wymysł tak zwanego „dnia pracy” cieszy się w Polsce statusem święta państwowego? Chyba tylko tym, że choć sobie tego nie uzmysławiamy, wciąż żyjemy w Peerelu. 1 maja świętem państwowym uczyniła wszak komunistyczna władza w rozkwicie stalinizmu. Oto co mówi odnośna ustawa z 26 kwietnia 1950 roku:

“Dla zadokumentowania osiągnięć i zwycięstw klasy robotniczej, przodującej siły narodu budującego socjalizm, jako wyraz umocnienia się władzy ludowej, w hołdzie dla tysięcy bojowników wolności i postępu, dla zamanifestowania solidarności narodu polskiego z siłami postępu i pokoju na całym świecie, w sześćdziesiątą rocznicę pierwszego obchodu międzynarodowego święta proletariatu w Polsce, stanowi się co następuje: dzień 1 maja jest dniem święta państwowego, wolnym od pracy.”

Wzmiankowanie przez komunistycznego ustawodawcę sześćdziesiątej rocznicy miało sprawić wrażenie, jakoby święto owo cieszyło się już na ziemiach polskich długą tradycją, tymczasem – choć faktycznie obchodzono je od chwili ustanowienia przez II Międzynarodówkę Komunistyczną w roku 1890 – było to „święto” elementów wywrotowych w rodzaju Polskiej Partii Socjalistycznej, Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, Komunistycznej Partii Polski, Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi, PSL „Wyzwolenie” czy żydowskiego Bundu. Jego obchody w okresie międzywojennym stawały się niezmiennie okazją starć z policją.

Taki też zresztą ma owo „święto” początek – upamiętnia wydarzenia z początku maja 1886 roku, kiedy to w Chicago, podczas strajku w zakładach McCormicka doszło do tak zwanej „masakry na placu Haymarket”, w której rzekomo od kul policji zginąć miało wielu protestujących robotników.

Jak wszystkie legendy tworzone przez lewicę ta również zawiera w sobie ziarno prawdy, silnie jednak zmanipulowanej metodą Radia Erewań. Oto bowiem w Chicago doszło nie do pokojowej manifestacji robotników, którą brutalnie zaatakowała policja, tylko do poważnego pogwałcenia porządku społecznego, co skłoniło policję do interwencji w celu uśmierzenia zamieszek; w rozruchach zginęli głównie nie robotnicy a policjanci, kulminacja zajść nastąpiła zaś nie pierwszego maja lecz czwartego.

Ale po kolei: próby modernizacji firmy McCormicka, która skutkowałaby licznymi zwolnieniami, doprowadziły do strajku, pod presją którego zarząd ugiął się, po czym wkrótce zwolnił całą załogę, przyjmując na jej miejsce nowych pracowników. Pociągnęło to za sobą uliczne protesty, podczas których 3 maja doszło do bójki między demonstrantami a wychodzącymi z fabryki nowymi robotnikami. Wiele osób odniosło obrażenia, sześciu robotników zostało postrzelonych, dwóch zabitych. Przywódcy lewicy (sami anarchokomuniści, przeważnie niemieckiego pochodzenia) obwinili za to policję i wezwali robotników do zemsty. Nazajutrz miasto pokryło się plakatami nawołującymi do przybycia na plac Haymarket z bronią i w pełnej sile.

Wiec 4 maja początkowo przebiegał spokojnie, kiedy jednak plac opuścił burmistrz Chicago, ton przemówień zawodowych rewolucjonistów sterujących robotniczymi nastrojami zaczął przybierać na temperaturze, by wkrótce doprowadzić do wrzenia. Przewidując niebezpieczny obrót wydarzeń dowodzący policją inspektor John Bonfield wezwał wszystkich zgromadzonych na placu do rozejścia się i wówczas z tłumu manifestantów w kierunku policyjnych szeregów poleciała dynamitowa bomba, której wybuch zabił siedmiu funkcjonariuszy (jeden zginął na miejscu, sześciu kilka dni później w wyniku odniesionych ran), ranił zaś kilkadziesiąt osób postronnych. Sprawców masakry ujęto i skazano na śmierć. Międzynarodowa lewica natychmiast okrzyknęła ich męczennikami sprawy robotniczej. I rozeszła się ta pogłoska po świecie i trwa do dziś…

Pierwszym państwem, które wprowadziło 1 maja do kalendarza świąt państwowych była Rosja Sowiecka, piętnaście lat później, natychmiast po dojściu do władzy Adolfa Hitlera, uczyniły to Niemcy.

Dlaczego datę celebracji wyznaczono na 1 maja, skoro wydarzenia w Chicago mające rzekomo inspirować ustanowienie „robotniczego święta”, odbyły się trzy dni później? Trudno zgadnąć, być może koryfeusze II Międzynarodówki mieli jeszcze jakieś inne daty do jednoczesnego upamiętnienia? Oto, na przykład, w kulturach pogańskich noc z 30 kwietnia na 1 maja była orgiastycznym świętem ognia, duchów i czarownic – Rzymianie celebrowali wówczas noc Flory, Germanie Walpurgisnacht a Celtowie Beltane. A może chodziło o komemorację założenia 1 maja 1776 roku „zakonu” iluminatów?

Bez względu na to, jakie intencje przyświecały pomysłodawcom pierwszomajowego święta, z pewnością nie były one szlachetne. Dlatego też powinniśmy uczynić wszystko, co w naszej mocy, aby się go z naszego kalendarza pozbyć – aby zostało ono oficjalnie zniesione, jako obce polskiej kulturze i tradycji, jako uwłaczające godności polskiego robotnika wspomnienie anarchistycznej burdy.

Co więcej, czyż zniesienie tego święta nie okazałoby się korzystne dla polskiej gospodarki? Ciągle przecież słyszymy, że nie stać nas na tyle dni wolnych od pracy. Pamiętamy oburzenie, jakie zapanowało w kręgach zbliżonych do grupy trzymającej władzę na obywatelską inicjatywę przywrócenia święta Trzech Króli jako dnia wolnego od pracy. Świętowanie 1 maja zaś nie znajduje żadnego sensownego wytłumaczenia poza względami natury ideologicznej. Z praktycznego bowiem punktu widzenia dzień ten w bezpośredniej bliskości uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski wytwarza całkowicie bezproduktywny „długi weekend” w środku tygodnia. Pozbądźmy się więc tak bezsensownego pseudoświęta. Odetnijmy wreszcie komunistyczną pępowinę.

Jerzy Wolak

Źródło: http://www.pch24.pl/precz-z-pseudoswietem-,2197,i.html

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj