Piekielny protokół

Po polsku

kochajacy-dzieci-hitlercioW Holandii rocznie uśmierca się 600 chorych dzieci. Na życzenie rodziców i zgodnie z prawem.

Dwoje etyków przekonywało niedawno świat do zabijania noworodków. Tekst Alberto Giubilianiego z Uniwersytetu w Mediolanie oraz Franceski Minervy z Uniwersytetu w Melbourne, który ukazał się w prestiżowym czasopismie etyków „Journal of Medical Ethics”, wywołał przerażenie. Postulowanie, że zabijanie noworodków powinno być dopuszczalne, przywołuje jednoznaczne skojarzenia i odsyła, jeśli nie do odległej Sparty, gdzie noworodki zrzucano ze skały, to do bliższych nam czasów Holokaustu. To porównanie oburza etyków – naziści zabijali dzieci wbrew woli rodziców (z wyjątkiem pierwszej eutanazji dokonanej na chorym dziecku, na życzenie p. Knauer, przez lekarza Fuehrera w 1938 r.), a my mówimy o zabijaniu zgodnie z wolą matek i ojców. Na etyków posypała się lawina pogróżek. Odpowiedzieli: „Jesteśmy zdziwieni taką reakcją, przecież noworodki zabija się już w niektórych krajach, i to zgodnie z prawem”. To niestety prawda. Dzieciobójstwo, definiowane jako eutanazja dzieci, jest faktem w Holandii, Wielkiej Brytanii i Belgii. Kraje te ratyfikowały tzw. protokół z Groningen, który daje moralne przyzwolenie na zabijanie noworodków.

Cyrograf diabła

Wszystko zaczęło się w Holandii w latach 80. ub. wieku, kiedy do prasy przeciekły informacje o pierwszych przypadkach eutanazji na życzenie pacjentów. W 2001 r. nowelizacji uległ kodeks karny. Art. 293 i 294 przewidują nadal kary za wspomaganie samobójstwa, ale nie wobec lekarzy. Czyn „nie jest karalny, jeśli popełniony został przez lekarza, który zastosował się do wymagań troskliwej staranności i zawiadomił o swym czynie lekarza patologa zgodnie z art. 7 ust. 2 ustawy o chowaniu zmarłych”. Assisted Suicide Act dotycząca eutanazji u osób dorosłych, powyżej 16. roku życia, w terminalnych stanach, po ich wyraźnej zgodzie, weszła w życie 1 kwietnia 2002 r. Od tego czasu w Holandii rejestruje się 1950 przypadków eutanazji rocznie.

auschwitz

Jak się ma do tego zabijanie noworodków? Debata na ten temat toczyła się równolegle w Holandii. Tamtejszy znany neonatolog Versluys postawił pytanie: „Skoro kończymy życie dorosłych cierpiących, dlaczego nie możemy uśmiercać noworodków nierokujących przeżycia?”. Versluys powołał grupę roboczą, która w 1987 r. wypracowała wytyczne dla szpitali klinicznych o wstrzymywaniu czynności podtrzymujących życie u chorych noworodków. Pięć lat później powstał roboczy dokument sygnowany przez Holenderskie Stowarzyszenie Pediatryczne. Określono w nim kryteria kwalifikujące dzieci do podania środków przyspieszających zgon. Są nimi: cierpienie, ból, brak szans na przeżycie dziecka, przewidywana zależność od aparatury medycznej. Wymagana jest tu zgoda rodziców na zabicie („uśmiercenie”) dziecka.

Wytyczne te stały w sprzeczności z kodeksem karnym. Nie kwalifikowały się też jako działania eutanazyjne (do wykonania eutanazji potrzebna była zgoda pacjenta, noworodek takiej zgody wydać nie mógł). Mimo to pierwszych aktów uśmiercania dzieci dokonano w latach 90. Zabito noworodka z rozszczepem kręgosłupa oraz dziecko urodzone z trisomią 13 (ta wada genetyczna prowadzi do anomalii w budowie ciała i narządów wewnętrznych). Przypadki zgłoszono do prokuratury, która uniewinniła lekarzy. „Sąd zgodził się, że lekarze musieli wybrać między obowiązkiem utrzymania przy życiu a obowiązkiem skrócenia cierpienia (i zakończenia życia dziecka). Wybór zakończenia życia dziecka uznali za usprawiedliwiony, bo nie było alternatywy” – pisze dr Eduard Verhagen w prestiżowym czasopiśmie pediatrycznym „Pediatrics”. Verhagen, naukowiec i dyrektor szpitala przy University Medical Center w holenderskim mieście Groningen, był pomysłodawcą późniejszego protokołu z Groningen. Co ciekawe, powstał on przy współpracy z prokuraturą z Groningen… Na jego mocy przeprowadzono ocenę 22 przypadków zabicia chorych dzieci w latach 1997 i 2004 i uniewinniono dokonujących zabójstwa lekarzy. Dotyczyły one noworodków z rozszczepem kręgosłupa i wodogłowiem. We wszystkich sprawach zgodę, a w 17 wręcz żądanie uśmiercenia dzieci wyrazili ich rodzice.

Licencja na zabijanie

Protokół z Groningen stał się dla Rady Europy twardym orzechem do zgryzienia. Ze stenogramów z posiedzeń RE wynika, że nad kwestią tą pochylono się raz, przy okazji debaty o eutanazji. Zakończyło się na upomnieniu Holandii… Niestety, w ślady Niderlandczyków poszli Belgowie i Brytyjczycy. W Europie więc uśmierca się noworodki z ciężkimi uszkodzeniami genetycznymi i diagnozą nierokującą wyzdrowienia – to tzw. pierwsza grupa dzieci, które w ocenie pediatry umrą w krótkim czasie mimo zastosowania terapii. Grupa druga to dzieci, które co prawda mogłyby przeżyć, ale których jakość życia w wyniku terapii będzie niska (np. dzieci z ciężkimi nabytymi uszkodzeniami neurologicznymi). Grupa trzecia to mali pacjenci, których diagnoza „nie jest obiecująca”. Nie wymagają intensywnej terapii, ale ich cierpienie jest intensywne i „gdyby znać finalny efekt terapii, nie podjęłoby się jej”. To uzasadnienie Verhagena i kryteria podziału dzieci kwalifikujących się do uśmiercenia zawarte w protokole z Groningen. Pediatra pisze, że „nie ma etycznych dylematów związanych z zaprzestaniem terapii u tych grup pacjentów”. Ciekawe, że protokół definitywnie potępia „aktywne zakończenie życia” dziecka zdrowego i kwalifikuje je jako przestępstwo. Jest tu też definicja cierpienia – to „subiektywne uczucie” dorosłych i dzieci, którego „nie można mierzyć obiektywnie”. Dziecko informuje o „nieznośnym” i „ogromnym” cierpieniu, płacząc, zwijając się, przez wzrost ciśnienia krwi. I to, zdaniem Holendrów, jest powód do zabicia, bo „obniża jakość życia”. Na 200 tys. urodzonych dzieci w Niderlandach każdego roku tysiąc umiera w ciągu pierwszego roku życia. Aż 600 z nich kończy życie po decyzji lekarzy zgodnej z protokołem z Groningen. Dane są rejestrowane, każdy przypadek zgonu (w tym eutanazji) bowiem musi być zgłoszony przez lekarza. Biegły sądowy musi dokonać oględzin ciała, sprawę przekazać do Prokuratury Generalnej. Ta ze względu na protokół z Groningen śledztwo zwykle umarza.

Granice

„Posiadanie dziecka chorego może być destrukcyjne dla matki i rodzeństwa tego dziecka” – napisali etycy w „Journal of Medical Ethics”. Jak widać na przykładzie Holandii, to destrukcyjne myślenie dawno już znalazło zastosowanie praktyczne. Autorzy, Giubiliani i Minerva, są uczniami niejakiego prof. Petera Singera, etyka australijskiego. Singer twierdzi, że noworodki nie mają statusu osoby, za moralne uważa przyzwolenie na eutanazję. Swoje teorie propaguje od wczesnych lat 70. Z jego podręczników uczą się m.in. studenci na Uniwersytecie Warszawskim, który wydał książkę Singera w 2007r. To m.in. na jego badania i filozofię powołują się pediatrzy holenderscy. Dzieciobójstwo jest konsekwencją przyznania sobie prawa do decydowania o początku i końcu życia człowieka. Są granice, których się nie przekracza.

Korzystałam z E. Verhagen, M.D., J.D., and P. J.J. Sauer, The Groningen Protocol – Euthanasia in Severely Ill Newborns i Witold Kania, Protokół z Groningen – Nowe oblicze eugeniki.

Joanna Bątkiewicz-Brożek

.

Źródło: http://gosc.pl/doc/1117116.Piekielny-protokol

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj