S.A.Nilus – Zadziwiające objawienia w snach chłopskiej dziewczyny Eudoksji

Po polsku, Polecane

piekloTekst Sergiusza Nilusa z drugiego tomu jego Dzieł Zebranych. Warto się z nim zapoznać, aby nie tracić trzeźwości w otaczającym nas świecie, który za nic ma Straszny Sąd Boży, a na wspomnienie o nim odpowiada żartem, kpiną, oskarżeniem o chorobę psychiczną lub wściekłością. Wszak “Bóg jest miłością – więc jak może dopuścić do wiecznej męki choćby jednego człowieka?” – tak najczęściej pyta człowiek współczesności. Poniżej znajdziemy odpowiedź również na to pytanie.

Sergiusz Nilus – Zadziwiające objawienia w snach chłopskiej dziewczyny Eudoksji
Leży przede mną stary, pożółkły od upływu czasu zeszycik, wielkości jednej czwartej arkusza starego, grubego i twardego papieru. Widnieje na nim napis: “Zeszyt hieromnicha Eutymiusza”. Tytuł zaś głosi: “Cudowne widzenia senne chłopskiej dziewczyny Eudoksji, które miała w różnych momentach swojego życia. Przekład z francuskiego tekstu autorstwa Tatiany Borysownej Potiomkinej, która wysłuchała opowieści Eudoksji wygłoszonej w języku prostego ludu”. Jeszcze niżej znajduje się tekst: “Eudoksja, dwudziestopięcioletnia dziewczyna, chłopka księżnej Gorczakowej (z jej wsi w guberni smoleńskiej)”…
Patrząc na zeszyt widzę obraz z przeszłości: wielki świat, znana, wręcz słynna pani z elity społeczeństwa rosyjskiego, blisko związana z Dworem, osobiście znana i lubiana przez Monarchów – Aleksandra I, Mikołaja I, czczona przez Aleksandra II, prawdziwie prawosławna chrześcijanka, patriotka, jedna z najbogatszych kobiet swoich czasów – krótko mówiąc szczyt tego, co znaczące i bogate w społeczeństwie rosyjskim czasów pańszczyzny, a koło niej… – prościutka, biedna, ciemna i, wedle pojęć ludzkich, głupia pańszczyźniana chłopka…
Dziewczyna coś opowiada i to w dodatku, jak się zdaje, opowiada coś niezwykle zadziwiającego, tak bardzo nadzwyczajnego i interesującego, że jej wysoko postawiona rozmówczyni chłonie każde jej słowo i szybko zapisuje je w swoich notatkach… po francusku!
Tatiana Borysowna – prawdziwa, dobra rosyjska prawosławna kobieta, o prawdziwie patriotycznych uczuciach; dobrze mówi i czuje po rosyjsku, ale pisać i myśleć może tylko w języku Bossuetów i Fenelonów, w języku tych, którzy w tamtym czasie uważani byli za twórców wszystkiego, co wykształcone i subtelne, w tym języku, którego nieznajomość w wyższych sferach rosyjskich nie dawała prawa nikomu uważać się za wykształconego…
Takie to były czasy!…
Na końcu tego zeszyciku ojca hieromnicha Eutymiusza, nieznanego mi starca (rękopis ten otrzymałem z trzecich, albo może nawet z czwartych rąk) znajduje się podpis: “Przekład ojca Teofana Komarowskiego”.
A więc w swoim czasie cztery osobistości były zainteresowane tym, co zostało zapisane w tym rozkładającym się od ciężaru lat zeszyciku: pani z wysokiej arystokracji, chłopska dziewczyna, hieromnich, właściciel rękopisu, jego tłumacz – również kapłan, albo hieromnich, w każdym razie – nie z prostych, lecz z tych, którzy w swoim czasie znali język wykształconych Rosjan ubiegłego stulecia. Cóż to więc za zeszycik, który zogniskował wokół siebie tyle żywego zainteresowania, który zaprzątnął uwagę tylu osób najrozmaitszego pochodzenia?…

Tak, myślę, że i ty zainteresujesz się tym zeszycikiem, mój miłujący Boga czytelniku, gdy po pewnym wygładzeniu jego staroświeckiego języka, zachowując bez jakiejkolwiek zmiany jego treść, opowiem ci, co w nim zostało zapisane. Posłuchaj!
Gdy Eudoksja miała niespełna dziewięć lat, w czasie porodu umarła jej matka, urodziwszy bliźniaki. Nowonarodzone dwojaczki tak szybko podążyły za swoją matką na tamten świat, że nawet nie zdążono ich ochrzcić, a Eudoksja pozostała na rękach ojca, człowieka uczciwego i pobożnego, czego nie można było powiedzieć z całą pewnością o zmarłej. Ojciec Eudoksji był prostym, pańszczyźnianym chłopem księżnej Gorczakowej, oczywiście, jak to mówią, niewykształconym, wręcz niemal analfabetą, ale miał w swoim sercu strach Boży, miłość do bliźnich i świętą świadomość swoich obowiązków i powinności. Wszystko to, czym był bogaty ojciec Eudoksji, starał się przelać do serca swojej córki-sieroty, ucząc ją, że prawo Boże na tym polega, aby być jak najdalej od zła, a czynić dobro, i że tylko ten człowiek jest miły Bogu, który niesie swój krzyż w cierpliwości i uniżeniu.
“Tak byłam w tym wychowana – mówiła Eudoksja – że tylko to we mnie było i gdy się ze mnie wyśmiewali, nigdy nie czułam złości, ale myślałam, że w tych chwilach jestem miła Bogu. Pomagało mi to znosić ludzkie drwiny”.
Eudoksja rosła na dziewczynę nieśmiałą i milczącą, wydawało się, że nie może nawet dwóch słów sklecić, a wśród swoich rówieśniczek uchodziła za głupią. I tak ją właśnie nazywali – głupolka, ale jej państwo byli z niej zadowoleni, gdyż była bardzo pracowita.
Gdy Eudoksja nie miała jeszcze dziewięciu lat, to znaczy przed śmiercią jej matki, ujrzała we śnie, że matka ma umrzeć w ciągu roku. Matka przestraszyła się tego snu, ale ojciec nakrzyczał na nią, że wierzy w dziecięce sny; jednak sen się sprawdził i matka Eudoksji zmarła w czasie porodu w tym samym roku.
Ojciec starał się nauczyć Eudoksję modlitw i często ją bił za słabe wyniki w nauce; ale prawdę powiedziawszy, dziewczynka nie należała do szczególnie rozumnych i natychmiast zapominała zbyt mądre jak na jej wiek i stopień rozwoju słowa modlitwy. Jednak jej dusza najwyraźniej już umiała się modlić i była na tyle blisko świata niewidzialnego, że dziewczynka znowu otrzymała we śnie nakaz, aby powiedzieć ojcu, żeby ją przestał bić, gdyż wszystko to, czego jej uczy, dziewczynka pozna później i nauczy się bez trudu. Opowiedziała swój sen ojcu i tym razem uwierzył jej i przestał ją bić.

Innym razem widziała coś takiego, jakby znajdowała się w wielkiej świątyni i myła podłogę. W czasie pracy znalazła się po jednej stronie cerkwi i ujrzała otwór w podłodze, a w nim trumnę. Podeszło do niej jakieś dziecko i na pytanie “Czyja to trumna?” odpowiedziało: “W waszym języku nazywa się to trumna, a w naszym odpoczynek, w którym odpoczywa starzec, który codziennie służy św. Liturgię w tej świątyni”.
Później Eudoksja w swoim śnie rzeczywiście ujrzała tego Bożego starca, który z wielką pobożnością służył Wielką Tajemnicę Wieczerzy Bożej i słyszała zadziwiający i cudowny śpiew. Potem zobaczyła, jak starzec ów, jakby chcąc odpocząć, usiadł na krzesło przy oknie i zatopił się w pobożnych rozważaniach. Przed starcem na stole leżały pobłogosławione chleby i zdawało się, że je spożywa, ale ich ilość wcale się nie zmniejszała. Potem niewidzialny głos powiedział do Eudoksji:
– Podejdź bliżej do starca: potem będziesz go wspominać!
Eudoksja podeszła do starca, padła mu do nóg i w skrusze obmyła je łzami. Potem, gdy już się podniosła, poprosiła starca o święte modlitwy za siebie i za swoich bliskich.
– Myślałam – mówiła – że świeciło na mnie słońce, a to promienie światła i ciepła wypływały z oblicza świętego starca.
Starzec był ubrany w czarną odzież i serce dziewczynki napełniło się miłością i niemożliwymi do wyrażenia pobożnymi uczuciami wobec starca.
Kilku chłopców wyprowadziło Eudoksję z cerkwi, pokazali jej drogę, wyglądali tak pięknie, jaśnieli taką światłością, że pomyślała, iż to Aniołowie…
– Wydawało mi się we śnie, – mówiła potem Eudoksja, – że sama odnajdę drogę, ale ci chłopcy, czy też Aniołowie nie zostawili mnie samej, lecz odprowadzili, napominając mnie, żebym z tego, co zobaczyłam, niczego nie zapomniała, a nawet zmusili mnie, abym we śnie powtórzyła wszystko po kolei, tak, jak było i żebym zapamiętała dokładnie wygląd oraz odzież starca. I powiedzieli do mnie:
– Ten Starzec – to święty Makary, a świątynia, w której spoczywa w swoich świętych relikwiach w grobowcu po lewej stronie – to starodawny sobór możajski.

Eudoksja z trwogą myślała o pośmiertnym losie swojej matki. Lękając się o zbawienie jej duszy, nieustannie błagała Boga, żeby objawił jej, jak wygląda pośmiertne życie jej matki. I oto w noc po spowiedzi, a przed przyjęciem Najświętszych Tajemnic miała sen i zobaczyła w nim, że przyszła do niej jakaś kobieta i zapytała:
– Chcesz widzieć swoją matkę?
Eudoksja odpowiedziała, że pragnie. Wtedy owa kobieta zaproponowała, że zaprowadzi ją do znanego w całej Moskwie Iwana Jakowlewicza Korejszy, który znajdował się w zakładzie dla obłąkanych i słynął, a może i nawet, Bóg to wie, – rzeczywiście miał Boży dar jasnowidzenia. Jednak zapraszając Eudoksję do Moskwy do Iwana Jakowlewicza kobieta powiedziała:
– To kołdun i może ci pokazać twoją matkę!
Lecz usłyszawszy słowo “kołdun” Eudoksja odmówiła we śnie udania się do Iwana Jakowlewicza i powiedziała, że to źle zwracać się do kołdunów i że surowo jej tego zabronił jej ojciec duchowny.
– I w tej samej chwili – opowiadała Eudoksja – nagle znalazłam się na środku jakiegoś pola, na którym zobaczyłam dwa stada: jedno stado składało się, jakoś od razu to wiedziałam, z 10500 owiec, a drugie – z 5500; i to wielkie stado było bez pasterza, a mniejsze miało pasterza i dobre pastwiska. Ja trafiłam do tego małego stada i było mi w nim tak dobrze, że nie chciało się z niego wychodzić. I powiedziałam:
– Boże mój! Pozostaw mnie tutaj – nigdzie mi nie było tak słodko i tak dobrze. U nas tam zima, a tutaj – taka pachnąca wiosna!
I usłyszałam niewidzialny głos:
– Nie po to tutaj teraz jesteś, żeby tu zostać, ale po to, by opowiedzieć na ziemi wszystko, co zobaczysz.
W tym momencie nakazano mi spojrzeć na wielkie stado, złożone z 10500 owiec i ten sam głos powiedział:
– Widzisz to ogromne stado? Nie ma pasterza i potrzebuje pastwisk: twoim obowiązkiem jest przez swoje słowo i modlitwę przywrócić te owce do dobrego stada i na najlepsze pastwiska.
Pomyślałam wtedy: najwyraźniej moi państwo, książęta Gorczakowowie, pogniewali się na mnie i wyznaczą mnie do pasienia stada – bo u nas, chłopów, ta praca uważana jest za najniższą. Ale nie zdążyłam tego pomyśleć w swoim sercu, gdy zamiast wielkiego stada owiec ujrzałam tłum ludzi, pogrążonych w boleści i tęsknocie, zaś na miejscu dobrego stada pojawiły się istoty, podobne do siebie z twarzy, ale wszystkie takie młode, takie piękne, że nie sposób opisać tego ludzkimi słowami. I zobaczyłam dwa maleńkie jagniątka, czarne i chude, nie należące do żadnego stada, ale starające się dołączyć do dobrego stada; lecz wszystkie owce, ku którym się one zbliżały, nie dopuszczały ich do siebie: i słychać było głosy z dobrego stada, mówiące:
– To nie nasze!
I biedne jagniątka, odrzucone przez owce dobrego stada, znalazły schronienie u jednej owcy, takiego samego, jak one, koloru, która w samotności, niczym sierota, stała na zewnątrz dobrego stada. Owca ta jęczała żałośnie, a miejsce, na którym stała, było zimne, mroczne i powietrze w tym miejscu było takie ciężkie, że można nim było oddychać tylko z ogromnym trudem. I jak tylko ujrzałam tę owcę, to natychmiast zmieniła ona swój wygląd i poznałam w niej swoją mamę, a dwie maleńkie owieczki to były dwa urodzone przez nią bliźnięta, które nie zdążyły przyjąć Chrztu Świętego. I – dziwna rzecz! – jak tylko rozpoznałam w nich swoją matkę i jej dzieci, wszystkie moje uczucia do nich, wszystkie wątpliwości na ich temat przemieniły się w chłód, i na ich miejscu pojawiło się tylko jedno pragnienie: uciec jak najszybciej z tego smutnego i mrocznego miejsca.
I niewidzialny głos poprowadził mnie po takich ciężkich i cuchnących drogach, że prawie nie byłam w stanie po nich iść; ale ten sam głos powiedział:
– Musisz się potrudzić; Ja cierpię bardziej, niż ty; potem pokażę ci jeszcze bardziej zadziwiające rzeczy.
I zostałam przeprowadzona przez jakieś długie przejście, a usłyszawszy pełne żalu, głośne jęki, zapytałam:
– Skąd dochodzą te jęki?
Powiedziano mi:
– To dusze grzeszników, cierpiące w piekle.
Powiedziałam:
– Boże! Pokaż mi to miejsce wiecznych mąk!
A głos odpowiedział:
– Pokażę ci dużo.
I zostałam podprowadzona na skraj wielkiej przepaści, a mój niewidzialny towarzysz powiedział:
– Zobaczysz tu straszne męki.
I ujrzałam w przepaści lud, który kipiał jakby w gaszonym wapnie, a zobaczywszy to przeraziłam się, ogarnął mnie strach, żeby tylko nie wpaść do tej przepaści… Z przepaści tej ktoś wyciągnął, jakby żelaznymi szczypcami, jedną grzeszną duszę i nakazano mi iść za nią. Zapytałam:
– Dokąd ona idzie?
Odpowiedziano mi:
– Dusza ta idzie szukać swojego miejsca.

zobaczyłam martwe, rozłożone i zgniłe ciało, które w czasie ziemskiego życia należało do tej duszy. Gdy dusza zbliżyła się do tej zgnilizny i martwoty, która była kiedyś jej ciałem, to zakrzyczała z całej siły:
– Boże! Czyż naprawdę muszę wejść do tego wstrętnego trupa?
I zaczęła płakać, narzekać i jęczeć żałośnie.
Dusza ta wyglądała jak człowiek, ale była mniejszej wielkości; a wygląd jej był niemiły. Widząc swoje ziemskie ciało dusza tak bardzo się bała, tak drżała, że tylko o jedno mogła błagać Boga:
– Boże! Lepiej stukrotnie zwiększ moje cierpienia, których doznaję w piekle, tylko nie posyłaj mnie do tego odrażającego ciała!
I poprosiłam, żeby wyjaśniono mi znaczenie tego widzenia.
– To jest obraz przyszłego zmartwychwstania grzeszników – powiedział do mnie niewidzialny głos. – Widząc ten obraz rozumiesz, że dla grzesznej duszy najgorszą męką będzie wejście do swojego poprzedniego ciała, które wtedy będzie już wiecznym, i w nim dusza będzie doświadczać strasznych mąk, gdyż jej ciało, które stało się wieczne, będzie użyte jako paliwo dla ognia wiecznego… O tym wszystkim, co tu widzisz i o czym się dowiedziałaś, masz obowiązek opowiedzieć na ziemi.
– Boże! – powiedziałam, – ale któż mi uwierzy, takiej prostej chłopce, którą w dodatku uważają za głupią? Kto uwierzy, że miałam takie objawienia?
– Uwierzą ci, którzy pamiętają o słowie Bożym, a pozostali niech się z ciebie śmieją. Ci uwierzą potem.
W tym momencie dusza, za którą podążałam, rzuciła się do kipiącej smoły.
I powiedziałam:
– Chodźmy stąd!
Głos mi odpowiedział:
– Poczekaj jeszcze. Moja bliskość pociesza tych, którzy się tu znajdują.
Potem zostałam poprowadzona na inne miejsce cierpień. Również tam rozlegały się jęki i żałosne zawodzenia grzeszników.
– Boże! Jakże to tak? Ty jesteś wszechdobry, a nie masz ku nim współczucia?
Głos zaś odpowiedział:
– Żałuję świata i dlatego pokazuję ci wszystko, co oczekuje grzeszników po śmierci. Dałem im Moje słowo, ale o nim zapomnieli – przypomnij im Moją groźbę: opowiedz, co widziałaś, co było ci ukazane z żalu nad światem. Ja Sam cierpiałem za nich bardziej, niż oni teraz cierpią. Darowałem im raj, za darmo, a oni kupili sobie piekło… Ale prosiłaś, żeby pokazać ci jeszcze więcej mąk piekielnych – to uzbrój się w męstwo: ujrzysz je.
I zostałam podprowadzona do czegoś w rodzaju domu i postawiona naprzeciwko drzwi. Ktoś uderzył w te drzwi dosłownie żelaznym taranem i drzwi natychmiast się otworzyły… I zobaczyłam “tego”, siedzącego w ogniu, a z ust jego wychodził straszny ogień… Miał on niewyobrażalnie straszny wygląd, że na jego widok wstrząsnęło mną tak ogromne przerażenie, że trzęsąc się zawołałam:
– Teraz widzę, że już umarłam!
Ale głos powiedział:
– Słuchaj teraz, co ci będą mówić!
Wtedy “ten”, straszny, siedzący w ogniu i wypluwający z siebie ogień, powiedział do mnie:
– Duszo! Czego się dziwisz? Skoro przez całe swoje życie żyłaś po to, by dogadzać diabłu i jego aniołom, to nie jesteś już Boża, a moja!
Wtedy z przerażeniem zakrzyczałam:
– To znaczy że ten, który mnie tu przyprowadził, zostawił mnie!?…
Lecz ten głos, za którym szłam przez cały czas, odpowiedział:
– Nie, nie zostawiłem cię i nie zostawię cię tutaj; ale słuchaj uważnie tych słów, które mówię, gdyż wszystko to, co usłyszysz i co słyszałaś, musisz opowiedzieć na ziemi, nie dodając i nie odejmując nic z tego, co słyszałaś i widziałaś.
A zwróciwszy się do “strasznego” głos powiedział:
– Szatanie! Mylisz się: ta dusza nie należy ani do Mnie, ani do ciebie. Jej ziemskie życie jeszcze nie się nie skończyło.
Na te słowa “straszny” odpowiedział:
– A z jakiej to przyczyny i za co dajesz tej duszy takie objawienie i pokazujesz jej tajemnice i głębię Twoich dróg?
Głos odpowiedział:
– Objawiam tej duszy Moje wyroki nie za jej zasługi, ale wedle Mojego miłosierdzia do ludzi. Ma ona widzieć i wiedzieć to, co zostało jej pokazane, aby dać przed nimi świadectwo. Pospieszyłeś się, szatanie, i posłałeś swoją zbuntowaną siłę na ziemię po to, by wywołać w duszach ludzi zamęt i by ich zgubić. Jeszcze nie poznałeś swojego czasu. I chociaż zdołałeś zebrać do swojego królestwa 10500 Moich owiec, to Ja im wybaczę, a jeśli będzie trzeba, to dodam tym grzesznym duszom jeszcze 30 lat ziemskiego życia, żeby naprowadzić ich na drogę pokajania. Ty użyłeś swojej siły na zniszczenie i zgubę narodów, podźwignąłeś przeciwko nim swoje narzędzie – Napoleona, ale Ja nie dzielę ludzi na Francuzów i Rosjan, ja znam tylko dusze ludzkie. Twoja siła – w kłamstwie i złu, a Moja moc – w miłosierdziu i dlatego na sto grzechów dla Mnie wystarczy choćby jeden dobry uczynek, aby zbawić duszę. Stworzyłem człowieka na Swój obraz, ale nie dla ciebie, a dla Siebie. Ludzie samowolnie idą za tobą na zgubę, ale Ja, w określonym czasie, uczynię tak, że oddalą się od ciebie.
Potem głos powiedział do mnie:
– Idziemy stąd!
I poprowadził mnie do jakiegoś ukrytego miejsca, w którym usłyszałam jakąś radę, wyrok i znów otrzymałam nakaz, aby objawić to na ziemi. Ten wyrok mówił o kaźniach, na które skazano ziemię, aby przez skruchę i odrzucenie złych ich czynów doprowadzić ludzi do Boga.
Stało się to na Radzie świętych, gdzie postanowiono, aby posłać na ziemię ciężką, śmiertelną zarazę, albo, jako znak dla ludzi, wodę zmienić w krew, albo zesłać wielkie trzęsienie ziemi, czy też zniszczyć za nieprawości ludzkie wielkie miasto, Moskwę, tak samo, jak Sodomę i Gomorę. Lecz Bóg powiedział do Swoich świętych:
– Jeśli poślę zarazę, to dobrzy zostaną wyniszczeni razem ze złymi, i nie będzie już na ziemi dobrych. Jak wtedy ona przetrwa? Jeśli zmienię wody w krew – to wszystko, co żyje na ziemi zginie – ludzie, zwierzęta, ptaki i ryby. Gdy ześlę trzęsienie ziemi – ci, którzy zostaną oszczędzeni, wpadną w pychę, że są lepsi od ukaranych. Zniszczyć Moskwę? Ale przecież święci, którzy spoczywają w niej od wieków, proszą o Moje miłosierdzie wobec niej, i z powodu Mojej miłości do nich oszczędzę Moskwę.
Postanowiono więc na Radzie Bożej, że część ziemi zostanie spustoszona przez głód, że nie będzie ona przynosić owocu, i że taka będzie kara dla tych krajów, gdzie zapomniano prawa Boże, gdzie w pogardzie są święte święta, ustanowione na pamięć wielkich łask Bożych, które Jego miłosierdzie darowało ziemi. Natomiast mnie przykazano opowiedzieć ludziom mojej ziemi o tym postanowieniu Sądu Bożego. A ja na to powiedziałam:
– Boże! Nikt nie zechce uwierzyć, że byłam świadkiem tego wszystkiego, co widziałam i słyszałam.
Niewidzialny głos rzekł:
– Ja już rozkazałem w innych krajach, innym chrześcijanom, o prostym sercu i rozumie, aby opowiadali o tym. Teraz zaś również dla Rosji wybieram głos głupich w oczach świata i ślepców, aby zawstydzić w ten sposób wielką mądrość tego świata. Sprawiedliwość Moja jest Prawdą, a Sąd Mój nie ma względu na osoby. Twoim obowiązkiem jest mówić, a Moim – czynić Moją wolę. Jeśli w tym roku uznają twoje słowa za bajkę, w przyszłym roku pokażę prawdziwość twojego posłannictwa. Tak, jak pewne jest to, iż Mój święty Makary spoczywa w swoich relikwiach w Możajsku, tak samo pewne jest to, że wypełni się Moja kara na ludziach w Rosji.
Powiedziano mi również w tym miejscu, że ten starzec, którego widziałam w swoim widzeniu w starodawnej, sobornej cerkwi w Możajsku to właśnie jest św. Makary, że jego relikwie spoczywają w ziemi od 195 lat i że dzięki jego modlitwom Rosja zostanie obdarzona wielkim Bożym błogosławieństwem.

Powiedziano mi również o pasterzach Cerkwi Bożej, o kapłanach, że bardzo niewielu z nich godnie nosi to miano, ale niezależnie od tego, jak bardzo byliby niegodni swojego wielkiego powołania, to Liturgia, którą oni służą, jest mimo wszystko Liturgią, gdyż zamiast nich służą aniołowie. Święci mówili, że wielki grzech mają ci kapłani, którzy wąchają tabakę w czasie nabożeństwa i przyjmują bez należytej pobożności Ciało i Krew Chrystusową. Głos powiedział jeszcze:
– Słyszałaś Boskie służenie Moich aniołów w Możajsku. Wiedz, że również wśród ziemskich moich sług usłyszysz śpiew takich, których ciała są wyniszczone z Mojego powodu, a dusze nasycone Moją łaską. Lecz jest również wielu takich, których ciała są nasycone, ale dusze wyniszczone.
O gospodarzach moich powiedziano mi, że gniewają Boga balami, teatrami – czyli szatańskimi rozkoszami i omamieniem.
Powiedziano mi również jeszcze o mędrcach tego świata i o uczonych, że zapomnieli o Prawie Bożym, nie wierzą w męki wieczne, uczą wielu rzeczy, a “jedyne, co jest potrzebne” porzucili. Głos powiedział:
– Nie ten jest dla Mnie miły, kto posiada wielką wiedzę w zakresie ziemskiej mądrości, lecz woli Mojej nie czyni, a ten, który chociaż wie bardzo niewiele, ale dokonuje wiele, postępując wedle Moich przykazań.
O wojskowych powiedziano mi, że ich język jest gorszący i niegodny – jest ohydztwem w oczach Bożych i że brak wstrzemięźliwości języka ich zgubi…
To widzenie miałam 16 lutego 1839 roku…
3 maja 1840 widziałam we śnie, że 20 maja miałam być w Możajsku i zamówić panichidę za św. Makarego, a modlitwy świętego oddalą gniew Boży.
W kolejnym śnie powiedziano mi, żebym poszła do Monasteru Nowospasskiego do ojca Filareta [Zapewne jeden z tych podwiżników, z powodu których trwa świat i których cały świat nie jest godzien – uw. autora] i opowiedziała o swoim śnie. Byłam u niego i opowiedziałam o wszystkim, co byłam godna zobaczyć. Ojciec Filaret poradził mi, żebym się nie zniechęcała przeciwnościami, pokusami, a nawet prześladowaniami, które mnie oczekują, ale że mam być przez cały czas wierna Bogu i jego nakazom.
Innym razem otrzymałam we śnie nakaz, abym poszła do Rżewa do Spiridona Jakowlewicza [rżewski jurodiwy dla Chrystusa, Boży jasnowidz – uw. aut.], który w tym samym czasie również widział we śnie moje przybycie.
W trzecim tygodniu Wielkiego Postu 1839 roku, w noc z piątku na sobotę, widziałam sen, w którym nakazano mi opowiedzieć wszystko, co widziałam Wielkiemu Księciu i Następcy Tronu Aleksandrowi Nikołajewiczowi. W tym samym śnie, dla umocnienia mojej duchowej gotowości i odwagi, niezbędnych przy wypełnieniu strasznego nakazu stanięcia przez oczyma Następcy Tronu Rosyjskiego, ukazano mi, że Następca Tronu w tę samą noc miał objawienie Boże i Bóg mu powiedział:
– Czy chcesz poznać Moje drogi?
– Chcę, Boże! – odpowiedział Wielki Książę.
– Nie ode Mnie usłyszysz o nich, ale ona ci o nich opowie.
I zostałam pokazana Następcy Tronu w widzeniu sennym.
Ale zanim zdecydowałam się z nim porozmawiać, przeżywałam taką mękę duchową, pojawiło się we mnie tak wielkie obrzydzenie do wypełnienia powierzonej mi misji, że nie mogłam sobie nigdzie znaleźć miejsca. W końcu znalazłam się w cerkwi i podjęłam twarde postanowienie, że muszę iść do Następcy Tronu za wszelką cenę. Musiałam powiedzieć o tym moim gospodarzom i prosić ich o pozwolenie i ku ogromnej mojej radości i zadziwieniu, moi państwo wysłuchali mnie z miłością i pozwolili mi, abym postąpiła zgodnie z tym, co zostało mi powiedziane.
W tamtym czasie były manewry wojskowe w Borodinie. Był na nich obecny sam Imperator wraz z Carewiczem, Następcą Tronu. Gdy podeszłam do Następcy Tronu, zapytał mnie, czego mi trzeba. Opowiedziałam mu o moich snach i aby go przekonać, powiedziałam, że ja jestem tą samą dziewczyną, którą widział we śnie w nocy z piątku na sobotę trzeciego tygodnia Wielkiego Postu. Okazało się, że Wielki Książę zaznaczył sobie tę noc w swoich zapiskach w kalendarzu. Ogromnie zdziwiony, wysłuchał mnie bardzo uważnie i natychmiast posłał mnie do namiotu Cesarza Imperatora. Byłam u Cara całe dwie godziny, opowiadając o wszystkim, co widziałam i okazałam się godna łaski Monarszej – Car nakazał księciu Orłowowi wydać mi 10 rubli. Nie chciałam ich brać, ale bałam się odmówić, gdyż był to nakaz Imperatora.
Opowiadając Cesarzowi o nieszczęściach, które grożą Rosji, powiedziałam mu, że On sam może im w pewnym stopniu zapobiec, otwierając relikwie św. Makarego. Cesarz odpowiedział:
– Nie jestem godzien tego uczynić.
Wtedy mu powiedziałam:
– A zrujnować starożytny Monaster Aleksiejewski, żeby na jego miejscu zbudować nową cerkiew – to uważałeś się za godnego, w dodatku nie pytając ludzi miłych Bogu, czy to jest miłe woli Bożej!
Wydało mi się, że moje słowa zrobiły wrażenie na Carze, więc dodałam:
– Dałeś 17 lat na zbudowanie tej nowej cerkwi, ale oto ci mówię: jeślibyś otworzył relikwie św. Makarego, to cerkiew pod jego wezwaniem szybko byś zbudował, a ten, którego wyznaczyłeś na budowniczego, nie zbuduje ci jej nawet za 17 lat! [Rzeczywiście, umarł po paru miesiącach – uwaga T.B. Potiomkinej].
Wysłuchawszy mnie, Car zagroził mi ciężką karą, jeśli okaże się, że to wszystko, co opowiedziałam, jest moim wymysłem; ale odpowiedziałam mu, że lepiej mi znosić wszelkie kaźnie, niż milczeć, gdyż otrzymałam nakaz mówienia o tym, co widziałam.
Gdy wróciłam z Borodina do moich państwa, okazało się, że oczekuje mnie z ich strony prześladowanie: o ile wcześniej z wiarą przyjęli moje widzenia, to teraz odnieśli się do nich z pogardą, nazwali mnie darmozjadem i włóczęgą, aż w końcu ogłosili, że zwariowałam.
Ciężko mi było powrócić do poprzedniego mojego życia. W końcu postanowiłam znowu porzucić swoich państwa i iść do Petersburga, żeby znowu zobaczyć Cesarza i przypomnieć mu o Sądzie Bożym oczekującym Rosję. Przyszłam z Moskwy na piechotę, z jednym srebrnym rublem w kieszeni – i teraz jestem w Petersburgu. Nie znałam tutaj nikogo, więc poprosiłam pierwszego napotkanego handlarza, aby odwiózł mnie na noclegi do wynajęcia, gdyż nie miałam ani paszportu, ani miejsca, gdzie mogłabym się zatrzymać. Spędziłam cztery dni w wynajętym pokoju w zarządzie dekanalnym, gdzie musiałam znosić wiele drwin; ale i tam znaleźli się ludzie, którzy słuchali mnie z uwagą, a policja, po przesłuchaniu, zabrała mnie do wielkiego więzienia. Lecz jedna z nadzorczyń więziennych zlitowała się nade mną, wyprowadziła mnie z więzienia i wzięła mnie do siebie do domu na swoją odpowiedzialność.
Na tym kończy się to zadziwiające świadectwo wiary. [W jaki sposób od nadzorczyni więziennej Eudoksja trafiła do pałacu Tatiany Borysownej Potiomkinej, nie wiadomo. Można się jednak domyślać, że przy powszechnie znanej otwartości tej pobożnej kobiety, która dawała w swoim domu schronienie wędrowcom, niezależnie od ich pochodzenia, i która w swojej dobroci odwiedzała miejsca odosobnienia, nie było trudno trafić na Eudoksję. Drogi Boże są niepojęte – przyp. aut.]. Nietrudno wyobrazić sobie reakcję współczesnego świata niewiary i apostazji, który ujrzy to wyznanie swoimi oczami: czyż znajdzie się na tym świecie wielu ludzi, którzy z należytą uwagą przyjmą to objawienie niewypowiedzianych dróg Bożych, które ukazywane są maluczkim, takim, jak chłopska, pańszczyźniana dziewczyna Eudoksja, a zasłonięte są przed wielce mądrymi i rozumnymi?
“Ja przyszedłem na sąd nad tym światem, aby niewidzący ujrzeli, a widzący ślepymi się stali”.
I gdy się widzi duchową ślepotę współczesnego człowieka, jak również straszne kary Boże, które na niego spadają, serce wzburzone strachem przed zbliżającymi się i nadchodzącymi nieszczęściami, chcąc nie chcąc poszukuje w słowach Zbawiciela groźnego ostrzeżenia w obliczu dzisiejszych wydarzeń, które grożą bliskim, powszechnym i Strasznym Sądem Bożym.
Nadchodzi Sędzia Groźny i Nie Mający Względu na Osoby, aby sądzić zaślepionych apostatów!
Pokutujcie!

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj