Homeopatia - Voodoo w aptece

Po polsku, Polecane, Wyzwolenie z opętania

homeopatic powerHahnemann na ból brzucha przepisywał przyjmowanie 7-gramowych dawek rtęci, a jednemu ze swoich pacjentów polecił również wypijać 15 gramów kwasu siarkowego rano i wieczorem.

Homeopatię potocznie uznaje się są za rodzaj ziołolecznictwa lub „ucywilizowaną”, czyli zbadaną naukowo, medycynę alternatywną. O jej nowoczesnym i naukowym
charakterze ma świadczyć to, że obecną masową produkcją specyfików homeopatycznych nie zajmują się żadni wiejscy znachorzy, tylko wielkiezagraniczne koncerny farmaceutyczne, teoretycznie korzystające ze zdobyczy nauki i techniki. Od pewnego czasu homeopatię jako przedmiot wykłada się również w polskich akademiach medycznych i na kursach farmacji.

Przyjmowanie homeopatii do kanonu medycznego „przez zasiedzenie”, bez naukowej weryfikacji zasad działania jest jednak zjawiskiem groźnym. Dla chrześcijan nie bez znaczenia powinien pozostawać fakt, że homeopatia opiera się w większym stopniu na magii niż nauce.

Pomyłki i fałszerstwa

Oficjalna, najbardziej rozpowszechniona i zarazem „przyjazna użytkownikowi” wersja historii homeopatii mówi o niemieckim geniuszu medycyny, Samuelu Hahnemannie, żyjącym na przełomie XVIII i XIX wieku, który niezadowolony z zacofania, brutalności i braku skuteczności medycyny akademickiej swoich czasów (za standardowe przykłady ówczesnych wynaturzeń biografowie Hahnemanna podają zwykle puszczanie krwi, lewatywy i przystawianie pijawek) postanowił dla dobra ludzkości opracować własny system medyczny. Eksperymentując z przyjmowaniem różnych substancji, Hahnemann miał m.in. zauważyć, iż określona dawka chininy wywołuje symptomy zbliżone do objawów malarii. Wiedząc, że chinina jest skutecznym lekarstwem na malarię, Hahnemann ogłosił zasadę similia similibus curantur (w wolnym tłumaczeniu: „podobne należy leczyć podobnym”), która to do dziś jest fundamentalną podstawą wszystkich systemów homeopatycznych.

Warto tu zauważyć, że homeopatyczny dogmat Hahnemanna oparty był na pojedynczym udanym eksperymencie, a choć zbiegiem okoliczności chinina rzeczywiście leczyła malarię, to trudno logicznie uzasadnić tak mocne zależności ogólne pomiędzy zjawiskami jedynie za pomocą podobieństwa ich skutków. Posługując się bądź co bądź bardzo prymitywnym aparatem badawczym Hahnemanna (niestety bezkrytycznie przyjmowanym nawet i dziś przez wiele środowisk, także lekarskich), można z powodzeniem założyć, że chorobę wrzodową manifestującą się bólami brzucha można wyleczyć regularnym przyjmowaniem m.in. trutki na szczury, denaturatu, tłuczonego szkła, nafty lub sody kaustycznej, gdyż… ich spożycie normalnie także wywołuje bóle brzucha. Nie jest to bynajmniej przykład przerysowany, gdyż sam Hahnemann na ból brzucha przepisywał przyjmowanie 7-gramowych dawek rtęci! Jednemu ze swoich pacjentów polecił również wypijać 15 gramów kwasu siarkowego rano i wieczorem…1.

U podstaw praktykowanej dziś homeopatii leży jeszcze jeden błąd metodologiczny - za substraty do sporządzania „leków” homeopatycznych służą w dużej mierze rozcieńczone substancje groźne, znane trucizny, np. jad tarantuli. Wzięło się to stąd, że zarówno Hahnemann, jak i jego uczniowie, badając reakcję swoich organizmów na rozmaite preparaty, skazani byli na pomijanie substancji o wpływie neutralnym, pozytywnym lub po prostu niewidocznym, automatycznie wybierając te, które dawały wyraźne symptomy zatrucia, do tego przypominające objawy chorób2. One zatem przede wszystkim trafiły do oryginalnego kanonu homeopatycznego.

O samym warsztacie naukowo-poznawczym Hahnemanna może również świadczyć to, że w jednym z pierwszych dzieł - Fragmenta de viribus medicamentorum positivis (1805), opisując swoje doświadczenie z chininą, przypisał jej wywołanie aż 122 „symptomów”.

W tym samym duchu opisał również następne 174 „symptomy” wywoływane przyjmowaniem przez niego zielonej papryki3. W świetle zdrowego rozsądku i posługując się dzisiejszym językiem, trudno jest określić te rewelacje inaczej niż fałszerstwem wyników własnych badań. Być może określenie to wydaje się nieco na wyrost w odniesieniu do medycyny przełomu XVIII i XIX wieku, jednakże publikacje Hahnemanna traktowane są do dziś przez jego uczniów (w tym także wielu polskich lekarzy i farmaceutów) ze śmiertelną powagą.
Wypadek powyższy nie był bynajmniej w żywocie Mistrza odosobniony. Już kilka lat wcześniej wsławił się hochsztaplerstwem związanym ze swoją praktyką medyczną. Otóż w 1800 roku opublikował ogłoszenie mówiące o tym, że odkrył lekarstwo na szkarlatynę, którego tajniki miał wyjawić każdemu, kto zapłaciłby jedną sztukę złota za jego książkę na ten temat. Następnie w 1801 roku ogłosił, iż odkrył nowy związek chemiczny o wartości leczniczej, którego tajemnicę miał znów wyjawić dopiero po otrzymaniu określonej sumy. Oba ogłoszenia były oczywiście formą zwykłego oszustwa wówczas spotkały się z publicznym potępieniem4.

Wracając jednak do mitologii homeopatycznej - po pierwszym odkryciu Hahnemann miał pogłębiać swoją wiedzę, prowadzić eksperymenty i, jak podają wszyscy biografowie, niestrudzenie nauczać, leczyć i publikować dla dobra ludzkości aż do swojej śmierci w 1843 roku w Paryżu. Przez cały ten czas Hahnemann miał spotykać się z brutalną zawiścią ówczesnych środowisk lekarskich i farmaceutycznych, widzących w nim zagrożenie dla swoich pełnych hipokryzji (!) praktyk. Pisma Hahnemanna, a szczególnie opublikowane w 1810 roku fundamentalne dzieło “Organon racjonalnego leczenia“, do dziś przez homeopatów z całego świata traktowane jest na równi z tekstami objawionymi.

Od śmierci Mistrza homeopatia miała rozwijać się nieprzerwanie najpierw w Europie, a następnie w USA, obrastając jednocześnie w dorobek naukowy, któremu towarzyszyło powstawanie homeopatycznych firm farmaceutycznych i szpitali. Krytyczne wobec niej (tak jak niegdyś wobec osoby Hahnemanna) stanowisko środowisk medycznych i naukowych ma niezmiennie od 200 lat wynikać z czystej zawiści bezsilnych środowisk lekarskich.

Choć wygodna, przedstawiona w sposób powyższy historia homeopatii ma jednak mniej więcej tyle wspólnego z faktami, co komiksy o Kapitanie Żbiku. Nadinterpretacją jest w niej przedstawianie osoby Hahnemanna jako naukowca lub świętego, nieprawdziwe są także wszelkie pseudonaukowe teorie tłumaczące zasady działania homeopatii, ostatecznie również kłamstwem jest rozpowszechnione stwierdzenie, że homeopatia jest neutralna światopoglądowo.

Siedząc powstanie i rozwój homeopatii, należy stwierdzić, że nie jest i nigdy nie była ona częścią medycyny naukowej, a jej ideologia i metody wywodzą się w prostej linii z tradycji magicznych i okultystycznych, których badaczem i praktykiem był zarówno sam Hahnemann, jak i jego najważniejsi następcy. Co więcej, nawet w chwili obecnej wszelkie teorie dotyczące możliwych zasad działania specyfików homeopatycznych pozostają wciąż w sferze niesprawdzalnych hipotez, do tego zdecydowanie przeczących zasadom fizyki i chemii. Teorie te zebrał ostatnio i poddał krytycznej analizie Robert Tekieli w pierwszym tomie Popularnej Encyklopedii New Age pt. Homeopatia. Użyte w Encyklopedii argumenty są zbieżne z dostępnymi na ten temat publikacjami środowisk naukowych z całego świata. Płynące z nich wnioski są jednoznaczne - zasad działania specyfików homeopatycznych nawet przy najlepszych chęciach nie da się wyjaśnić w sposób naukowy, co być może jest i tak zajęciem zupełnie jałowym, gdyż jak dotąd nikomu nie udało się jeszcze w niezależnym badaniu klinicznie udowodnić ich skuteczności5.

Uczeń czarnoksiężnika

Czym zatem, jeżeli nie medycyną naukową, jest homeopatia? Najkrótsza odpowiedź powinna brzmieć zapewne: voodoo w aptece, magią dla niewierzących lub alchemią w XXI wieku. Dowodów na okultystyczny rodowód homeopatii wystarczy poszukać w publikacjach dwóch największych biografów Hahnemanna: Thomasa Bradforda i Richarda Haehla. Są to na pewno źródła przychylne homeopatii i trudno by było oskarżać tych autorów o niechęć do Hahnemanna lub jego spuścizny. Wręcz odwrotnie, Richard Haehl był jego wielkim miłośnikiem i oddanym uczniem, będąc jednocześnie człowiekiem, który odkupił oryginał szóstej, obowiązującej do dziś wersji Organom od wdowy po mistrzu, zredagował go, przetłumaczył i opublikował (nota bene, redakcja była zabiegiem niezbędnym - w swej twórczości Hahnemann posługiwał się niezrozumiałym, bełkotliwym językiem, często uniemożliwiającym wręcz lekturę6. Sam mistrz dość często zmieniał także zdanie co do zasad działania homeopatii, stąd też pomiędzy kolejnymi wydaniami Organom, a szczególnie pomiędzy wydaniem piątym i szóstym, występuje wiele bardzo poważnych rozbieżności. Wersja piąta, opublikowana bezpośrednio przez Hahnemanna, jest jeszcze mniej zrozumiała i bardziej „mistyczna” od wersji szóstej, nieco poprawionej)7. Korzystając z biografii autorstwa Haehla i Bradforda, Steven Ransom opisuje wczesną karierę Hahnemanna w sposób następujący:

W 1774 roku Samuel Hahnemann jako dziewiętnastolatek opuścił swój dom rodzinny w Miśni i praktycznie bez pieniędzy udał się na Uniwersytet w Lipsku, by studiować medycynę. Początkowo starał się zarabiać tłumaczeniami, jednakże dochody te nie były wystarczające do utrzymania. Będąc na skraju śmierci głodowej, został przedstawiony niezwykle bogatemu transylwańskiemu baronowi, Samuelowi Brukhentalowi. przewodniczącemu Magdeburskiej Loży Masońskiej. Hahnemann przeszedł inicjację w Loży Hermannstadt [obecnie Sibiu] w Transylwanii w październiku 1777 roku. Prędko wzrósł w uznaniu dla ówczesnych wędrownych „nauczycieli tajemnic”, którzy to instruowali Loże w sprawach alchemii i spirytyzmu. W książce Samuel Hahnemann - życie i twórczość (Jain Publishers, 1971) biograf Richard Haehl napomyka o głębi zaangażowania Hahnemanna w podobne praktyki Loży: „Przeszedł dalej [poza witalizm i naturalizm Schellinga i Hegla] w spirytyzm i na pewien okres zagubił się w okultyzmie8.

Należy tu dodać, że pierwsze wydanie Organonu Hahnemann rozpoczął łacińską sentencją „Aude Sapere”, co w wolnym znaczeniu oznacza „odważ się być mądrym”, będącą wówczas jednym z zawołań masońskich. Jak podaje Haehl, Hahnemann był praktykującym masonem do końca życia9, co wiązało się z przyjęciem przez niego określonego światopoglądu, opartego przede wszystkim na ezoterycznym deizmie10. Jak wskazuje otwierająca Organon sentencja, dzieło miało wpisywać się w ten właśnie nurt pojęciowy. W swoich publikacjach i listach prywatnych Hahnemann kilkakrotnie też wyśmiewał Chrystusa i chrześcijaństwo. Boga chrześcijan obwiniając m.in. o brak miłości dla cierpiącej ludzkości, a chrześcijaństwo o szerzenie zacofania”.

Samuel Hahnemann został zatrudniony przez barona von Brukhentala w celu uporządkowania i skatalogowania jego potężnej biblioteki, składającej się z ok. 280 tys. pozycji, będącej przy tym jednym z największych zbiorów dzieł poświęconych magii, okultyzmowi i alchemii. Jak podają biografowie, tam właśnie musiał m.in. dogłębnie poznać prace alchemików: Rhumeliusa - chodzi tu głównie o opublikowaną w 1648 roku Medicina Spagyrica Tripartita,czyli „jedną z podstawowych pozycji ezoterycznych, w całości opierającą się na zasadzie similia similibus curantur” - oraz dzieła Stahla, Paracelsusa i van Helmonta, od których przejął m.in. teorię uniwersalnej siły witalnej, stanowiącej do dziś jedną z podstawowych zasad homeopatii. Dla dzisiejszych badaczy wykorzystywanie przez Hahnemanna teorii okultystycznych czy alchemicznych wcześniejszych mistrzów jest bezsporne. Z drugiej jednak strony sam Hahnemann przelotnie tylko wspominał lekturę dzieł van Helmonta czy Stahla oraz zupełnie wypierał się jakiejkolwiek znajomości dzieł Paracelsusa, którego teorie przez całe życie przedstawiał jako swoje własne12.
Okres spędzony u barona Brukhentala uczniowie Hahnemanna opisują w następujący sposób:

[W 1777 roku] skrupulatnie katalogował potężną, bogatą w księgi i rzadkie manuskrypty bibliotekę Barona von Brukhentala. To właśnie podczas tych cichych, poświęconych nauce dni Hahnemann zdobył rozległą i zróżnicowaną wiedzę na temat starożytnej literatury i nauk okultystycznych, których w okresie późniejszym został prawdziwym mistrzem i którymi zadziwił cały świat naukowy13.

W tym właśnie okresie Hahnemann doznał też rodzaju olśnienia czy objawienia, podczas którego miał zrozumieć wiele z zasad dzisiejszej homeopatii. On sam kilkakrotnie wspomina o tym, że jego poznanie spraw medycznych było rodzajem nadprzyrodzonego daru, a on sam pozostawał narzędziem w rękach Opatrzności14. Część opracowań, raczej negatywnie nastawionych do homeopatii, uściśla, że Hahnemann został olśniony podczas seansu spirytystycznego, a zasady homeopatii zostały mu podyktowane przez byty duchowe. W momencie pisania artykułu informacji tej jednakże nie udało się potwierdzić bezpośrednio w publikacjach samych homeopatów, stąd też musi ona zostać potraktowana z pewną ostrożnością.

Zaklinacze w kitlach

W obliczu powyższych faktów warto się zastanowić, na czym tak naprawdę polega dzisiejsza homeopatia. Po zasadzie „podobne leczy podobne”, którą zapożyczono z okultystycznych nauk Rhumeliusa, drugą podstawową zasadą homeopatii jest witalizm - zakładający istnienie wszechogarniającej, uniwersalnej energii życia, o której pisał wcześniej m.in. Paracelsus. Jej praktyczne znaczenie w homeopatii Hahnemann ujął w sposób następujący:

Kiedy osoba zapada na chorobę, jest to wina duchowej, autonomicznej siły życiowej, wypełniającej jego organizm, która uległa zakłóceniu pod wpływem dynamicznego śmiertelnego czynnika wrogiego życiu. Tylko siła życiowa, zakłócona do tego nienormalnego stanu może wywołać w organizmie niekorzystne objawy i nakłonić go do nieregularnych procesów, które nazywamy chorobą [...]

Organon, 6 edycja, art. 11

.

Muszę się tu odwołać do tzw. magnetyzmu zwierzęcego, znanego również pod nazwą Mesmeryzmu, jak naprawdę powinien być nazywany z szacunku dla Mesmera, jego odkrywcy. Różni się on bardzo od wszystkich innych metod leczniczych. Jego moc lecznicza, przez głupotę kwestionowana i utrzymywana w pogardzie przez wiek, działa na różne sposoby. Jest cudownym, nieocenionym darem Boga dla ludzkości, za pomocą którego siła woli osoby o dobrych intencjach może, np. poprzez dotyk chorej osoby, lub nawet bez kontaktu fizycznego - na odległość, płynnie przenieść energię życiową zdrowego mesmeryzera, obdarzonego taką mocą, na inną osobę (podobnie jak jeden z biegunów potężnego magnesu oddziałuje na stalowy pręt).

Częściowo działa poprzez zapełnienie tych miejsc w chorym, gdzie brakuje jego energii życiowej. W innych przypadkach, gdzie w jednym miejscu zebrało się zbyt wiele energii powodując podrażnienia nerwowe, przesuwa ją, zmniejsza i rozprowadza równomiernie. Ogólnie, wygasza śmiertelną predyspozycję życiową pacjenta i zamienia ją na normalną, pochodzącą od mesmeryzera, poddającego go swojemu przemożnemu wpływowi [...] Do tej klasy należy wiele przypadków błyskawicznych uleczeń przeprowadzonych na pacjentach w różnym wieku przez mesmeryzerów obdarzonych tą wielką mocą. Najlepszym przykładem przepływu ludzkiej mocy na organizm człowieka jest zmartwychwstanie osób od dłuższego czasu nieżyjących, pod wpływem najpotężniejszej przychylnej mocy człowieka pozostającego w pełni sił, czy inaczej, w pełni energii życiowej*. Niemożliwych do zakwestionowania przykładów takich zmartwychwstań historia zna bardzo wiele. [...]

* Chodzi tu szczególnie o osoby, a nie ma ich zbyt wiele, które poza dobrymi chęciami i doskonałym stanem zdrowia będą odczuwały okiełznywałną chęć odbycia stosunku seksualnego, tak by po jej stłumieniu cała ta wspaniała energia duchów życia, w przeciwnym wypadku zużyta do produkcji nasienia, była możliwa do przesłania innym osobom. Można ją przekazywać dotykiem i siłą woli. Niektórzy z potężnych mesmeryzerów, których spotkałem, mieli tę unikalną zdolność .

Organon, 6 edycja, art. 288

Hahnemann sam chętnie korzystał z mesmeryzmu, którego jedną z technik był trans hipnotyczny umożliwiający, zdaniem Mesmera, percepcję pozazmysłową. W czasie transu możliwe było, według niego, wejście w kontakt nie tylko z innymi umysłami ludzkimi, lecz także siłami kosmicznymi, których działanie w ciele pacjentów miał regulować on i jego uczniowie16.

Pomimo charakterystycznej dla Hahnemanna bełkotliwej formy trudno nie ulec wrażeniu, że zacytowany fragment Organom opisuje istotę większości „uzdrawiających” metod dzisiejszego nurtu New Age. Nie są to bynajmniej pomysły nowe, nie były również nowe w czasach Mesmera i Hahnemanna - występowały i występują nadał w większości prymitywnych magii naturalnych, opisywali je również wszelkiej maści magowie i alchemicy. Są też zasadniczo niezgodne z chrześcijaństwem i niosą ze sobą zagrożenie duchowe. Należy tu zwrócić uwagę, że po seansach Mesmera znaczna część pacjentów przechodziła tzw. „kryzys mesmeryczny”, polegający m.in. na nerwowym drżeniu, zawrotach głowy, delirium lub wpadaniu w konwulsje… Co więcej, zadaniem prowadzonego przez Mesmera transu było właśnie przyspieszenie nadejścia „kryzysu”, teoretycznie niezbędnego do poprawy zdrowia pacjenta. Wszystkiemu towarzyszyły oczywiście dodatkowe zabiegi Mesmera, regulujące „przepływy energii” w ciele pacjenta. Wypadki „kryzysu” u pacjentów były na tyle częste i drastyczne w przebiegu, że skutecznie ograniczyły możliwości Mesmera w szerzeniu swej nauki i przeniesienie jej na łono medycyny akademickiej”.

Szóste wydanie Organonu, podstawa dzisiejszej homeopatii, także tej wykładanej na polskich uczelniach, w wielu miejscach odwołuje się do nauk Mesmera tłumacząc, że pomiędzy homeopatią i mesmeryzmem zachodzi zasadnicza zbieżność co do zasad działania… W istocie idee Hahnemanna i Mesmera były niezwykle podobne, z tym że Mesmera już za życia okrzyknięto (całkiem zasłużenie) okultystą i szarlatanem.

Wracając do alchemicznej teorii witalizmu, celem “leków” homeopatycznych, przygotowywanych do dziś według tych samych receptur i w prawie niezmieniony sposób, jest przeniesienie nadanej im w trakcie produkcji energii życiowej i uregulowanie jej przepływów w ciele pacjenta.

Wedle ideologii homeopatycznej energia ta pojawia się w „leku” (jest w nim uwalniana) podczas procesu wielokrotnego rozcieńczania, któremu towarzyszy energiczne ucieranie lub potrząsanie. Proces ten nazywa się „potencjonowaniem” lub „dynamizowaniem” preparatów i jest zasadniczą częścią procesu przygotowywania specyfików homeopatycznych. Zamykana w ten sposób w „lekach” energia przez Hahnemanna uważana była przede wszystkim za energię duchową. Co ciekawe, sam mistrz ostrzegał też przed nadmiernym dynamizowaniem (potencjonowaniem) medykamentów, gdyż uważał, że zbytnie stężenie „energii życiowej” mogłoby nawet zabić pacjenta! Hahnemann pisał również, że w wypadku dobrze zdynamizowanych leków wystarczy tylko ich wąchanie - fizyczne ich przyjęcie dla przekazania „energii” nie jest wcale konieczne18.

Należy dodać, że z biegiem lat Mistrz ostatecznie poddał zamiar wyjaśnienia zasad homeopatii w sposób „naukowy”. Jego kolejne publikacje stawały się coraz bardziej ezoteryczne i bełkotliwe, a sam Hahnemann coraz bardziej agresywny wobec swoich medycznych oponentów. Biografowie opisują tu wręcz ataki szału i gniewu, w które wpadał podczas każdego swojego wykładu na Uniwersytecie w Lipsku. Początkowo nietypowe te występy przyczyniły się do popularności prowadzonych przez niego zajęć, po pewnym jednak czasie prawie wszyscy studenci z nich zrezygnowali, a sam Mistrz musiai odejść z uczelni19.

Proces dynamizowania specyfików homeopatycznych, zgodnie z jego parareligijnym znaczeniem, miał od początku homeopatii charakter pararytualny. Nic zatem dziwnego, że przygotowaniu „leków” w taki sposób towarzyszyły też czasem zjawiska niepokojące. Szczególnym świadectwem są tu zachowane zapiski pierwszych homeopatów, którzy osobiście przygotowywali specyfiki, a następnie sprawdzali na sobie ich działanie. Część opisanych przez nich zdarzeń może zostać wytłumaczona reakcją organizmu na trucizny (jak wiemy, bardzo rozcieńczone…), niektóre z nich jednak przywodzą na myśl opisy zdarzeń demonicznych. W opisie sporządzonym przez dr. Heatha w XIX wieku w USA (Heath przyjął w ciągu dnia pięć kropli tzw. tynktury fosforu, a następnie, nie pamiętając o tym, położył się spać ok. godziny 22) można przeczytać:

Nagle mój umysł opanowała melancholia; bez jakiejkolwiek przyczyny popłynęły mi Izy; ogarnęło mnie przerażenie i obrzydzenie, jak gdybym czekał na coś potwornego i nie mógł się ruszyć. Czasami wydawało mi się, że puchnę, i wtedy słyszałem wiele głosów mówiących na raz z wielką radością: „Napompuj go jeszcze trochę, zaraz się rozerwie”, a potem demoniczny śmiech… Kiedy spróbowałem się poruszyć, moje nogi wydały się przyklejone do podłogi, a najmniejszy ruch sprawiał potworny ból…

Po tym doświadczeniu doktor Heath miał dochodzić do siebie przez ponad dwa miesiące20.

Równie dziwne wydarzenia miały miejsce podczas grupowego ucierania tynktur z gruczołów jelenia piżmowego. Organizował je znany homeopata, doktor Hromada. Opis wydarzeń prezentuje się następująco:

Mężczyzna w wieku 52 lat na ucieraniu piżma spędził godzinę. W pewnym momencie doznał trwającego pięć minut rodzaju uderzenia krwi do głowy, połączonego z wytrzeszczem oczu i spazmatycznymi ruchami ust, tak że nie mógł odpowiedzieć na pytanie, co się dzieje, choć rozumiał, co było do niego mówione. Następnie zaczął mówić szybko i niezrozumiale, nie mogąc się opanować, choć go o to proszono. Pobladł i pocił się, zataczając się przy tym, jak gdyby był pijany. Jego oczy wywinęły się białkami do góry, szczęka poruszała się, jak gdyby coś żuł. Nie mógł zrozumiale odpowiedzieć na pytania. Wszystkie te symptomy minęły po pół godziny od zabrania go na świeże powietrze. Po pewnym czasie i ku zaskoczeniu wszystkich mężczyzna od nowa podjął się ucierania. Przez pierwsze pół godziny wszystko szło dobrze, ale potem objawy powróciły z dużo większą siłą. Mężczyzna stracił przytomność i doznawał halucynacji, w trakcie których widział nad sobą napierające na niego wielkie czarne postacie.

Inny przykład, przytoczony przez dr. Campbella (należy tu jeszcze raz podkreślić - gorącego zwolennika homeopatii), pochodzi z zapisków znanego homeopaty Dudgeona:

Niezamężna kobieta w wieku ok. 40 lat zwierzyła mi się, że jest bardzo wyczulona na zapach piżma. Miała mdleć przy samym otwieraniu listów skropionych piżmem. Doktor, który o tym nie wiedział, przepisał jej kiedyś pigułkę zawierającą V* ziarenka piżma. Wkrótce po jej przyjęciu straciła przytomność, wpadła w konwulsje, a stan nieprzytomności z pewnymi przerwami trwał prawie tydzień. Mówiła potem, że jej życie straciło sens.

Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na powtarzające się systematycznie napady szału i agresję werbalną samego Hahnemanna oraz systematyczne nieszczęścia spotykające jego rodzinę: śmierć kilkorga z jego dzieci, nieudane życie pozostałych, przedwczesną śmierć żony, utratę zmysłów i zaginięcie syna - także homeopaty. Niepokojąca wydaje się również stopniowa utrata zmysłów i samobójstwo Juliusa Caspara Jenichena, jednego z pionierów homeopatii, słynącego z długotrwałego, niezwykle silnego „dynamizowania” swoich preparatów homeopatycznych. Co więcej, niektóre z fragmentów pism pozostawionych przez największe-go następcę Hahnemanna, Amerykanina Jamesa Tylera Kenta, nawet w opinii homeopatów cechują się niewybredną agresją i fanatyzmem, którą to ponoć miał odziedziczyć po samym mistrzu21. Dla chrześcijanina zjawiska powyższe nie powinny być zaskakujące, jeżeli weźmie się pod uwagę, że homeopatia jest po prostu odgrzaną formą magii, wzbogaconą o XIX-wieczny ezoteryzm.

Gwoli podsumowania, opisując rozmaite rodzaje wierzeń pierwotnych, antropolog i religioznawca, sir James George Frazer, w słynnej Złotej gałęzi pisał wręcz o całej dziedzinie magii - „magii sympatycznej”. Miała ona w zamierzeniu magów wykorzystywać tzw. „sympatię” pomiędzy różnymi obiektami, połączonymi niewidzialną siłą, „eterem”, rodzajem energii, „podobnej do tej, którą stara się zbadać nauka”. Jednym z jej dwóch rodzajów jest „magia homeopatyczna” polegająca na „Zasadzie Podobieństw”, gdzie „podobne wywołuje podobne”. Jak zauważa Frazer, „Zasada Podobieństw” jest uniwersalną zasadą większości magii prymitywnych, od starożytnego Egiptu do współczesnego mu Peru. Stosowana m.in. także w starożytnej Grecji (opisywana m.in. przez Plutarcha, również znanego Hahnemannowi), używana była intuicyjnie przez wszystkie ludy do leczenia chorób. Należy stwierdzić, że w zasadzie wszystkie charakterystyki „magii homeopatycznej” (w końcu nie nazwano jej tak bez przyczyny) podane przez Frazęra, jak również część charakterystyk „magii kontaktowej” (drugiego filaru „magii sympatycznej”), stosują się do systemu paramedycznego opracowanego 200 lat temu przez Samuela Hahnemanna. Istotnie, w świetle obiektywnej analizy Frazera niewiele różni pod względem zasad działania znaną nam homeopatię od np. haitańskiego voodoo.

Magia dziś

Po śmierci Samuela Hahnemanna nastąpił ostateczny podział wśród homeopatów na zwolenników niskich i wysokich potencji. Z reguły zwolennicy homeopatii, niskich potencji starali się zachować naukowy obiektywizm i przeprowadzali eksperymenty sprawdzające powtarzalność wyników. Osoby te w większości, a był wśród nich m.in. prominentny homeopata Richard Hughes, zniechęcone brakiem wyników oraz niemożliwością wytłumaczenia ezoterycznych metod Hahnemanna, z czasem powróciły na łono prawdziwej medycyny. Argumentów do dyskusji dostarczały tutaj wyniki badań Avogadra dowodzące, iż powyżej potencji CHI2 w roztworze nie ma szans na wystąpienie jakiejkolwiek molekuły substancji aktywnej.

Z drugiej strony, nurt wysokich potencji świadomie rezygnował z metod naukowych, uzasadnień szukając w mistycyzmie, co było na pewno kontynuacją oryginalnych założeń Hahnemanna. W takiej też postaci pod koniec XIX wieku homeopatia trafiła na grunt amerykański, gdzie została nieodwracalnie połączona z indiańskim szamanizmem i okultystycznymi doktrynami swedenborgianizmu (Emanuel Swedenborg doświadczył szeregu demonicznych olśnień, pod których wpływem dokonał m.in. reinterpretacji Biblii, „podróżował” astralnie itd.). Stało się tak za sprawą niemieckiego swedenborgianisty, Constantina Heringa, który osobiście przywiózł do USA ideologię homeopatii, oraz Jamesa Tylera Kenta, pierwotnie lekarza tzw. Medycyny Eklektycznej (indiańskiego szamanizmu), również swedenborgianisty. Pod ich wpływem homeopatia zupełnie wyzbyła się jakichkolwiek wcześniejszych aspiracji naukowych, po wymieszaniu z szamanizmem i swedenborgianizmem powracając jeszcze głębiej do korzeni okultystycznych.

Kent, jako inicjowany szaman, przejął od Heringa wiarę w związki pomiędzy określonymi „typami osobowości” a „typami leków” oraz antropomorfizował same opisy i nazwy leków. Uzupełnił również homeopatię o holistyczne wierzenia Swedenborga, których merytoryczny poziom odpowiadał raczej XVIII-wiecznym wyobrażeniom o wizytach „duchów”. Dla uzyskania lepszego poglądu na temat poziomu naukowego Kenta warto przypomnieć, że wierzył on m.in. w istnienie materii pierwotnej, będącej po prostu odgrzaniem alchemicznego konceptu na materia prima25.

Naukowa uczciwość Kenta także nieodbiegała od poziomu Hahnemanna - był on gorącym zwolennikiem bardzo wysokiego „potencjonowania” leków, a jego system „potencji” zaczynał się oa rozcieńczeń CH300, sięgając do tzw. rozcieńczeń tysięcznych i milionowych, oznaczanych jako M i MM. Prosty zabieg logiczny może jednak pokazać, że tysięczne i milionowe rozcieńczenia były po prostu czystym wymysłem jego wyobraźni. Otóż przygotowanie tysięcznej „potencji” (IM) metodą Hahnemanna wymagałoby od niego wykorzystania ok. 100 litrów wody, 1000 sterylnych butelek i 50 godzin nieprzerwanego potrząsania. Przygotowanie „potencji” oznaczonej jako sto tysięcy (CM) wymagałoby z kolei użycia 10 tys. litrów wody i 100 tys. sterylnych butelek oraz nieustannej pracy przez ok. 200 dni 26. Przygotowanie potencji milionowej wymagałoby już chyba uruchomienia własnej huty szkła dostarczającej butelki… Niemniej jednak absurdalne kłamstwa Kenta są dziś jednym z fundamentów homeopatii.

Należy zauważyć, że Kent, będąc uważany za drugiego po Hahnemannie największego homeopatę w historii, jest ojcem homeopatii XX-wiecznej. Dokonał bowiem reinterpretacji doktryny hahnemannowskiej w duchu Swedenborga, a następnie doprowadził do skutecznej reemisji homeopatii na Stary Kontynent, gdzie po pierwszej fazie popularności dogorywała już wśród zapomnienia. Co ciekawe, Kent w swoich naukach korzystał przede wszystkim z piątej wersji Organonu, nie wiedząc nic o wersji szóstej, co z kolei zaowocowało całym szeregiem znaczących różnic w teoretycznie spójnej, niepodzielnej doktrynie27.

Spuścizna Heringa i Kenta jest widoczna także dziś w polskiej homeopatii. Otóż np. na stronach wydawnictwa lekarskiego (!) o nazwie „Similium” można nabyć Repertorium homeopatyczną Materia Medica autorstwa j.T. Kenta, które - jak czytamy - jest „najczęściej cytowanym repertorium w literaturze homeopatycznej” oraz, co ciekawe „większość późniejszych repertoriów (Synthesis, Complete, Expanded i in.) powstało przez tworzenie dopisków do tej właśnie solidnej podstawy”". Nie jest to bynajmniej przypadek odosobniony - znaczna część wydawnictw medycznych ma również w swojej ofercie „naukowe” opracowania Kenta.

Choć po krótkim okresie popularności homeopatia w USA prawie zupełnie zanikła (do lat 20. XX wieku zamknięto większość szpitali homeopatycznych, głównie z powodu niskich standardów leczenia), to część uczniów Kenta powróciła do Wielkiej Brytanii, gdzie dzięki hojnej opiece brytyjskiego dworu królewskiego udało się im stworzyć swoiste ośrodki „misyjne”. Analizując stan dzisiejszej homeopatii na świecie, dr Campbell uważa, że jest ona właśnie w znaczącej większości homeopatią kentiańską, rozpowszechnioną po II wojnie światowej przez Brytyjczyków29. Biorąc pod uwagę treść dostępnych w sieci publikacji homeopatycznych, także polskich, należy zgodzić się z tą tezą.

Warto się zatem zastanowić, co miałoby różnić dzisiejszą, „nowoczesną” homeopatię od XVIII-wiecznego okultyzmu? W zasadzie nic.

Do dziś Organon i inne nieczytelne dzieła mistrza są zasadniczymi pozycjami literatury homeopatycznej. Część lekarzy i farmaceutów na serio traktuje także dorobek Kenta. Z upływem czasu nie pojawiły się jednak żadne poprawne naukowo wyjaśnienia zasad działania, nie zmieniły się substraty ani metody (rytuały?) wytwarzania specyfików homeopatycznych. Maszyny „dynamizujące” „leki” homeopatyczne w laboratoriach francuskich koncernów farmaceutycznych są równie naukowe i skuteczne, co pierwsze skonstruowane w tym celu w USA maszyny Heringa lub Boerickego (nota bene także swedenborgianisty). Nowoczesność w odniesieniu do homeopatii polega na tym, że na początku XX wieku została uzupełniona o indiański szamanizm i pochodzące sprzed 100 lat demoniczne wizje Swedenborga… Gdyby homeopatię uznać za część medycyny, byłaby prawdopodobnie jedyną jej dziedziną, w której od ponad 150 lat nie nastąpił żaden rozwój.

Jak podaje wiele źródeł, od Popularnej Encyklopedii New Age po dr. Anthony ‘ego Campbella, dziś nawet w wielkich firmach farmaceutycznych do prac nad lekami wybierane są osoby o zdolnościach mediumicznych, a homeopaci bardzo często w pracy posługują się np. wahadełkiem. Nic dziwnego zatem, że znaczna część osób zajmujących się produkcją tych specyfików bądź ich przepisywaniem „z czasem popada w ezoteryzm”30. Zadziwiająca jest również np. zbieżność pomiędzy internetowymi ośrodkami homeopatycznymi a środowiskami New Age, zaczynając od adeptów hinduizmu, irydologii, a kończąc na astrologach.

Na zakończenie pozostaje odpowiedzieć na pytanie zasadnicze: jeżeli homeopatia z naukowego punktu widzenia jest bzdurą, to czym można wytłumaczyć konkretne przypadki wyleczeń? Szczególnie te, gdzie pozytywne wyniki są bardziej spektakularne od możliwego efektu placebo?

Homeopatia jest uproszczoną formą magii, nie można zatem zapominać o czynniku demonicznym. Voodoo prawdopodobnie okazałoby się jeszcze skuteczniejsze.

TOMASZ PISULA

.

PRZYPISY

1 S. Ransom, Homeopathy and itsfounder: Views of a British researcher, American Council of Science and Health, b.d., za: http://www.acsh.0rg/publicati0ns/pri0riries/l 104/homeopathy.html.

2. Doskonale opisy pierwszych eksperymentów Hahnemanna znaleźć można w monografii homeopatii pt. Homeopathy in Perspective autorstwa Anthony’ego Campbella, emerytowanego lekarza Londyńskiego Królewskiego Szpitala Homeopatycznego, gorącego zwolennika homeopatii, za: www.acampbell.org.uk, b.d.

3. S. Ransom, dz.cyt.

4. A. Campbell, dz.cyt.

5. Szczególny sposób przygotowywania leków homeopatycznych polega na wielokrotnym rozcieńczaniu substancji aktywnej substancją obojętną (najczęściej wodą). Rozcieńczenia w skali dziesiętnej przygotowuje się, rozcieńczając 1 kroplę substancji aktywnej 9 kroplami wody (stężenie D1). Następnie 1 kroplę z tego roztworu rozcieńcza się w 9 kroplach wody (stężenie D2). Kolejne rozcieńczenia otrzymuje się, pobierając po jednej części poprzedniego roztworu i rozcieńczając ją w 9 częściach substancji obojętnej. W analogiczny sposób przygotowuje się tzw. rozcieńczenia setne (CH), polegające na mieszaniu jednej części roztworu z 99 częściami substancji obojętnej. Aby otrzymać popularny lek na grypę - Oscillococcinum (rozcieńczenie CH200), należy tę czynność powtórzyć 200 razy. Oscillococcinum wykonywane jest na bazie wątroby i serca dzikiej kaczki. Jak podaje prof. Gregosiewicz, przy tego rodzaju rozcieńczeniu szansa trafienia na jedng molekułę substancji „aktywnej” wynosi 1:10 do 400 potęgi ( 1:10 do 400 potęgi, t0 to około czterokrotnie więcej, niż zawi cząstek cały widzialny wszechświat!). Więcej na ten temat oraz o pseudonaukowym charakt homeopatii można znaleźć m.in. w: R. Tekieli, Popularna Encyklopedia New Age: Homeopatia, Fronda - BruLion - Polwen, Warszawa 2004; Prof. dr hab. med. A. Gregosiewicz, Homeopatia - kpiny z medycyny, „Medicus” - miesięcznik Okręgowej Izby Lekarskiej w Lublinie, kwiecień 2002, za: www.effatha.pl; A. Pietrasiewicz, Słodkie granulki są dobre na wszystko, „Biuletyn Sceptyczny” 1998,
za: http://www.amsoft.com.pl/bs/. Z kolei o niemożliwości klinicznego potwierdzenia skuteczności terapii homeopatycznych (nie odnosząc się do niewyjaśnialnej naukowo metody ich działania) świadczą m.in. artykuły i dyskusja międzynarodowych środowisk lekarskich publikowane w latach 1997-1998 na tamach czasopisma „Lancet”. Zob.: http://www.thelancet.com.

6. Współcześni polscy zwolennicy homeopatii mówią raczej o „zawiłym, «kunsżtownym» języku mistrza”. z którego to powodu należy kupować specjalne omówienia Organonu, napisane „językiem prostym i zrozumiałym nawet dla laików”. Zob.: http://www.homeopatia.net.pl/index.htm. A. Campbell, dz.cyt. S. Ransom, dz.cyt. P Morrell. The secretivc Hahnemann and the esoteric roots of Homeopathy, za: http://www.homeoint.org/

7. A. Campbell, dz.cyt.
8. S. Ransom, dz.cyt.

9. P. Morrell, The secretive Hahnemann and the esoteric roots of Homeopathy, za: http://www.homeoint.org/
morrell/articles/esoteric.htm.

10. A. Campbell, dz.cyt.

11. Pastor D.L. Brown Ph.D., New Age Medicine: Homeopathy, Logos Resource Pages, za: http:// logosresourcepages.org/named.html; A. Campbell, dz.cyt.

12. P. Morrell, The secretive Hahnemann and the esoteric roots of Homeopathy, za: http://www.homeoint.org/morrell/articles/esoteric.htm.

13.  Tamże.

14.  A. Campbell, dz.cyt.

15. Tekst Organonu za wersją angielską: httpy/www.homeoinLoig/books/hahc»gan/organ280Jitni#P288E5.

16 A. Campbell, Anton Mesmer and Samuel Hahnemann, za: http://www.acampbell.org.uk.
17 Tamże.
18 A. Campbell, dz.cyt.
” A. Campbell, dz.cyt.
20 A. Campbell, dz.cyt.
21 Tamże.
22 Tamże.
23 Tamże.
24 Sir J.G. Frazer, The Golden Bough (1922), za: http://www.bartleby.com.
25 A. Campbell, dz.cyt.
26 A. Campbell, dz.cyt.
27 Tamże.
28 Zob.: http://www.homeopatia.net.pl/index.htm.
29 A. Campbell, dz.cyt.
30 Ks. C. Pilar Cop, Ezoteryzm a chrześcijaństwo, Wydawnictwo M, Kraków 2002.

Źródło: http://www.pismofronda.pl/wp-content/uploads/Fronda38.pdf

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj