Mit idealnego związku

Po polsku

rozwodPoniższy materiał nie porusza spraw duchowych, ale z punktu widzenia psychologi jest bardzo ciekawy - admin.

Kiedy go poznała, wydawał się księciem z bajki. Inteligentny, uprzej­my, dowcipny. Zabierał ją w ciekawe miejsca, dzielił swoimi pasjami, fascynował swoją seksualnością. Po dwóch latach znajomości został zdegradowany do roli nudnego i przewidywalnego giermka. Już nie lśni, nie bryluje, nie urzeka, a zamiast berła dzierży w dłoni pilot od telewizora. Czy wymarzony książę zamienił się w żabę? Niekoniecz­nie. Po prostu nigdy owym księciem nie był. Zdarza się, że zakochuje­my się nie w ludziach, ale w swoich własnych wyobrażeniach na ich temat.

Na kobiecych forach wypowiada się mnóstwo internautek rozgoryczonych codziennym życiem z partnerem. Ocze­kiwania przez duże “o”, za którymi uko­chany zdawał się początkowo nadą­żać, obracają się stopniowo w wielkie rozczarowanie. Pęka fantazmat i nastę­puje silne zderzenie z realnym obrazem wybranego mężczyzny. Mężczyzny z krwi i kości, który ma swoje słabe stro­ny i gorsze dni. Takiego, który nie jest w stanie zaspokoić wszystkich - a może nawet drobnej części - naszych potrzeb.

Do jakiego stopnia idealizowanie part­nera jest rzeczą naturalną? Czy wpisane jest w każdy związek w swej początkowej fazie?

- Idealizowanie partnera na etapie zakochania jest rzeczą jak najbardziej natu­ralną. Kiedy spotykamy na swojej drodze osobę, która wydaje nam się atrakcyjna jako partner, to tak naprawdę jej nie znamy, nie wiemy jaka jest. Natomiast mamy pewne swoje wyobrażenia na jej temat. I w tych właśnie wyobrażeniach się zako­chujemy. Przypisujemy tej, wybranej przez siebie osobie różne cechy, które odpo­wiadają wyidealizowanemu obrazowi nas samych. Często fascynuje nas to, co ma partner, a nam trudno jest osiągnąć. Przykładowo, jestem aktywnym mężczyzną, żyję w ciągłym pośpiechu, w pogoni za osiągnięciami, i nie czuję się tak naprawdę z tym wszystkim dobrze. Bardzo możliwe jest, że zakocham się w kobiecie wrażli­wej, spokojnej, zdolnej do introspekcji. Zobaczywszy w kobiecie pewne zachowa­nia, wskazujące na to, że mogłaby mieć w sobie ten rodzaj wyciszenia, którego mi samemu brakuje, a za którym tak tęsknię, przypiszę tej kobiecie cały zestaw in­nych cech, które chciałbym mieć. I już mam swój ideał. Paradoksalnie, po pew­nym czasie zaczną irytować mnie właśnie te cechy, w których się zakochałem: jej powolność, mała przebojowość, brak otwartości lub coś podobnego – wyjaśnia psy­choterapeutka Anna Radomska-Malczak.

Kiedy na etapie zakochania idealizujemy swojego partnera, jest to zjawisko natu­ralne i nadające uroku byciu zakochanym. Natomiast niszczącym jest przekona­nie, że tak będzie zawsze, że istnieje coś takiego jak mężczyzna idealny, kobieta ide­alna lub związek idealny.

Z mitem idealnego związku zmaga się bardzo wielu dorosłych. Oczekują partnera bez skazy, który zapewni relację bez cienia nieporozumień i będzie gwarantem wiecznej szczęśliwości. Takie osoby zawierają małżeństwo i po pewnym czasie zdają sobie sprawę, że ich gniazdko miłosne nijak idealnym nazwać nie można. Co więcej, często nie czują się nawet przeciętnie usatysfakcjonowane. To nie miało być tak. Trafili do złej bajki.

Anna Radomska–Malczak: - Osoby takie często żyją w przekonaniu, że innym udaje się stworzyć związek idealny, tylko im akurat nie. Po prostu wybrali nieodpo­wiednią osobę, która ich zwiodła. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się odejście od partnera X i próba odnalezienia partnera Y – tego “idealnego” dla nich. Nic bar­dziej mylnego. Prawdopodobnym jest, że po pewnym czasie z partnerem Y znajdą się dokładnie w takiej samej sytuacji. Nie wybrali nieodpowiedniej osoby, tylko mają mylne wyobrażenie na temat związków. Nie ma związków idealnych. A pro­blemy są nieodłączną częścią uczucia. Trzeba tylko dać sobie spokój z marzeniami o idealnym związku i idealnym partnerze.

Szkoda, że ludzie nie zadają sobie pytania, dlaczego szukają kogoś nieskazitelne­go, kogoś kto zaspokoi wszelkie potrzeby i będzie wiecznie nastawiony na dawa­nie. Często bowiem nieświadomie dążą do sytuacji, w której partner wypełni im wszelkie deficyty. Książę z bajki ma kompensować niską samoocenę, ma być po­twierdzeniem z zewnątrz, że jednak ja się do czegoś nadaję, jednak nie jestem taka kiepska. Partner nieskazitelny bywa też panaceum na wszelkie urazy i emocjonal­ne krzywdy doznane w relacjach z bliskimi.

- Każdy z nas nosi w sobie jakieś traumy, deficyty i niezaspokojone potrzeby z dzie­ciństwa. Kiedy zaczynamy budować bliski związek, traumy te wychodzą na świa­tło dzienne. Cierpimy i jesteśmy przekonani, że przyczyną naszego cierpienia jest druga osoba. Wchodząc w związek z partnerem, możemy na przykład oczekiwać, że teraz to partner będzie ojcem, który nigdy nas nie opuści lub matką, która bę­dzie kochać nas bezwarunkowo. A kiedy partner tych oczekiwań nie spełnia, obar­czamy jego winą tak bardzo, że nawet możemy go znienawidzić. Nosząc w sobie “zranione dziecko”, tak naprawdę nie żyjemy w teraźniejszości. Nasze reakcje są wywołane przez zdarzenia, które miały miejsce wiele lat temu, przez osoby, z który­mi byliśmy kiedyś związani. Jeśli nie zajmiemy się tym zranionym dzieckiem, bę­dzie ono niszczyć nasze intymne relacje w dorosłym życiu. A zająć się nim właści­wie możemy wyłącznie my sami. Nasz partner nie jest ani naszym ojcem, ani matką, ani naszym psychoterapeutą. Nawet jeśli by chciał, po prostu nie jest w sta­nie zrobić tego, co należy do nas – przekonuje psychoterapeutka.

Nie da się żyć wyłącznie złudzeniami i mit idealnego partnera prędzej czy później pęka. Często z hukiem. Zaczynamy go widzieć takim, jaki jest i nie pokrywa się to z naszym pierwotnym obrazem. Dostrzegamy, że partner ma też wady i nie spełnia naszych oczekiwań. Nadchodzi moment dokonania wyboru: możemy spróbować pokochać żywego człowieka, jakiego mamy przed sobą, albo pozostać przy swoim nieskazitelnym fantazmacie.

Anna Radomska–Malczak: - Myślę, że właśnie ten moment wyboru jest momen­tem, kiedy zakochanie ma możliwość przerodzić się w prawdziwą miłość. Pękają iluzję idealnego partnera, w którym byliśmy zakochani i widzimy przez sobą żywe­go człowieka. Czasami moment ten jest jak przebudzenie ze snu. Otwieramy oczy i widzimy osobę, która z pewnością nie jest taka, w której się zakochaliśmy, i z którą tak bardzo chcieliśmy być. Dotychczas widzieliśmy głównie podobieństwa i zalety, teraz odkrywamy różnice i wady. Pojawiają się konflikty. Tak naprawdę dopiero w tym momencie mamy szansę zobaczyć, z kim właściwie jesteśmy, spróbować do tej osoby się zbliżyć i może zacząć tę osobę kochać. Taką jaka jest naprawdę, a nie taką, jaką wymyśliliśmy sami.

Autor: Anna Radomska–Malczak ,

Źródło: http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/mit-idealnego-zwiazku/wpm1z

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj