World of Warcraft – o uzależnieniu

Po polsku

…Słyszeliście o tym w wiadomościach w telewizji. Jakiś głupi Chińczyk siedział przy komputerze przez 70 godzin i umarł z wycieńczenia, co za kretyn, myślicie. Otóż, widzicie, to nie kretyn. To narkoman. I ja dokładnie takim narkomanem byłem…

Cześć, nazywam się Cubituss i jestem uzależniony. To znaczy byłem, do bardzo niedawna. Ludzie mówią, że uzależnić można się tylko od fajek i wódy? Nie wierzcie im. Można się uzależnić od całej masy rzeczy, od seksu zaczynając, a na oglądaniu telenowel kończąc. Niektóre rzeczy uzależniają silniej, niektóre słabiej. Gra World of Warcraft jest uzależniaczem silnym na tyle, że kilka osób grając w nią po prostu się przekręciło. Słyszeliście o tym w wiadomościach w telewizji. Jakiś głupi Chińczyk siedział przy komputerze przez 70 godzin i umarł z wycieńczenia, co za kretyn, myślicie. Otóż, widzicie, to nie kretyn. To narkoman. I ja dokładnie takim narkomanem byłem. A przynajmniej miałem na niego zadatki.

Każdy mój dzień zaczyna się w zasadzie banalnie. Wstaję razem z dziećmi, ogarniam je i albo idę do pracy, albo siadam na trochę przed komputerem lub konsolą. Gdy byłem uzależniony od World of Warcrafta, odpalałem komputer jeszcze zanim zaczynałem przygotowywać jedzenie dla maluchów. Oporządzałem dzieciaki i siadałem przed monitorem, zacierając ręce z zadowolenia. Wreszcie jest, mogę zagrać! Wbijałem od razu w WoWie do domu aukcyjnego i sprawdzałem, czy można na czymś zarobić. Potem chwila kręcenia się bez sensu, rzut oka na zegarek – oho, jest wcześnie – i lot w celach górniczych. Im wcześniej rano, tym mniej graczy robiących to samo co ja, a więcej rudy do zgarnięcia, a w konsekwencji więcej wirtualnych pieniędzy. W dni powszednie na tym kończyłem swoje wojaże i pędziłem do pracy, notorycznie się spóźniając (”jeszcze jedno kółko i kończę”). Ale czułem, że te osiem pracowych godzin przed komputerem mógłbym spędzać produktywniej. Pod kątem WoW-a oczywiście.

Zainstalowanie WoW-a w pracy przyniosło mi olbrzymią radość – wreszcie mogę sobie pograć tyle, ile chcę! Kręcenie się po świecie, rozmowy ze znajomymi, kończenie kolejnych zadań, wspólne wyprawy na bossów, których nie da się pokonać w pojedynkę – to wszystko sprawiało, że dzień mijał mi jak z bicza strzelił. Na szczęście w robocie miałem akurat wtedy luz, więc mogłem się oddać temu, czego najbardziej potrzebowałem. To wtedy właśnie zacząłem sobie ustawiać budzik, żeby wiedzieć, o której mam koniecznie przenieść się do Lake Wintergrasp na bitwę. Bitwa (pomiędzy graczami dwóch frakcji) zaczyna się równiutko dwie i pół godziny od zakończenia poprzedniej – więc trzeba sprawdzać, ogarniać i mieć budzik, żeby wiedzieć, kiedy się lać.

Po pracy dawałem buziaka żonie, przytulałem na chwilę dzieciaki i siadałem przed kompa. Ooohoo! Teraz to sobie pogram dopiero! To znaczy nie za długo, bo z półtorej godzinki było do kąpieli dzieci i kładzenia ich spać, ale w tym czasie zawsze udawało mi się znaleźć ekipę na jakieś wspólne zadania. Żonie tłumaczyłem wyraźnie – przecież to oczywiste, ale DOBRZE, wytłumaczę Ci jeszcze raz kochanie – gramy scenariusz, nie mogę teraz ot tak wstać i pójść kąpać dzieci, Ty to zrób dzisiaj. I jutro, i pojutrze też to zrobiła. Wstawałem od kompa na momencik, żeby odłożyć dzieciaki spać. Potem było to, co wowowcy określają czasami jako wifetime – film jakiś oglądaliśmy, kolacyjka. Ale myśli w całości w WoWie. Gdy tylko wyczuwałem, że już można, wstawałem i szedłem z powrotem do peceta, zazwyczaj była jakaś 23:30 wtedy. Szukałem na coś teamu (o tej porze dość trudno znaleźć, więc czasami szukałem i godzinę) i zaczynało się granie. Granie było rozsądne i w moim głębokim przekonaniu całkowicie kontrolowane – najpóźniej chodziłem spać o drugiej, chyba że było coś jeszcze do zrobienia. Druga rano – siódma rano. Tak spałem przez kilka tygodni z rzędu, z jednym dniem na odespanie.

Gdy kładłem się do łóżka, nie zasypiałem od razu, nie byłem w stanie. Serce mi waliło jak młotem, przypominały mi się najfajniejsze akcje dnia, przewalałem się z boku na bok przez długie minuty. Gdy wreszcie przychodził sen, śnił mi się WoW, wszystkie rzeczy, których nie zdążyłem zrobić wymieszane z wydarzeniami z rzeczywistego świata, chociaż w bałaganie, nie umiem śnić uporządkowanych, fabularnych snów. Rano cudny dreszcz emocji, dom aukcyjny i do pracy.

Przez cały czas grania miałem silne i niezaspokajalne poczucie, że ciągle jestem do tyłu względem innych – i byłem, oni grali po szkole, a potem zazwyczaj od 19-ej, tej przeklętej godziny, o której ja nie mogłem być stale online, bo musiałem kąpać i kłaść dzieci, a potem wifetime przecież, więc jak ja się logowałem z powrotem o 23-ciej, to oni właśnie szli spać, straszliwie mnie to irytowało.

Ta irytacja zaczęła się powoli przenosić na wszystko, co robiłem. Denerwowało mnie, gdy film, który wieczorem oglądałem z żoną, okazywał się zbyt długi i nie mogłem przez to grać. Denerwowały mnie moje dzieci, które co chwila mnie o coś prosiły, a ja przecież nie mogłem zatrzymać gry na moment i dać im bidon czy ciasteczko, bo WoWa się nie da zatrzymać. Denerwowało mnie to, że muszę iść na jakieś spotkanie, bo akurat wtedy zaczyna się bitwa w Lake Wintergrasp. Robiłem te wszystkie codzienne rzeczy, a jakże, nie odłączyłem się permanentnie od świata rzeczywistego jak ten nieszczęsny Chińczyk, ale każda z czynności wiązała się ze znacznie zwiększonym poziomem poirytowania. Wysoki poziom nerwów katalizowałem sobie, wrzeszcząc na żonę i dzieci, gdy tylko próbowały odciągać mnie od komputera. Przecież miałem tak idealnie zaplanowany czas i idealnie zaplanowane życie, czemu mi przeszkadzacie!

WoWa skasowałem nagle, w niedzielę rano, zaraz po tym, jak przejrzałem dom aukcyjny i zrobiłem swoje kółka w poszukiwaniu rudy. W pracy gra poleciała w poniedziałek rano. W sumie gra trzymała mnie przy sobie tym razem cztery miesiące. Tym razem, bo to nie był mój pierwszy ciąg. Ale z poprzednich wyjścia były znacznie łatwiejsze, teraz było gorzej. Przez kilka dni po skasowaniu WoWa byłem jeszcze agresywniejszy niż wcześniej, a potem mi przeszło. Postaram się już nigdy w to nie zagrać. Tak obiecałem żonie i mam zamiar obietnicy dotrzymać. Jest tyle gier przecież.

Źródło: http://zagraceni.pl/world-of-warcraft-o-uzaleznieniu

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj