Przystanek Kriszna

Po polsku

woodst3(Artukuł stary, ale wart uwagi i przypomnienia - przyp.red.)

Przystanek Woodstock to już cykliczna w Polsce impreza. W tym roku od 7 do 9 sierpnia, po raz czwarty Jurek Owsiak i Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zorganizowali święto rocka, choć nie tylko rock był grany. W Żarach (woj. zielonogórskie), na byłym lotnisku, również już po raz czwarty w historii koncertu pojawili się krisznowcy. Dwa lata temu już na samym początku imprezy Owsiak przedstawił ich młodzieży słowami: Powitajmy naszych przyjaciół z HareKriszna byli obecni na pierwszym festiwalu Woodstock w Ameryce!

Cóż można i tak, chociaż mówiąc szczerze kogo wtedy w Woodstock nie było?! A tak przy okazji liczebność krisznowców na owym pierwszym festiwalu, w 1969r. w Ameryce, nie była chyba powalająca, przecież istnieli dopiero od 1966 roku! Krisznowcy twierdzą, iż zostali zaproszeni przez Owsiaka, gdyż tworzą “miłą, duchową atmosferę”, będącą przeciwwagą dla ewentualnych aktów przemocy, bądź nadużywania narkotyków. Ja ze swej strony myślę, że uczestnictwo Towarzystwa Świadomości Kriszny w imprezie rockowej to czysty zabieg marketingowy, i najzwyklejsza walka o rząd dusz. To naturalne, choć może mało etyczne, że pod płaszczykiem działalności charytatywnej różne firmy “robią sobie reklamę”, wydaje się, iż z czymś podobnym mamy do czynienia w przypadku Przystanku Woodstock. A było o kogo powalczyć. Tegoroczny festiwal zgromadził rekordową liczbę, ponad 100 tysięcy uczestników!

W tym roku Pokojowa Wioska Kriszny, znajdująca się tuż obok sceny głównej, to ogromne pole otoczone namiotami eksponującymi Ruch. Wioska jest dwukrotnie większa niż rok temu. Główny namiot, w którym odbywała się większość imprez miał długość 75 metrów. Każdego dnia przez 12 godzin na scenie w namiocie odbywał się program artystyczny. Organizator Pokojowej Wioski Krszny Indradyumna Swami zapewnił sobie pomoc braci z zagranicy. W tym roku m.in. po raz pierwszy w Polsce wystąpił zespół 14 wykonawców z Indii prezentujący tradycyjny taniec indyjski, “hipnotyzującą” grę na bębnach, jak określają ją krisznowcy oraz pokazy sztuki walki. Były informacje o kulturze i filozofii starożytnych Indii oraz występy zespołów wyśpiewujących na chwałę Kriszny.

W niedzielę uczestnicy koncertu oraz śmietanka miasta (burmistrz Żar Franciszek Wołowicz z żoną, wiceburmistrz Andrzej Bzura), zostali zaproszeni na uroczystość zaślubin. Dwa lata temu gościem honorowym był sam Owsiak z żoną. Występował nawet w tradycyjnym sani. W tym roku było, aż 10 par nowożeńców, niekoniecznie wyglądających na szczęśliwych. Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę praktykę w ruchu związaną z kojarzeniem par oraz kontrolą guru nad życiem seksualnym małżonków, a gdy jeszcze przypomnimy sobie relację Lotty Danielson, która będąc w Hare Kriszna żyła w przekonaniu, iż małżeństwo jest przeszkodą w samodoskonaleniu, no to wszystko jasne. Burmistrz Wołowicz zerkając, jak sądzę z miłością, na swoją żonę, powiedział reporterom “Gazety Lubuskiej”: Wkrótce minie 191at, kiedy sam wziąłem ślub. Myślę, że uśmiech znikłby z jego ust, być może nawet nie zjawiłby się w namiocie, gdyby wiedział o praktyce pożycia małżeńskiego krisznowców. Jak zwykle imprezie przypatrywał się spory tłum. Z pewnością zabrakło wielu rodziców, z którymi dzieci zerwały kontakt, gdyż ci nie potrafili pogodzić się z utratą na rzecz sekty syna czy córki.

Tymczasem burmistrz i wielu młodych ludzi oraz mieszkańców Żar obserwowało ceremonię zaślubin. Wymianę obrączek i kwiatowych girland. Przyglądało się, jak młodzi składają w ogniu ofiarnym ziarno i oczyszczone masło, składając przy tym śluby wierności małżeńskiej. Idąc za zachętą kapłana publiczność wypowiadała w sanskrycie słowa modlitw, nie wiedząc co dokładnie słowa te znaczą.

Na dużej scenie również nie zabrakło krisznowców. W tym roku występował jeden ich zespół Hare Kriszna Festival. Młodzież dobrze się przy nim bawiła, szczególnie przy śpiewaniu mantry. Gdy kilku przypadkowych osób zapytałam, czy wiedzą co oznaczają słowa, które wraz z zespołem wyśpiewują, usłyszałam nie, ale fajnie się śpiewa, super melodia.

woodst2

Spory namiot w Pokojowej Wiosce mieścił kuchnię wegetariańską, w której fani muzyki mogli za symboliczną cenę zakupić potrawy ofiarowane wcześniej, rzecz jasna, Krisznie. To jednak nie wszystko, wyznawcy Kriszny oferowali cieszący się dużym powodzeniem punkt makijażu gopidat. A propos, w ubiegłym roku pewnej młodej osobie zaproponowano zrobienie takiegoż makijażu za darmo, pod warunkiem pozostawienia do dyspozycji Towarzystwa swojego adresu. Jak można było przypuszczać osoba ta przez dłuższy czas otrzymywała korespondencję od krisznowców.

Były namioty pytań i odpowiedzi, gdzie można było indywidualnie poinformować się na interesujące nas tematy. Były punkty proponujące literaturę oraz ubrania i pamiątki indyjskie.

Przekazywano wiadomości na temat reinkarnacji, uczono medytacji. Była też mała świątynia Kriszny, wystawy poświęcone Krisznie i wegetarianizmowi oraz rzecz najbardziej mnie intrygująca namiot, z napisem “Astrologia”. Nie przypuszczałam, że Ruch będzie eksponował swe zainteresowanie astrologią wedyjską. Pomyliłam się. Ruch eksponował, a jakże i na dodatek zyskał zainteresowanie przechodniów! Wyznawcy rozdawali również ulotki informujące o Pokojowej Wiosce, oraz o praktykowaniu “Świadomości Kriszny”, na których można było znaleźć adresy ośrodków, świątyń oraz adres “Podróżującego festiwalu Hare Kriszna”!.

Cała Wioska prezentowała się niezmiernie kolorowo i sympatycznie. Niewątpliwie mogła się podobać. Czy ruch Hare Kriszna zyskał na festiwalu w Żarach nowych wyznawców? Jeśli nie wyznawców, to z pewnością sympatyków. A co na to władze miasta? Jak już pisałam biorą udział w ceremonii zaślubin, jako goście honorowi. I cieszą się, że ktoś nakarmi wygłodniałe rzesze fanów rocka, choć właściwie powinno być odwrotnie. To miastu powinno zależeć na stworzeniu wielu jadłodajń. A jak było? Bary i barki ustawiane przez okolicznych handlarzy wyglądały niczym obskurne speluny, w których wszystko musi być przeterminowane. Nic dziwnego, że po posiłek ofiarowany Krisznie ustawiała się kolejka.

A co na to katolicy? Cóż na terenie lotniska był duży krzyż wyznaczające miejsce modlitwy, porady, i… darmowych kanapek. Na małej scenie zorganizowano wychwalanie Boga poprzez murykę (”Songs of glory”), na mieście zaś odbył się Marsz dla Jezusa, w wyznaczonych kościołach były spotkania, msze, pogadanki, w tym m.in. na temat sekt (!), narkotyków, alkoholu. Szczytny cel przyświecał z pewnością organizatorom, jednak działanie pozostawiało wiele do życzenia. Oceniając całość z boku, chłodnym okiem widza krisznowcy byli zdecydowanie łatwiej rozpoznawali, chociażby za sprawą swego ubioru. I choć nie szata zdobi człowieka, to z pewnością jest jego wyróżnikiem, co w tłumie stutysięcznym nie jest bez znaczenia. Poza tym pomysł, no i pieniądze to widać było w Wiosce, a nie bardzo w akcji katolików. Moją uwagę, a myślę że nie tylko moją, bardziej zwróciła działalność krisznowców. Obym to tylko ja odniosła takie wrażenie.

Jak wskazują wszelkie znaki na ziemi za rok znów nadejdzie czas na Przystanek Woodstock, i nie łudźmy się, będą tam krisznowcy. Czy katolicy podejmą pałeczkę, czy będą przynajmniej nieco bardziej atrakcyjni niż w tym roku? Czy ich działanie, jakiekolwiek by było, pomoże komuś? Chciałabym, aby tak było. I mam jednocześnie nadzieję, że osoby publiczne zdadzą sobie w końcu sprawę, jaką są darmową reklamą dla ISCON-u, oraz z tego, iż ich osoby uwiarygodniają ruch Hare Kriszna.

Małgorzata Pieniek

Źródło: http://www.psychomanipulacja.pl/art/przystanek-kriszna.htm

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj