homeopatia - anioł czy demon?

Po polsku

“Bo zdrówko jest najważniejsze…” - kończymy często nasze życzenia składane przy różnych okazjach. I pewnie, że zdrowie jest ważne (w myśl powiedzenia: szanuj zdrowie należycie, bo jak umrzesz - stracisz życie…), ale czy wszystkie sposoby szukania go przynoszą dobre skutki…?
Dziś na wiele sposobów poszukujemy zdrowia. Człowiek nie cofnie się prawie przed niczym, jeśli ktoś da mu nadzieję na polepszenie stanu czy wręcz uzdrowienie. A jednak nie wszystkie drogi i środki są pomocne, są w stanie naprawdę pomóc. Co więcej,  zdaje się,  że niektóre mogą wręcz szkodzić. Jak jest wobec tego z homeopatią…?

Homeopatia już na dobre zagościła w naszej świadomości; środki homeopatyczne mają swe miejsce w aptekach, nierzadko w naszych domach; co więcej - homeopatię zaczęto traktować jako gałąź medycyny, wykładając ją na uniwersytetach. Nie wspominając o ogromnym przemyśle produkującym owe środki.

Czym jest homeopatia? Ogólnie rzecz biorąc jest to metoda stosująca zasadę: podobne leczyć podobnym (z gr. homoios - podobny i pathos - cierpienie). Zanim jednak wyjaśnimy dokładniej w czym rzecz, należałoby sięgnąć do historii. Bardzo często bowiem to, w jaki sposób dana rzecz powstała, w jakich okolicznościach i kto był z tym związany - pozwala nam lepiej zrozumieć dzisiejszy stan.
samuelhahne1 Ojcem homeopatii jest niemiecki uczony i lekarz, Samuel Hahnemann. Urodził się w 1755 r., studiował m.in. w Lipsku i Wiedniu. Zmarł w Paryżu, w 1843 r. W pewnym momencie, podczas swej praktyki lekarskiej, Hahnemann zniechęcony nieskutecznością tradycyjnej medycyny, zaczął poszukiwać innym metod leczenia. Znane jest jego doświadczenie z chininą. Otóż przyglądając się działaniu różnych substancji, ich wpływom na organizm ludzki, Hahnemann zauważył, iż chinina wywołuje podobne objawy, jak sama malaria (na którą była lekarstwem). Na podstawie tego doświadczenia ukuł on wspomnianą zasadę zasadę - podobne leczyć podobnym. Tak narodziła się homeopatia. W swych dalszych poszukiwaniach Hahnemann stosował przede wszystkim środki o mocnym działaniu, niekiedy nawet trucizny! Wystarczy wymienić jad tarantuli, rtęć czy kwas siarkowy…! Nie, nie, nie ma mowy o pomyłce: substancje te wywoływały przecież skutki podobne do chorób (np. ostre bóle brzucha). Nie wszystkie jednak “leki homeopatyczne” były aż tak spektakularne. Hahnemann zajmował się także banalną papryką zieloną, która wszakże - według jego oceny - wywoływała 174 symptomy, zatem okazywała się pomocna w wielkiej ilości dolegliwości!

Koniecznie dodać trzeba jeszcze dwa szczegóły z życia niemieckiego lekarza.
Po pierwsze - Hahnemann czerpał korzyści finansowe ze swych “osiągnięć”. Minowicie zobowiązywał się udostępnić środek leczący m.in. szkarlatynę, ale dopiero, kiedy chętny zapłaci odpowiednią sumę. Okazało się jednak, że była to jedynie chytra sztuczka, mająca zapewnić napływ gotówki.
Po drugie - ważnym szczegółem z życia Hahnemann’a jest to, iż około roku 1777 stał się członkiem Loży Masońskiej (był praktykującym masonem do końca życia), a później jeszcze zajmował się okultyzmem. W związku z tym nie wywołuje aż takiego zdziwienia fakt, że w swych pismach Hahnemann wyśmiewał Chrystusa i chrześcijaństwo.

Hahnemann od roku 1777 pracował jako bibliotekarz u niejakiego barona Brukhentala, który miał ogromny zbiór książek (ponad 200.000 woluminów). Były to głównie prace związane z alchemią, magią i okultyzmem. Hahnemann, katalogując książki, miał czas na ich studiowanie. W tamty więc czasie dogłębnie przestudiował zagadnienia, które później pomogły mu stworzyć jego teorie. Mówi się, że pomogło mu w tym również swojego rodzaju olśnienie, iluminacja (którą niektórzy wiążą z seansem spirytystycznym) ( co się wiąże z opętaniem - przyp.red.) . Miał wówczas otrzymać tajemną wiedzę.

Obraz twórcy homeopatii uzupełnić jeszcze musimy o jego wzrastającą wraz z wiekiem agresję, przejawiającą się atakami szału, które to ostatecznie sprawiły, że odejść musiał z Uniwersytetu w Lipsku. Ataki te skierowane były najczęściej przeciw tym, którzy nie zgadzali się z teoriami Hahnemannn’a.

“Mistrz” opisał swoje rewelacje w kilku dziełach, z których najważniejszym jest Organon racjonalnego (sic!!!) leczenia (1810 r.). Język prac Hahnemann’a bywa często - bezpardonowo - określany jako bełkot. Poniżej przedstawiam krótki fragment dzieła:

“Lekarz jest więc w stanie usunąć owe chorobowe zaburzenia jedynie przez oddziaływanie na ową niematerialną energię przy pomocy substancji obdarzonych mocami modyfikującymi, także niematerialnymi (dynamicznymi), a odbieranymi przez unerwioną wrażliwość obecną w całym organizmie. Tak oto jedynie dzięki ich dynamicznemu oddziaływaniu na energię witalną mogą leki przywrócić zdrowie i rzeczywiście odnawiają równowagę biologiczną chorego.”Po śmierci twórcy homeopatii pałeczkę po nim przejął Amerykanin, James Tyler Kent, uważany za ojca homeopatii XX wieku. Przejął on teorie homeopatii,homeop1
Przejął on teorie homeopatii, “wzbogacił” o własne doświadczenia (zaangażowany był w indiański szamanizm; był zwolennikiem nauk Swedenborga). Tak właśnie zrodziła się homeopatia na kontynencie amerykańskim i stąd też wróciła do Europy, gdzie zdążyła stracić swą początkową popularność. Jednak wkrótce w Stanach Zjednoczonych homeopatia popadła w niełaskę, zaczęto zamykać placówki, kierujące się metodami homeopatii, przede wszystkim ze względu na niski standart leczenia. O ile Hahnemnann starał się (z marnym skutkiem) wyjaśniać swe teorie naukowo, o tyle Kent zrezygnował z tego całkiem, rzucając się w ramiona “świata duchowego”, co dla niego oznaczało szamanizm, magię i okultyzm. Współczesna homeopatia - także w naszym kraju - czerpie obficie od Kenta.

Teraz powiedzieć należy o sposobie działania leków homeopatycznych. Otóż w trakcie produkowania tychże wytwarza się pewna “energia życiowa”, która ma być przeniesiona na pacjenta, by w nim uregulować jego witalizm (właśnie witalizm jest w homeopatii niezwykle ważny - zakłada on istnienie jakiejś energii życia,

Ale to jeszcze nic. Zapoznajmy się teraz, jak dokładniej wygląda “potencjonowanie” (to według Kent’a). Proszę zauważyć, że na lekach homeopatycznych znajdziemy pewne symbole czy oznakowanie, np. D12, D6, C9, C15 itp. Otóż ukazują one stopień rozcieńczenia preparatu, w więc także możliwość (!) występowania w gotowym leku składników, mających leczyć. Sam Kent rozpoczynał od rozcieńczania CH300, tysięcznego i milionowego. Sama jednak logika wskazuje, że po pierwsze przygotowanie takiego preparatu pochłonęłoby bardzo wiele czasu, a po drugie odnalezienia w gotowym leku substancji, na której jest on oparty wymagałoby już nie tyle zdolności Sherlock’a Holmes’a, ile raczej zdolności nadprzyrodzonych… Popularny lek na grypę oznaczony jest symbolem 200C, co oznacza, że proces rozcieńczania został powtórzony 200 razy w skali 1:100,  co daje efekt 1:1000000000000000000000000000000000000000000000000000000000
000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000
000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000
000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000
000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000
000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000
0000000000000000000000000000000000000000000 (zer jest 400, można policzyć) - w tym gąszczu zer gdzieś znajduje się aktywna cząsteczka… Oczywiście sama logika wskazuje, że w leku tym NIE MA ŻADNEJ aktywnej cząsteczki!! Przy czym im dłuższy proces rozcieńczania, według Hahnemann’a, tym większa “duchowa” siła preparatu.

Kto w tym momencie ma jeszcze wątpliwości, co do skuteczności czy też prawdziwości homeopatii, niech zajrzy do prestiżowego brytyjskiego pisma medycznego The Lancet z 26 sierpnia 2005 r. Znajduje się w nim szczegółowa analiza 110 przypadków leczenia środkami homeopatycznymi (porównanych z leczeniem alopatycznym (czyli takim, gdzie na dany objaw choroby podaje się lek o przeciwnym działaniu, np. na ból głowy środek, który ból ten znosi). Wynik badań był jasny: wszystkie przypadki wskazują, że środki homeopatyczne w najlepszym razie mają efekt równy efektowi placebo. Wiele pism przytoczyło owe wyniki pod znamiennym tytułem: Śmierć homeopatii (tytuł w The Lancelot brzmiał: Koniec homeopatii). Rząd szwajcarski cofnął także (po pięcioletniej próbie) ubezpieczenie na leczenie homeopatyczne. Także organizacje w Stanach Zjednoczonych do tej pory znane z popierania homeopatii, zmuszone były ogłosić, że nie udało się ustalić, by homeopatia dawała oczekiwane efekty medyczne.

Jeśli kogoś nie przekonują jeszcze takie argumenty, pozostaje ostatni, najbardziej - jak się zdaje - oczywisty… Otóż niejaki James Randi, Amerykanin (ten sam, który był członkiem komisji badającej skuteczność homeopatii; wwyniki jej prac zostały opublikowane w 1988 r. w piśmie The Nature), zaofiarował milion (1.000000 - zer jest tylko sześć, można przeliczć… :) dolarów temu, kto w ściśle kontrolowanych (czyli naukowo sprawdzalnych) warunkach udowodni skuteczność działania leków homeopatycznych. Do dziś pieniądze leniwie leżą na jego koncie…

Można z tego wywnioskować, że homeopatia nie zaszkodzi i nie pomoże. Szkoda tylko, że za owe “leki” trzeba płacić. A poza tym istnieje ryzyko, że środki te opóźnią zwykłe, efektywne leczenie.

opr. o. Mateusz, na podstawie następujących materiałów:
Tomasz Pisula, “Voo Doo w aptece”, FRONDA 38; Leon Jaroff, “The End of Homeopathy?”, The TIME.com, 4 X 2005;
Sarah Boseley, “As a fourth study says it’s no better than a placebo, is this the end for homeopathy?”, The GUARDIAN.com.uk, 26 VIII 2005;
materiały znajdujące się na stronie www.kulty.info

Źródło: http://www.alterna.vel.pl/joomla/index.php?option=com_content&task=view&id=136&Itemid=24

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj