“Zana i Max”, czyli unijny socrealizm

Po polsku

slonce_narodowNa komiks “Hidden Disaster”, przedstawiający przygody dwóch fikcyjnych urzędników Komisji Europejskiej wydano niemal milion złotych (200 tys. funtów), wydając go w 311 tys. egzemplarzy, które unijni propagandziści rozsyłają do szkół i domów.
Urzędników z Brukseli przedstawia się zazwyczaj w mediach jako śmiesznych biurokratów, debatujących nad promieniem zakrzywienia ogórka, ilością światła jaką powinna emitować żarówka, czy też zastanawiających się, czym jest ślimak, rybą, gadem czy mięczakiem. 

Nic dziwnego, że eurokraci postanowili się odkuć i przedstawić siebie samych, w roli superbohaterów, konkurujących z Batmanem czy Kapitanem America. Wydali zatem komiks w twardej lśniącej oprawie, w 5 językach i rozsyłają po całym kontynencie.
Bohaterami są Zana i Max z Europejskiego Departamentu Pomocy Humanitarnej (ECHO), którzy walczą o środki finansowe na odbudowę zniszczonego trzęsieniem ziemii, fikcyjnego miasta Borduvia.
Dziennik “The Daily Telegraph” kpi z komiksu, cytując dialogi w rodzaju: “- Szybko, musimy poinformować panią Komisarz! Jutro ma briefing o trzęsieniu ziemi w Parlamencie Europejskim”.
Zana to twarda urzędniczka w kamizelce safari z logiem UE, pochylająca się nad ludzką tragedią w miejscach takich jak Borduvia - dodaje gazeta. Jej triumf pieczętują słowa jednego z anonimowych urzędników Unii:
“- Pani Komisarz zatwierdziła już 3 miliony euro na szybką pomoc. Ona nie widzi problemu z dalszym finansowaniem, pod warunkiem, ze potrzeby zostaną jasno okreslone.”

zana021

Czyli niemal jak w życiu, dotknięcie magicznej różdżki sprawia, że grube miliony płyną wezbranym strumieniem z Brukseli wprost do zniszczonej Borduvii. No prawie jak w życiu …

socreal1Partnerem dzielnej urzędniczki, jest żujący gumę Dave Clancey, fotograf mówiący do niej per “Europejka”. Wspólnie ruszają w góry, do rebeliantów by nakłonić ich szefa do przyjęcia pomocy… Na drugim planie są dyskusje urzędników w Brukseli, pokazujące zmagania z wypełnianiem formularzy i podejmowaniem decyzji: dać czy nie dać pieniędzy - pisze “The Daily Telegraph”.

Unia sięgnęła zatem do sprawdzonych komunistycznych wzorców i zamiast przekonywać dorosłych, co przychodzi jej coraz ciężej, sięgnęła do umysłów dzieci, dla których jak wiadomo komiks jest najlepiej przyswajalną formą.
Niczego nowego jednak Brukselskie kacyki nie wymyślili. Już 40 lat temu na pomysł ten wpadły władze PRL i na fali odwilży zezwoliły na druk komiksów.
Oczywiście ich bohaterami nie mogli być żadne imperialistyczne “Supermany”, a prosty oficer Milicji Obywatelskiej, kapitan Żbik. Zeszytów z przygodami inteligentnego i przystojnego milicjanta wydano ponad 50.
Oprócz tego w serii “Podziemny front” lansowano swą własną wersję historii, w której główny ciężar walki z okupantem dźwigała, w rzeczywistości marginalna Armia Ludowa. “Pilot śmigłowca” reklamował służbę w Ludowym Wojsku Polskim, a “Hans Kloss” sukcesy współpracy wywiadowczej Polski i ZSRS.
Unia i w tej dziedzinie jest tylko marną plagiatorką.
konserwa

(Mamy już Komisarzy [ludowych], ciekawe kiedy zacznie działać “GPU” - red.)
socrealizm11

Źródło: http://www.konservat.cba.pl/art.php?art=0536&path=arty2010

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj