Przesłanie Leo Moulina

Po polsku

leo_moulin_photo… Ten emerytowany profesor Kolegium Europejskiego (Brugia) oraz wydziałów Notre-Dame-de-la-Paix, po swym odsunięciu się od lóż masońskich powiadał, że przynależność do nich jest nieodzowna, jeśli chce się zrobić karierę uniwersytecką …

Zmarły w 1996, belgijski socjolog i pisarz Leo Moulin nie jest w Polsce zbyt dobrze znaną postacią, choć także nie jest całkowicie anonimowy. Na naszym rynku ukazało się kilka książek dotyczących średniowiecznej Europy i kultury europejskiej, wśród nich bardzo dobrze przyjęte opracowanie “Życie codzienne zakonników w Średniowieczu”. Jednak nie poprzez swoją twórczość jest on ciekawą postacią, a przez swe uczestnictwo w masonerii, którą pod koniec życia porzucił i to nie z pobudek religijnych, ale czysto racjonalistycznych.

Ten emerytowany profesor Kolegium Europejskiego (Brugia) oraz wydziałów Notre-Dame-de-la-Paix, po swym odsunięciu się od lóż masońskich powiadał, że przynależność do nich jest nieodzowna, jeśli chce się zrobić karierę uniwersytecką, dziennikarską lub wydawniczą. Wzajemna pomoc “braci masonów” nie jest mitem, jest rzeczywistością.
Moulin nie był człowiekiem wiary i nie ona spowodowała jego odejście od wolnomularstwa. Aż do końca życia zachował postawę agnostyka, graniczącą czasem z ateizmem, choć pozbawioną agresji, tak często spotykanej wśród ateistów. Tym bardziej wiarygodnie brzmią jego słowa, które zanotował podczas wspólnej podróży do Brukseli, znany włoski publicysta Vittorio Messori. Opublikował je później na łamach “Vivaio”, a ja pozwalam sobie je tu przedrukować, bo mimo iż padły ponad 15 lat temu, nie tylko nie utraciły nic ze swej aktualności, ale wydają się dziś jeszcze lepiej oddawać ducha naszych czasów:

Posłuchajcie tego starego niedowiarka, który wie, co mówi: Mistrzowska propaganda antychrześcijańska zdołała wytworzyć u chrześcijan, zwłaszcza u katolików, złą świadomość, opanowaną niepokojem, jeśli już nie wstydem, z powodu własnej historii. Siłą stałego nacisku, od reformacji aż do naszych czasów, zdołała przekonać was, że jesteście odpowiedzialni za całe, albo prawie całe zło na świecie. Sparaliżowała was na etapie masochistycznej autokrytyki, aby zneutralizować krytykę tych, którzy zajęli wasze miejsce”.
Feminiści, homoseksualiści, tercermundyści , pacyfiści, reprezentanci najróżniejszych mniejszości, kontestatorzy i niezadowoleni z jakichkolwiek powodów, naukowcy, humaniści, filozofowie, ekolodzy, obrońcy zwierząt i świeccy moraliści: Pozwoliliście, aby za wszystko, nawet za kłamstwa, bezdyskusyjnie obarczali was.
Nie było w historii problemu, błędu lub cierpienia, którego nie przypisaliby wam. A wy, niemal zawsze nie znający swojej przeszłości, zaczęliście w to wierzyć, a nawet wspomagać ich w tym działaniu. Tymczasem ja (agnostyk, ale także i historyk starający się być zawsze obiektywnym) mówię wam, że macie przeciwstawiać się temu w imię prawdy. W rzeczywistości bowiem większość zarzutów jest nieprawdziwa. A jeśli któryś ma nawet jakieś uzasadnienie, to oczywiste jest, że w rozliczeniu dwudziestu wieków chrześcijaństwa światła zdecydowanie górują nad ciemnościami. Dlaczego więc nie żądacie odpowiedzialności od tych, którzy żądają jej wyłącznie od was? Czyż rezultaty ich pracy są lepsze od waszych? Z jakich ambon, skruszeni, słuchacie kazań?” Mówi też o średniowieczu, które studiował: “Owe wstydliwe kłamstwa o “ciemnych wiekach”, czyżby były inspirowane wiarą płynącą z Ewangelii ? Dlaczego więc to, co pozostało nam z tamtych czasów, odznacza się tak fascynującym pięknem i mądrością ? Także w historii trzeba kierować się zasadą przyczyny i skutku…”

Aż dziw bierze, że coś co powinni mówić chrześcijanie (a przede wszystkim hierarchia - red.) , ludzie broniący swej wiary, mówi człowiek nieukrywający swej niewiary. Zwykła przyzwoitość, uczciwość historyka, czy wreszcie odreagowanie lat spedzonych w masońskich lożach stały się dla profesora Moulina impulsem do tego by dać świadectwo, na które nie stać nas, co niedzielę przystępujących do sakramentów świętych.
Niestety, daliśmy się zastraszyć, zakrzyczeć, i to komu? Nawet nie politykom czy jakimś autorytetom ale zwykłym celebrytom i hordom internetowych ujadaczy. Boimy się przyznać do wiary, bo wiemy że wywoła to śmiech i szyderstwa oraz oskarżenia o wszelkie mozliwe grzechy; inkwizycja, kolonizacja, eksterminacja indian, Galileusz, teraz do tego katalogu dochodzi jeszcze pedofilia księży.

Niech ten “stary niedowiarek”, jak sam o sobie mówi Leo Moulin bedzie dla nas przykładem i dowodem na to, że nie mamy powodów do wstydu. Wręcz przeciwnie, bądźmy dumni z tego że mimo presji świata, mamy odwagę trwać przy Chrystusie, i niech ta duma sprawi, że odwaga trwania przerodzi się także w odwagę świadczenia.

konserwa

Źródło: http://www.konservat.pl/index.php?sp=art&art=0941&path=arty2010#nc

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj