Nowe prześladowania wierzących. „Nie miała innego wyjścia, musiała tak powiedzieć”. Świadectwo dziewczynki, którą zmuszono do złożenia fałszywych zeznań na Bogolubski Monaster i o. Piotra (Kuczera)

Po polsku

putin_with_a_gunMoja córka, Ksenia Gołowczenko, wychowywała się w Bogolubskim monasterze przez sześc lat i przez cały ten okres moje dziecko ani razu nie poskarżyło się na złe warunki życia, czy na chamski stosunek wychowawców, ani tym bardziej na to, że ją bito, czy znęcano się na nią. Przeciwnie, w listach, rozmowach telefonicznych i w czasie naszych rozmów córka opowiadała o swoim życiu w monasterze w samych superlatywach, dzieliła się radosnymi wrażeniami o wyjazdach do świętych miejsc, opowiadała o tym, jak o. Piotr troszczy się zarówno o swoje wychowanki, jak i o mniszki, których jest Spowiednikiem.
Ksenia przysłała do domu fotografie, na których, w otoczeniu innych dziewczynek, zawsze była bardzo wesoła i szczęśliwa. Kiedy byłam w monasterze, sama miałam możliwość przekonać się o tym, jak i w jakich warunkach wychowywały się i uczyły się tam dzieci.

W czasie rozmowy z o. Piotrem dowiedziałam się, że utrzymanie każdego dziecka w Monasterze kosztuje duże pieniądze, dziewczynki są bardzo dobrze ubrane, mają zapewnione wyżywienie w postaci pełnowartościowego naturalnego jedzenia, z dużą ilością produktów mlecznych (jest do wyboru kilka rodzajów sera, twaróg, śmietana, mleko), ponieważ monaster ma swoje gospodarstwo, a dzięki temu chleb własnego wypieku i inne artykuły spożywcze własnej produkcji. Dzieci miały możliwość kształcenia się w szkole, a później zdawania egzaminów w państwowej szkole.

Widziałam również, jak wychowawcy traktują dziewczynki, rozmawiałam z wychowawcami Kseni – Anastazją (mniszką Rafaiłą) i Natalią Efremową i zrozumiałam, że dzieci, nawet jeśli robią coś nie tak, albo są nieposłuszne, to wcale nie są surowo karane, lecz przeciwnie, powiedziałabym, że są traktowane nawet bardzo łagodnie i z miłością, bowiem mniszki starają się przekonać dzieci, aby były posłuszne i poprawiły się.

Na terenie monasteru jest punkt medyczny, w którym dokładnie badano zdrowie dzieci i reagowano na jakiekolwiek ich skargi, na pogorszenie ich samopoczucia, tym bardziej, że regularnie badali ich lekarze-specjaliści spoza monasteru, ponieważ, gdyby na przykład, którejkolwiek z dziewczynek uszkodzili kręgosłup, to nie pozostałoby to niezauważone, lecz z pewnością zostałoby to wszędzie nagłośnione.

Zapoznałam się z kartą medyczną swojej córki w 2009 roku, kiedy przyjechała do domu i zobaczyłam tylko tyle, że kiedy Ksenia chorowała (łapała przeziębienie) to w odpowiednim momencie lekarze radzili jej, co ma robić i prowadzili leczenie. Kiedy Ksenia zaczęła się skarżyć na bóle głowy, wtedy z błogosławieństwa matuszki-przełożonej (mniszki Gieorgii) w szpitalu okręgowym zrobiono jej drogie badania i wyznaczono leczenie.

Wszyscy, którzy znają naszą rodzinę i Ksenię, a którzy nie raz już byli w Monasterze, zawsze widzieli dziewczynkę w dobrym, wesołym nastroju. Dziewczynki budzono nie wcześniej niż o 6:30 rano, a bywało, pozwalano im wyspać się i wstać później, dlatego nie może być mowy o tym, by zmuszano dzieci do wyczerpującej pracy w polu.

We wrześniu 2009 roku, kiedy wokół Bogolubskiego Monasteru wybuchł skandal z powodu ucieczki jednej z dziewczynek, Wali Pierowej, wtedy Ksenia złożyła pierwsze zeznania przeciwko monasterowi i wychowawcom. Lecz w domu, w spokojnej atmosferze wyznała, że pracownicy organów państwowych ochrony praw nieletnich i prokuratury wywierali na nią psychologiczny nacisk. Opowiadała, że jedna z pracownic prokuratury głaskała ją po plecach i szeptała jej do ucha, co i jak ma powiedzieć mamie, i uczyli ją, jak bezczelnie i po chamsku ma ze mną (tj. swoją matką) rozmawiać i o co powinna mnie oskarżać. A kiedy nie chciałam wierzyć jej kłamstwom na temat monasteru, to usłyszałam, że oznacza to, iż: „twoja mama jest tępa” (nauka prokuratorów i obrońców praw dziecka).

W czasie swojego pobytu w domu Ksenia przemyślała to wszystko, wyrzekła się swoich poprzednich zeznań i postanowiła znów wrócić do monasteru, gdzie archimandryta Piotr i wszystkie siostry przyjęli ją z miłością i ze zrozumieniem. Po tym, jak wstrzymano działalność przytułku przy Bogolubskim Monasterze, moja córka wraz z innymi dziećmi, które otrzymały tam duchowe wychowanie, została przeniesiona do diecezjalnej szkoły-pensjonatu w mieście Suzdalu.

Ostatnio mówiła, że bardzo tęskni za monasterem i za ojcem Piotrem. Dlatego, kiedy dowiedziałam się, że moja córka znów świadczy przeciwko monasterowi i przeciwko swojemu ojcu duchowemu – o. Piotrowi, było to dla mnie całkowitym zaskoczeniem i prawdziwym ciosem. Moja opinia jest następująca – na moją córkę znowu, tak samo jak w ubiegłym roku, wywierają nacisk pracownicy organów ochrony praw nieletnich, którzy są przeciwnikami prawosławnego wychowania dzieci, ponieważ Ksenia w rozmowie telefonicznej niejednokrotnie powtarzała, że „nie miała innego wyjścia, oraz że musiała tak powiedzieć”.

Jestem głęboko przekonana, że nasze dzieci są umiejętnie manipulowane, a wrogowie, maskując się walką niby to o prawa człowieka, tak naprawdę prowadzą walkę z Prawosławiem. Wszyscy, komu nie jest obojętny los tego świętego Monasteru oraz naszych dzieci, które nasi wrogowie starają się przerobić na swoją modłę, nie pozwalając wychować ich w Prawosławnej Wierze i posłuszeństwie wobec rodziców, muszą wykazać swoją gorliwość i ochronić od kłamstw i oszczerstw „obrońców praw dziecka” Bogolubski Monaster i jego duchownika, dla wielu ukochanego archimandrytę Piotra, który modli się za wszystkich, zwracających się do niego o pomoc.

Mama Kseni Gołowczenko, Swietłana Gołowczenko

Źródło: http://3rm.info/religion/5824-u-nee-ne-bylo-drugogo-vyxoda-ej-nuzhno-bylo-tak.html

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj