Historia pewnego podporucznika

Po polsku, Polecane

eyes-on-fireWydarzyło się to w 1837 roku. Dwóch młodych podporuczników, którzy niedawno opuścili szkołę wojskową w Saint-Cyr, zwiedzając zabytki i osobliwości Paryża, wstąpiło do kościoła Wniebowzięcia Matki Boskiej, niedaleko Tuileries (pałac Katarzyny Medycejskiej z XVI w. w sąsiedztwie Luwru, spalony w czasie Komuny Paryskiej, obecnie park.), i zaczęło oglądać obrazy, rzeźby i inne dzieła sztuki w tej pięknej świątyni. O tym jednak, by się pomodlić, nawet przez myśl im nie przeszło.
W pobliżu jednego z konfesjonałów spostrzegli młodego kapłana w komży, modlącego się przed Najświętszym Sakramentem.
— Spójrz tylko na tego księdza — powiedział jeden z podporuczników do drugiego — wygląda jakby na kogoś czekał.
— Może na ciebie? — odpowiedział tamten z uśmiechem.
— Na mnie? A po cóż by?
Kto wie? Może po to, aby cię wyspowiadać.
— Wyspowiadać? Dlaczego nie? Chcesz się założyć, że pójdę?
— Co? Ty? Ty byś miał się wyspowiadać? — i parsknął śmiechem, wzruszając ramionami.
— O co zakład? — odparł jego towarzysz szyderczo i stanowczo. — Załóżmy się o dobry obiad z butelką szampana.
— Zgoda, na obiad i szampana. Ale i tak nie wierzę, żebyś wszedł do tej skrzynki. (We Francji oraz innych krajach konfesjonały nie są — tak jak u nas — otwarte, lecz podobne do skrzynki lub szafy, tak, że ani spowiednika ani penitenta nie widać). Zaledwie skończył mówić, a już jego towarzysz podszedł do księdza i szepnął mu słówko do ucha. Ksiądz podniósł się natychmiast i wszedł do konfesjonału, a udający penitenta, spojrzawszy triumfującym wzrokiem na swego towarzysza, przyklęknął, jak gdyby rzeczywiście chciał się wyspowiadać.
— Co też mu przyszło do głowy! — mruknął tamten i usiadł, czekając co z tego wszystkiego wyniknie. Czekał pięć minut, dziesięć, kwadrans. „Cóż on tam robi? — myślał zaciekawiony i już trochę zniecierpliwiony. — O czym przez tyle czasu miałby mówić?” Nareszcie konfesjonał się otworzył, ksiądz wyszedł z twarzą ożywioną i poważną i pożegnawszy młodego żołnierza, wszedł do zakrystii. Podporucznik podniósł się także, i głaszcząc sobie bródkę z miną trochę zaambarasowaną, dał znak przyjacielowi, by za nim wyszedł z kościoła.
— Cóż ci się stało? — rzekł tamten. — Czy wiesz, że blisko dwadzieścia minut siedziałeś z tym księdzem w konfesjonale? Daję słowo, iż już zacząłem myśleć, że się naprawdę spowiadałeś. Wygrałeś jednak obiad. Czy chcesz go mieć jeszcze dziś wieczorem?
— Nie — odrzekł tamten, w złym humorze — dziś nie chcę. Zobaczymy się kiedy indziej. Jestem teraz zajęty, muszę cię pożegnać. I uścisnąwszy rękę towarzysza, pośpiesznie się oddalił z miną bardzo skwaszoną.
I cóż takiego zaszło między owym podporucznikiem a spowiednikiem? Oto ksiądz, zaledwie otworzył kratkę konfesjonału, domyślił się z tonu, jakim odezwał się wojskowy, że nie o spowiedź tu idzie, ale o jakiś żart niesmaczny. Podporucznik posunął swoje zuchwalstwo do tego stopnia, że po krótkiej rozmowie odezwał się:
— Co tam religia! Co tam spowiedź! Ja sobie drwię z tego wszystkiego!
— Wiesz co, mój panie — łagodnie przerwał mu ksiądz — widzę, że nie myślisz tutaj o spowiedzi. Dajmy więc pokój, a jeśli pozwolisz, to sobie trochę pogawędzimy. Ja bardzo lubię wojskowych, a ty w dodatku wyglądasz na dobrego i miłego chłopca. Jaki stopień masz teraz w wojsku?
Podporucznik spostrzegł się teraz, iż popełnił głupstwo. Zadowolony, że znalazł sposób na wydobycie się z matni, odpowiedział grzecznie:
— Jestem podporucznikiem. Wyszedłem właśnie z Saint-Cyr.
— Podporucznikiem? A czy długo nim pozostaniesz?
— Tego dokładnie nie wiem: ze dwa, trzy, może cztery lata.
— A potem?
— Potem? Będę awansował na porucznika.
— A potem?
— Potem? …zostanę kapitanem.
— Kapitanem? W jakim wieku można zostać kapitanem? -” Jeśli mi pójdzie gładko — odrzekł z uśmiechem podporucznik — to mogę w dwudziestym ósmym lub dwudziestym dziewiątym roku życia zostać kapitanem.
— A potem?
— O! Potem to idzie z wolna, na kapitaństwie trzeba się długo wysługiwać. Następnie awansuję na majora, potem na podpułkownika, wreszcie na pułkownika.
— Więc, jak widzę, w czterdziestym lub czterdziestym drugim roku życia dojdziesz pan już do pułkownika. A potem co?
— Potem? …zostanę generałem brygady, później zaś generałem dywizji. A potem pozostaje już tylko buława marszałkowska. Ale moje ambicje tak daleko nie sięgają.
— Niech i tak będzie, ale czy nie zamierza pan się ożenić?
— Naturalnie, jak tylko zostanę wyższym oficerem.
— No dobrze, więc ożeniwszy się będzie pan wyższym oficerem, generałem brygady, dywizji, a kto wie, może nawet i marszałkiem Francji. Ale co potem, mój panie? — dodał z powagą ksiądz. Co potem?
— Potem? — odrzekł wojskowy nieco zakłopotany — doprawdy, nie wiem, co będzie potem. Dziwna rzecz — odrzekł na to ksiądz głosem coraz surowszym — dziwna rzecz, że wiesz wszystko, co zdarzy się do tej pory, a nie wiesz, co będzie potem. A ja wiem i zaraz ci powiem. Potem, mój panie, umrzesz, a po śmierci staniesz przed Panem Bogiem i będziesz osądzony. A jeżeli nie zaniechasz życia, jakie teraz prowadzisz, będziesz potępiony, będziesz gorzał w piekle na wieki. Oto co będzie potem.
Nasz rycerz, znudzony i przerażony takim końcem, miał ochotę wymknąć się.
— Jeszcze chwileczkę, mój panie! — zawołał ksiądz. — Mam jeszcze jedno słówko do powiedzenia. Jesteś człowiekiem honorowym, nieprawdaż? Ja także mam honor. Tyś mi ciężko ubliżył i winieneś mi zadośćuczynienie. Żądam go tedy w imię honoru. Zadośćuczynienie będzie bardzo proste. Dasz mi tylko słowo, że przez tydzień, co wieczór, nim się położysz, uklękniesz i głośno powiesz te słowa: „Przyjdzie czas, że umrę, ale to dla mnie nic. Po śmierci pójdę na sąd, ale to dla mnie nic. Po osądzeniu będę potępiony, ale to dla mnie nic. Pójdę do piekła w ogień wieczny, ale to dla mnie nic.” Oto wszystko, musisz mi dać słowo honoru, że tego dopełnisz.
Żołnierz, zmęczony tym obrotem sprawy, chcąc bądź co bądź, wyjść z tego trudnego położenia, złożył żądaną obietnicę, po czym ksiądz z dobrocią go pożegnał, mówiąc:
— Nie mam potrzeby cię zapewniać, mój drogi, że to, co uczyniłeś, z całego serca ci wybaczam. Jeślibyś kiedy mnie potrzebował, zawsze zastaniesz mnie na tym samym miejscu gotowego, by ci służyć. Proszę tylko abyś nie zapomniał o danym słowie.
Po czym rozeszli się.
Nasz porucznik tego dnia sam spożywał obiad. Był wyraźnie nieswój. Wieczorem zaś, gdy szykował się na spoczynek, zawahał się nieco, ale danego słowa trzeba było dotrzymać, więc zaczął: „Umrę… pójdę na sąd… pójdę może do piekła…” — ale nie miał odwagi dodać: „Ale to dla mnie nic”.
I minęło tak kilka dni. Jego pokuta nieustannie mu się przypominała i jakby w uszach dudniła. W gruncie rzeczy, był on, jak prawie wszyscy jego rówieśnicy bardziej zbałamucony i odurzony złem, niż zły. I nie upłynął nawet tydzień, jak powrócił, tym razem sam, do kościoła Wniebowzięcia, wyspowiadał się na dobre i wyszedł z konfesjonału ze łzami w oczach i sercem przepełnionym radością. I od tego czasu — jak mnie zapewniano — pozostał dobrym i gorliwym chrześcijaninem.
A cóż innego, jeśli nie przerażający obraz piekła — obok łaski Bożej — mogło być źródłem tej przemiany. To, co piekło sprawiło w umyśle młodego wojskowego, czemuż nie miałoby dokonać i w twoim, miły czytelniku? Trzeba się tylko dobrze nad tym zastanowić. Trzeba zastanowić się nad piekłem; bo jest to sprawa bardzo osobista, i przyznać trzeba straszliwie przerażająca, sama narzucająca się każdemu z nas.
Do piekła dostać się może każdy, a szczególnie ten, kto nie chce w to dziś uwierzyć …

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj