OFIARA LUDZKA A OFIARA BOSKA

Po polsku

W namiocie Dża-lamy wisiał „tulum” - skóra zdarta w roku 1913 z kirgiskiego jeńca bez rozcięć, w kształcie worka, dokładnie wypreparowana przy pomocy soli i wysuszona. To nie był łup wojenny, lecz najpotrzebniejsze narzędzie modlitwy.

DIAKON ANDRIEJ KURAJEW

Jest takie plemię w Nowej Gwinei, przy zawieraniu znajomości z przedstawicielami którego w żadnym wypadku nie wolno podawać swojego imienia,
przekazywać jakichkolwiek wiadomości o sobie czy też korzystać z ich pomocy. To są asmaci - bardzo dziwny naród, wzmianka o którym wywołuje lęk,  bo to są okrutni lowcy czaszek i kanibale. W roku 1961 znikl tam bez śladu Michael Rockefeller, syn człowieka, który byt wówczas burmistrzem Nowego Jorku i jednym z najbogatszych ludzi Ameryki. Dwudziestu marynarzy kapitana Cooke’a, którzy w roku 1770 wyszli ze statku na brzeg w poszukiwaniu wody, zostało ofiarami tubylców. Miejsce to zdobyło złą sławę. Ludożerstwo, dziwne i niezrozumiałe, utrwaliło w oczach cywilizowanego świata obraz asmatów jako łaknących krwi potworów.

opening-montage-3

W latach 20. Holendrzy, którzy panowali na tych terytoriach, zdecydowanie walczyli z ludożerstwem. Potem walkę tę z taką samą mocą kontynuowali Indonezyjczycy. Ale kanibalizm nie został zwyciężony, lecz istniał dalej, tylko już w podziemiu. Asmaci wyeliminowali wszelkie oznaki ludożerstwa ze swego życia publicznego. Uważają oni, że śmierć jednego człowieka dodaje mocy życiowej innemu. Zabijając człowieka z innego plemienia, w ten sposób jakby przedłużają swoje własne życie. Lecz tylko ten, kto zna imię zabitego, może „korzystać” całkowicie z owoców polowania. Dlatego powodzenie wojownika asmackiego zależy od umiejętności dopilnowania swojej ofiary i dowiedzenia się jak najwięcej na jej temat. „Moralnym” podłożem dla działalności łowców głów są duchy przodków, które ciągle wymagają zemsty.

To ich dusze ponoszą odpowiedzialność za wszystko, to ich duchowe siły bronią przed złymi mocami, które czyhają na człowieka wszędzie. Dlatego kult zmarłych stał
się organiczną częścią asmackich wierzeń… Chwalą wojownika jest zwycięstwo i nie jest wcale ważne, za jaką cenę. Jeżeli jest to potrzebne, zaprzyjaźni się w tym celu
z mieszkańcami sąsiedniej wioski, zaprosi ich do siebie w gości, poczęstuje, udzieli pomocy, a wszystko po to, żeby dowiedzieć się na temat wroga jak najwięcej, a pewnego razu napaść i zabić. Z perspektywy białego człowieka jest to dziwny styl relacji. Bardzo logicznie w tym kontekście wygląda odbiór przez asmatów historii biblijnej, ciągle cierpliwie opowiadanej im przez misjonarzy, którzy sami jeszcze nie tak dawno cierpieli od podstępnych kanibali. Tak więc Judasz w oczach asmatów wygląda w porównaniu z ciągle wybierającym, słabym i szczerym Chrystusem na prawdziwego zwycięskiego wojownika, ponieważ potrafił zdobyć zaufanie wroga, dopilnował odpowiedniego momentu, okłamał swoją ofiarę i zadał doskonały cios. Osiągnął swój cel, przeżył, a Chrystus…

Asmaci. Mężni, mocni wojownicy, ludzie, którzy nie ustąpili przed okupantami.
Tak, z perspektywy białego człowieka są oni podstępni, chytrzy, łaknący krwi, nie wyznający naszych zasad moralności i naszego stylu życia. Szkoda jednak, jeśli kiedyś cywilizacja zniszczy ich unikalność.’

Jeśli akceptują Państwo zmartwienie autora powyższego artykułu z „Ogonioka”, że ludożerstwo może kiedyś zniknąć, w rezultacie czego nasz świat stanie trochę mniej pluralistyczny, mogą Państwo dalej nie czytać niniejszego tekstu.

pekin2Rozważaniami na temat kanibalizmu, jak myślę, można zakończyć dyskusję na temat: czy można porównywać religie między sobą?. Tak jest, religie są różne, różnice pomiędzy nimi można zauważyć, potem uświadomić sobie, że jedne praktyki religijne są, delikatnie mówiąc, „bardziej archaiczne”, a inne „bardziej duchowe”. Religia, w której są praktykowane ofiary z ludzi, wydaje mi się „mniej wzniosła” niż ta, która wymaga tylko ofiar ze zwierząt. Z kolei religia, która zaleca na święto zabijać jagnięta, ustępuje tej, w której „ofiarą wieczorną” nazywa się ustna modlitwa i zwrócenie serca człowieka ku Bogu. I nawet jeśli mi udowodnią, że kult domagający się ofiar z ludzi jest starszy od praktyki czytania psalmów wieczorem, to i tak wolę nie mieć nic wspólnego z „ezoterycznymi legendami starożytności” i pozostać w łonie nie tak starej tradycji.

Całkowicie akceptuję wybór młodego bramiana hinduskiego, który zmienił swoją starą „ezoteryczną” tradycję na młodsze i mniej poetyckie chrześcijaństwo: Mój dziadek Singh praktykował okultyzm na serio i zawsze krytykował tych, którzy zajmowali się wyłącznie filozofią i nawet nie dążyli do wykorzystania nadprzyrodzonych mocy. Pewnego razu moja babcia Nani wyjawiła mi tajemnicę, którą ukrywała przez wiele lat: Singh złożył w ofierze swego pierworodnego syna swojej ulubionej bogini Lakszmi, małżonce Wisznu-stróża. W Indiach był taki zwyczaj, chociaż nikt o nim otwarcie nie mówił. Jako bogini bogactwa i dobrobytu pomogła ona ziadkowi w błyskawicznie krótkim czasie zostać najbogatszym i najbardziej wpływowym człowiekiem w Trynidadzie. W tym artykule faktycznie nie będę mówił w swoim imieniu. Chcę po prostu pokazać, w jakim kontekście zabrzmiało wezwanie proroków, a potem Chrystusa. To, co tkwi głęboko w wodach historii, często jest odbierane niewyraźnie i nostalgicznie. Ale są na ziemi wysepki, gdzie wiele pozostało tak, jak dawniej. Tam nie usłyszeli Ewangelii.

Jedną z takich wysepek jest świat lamaizmu. Substratem, który „zamroził” Tybet, zatrzymując jego rozwój duchowy w epoce przedbiblijnej, był buddyzm. Problem polega na tym, ze w buddyzmie nie ma pojęcia Boga. Ani Jedynego Osobowego Boga Stwórcy nie ma w filozofii buddyzmu, ani nawet Brahmana, Ducha Wszechświata. Wszystko, co istnieje, jest psychicznym potokiem. Wszystko jest objawieniem energii psychicznej i dlatego ze wszystkiego można korzystać, ale pod jednym warunkiem - nie szkodzić wspólnocie buddystów.

Do Tybetu buddyzm mahajana przyszedł w VII wieku. W IX stuleciu dotarł on przez arystokrację i kręgi naukowe do pospolitej ludności w formie
lamaizmu, stworzonego przez Padmę Sambhawę.

0dalajlama600Ludność Tybetu wtedy jeszcze była w epoce szamanizmu. Ich wiara polegała na kontaktowaniu się z duchami, i to duchami całkowicie i otwarcie złymi. Zgodnie z logiką rozwoju religijnego, z czasem mogliby oni zaakceptować ideę Jedynego Bóstwa i pójść ogólnoludzką drogą rozwoju… Lecz przyszli do nich buddyjscy kaznodzieje i powiedzieli, że Boga nie ma. Ale duchy są (ponieważ filozofia buddyzmu w zasadzie dopuszcza różne formy istnienia, jeśli tylko ktoś stale i zdecydowanie myśli o nich oraz przekazuje im swoją energię). Naprawdę każdy buddysta wie, że posłuchać kazania Buddy przylecieli nawet bogowie. A Bóg nie przyszedł. Znaczy to, że Go nie ma. Szamański kult został wzmocniony filozofią buddyzmu. Po przybyciu do Tybetu Padma Sambhawa rozpoczął budowę klasztoru Samie. Demony jednak sprzeciwiały się budowie. Padma Sambhawa rozpoczął walkę przeciwko nim zwyciężył i zrobił z nich niewolników, którzy ukończyli budowę. Stąd wzięło się ulubione powiedzenie Heleny Roerich: „Demony budują świątynię”, Poza tym założyciel lamaizmu po zwycięstwie nad mocami diabelskimi jako warunek odzyskania przez nie wolności postawił przed nimi bardziej długofalowe zadanie. Od tego czasu zobowiązane one zostały do obrony czystości buddyjskiej wiary. Z punktu widzenia tantryzmunie opłaca się w ogóle unikać kontaktów z duchami ciemności i złymi energiami, ponieważ nie warto odrzucać ich, lecz należy nauczyć się wykorzystywać je w swoich celach. Każda energia może przydać się w okultystycznym gospodarstwie. Oparte na takim założeniu dogadzanie tym okrutnym i krwiożerczym demonom zajęło naczelne miejsce w kulcie miejscowej ludności. W buddyjskich klasztorach Mongolii i Tybetu codzienne nabożeństwo poranne zaczyna się od złożenia krwawej ofiary „obrońcy wiary Dżamsaranowi oraz innym okrutnym bóstwom i demonom”, „boskim katom i zabójcom wrogów wiary i cnót”.
86632123_9d01f7266f

Oto opis owego nabożeństwa, przytoczony w księdze rosyjskiego etnografa A. M. Pozdniejewa, wydanej ponownie w 1933 roku w Kałmucji przez samych buddystów: Ci, którzy przynoszą balin huwaraki przed rozpoczęciem nabożeństwa, najpierw powinni kontemplować Dżamsarana i wyobrazić sobie całą przestrzeń świata pustą. W tej pustej przestrzeni muszą wyobrazić sobie bezgraniczne morze ludzkiej i końskiej krwi ze wzburzonymi falami; pośrodku tych fal - prostokątną miedzianą górę, na jej szczycie - sionce, zwłoki człowieka i zwłoki konia, a na nich stoi Dżamsaran. Twarz ma czerwoną, w prawej ręce, z której wychodzi ogień, trzyma miedziany miecz oparty o niebo; mieczem tym siecze życie tych, którzy złamali obietnice. Lewa ręka trzyma nerki i wątrobę wrogów wiary, pod pachą znajduje się wciśnięta skórzana czerwona flaga. Usta są szeroko otwarte, widać cztery białe kły, ma troje oczu i straszliwie zagniewany widok. Ukoronowany jest pięcioma ludzkimi czaszkami. Stoi pośród plamieni ognia mądrości.
Po złożeniu kielicha krwi temu oraz innym demonom, wyznawcy wzywają ich, by zniszczyli wrogów, szczególnie tych, którzy przeszkadzają rozpowszechnianiu się wiary i świętości buddyzmu. Oto zwrócone ku nim wołanie:

Przywołuję tego, który ma swoje wieczne mieszkanie w południowo zachodniej ziemi trupów, władcę życia, wielkich czerwonych katów i szymnusów, którzy pilnie strzegą poleceń Dżamsarana, przybywajcie na mocy obietnicy… Żeby pocieszyć Dżamsarana i jego towarzyszy, witam ich wielkim morzem rożnej krwi… Om-ma-hum…Uczyńcie prochem wszystkie wrogie moce i przeszkody, zgodnie ze swymi srogimi i okrutnymi prawami… Ty, który otworzyłeś usta i pokazaleś kly, ty, który masz troje oczu na strasznej twarzy, ty, który zawiązałeś w warkocz swe ciemnożółte włosy, ty, który włożyłeś na siebie wieniec z czaszek, majestatyczny bohaterze, obdarzony twarzą, na którą nie da się patrzyć, uwielbiam ciebie! Wychwalam stojącą po twojej prawicy Uhin-tengri, która trzyma w swych rękach miecz i gwoźdź, która ma granatowe cialo i czerwoną twarz! Królu stróżów-jakszasów, matko z czerwoną twarzą, wściekłych ośmiu noszących miecze, straszliwi kaci, pomnóżcie waszą energię! Wszystkim grzesznym, czyniącym przeszkody lamaizmowi, wszystkim, którzy trzymają się herezji, pokażcie waszą silę i ratujcie, wyzwolicie! Posyłając z góry szymnusów używających noży, zagarnijcie wrogów siecią, przebijcie ich gwoździami, zniszczcie ich mieczami, uderzcie włóczniami, zjedzcie serce! Ale przymuszając ich, by skończyli swe ziemskie złe istnienie, uratujcie ich dusze! Połóżcie kres życiu tych złych wrogów! Ich mięso, krew i kości zjedźcie waszymi ustami! Przyjmijcie tą ofiarę ciała i krwi znienawidzonych wrogów! Poprowadźcie mnie drogą cnoty, ale pokarajcie wrogów jawnymi znakami! Zniszczycie wrogów lamaizmu i wiary w ogóle, ponieważ tylko tak można zachować wiarę i świętą naukę!

w020080117347697019895

Tak więc jeśli mówimy, że wszystkie religie są jednakowe, warto przyjrzeć im się bliżej. I zapytać, czy można, przykładowo, na jednym ołtarzu postawić „Zbawiciela” Andrieja Rublowa i maski bóstw lamaizmu? Czy można w ramach jednego porannego nabożeństwa przeczytać modlitwę chrześcijanina i modlitwę tybetańskiego mnicha?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zwrócić się ku tekstom. Poranną modlitwę buddysty już słyszeliśmy. Dla porównania proponuję poranną
modlitwę prawosławnego chrześcijanina, ale nie do Boga, tylko do Anioła Stróża:

Aniele święty, bądź towarzyszem mojej grzesznej duszy i mego niecnotliwego życia; nie porzucaj mnie, grzesznego, nie odstępuj ode mnie z powodu moich braków;
nie pozwól podstępnym demonom rządzić mną za pomocą dala; umocnij mnie, biednego i słabego, i prowadź mnie drogą zbawienia. Święty Aniele Boży, stróżu i patronie mojej grzesznej duszy i ciała, wybacz mi wszystko, czym obraziłem Ciebie podczas mego ziemskiego istnienia, i to, czym obraziłem Ciebie dzisiejszej nocy; opiekuj się mną w dniu dzisiejszym, strzeż mnie od wszelkich pokus, bym żadnym grzechem nie obraził Boga. Módl się za mną do Pana, żeby utwierdził mnie w swej bojaźni i udzielił swoich łask obficie. Amen.


Jak słusznie zauważa. L. Jozefowicz, Archaniola Michała, przywódcę wojska niebieskiego, który teżjest bardzo wojowniczy, trudno wyobrazić sobie w diademie ze ściętych głów i ściskającego zębami wnętrzności przeciwników chrześcijaństwa. I nawet jeśli te fizjologiczne szczegóły były tylko symbolami walki wyłącznie duchowej, sam ów metaforyczny język zasadniczo różni się od języka chrześcijańskiego.

W tybetańskiej Szambali miała miejsce i praktyka. Mnie, przebywającemu od 15 lat pośród Mongołów, wydawała się czymś bardzo dziwnym rozmowa z kapłanem, buddyjskim lamą, przedstawicielem ruchu „chroń wszystko, co żyje”, na temat ofiar z ludzi. A jednak niedowiarek zobaczył to na własne oczy. Ofiary z ludzi istniały u północnych buddystów do XX wieku.

mahakala_detailOto na przykład jedno z dzieł słynnego Tuszegun-lamy (albo Dża-lamy), który uważał siebie za wcielenie Mahakali, Wielkiego Czarnego Boga, wywołującego niemal przez pól wieku zamieszanie w stepie, wzbudzającego lęk u nomadów i uznawanego za świętego jeszcze za życia.7W sierpniu 1912 roku po walce przy chińskiej twierdzy Kobdo Mongołowie porwali 35 chińskich handlarzy (proszę zauważyć: to nie byli żołnierze, lecz kupcy). Zdecydowali postąpić z nimi według dawnego tantryjskiego rytuału „poświęcenia sztandarów”. Zwolując naród przy pomocy trąb z muszli, lamowie przynieśli damary - bębny zrobione ze skóry ludzi, instrumenty muzyczne z człowieczych kości, garnuszki z krwią dla demonów. Lamowie, i przelożeni, i podwładni, z wielkim trudem przeszli przez dum… Z dużą sprawnością szybko rozebrali ofiary. Ręce i nogi ich założyli za plecy, głowy ofiar zwrócone były ku niebu, warkocze zaś przywiązane do rąk i nóg w taki sposób,  by pierś wypięta była naprzód. Lamowie zaczęli coraz głośniej czytać modlitwy i zaklęcia, coraz szybszy stawał się ich okropny śpiew. Do przodu wystąpił Dża-lama, jak wszyscy lamowie z gołą głową, w czerwonym płaszczu. Wypowiedziawszy słowa modlitwy, przyklęknął przed pierwszym z Chińczyków, wziął do lewej ręki krotki nóż ofiarniczy podobny do sierpa.. Błyskawicznie uderzywszy lewą ręką w pierś, Dża-lama prawą wydarł jeszcze żywe serce. Strumieniami krwi Mongołowie napisali na płótnie „formuły zaklęć”, gwarantujące im pomoc dokszytów, które doceniły                                                                                                     ich zwycięstwo.
Potem Dża-lama włożył skrwawione serce do przygotowanej wcześniej gabali - kielicha, który zrobiony był z górnej części czaszki człowieka, upiększonej srebrem. I znów
jęk nowej ofiary, dopóki wszystkich pięć sztandarów nie zostało wymalowanych krwią z serc. Lamowie szybkim uderzeniem noża otwierali czaszki i natychmiast rzucali ciepły jeszcze mózg do gabali, do martwych serc… Widzowie na początku odchodzili przestraszeni, ale potem krzyczeli coś, okazując zadowolenie, jakby w ich duszach za-
czynał płonąć mały ogień… Nadeszła kolej następnych pięciu ofiar, w tym i porwanego Sarta. Właśnie do niego pierwszego podszedł Dża-lama. Wysokie „allah-il-allah”
zabrzmiało w dolinie, podczas gdy on cienką ludzką kością otworzył Sanowi arterię i zaczai wypuszczać krew do gabali. San umierał jak prawdziwy muzułmanin: odma- wiał ostatnią modlitwę i patrzył w ojczyste strony, dopóki nie upadł na trawę. Los je- go czterech towarzyszy nie był lepszy. Powoli tracili krew. Dża-lama tą krwią umie-
rających wrogów pokropił stojących w pobliżu i drżących ze strachu żołnierzy. Martwe ofiary rzucono w ogień.

mahakala

Kiedy zarządca księcia dotarł na miejsce ofiary i próbował zatrzymać rytuał, mówiąc, że „żółta wiara” nie akceptuje takich obrzędów, odpowiedziano mu: Dża-bogdo-lama sprawuje ofiarę tantryjską zgodnie ze starym rytem, który jest przekazywany ustnie i potajemnie. Jego rozkaz jest dla nas ważniejszy! Tak nakazuje
postępować z wrogami religii Mahakala. Co jest naprawdę warte słowo księcia w porównaniu z autorytetem świętego! A on jest nawet więcej niż świętym:
Mahakala najpierw był jednym z wcieleń Sziwyjako niszczyciela świata.

Mahakalę lamowie-malarze powinni byli malować zawsze z mieczem albo nożem, na tle oczyszczającego ognia, z szeroko otwartymi ustami, które są gotowe wpijać się w serce wrogów żółtej wiary, wypić ich jeszcze nie wystygłą krew. Ten dokszyt (po tybetańsku, w sanskrycie: dżarmapal) nie tylko zwycięża Zło, ale przeżywa zadowolenie na widok cierpień nosiciela owego Zła. To nie jest wcale obraz ciemnych mocy, to nie oblicze zła.
Nie, to jest po prostu obraz patrona „żółtej wiary”, oblicze tych mocy, które bronią buddyzmu tybetańskiego. Zarówno on, jak i podobne mu duchy nazywane są w lamaizmie „Ośmioma Straszliwymi” (Mahakala, Zagan-Mahakala, Erlik-Han, Ohin-Tengri, Durben-Nigurtu, Namsaraj, Dżamsaran, Pamba).

OBIT POPE

Mahakala jest demonem, który sam nie potrafi osiągnąć nirwany, lecz podbity przez Padmę Sambhawę i innych buddyjskich bohaterów musi wiecz-
nie walczyć z tymi, którzy przeszkadzają w rozpowszechnieniu buddyzmu, przynosi zlo ludziom lub przeszkadza im sprawować święte obrzędy.12
Dalajlamowie (według świadectwa obecnego Dalajlamy XIV) od dzieciństwa związani są z czarnym bogiem Mahakala: Wkrótce po moim urodzeniu na
dachu naszego domu osiedliła się para kruków. To jest szczególnie interesujące, ponieważ podobne rzeczy przydarzyły się i po urodzeniu pierwszego, siódmego, ósmego
i dwunastego Dalajlamy. Później, kiedy Pierwszy Dalajlama wyrósł i dotarł na wyżyny praktyk duchowych, podczas medytacji miał bezpośredni kontakt z bóstwem-obro-
ńcą Mahakala. I wtedy Mahakala powiedział mu: „Ci, którzy jak ty podtrzymują naukę buddyzmu, potrzebują obrońcy podobnego do mnie”. Tak więc widać z tego, że
między Mahakala, krukami i Dalajlamami istnieje pewna więź.

buddistikalmikii3

Poza tym laureat Pokojowej Nagrody Nobla wcale nie wyrzeka się współpracy z demonami i „boskimi katami”: Żeby współpracować z tzw. gniewnymi obrońcami, musimy osiągnąć konieczny poziom rozwoju duchowego. Kiedy człowiek osiągnie pewne wyniki albo stabilność w praktykowaniu jogi, szczególnie w dziedzinie jogi bóstw, i rozwija w sobie dumę tego bóstwa, otrzymuje zdolność wykorzystywania mocy różnych obrońców i bóstw… To jest prawidłowa droga… Zrobilem poświęcenie
czakry Kali. Wyobrażałem sobie przy tym przeróżnych obrońców narodu tybetańskiego, tybetańskiego społeczeństwa… Te bóstwa mogą wywierać wpływ na to, co się dzieje w świecie.”

Dalajlama nie powiedział, niestety, że po to, by wywrzeć wpływ na owe „gniewne bóstwa” i przymusić je do „wywarcia wpływu na to, co się dzieje w świecie”, trzeba wypełnić tajne obrzędy tantry. To, co robił Dża-lama, nie jest orgią wariata; złożenie takiej ofiary jest dostępne tylko dla tych wybranych jednostek, które, zgodnie z tantryzmem, dostąpiły obietnicy diamentowego rydwanu Wadżry.”To, czego Dża-lama nie robił często, inspirowane było zwykłymi obrzędami lamaizmu. Przykładowo: w namiocie Dża-lamy wisiał „tulum” - skóra zdarta w roku 1913 z kirgiskiego jeńca, bez rozcięć, w kształcie worka, dokładnie wypreparowana przy pomocy soli i wysuszona. To nie był łup wojenny, lecz najpotrzebniejsze narzędzie modlitwy. Są takie modły lamów, kiedy należy położyć przed sobą skórę Mangusa - wciełenia zła; inna sprawa, że kiedy jej brakuje, to trzeba polożyć kawalek bialej tkaniny, która symbolizuje tulum Mangusa. Ponieważ Dża-lama zaczai budować duży klasztor, potrzebowal skóry wroga dla przyszlych huralów, nabożeństw.

„Tulum” towarzyszący Dża-lamie w jego podróżach jest interesujący jeszcze z innego powodu. Każdy naród, każde miasto, oprócz uszanowania Jedynego Niebieskiego Ojca (jeśli jeszcze o Nim pamiętają), dąży do tego, by mieć „bliższego” niebieskiego patrona. Moskwa ma św. Jerzego, Sankt-Peterburg św. Aleksandra Newskiego. W starożytności Pallas Atena była patronką Aten, Artemida - Efezu… A kogo lamaici uważają za patronkę swej świętej stolicy,
Lhasy? Boginię Lhamo. Jej wizerunek ukazuje ją jako skaczącą w morzu krwi na mule, okrytym straszliwym nakryciem - „tulumem”zrobionym ze skóry jej syna, którego sama zabiła, ponieważ zdradził „żółtą wiarę”.

Obrzędy Dża-lamy nie były na tyle ezoteryczne, by nikt inny ich nie praktykował. Kiedy jeden ze współtowarzyszy Dża-lamy, Maksarżaw, zdobył wła-
dzę, nie tylko zniszczył biały garnizon atamana Kazancewa (cześć dywizji barona Ungerna von Sternberga). Zjedzone zostało również serce esauła Wandanowa, buriackiego buddysty. Kiedy Wandanow zjawił się w obozie, czedżyn-lama od razu wpadl w trans, bóstwo, które wcieliło się w niego, domagało się ja-
ko ofiary żywego serca Wandanowa. Zastrzelono Wandanowa, a wyjęte serce oddano opętanemu czedżynowi, który zjadł je w eks- tazie. Później mówił, że podczas transu działało przez niego bóstwo i to nie on, ale ono zjadło serce Wandanowa.’Uczestnicy owego rytu opowiadali Burdukowowi, żejego [Wanadanowa] tłuszcz i mięso zabrali na leki, ponieważ w medycynie tybetańskiej mięso, tłuszcz, czaszka człowieka i wiele innych rzeczy jest wykorzystywanych jako leki. Mięso i tluszcz w większości wypadków są brane od (?) Wandanow został złożony w ofierze podczas znanego nam już rytuału święcenia sztandarów. Lecz w tym wypadku były to już czerwone sztandary bolszewi-
ków. Przywódca czerwonych Mongolow, Maksarżaw, otrzymał niedługo potem Order Czerwonego Sztandaru…

Niedługo później do owych „czerwonych Mongołów” (według określenia Burdukowa) trafił jako jeniec feldfebel Filimonow z Bijska. I w tym wypadku serce jeńca było ofiarowane czerwonemu sztandarowi i zjedzone. Obrządku dokonał ten sam obecny przy Maksarżawie czedżyn-lama. Ciekawe, że we współczesnych przypadkach składania ofiar z ludzi inicjatorami byli przełożeni lamaizmu - Dża-lama i czedżyn. 20
dancing_demons_card-p137935178785928784qi0i_400

Nie chodzi o ekscesy. To jest tradycja. Oczywiście, ezoteryczna… W północnym buddyzmie w świątyniach wykorzystywane są instrumenty muzyczne z człowie-
czych kości, z tego samego materiału zrobione są i ziarna buddyjskich różańców… Gabala była produkowana z czaszki prawiczka, który zmarł śmiercią naturalną i nie zabił żadnej żywej istoty. Do niej była wylewana krew ofiamiczych zwierząt dla przywołania groźnych dżarmapali.”

Kiedy opowiadałem innym o takich stronach buddyzmu, ludzie zazwyczaj reagują jednakowo: To nieprawda. Wszyscy wiedzą, że buddyzm jest najbardziej poko-
jowy ze wszystkich religii na ziemi! Ludzie w tak dużym stopniu uwikłani są w idee obowiązującego „pokoju pomiędzy religiami”, na tyle zniewoliła ich propaganda „równej wartości” (chociaż przy tym istnieje domniemana wyższość buddyzmu nad chrześcijaństwem), że nawet Inessa Lomakina, autorka księgi o Dża-lamie,
w której jest tyle okropnych scen, uważa za konieczne głoszenie komplementów pod adresem „mądrości lamaizmu”. Młoda kobieta, członkini buddyjskiej wspólnoty z Petersburga, po przeczytaniu fragmentu tego rękopisu zapytala mnie „Dlaczego te wszystkie okropieństwa, te ofiary? Buddysta nie zerwie nawet trawy, uwielbia wszystko, co żyje na ziemi. A może Panijest przeciwniczką odrodzenia lamaizmu?” „Nie, nie jestem przeciwniczką, teraz chyba każda wiara jest dobra.
Tylko lamaizmjest wiarą osobliwą, która ma w sobie coś z mądrości Stepu”.22Oczywiście, wydzierać serca z piersTludzi - to jest „dla dobra człowieka”. Karma zabitego staje się od tego lepsza.
20080229-skyburial1

pogrzeb po buddyjsku

Dla Ungerna i Dża-lamy krew na kwiecie buddyjskiego lotosu wydawala się czymś bardzo dla niego naturalnym i prawdziwym.”Kiedy Burdukow zapytał Dża-lamę, jak będąc mnichem buddyjskim może nosić oręż, walczyć i zabijać, ten odpowiedział mu: Ta prawda („chroń wszystko, co żyje”) jest dla tych, któ-
rzy dążą do doskonalości, lecz nie dla doskonałych. Podobnie jak czlowiek, który wszedl na górę, powinien zejść na dól, tak i doskonali powinni zejść w dól, w świat,
żeby slużyć dobru innych i brać na siebie ich grzechy. Jeśli doskonaly wie, że jakiś czlowiek może zniszczyć tysiące sobie podobnych i sprowadzić nieszczęście na naród, może on zabić takiego cztowieka, żeby uratować tysiące i naród. Zabójstwem oczyszcza duszę grzesznika i przyjmuje jego grzechy na siebie.2*Tak więc buddyzm potrafi
usprawiedliwiać przestępstwa dokonywane przez swych zwolenników.
20080229-sky-30588-fighting-over-it-again-0-rotem

Nie zważając na to, współczesna propaganda kulturowa (tak okultystyczna, jak i świecka) ciągle narzuca kłamstwa na temat lojalności i pokojowego cha-
rakteru buddyzmu w przeciwieństwie do „łaknących krwi” chrześcijan. To są hasła w stylu: Buddyści są jedynymi z wierzących, którzy w ciągu dwóch ipól tysiąca lat
nigdy nie byli przyczyną rozlewu krwi. Buddyści nigdy nie rozpoczynali wojny, tym bardziej ze swymi współziomkami. Nigdy nie zmuszali do przyjęcia swej wiary ogniem i mieczem, jak to robili chrześcijanie.25
Cóż, posłuchajmy opinii specjalisty-historyka: Większość zachodnich badaczy buddyzmu podkreśla „pokojowy” charakter jego nauki w porównywaniu z islamem
albo chrześcijaństwem, zapominając o tym, że wielu książąt starożytnego i średniowiecznego Wschodu bylo nazywanych w buddyzmie „czakrawartynami”, „bodhisa-
twami”, „buddharadżami”, chociaż niektórzy z nich slynęli ze skrajnego okrucieństwa i mszczenia calych narodów, np. Asioka, Dżyngis-chan i inni. Historia zna wiele wy-
padków, kiedy agresja byla usprawiedliwiana motywami religijnymi: są to wojny na wyspie Cejlon o Ząb Buddy, pochód króla birmańskiego Anurudhi przeciwko państwu
Thaton w celu otrzymania prawa palijskiego itp. E. O. Berzin zauważa, że „walka w celu niszczenia państw starego typu i tworzenie państw nowego rodzaju, jak to
się dzialo w średniowieczu, dokonywaly się pod haslami religijnymi. W taki sposób na pierwszy rzut oka przedstawia się walka buddyzmu hinajany z buddyzmemmahajany w Tajlandii, Kambodży, Laosie, walka starych animistycznych kultów przeciwko buddyzmowi hinajany w Birmie, walka konfucjanizmu przeciwko buddyzmowi mahajany w Wietnamie, w końcu walka synkretycznej religii buddyzmu-hinduizmu przeciwko kaplanom każdej z tych religii osobno w Indonezji. Konieczność i sprawiedliwość takiej polityki wladców - patronów sanghi i karmy - ideologowie buddyzmu uzasadniali odwołując się do edyktów Asioki, które stanowią uświęconą egzegezę buddyjskiej terawady, oraz do kanonicznego traktatu „Milindapańha”, który w ogóle rozpatruje naturę tych wojen za pośrednictwem koncepcji czakrawartina. Trzeba zauważyć, że polityka dharmawidżaji (dosłownie: „podbojów przy pomocy dharmy”) jest znana w państwach buddyzmu południowego jako część koncepcji czakrawartina, zgodnie z którą wladca powinien rozpowszechniać dharmę na sąsiednie państwa, tzn. podboje są jego obowiązkiem.26
Często bywało, że buddyjskie sekty Tybetu załatwiały porachunki między sobą z bronią w ręku.27 W Japonii zaś buddyzm i szintoizm przelewał już krew chrześcijan. Przed rozpoczęciem prześladowań żyło ich tam 300 tysięcy. Uznano to za zagrożenie dla narodowego bezpieczeństwa Japonii i dobrobytu buddyjskich klasztorów. Wyjęto chrześcijaństwo spod prawa. W roku 1623 stracono 27 chrześcijan. W latach 1618-21 zabito kolejnych 50 chrześcijan - Japończyków. Następny rok - 1622 - przeszedł do historii Kościoła japońskie- go jako rok męczenników: 30 chrześcijanom ścięto głowę, 25 spalono żywcem (wśród nich dziewięciu katolickich kapłanów-obcokrajowców). Trwało to dwa i pół wieku. Kiedy w drugiej połowie XIX stulecia chrześcijaństwo w Japonii odzyskało wolność, wyznawców Chrystusa pozostało tam 100 tysięcy (historycy podkreślają, że tylko ci wyrzekli się wiary, większość wybrała śmierć).28
Podłożem filozoficznym tych prześladowań był traktat „O szkodliwości chrześcijaństwa”, napisany przez buddyjskiego mnicha Sudena.29

Najskuteczniejszą częścią wspomnianej już dywizji Ungerna von Sternberga była tybetańska „setka”, którą zaoferował baronowi Dalajlama.30 Tak więc lamowie tybetańscy posiadali zarówno doświadczenie wojskowe, jak i cele, dla osiągnięcia których nie tylko utrzymywali wojsko, ale i wysyłali je poza granice Tybetu.

Ofiary z ludzi w buddyzmie współczesnym zaprzeczają chyba tylko wyidealizowanym europejskim wyobrażeniom na jego temat, nie zaś historii samego buddyzmu.
W swojej historii chrześcijanie przelali zapewne nie mniej krwi niż buddyści. Ale nigdy krew ta nie była rytualna. I dlatego kościelne życie, przepełnione szarością, nudą oraz grzeszkami duchowieństwa i świeckich, w scholastycznym spokoju poszukujące odpowiedzi na swoje problemy, jest wyraźnie lepsze od wariackiego płomienia, który rozpala weteranów „kontaktów z Kosmicznym Rozumem”.

Ten świat pogańskich ofiar był dobrze znany ludziom Biblii. Nie wszyscy poganie składali ofiary z ludzi. Na przykład nienawiść Rzymian do Kartagi-
ny można wyjaśnić także ich sprzeciwem wobec ofiar z ludzi, składanych przez Afrykańczyków.31 Obrzydzenie biblijnych proroków wobec pogaństwa staje się zrozumiałe na tle kananejskich praktyk palenia niemowląt na chwałę Baalowi. Radykalne wyrzeczenie się „dziedzictwa antycznego świata” przez pierwszych chrześcijan także staje się jasne, jeśli przypomnimy sobie, że w głębi tego „dziedzictwa” spływa ludzka krew.321 fakt, że pomniki Peruna wrzucono do Dniepru, przestanie być nazywany „zniszczeniem kulturalnych pamiątek ojczystej przeszłości”, jeśli przypomnimy sobie, że jeszcze kilka lat przed chrztem Rusi składano Perunowi ofiary z chrześcijan.

Nie z powodu okrucieństwa ludzi składano takie ofiary, najprawdopodobniej z rozpaczy. Bóg był bardzo daleko. Bardzo blisko zaś byli bogowie, którzy mieli kapryśny charakter: dziś pomagają - jutro szydzą. W geście ostatecznej nadziei ludzie zabijali się nawzajem przed obliczem bogów, licząc, że może to uczyni ich chociaż odrobinę miłosierniejszymi…

Trudna do zrozumienia staje się Ewangelia bez opowieści o grzechu pierworodnym. Niemożliwe jest zrozumienie światła góry Tabor bez wiedzy na temat tej
otchłani, do której trafili ludzie. Przez długi czas wspólnota ludzka dążyła do owej „pełni czasów”, zanim można jej wreszcie było powierzyć Ewangelię. Przez ten
czas upłynęło nie tylko wiele wody, lecz również wiele krwi na licznych ołtarzach.

Jest odrobina prawdy w tym krwawym zamieszaniu religijnych uczuć. Naprawdę „bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia grzechów” (Hbr 9,22). Krew
jest życiem i człowiek odczuwa potrzebę, by życie, „cały nasz żywot” zawierzyć, poświęcić wyższemu światu. Poza tym Bóg prosi ludzi: „Synu, daj Mi swe serce”. Ale i duchy chcą całkowicie podporządkować sobie człowieka. Zaprawdę, jak pisał Dostojewski - „tu diabeł walczy z Bogiem, a polem bitwy jest serce człowieka”. Przymierze nie może być powierzchowne, musi być zawarte nie na uboczu życia człowieka, lecz w samym jego centrum - w sercu.
Wówczas duchy proszą: wyjmij to serce na rękę i daj je nam. Na znak oddania siebie duchowym mocom człowiek rozlewa krew swoją i krew ofiar.

Jest możliwe, że i wśród Semitów istniał w czasach starotestamentowych kult ludzkich ofiar. Ofiara Jeftego jest przykładem tej archaicznej praktyki.
Wasilij Rozanow, być może słusznie, uważał, że obrzezanie było traktowane jako zastępstwo kananejskiego zwyczaju ofiar z pierworodnych.34

Ale nie krew ludzi, lecz krew zwierząt ofiarnych leje się w świecie Starego Testamentu. I jest to lepsze od „ofiary wieczornej ośmiu młodych i mocnych”.

Tym niemniej jeśli znamy techniczną stroną rytów starotestamentowych, to plany odbudowy Świątyni Jerozolimskiej oraz odnowienia kultu wcale nie
budzą entuzjazmu.
tomorrow_gallery

Kapłani chodzili w strumieniach posoki, a ich ręce były - w najbardziej dosłownym znaczeniu - unurzane „po łokcie we krwi”. Ofiarując synogarlice - kapłan brał
gołębie, skręcał im karki i przełamywał (na żywca - znów idea bólu) kości skrzydeł.3′

Całopalenie z ptaków dokonuje się następująco: kapłan przyciska głowę od strony karku i oddzielają od tułowia, potem wyciska krew głowy i krew tułowia na ścianę oł-
tarza powyżej granicy, która dzieli ołtarz na dwoje; bierze głowę i przystawia ją miejscem oderwania do ołtarza, naciera solą i wrzuca do ognia, który płonie na ołtarzu; potem ręką odrywa od tułowia gardziel i skórę, która jest pod nią, razem z piórami - i wydziera wychodzące wnętrzności - i wrzuca wszystko w popiół; potem, trzymając za
skrzydła, bez pomocy noża, rozrywa resztę, nie dzieląc na części, nacierając solą i rzucając w ogień ołtarza. W jaki sposób dokonuje się rozrywanie? Otóż wbija on paznok-
cie głęboko w kark; jeśli chce - może poruszać paznokciem w tą i z powrotem, a jeśli nie chce - to wciska paznokieć… Jak trzymać ofiarę z ptaka podczas rozdzierania pa-
znokciem? Obie nogi ptaka kapłan trzyma pomiędzy dwoma palcami i oba skrzydła między dwoma palcami, odciąga szyję dwoma palcami i rozrywa paznokciem36.

Codzienna ofiara poranna baranka (tamida) dokonywana była w następujący sposób: Kapłan mówi do tych, za których jest składana ofiara: „Proszę wyjść
i przynieść baranka z pokoju baranków”. Barankowi przywiązywano przednią nogę do tylnej. Głowa zwrócona jest na południe, a pysk zwraca się na zachód. Ten, kto za-
bija, stoi na wschodzie, a twarz ma zwróconą na zachód. Ten, kto zdejmuje skórę, nie powinien łamać tylnej nogi, ale ma zrobić dziurę w kolanie i powiesić baranka; potem
zdejmuje skórę do piersi, a kiedy dociera do piersi, odcina głowę i przekazuje ją temu, do kogo ona należy; później odcina tylne nogi i przekazuje temu, do kogo należą; na-
stępnie kończy zdejmowanie skóry, rozrywa serce, wypuszcza z niego krew, odcina ręce (czyliprzednie nogi). Potem wszyscy uczestnicy obrzędu ofiarnego stają dookola ołtarza i trzymają części rozciętego baranka w następujący sposób: pierwszy trzyma glowę i jedną tylną nogę: głowę w prawej ręce, nos jest zwrócony ku górnej części ręki, rogi znajdują się pomiędzy palcami, miejsce rozcięcia jest na wierzchu i tłuszcze są nad nim, prawa tylna noga jest w jego lewej ręce ze skórą na wierzchu; drugi trzyma ręce (przednie nogi): prawą nogę trzyma w prawej ręce, lewą w lewej, skóra jest na wierzchu; trzeci trzyma ogon i drugą tylną nogę: ogon w prawej ręce, tłuszcz wisi pomiędzy palcami razem z wątrobą i nerkami, lewa tylna noga jest w lewej ręce… W sumie stoi ich dziewięciu. Kładą oni swoje części przy dolnej połowie keweszu, solą je i idą do pokoju gazit, żeby przeczytać Szema (modlitwę poranną).

Ołtarz całopalenia miał 30 łokci szerokości i 15 łokci wysokości. Ogień płonął na nim zawsze. To nie było ognisko, to był prawdziwy pożar. Można sobie wyobra-
zić trzaskanie i huk ognia na takim ołtarzu. To był dosłownie huragan nad świątynią. Zgodnie z tradycją, ogień ten nie gasł nawet podczas deszczu. Tu były palone nawet
byki, nie mówiąc już o mnóstwie kozłów i baranów. Łatwo jest wyobrazić sobie zapach spalenizny i tłuszczu, jeśli nawet od jednego szaszłyka na Wschodzie śmierdzi na
kilka ulic! Według Józefa Fławiusza, na Paschę zabijano 265 tysięcy baranków… Czasem kapłani chodzili po kolana we krwi, a caly olbrzymi dziedziniec zalany był
krwią. Ten, kto miał słabe nerwy, lepiej by tam nie wchodził. W Święto Namiotów w jednym dniu składano ofiarę z 13 byków. Starotestamentowy kult specjalnie
straszył swymi rozmiarami. Tak obraz kultu starożytnych Izraelitów odtwarza
o. Paweł Floreński.37

Było to ogólne prawidło Mojżeszowego rytu: namaszczenie i pokropienie krwią. Mniej więcej tak, jak nasze namaszczenie olejkiem i pokropienie wodą święconą. I podobnie jak „Instrukcja dla prawosławnych pasterzy” mówi o tym, jak trzymać niemowlę podczas chrztu, żeby mu nie uczynić mu krzywdy, tak judaizm przechowuje wskazówki co do zabijania zwierząt. Nasz kapłan kropi wodą, żydowski kapłan kropił krwią.

I oto cała moc i gwałtowność starego kultu zastąpiona zostaje wzniesieniem kawałka chleba i kielicha wina… Ilościowa majestatyczność starotestamentowego kultu jakby zmniejsza się do jakościowego napięcia kultu nowotestamentowego. Chrześcijaństwo jes£_o wiele gęstsze od judaizmu i do końca
odpowiada na sprawiedliwe ( bo „bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia grzechów” - mówi Apostoł) dążenia judaizmu; lecz judaizm ciągle dąży do zaspokojenia swoich po-
trzeb duchowych krótkotrwałymi, i dlatego niewystarczającymi, środkami.311

Bo już w Starym Testamencie Bóg zaczyna wychowywać ludzi do innych ofiar. „Ofiarą miłą Bogu jest duch skruszony” - objawia Psalmiście. Amosowi mówi: Nienawidzę, brzydzę się waszymi świętami. Nie będę miał upodobania w waszych uroczystych zebraniach. Bo kiedy składacie Mi całopalenia i wasze ofiary, nie znoszę tego, na ofiary biesiadne z tucznych wołów nie chcę patrzeć (Am 5,21-22). To samo słyszy i Jeremiasz: Me podobają Mi się wasze całopalenia, a wasze krwawe ofiary nie są Mi przyjemne (Jr 6,20). A Izajasz przekazuje swemu narodowi: Co mi po mnóstwie waszych ofiar? - mówi Pan. Syt jestem całopalenia kozlów i loj tlustych cielców. Krew wotów i baranów, i kozlów mi obrzydta. Gdy przychodzicie, by stanąć przede Mną, kto tego żądał od was, żebyście wydeptywali me dziedzińce? Prze-
stańcie skladania czczych ofiar! Obrzydle Mi jest wznoszenie dymu; święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań… Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Nienawidzę cala duszą waszych świąt nowiu i obchodów; staly Mi się ciężarem; sprzykrzyło Mi sieje znosić! Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wyslucham. Ręce wasze pełne są krwi. Obmyjcie się, czyści bądźcie!
Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobrem! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie! (Iz 1,11-17).

I oto nadchodzi godzina Nowego Testamentu. Jeśli przedtem na ofiarę dla Boga pędzono trzody, to teraz sam Bóg przyszedł do ludzi ze swoją Ofiarą, ze swoim darem. Próby człowieka, by własnymi siłami dotrzeć do Boga, ludzka gotowość wyciskania krwi z siebie i ze zwierząt ofiarnych kropla po kropli tylko dlatego, żeby jej źródełko wołało z ziemi do nieba, straciły sens: Prawo nie dawało niczemu pełnej doskonałości (Hbr 7,19). Ofiary Starego Testamentu nie mogą jednak udoskonalić w sumieniu tego, który spełnia służbę Bożą (Hbr 9,9). Naprawdę składanie ofiar jest sprawą nieczystego sumienia, niepokoju uczuć, przeżywania nienormalności swego życia. Ale po złożeniu tych ofiar i tak nic się nie zmieniało. I dlatego powstawała potrzeba nowych ofiar, dlatego ofiary te składano codziennie. Trupy zwierząt nie mogły jednak zasypać
przepaści między Bogiem a człowiekiem.
Lecz przyszedł Chrystus, Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Odpowiedzialność za grzechy, którą Chrystus wziął na siebie, nie była ani prawna,
ani moralna. Przyjął On odpowiedzialność za skutki naszych grzechów. Aurę śmierci, którą otoczyli siebie ludzie i która oddzieliła ich od Boga, Chrystus napełnił sobą. Nie przestał być Bogiem, a stał się człowiekiem. Ludzie daleko odeszli od Boga - aż do granic nieistnienia - i tam, do tych samych granic swobod-
nie dotarł Chrystus. Nie przyjmując grzechu, lecz jego skutki. Jak strażak, który rzuca się w ogień, nie ma udziału w winie tego, kto pożar wywołał, lecz ma udział w bólach tych, którzy pozostali w palącym się gmachu.

Ale nie wszystkich ludzi Chrystus odnalazł na ziemi. Wielu już odeszło do szeolu, w śmierć. I wtedy Pasterz idzie za zaginionymi owcami do szeolu,
żeby i tam, w istnieniu po śmierci człowiek mógł znajdować Boga. Chrystus przelewa swoją Krew nie po to, żeby zadośćuczynić Ojcu i stworzyć Mu „prawną możliwość amnestii” dla ludzi. Mocą Jego Krwi, Jego szukająca ludzi miłość otrzyma możliwość wejścia do świata śmierci. Lecz nie jak Deus ex machina wchodzi Chrystus do otchłani, On schodzi tam, do stolicy swego wroga drogą naturalną - przez swoją własną śmierć. Chrystus w mękach umiera na Krzyżu nie dlatego, że składa ofiarę Ojcu lub diabłu - „On rozłożył Swe ręce na krzyżu, żeby przytulić cały Wszechświat” (św. Cyryl Jerozolimski).

Ofiara Chrystusa jest darem Jego miłości do nas, ludzi. On daje nam siebie, swoje Życie, pełnię swojej Wieczności. Nie potrafiliśmy złożyć Bogu należnego daru. Bóg wychodzi na spotkanie i obdarza nas sobą.
Bóg i człowiek ofiarował ludziom siebie, dał nam swoje życie nie po to, żeby umrzeć, lecz byśmy żyli w Nim. I dlatego chrześcijańska ofiara, Liturgia, sprawuje się ze słowami: „Twoje z Twojego Tobie przynosimy za wszystkich i za wszystko”. Teraz przynosimy Bogu nie swoje, a Jego. Nie z własną krwią
idziemy do ołtarza. Bierzemy owoc krzewu winnego, który stworzył Stwórca. Kielich wina - oto, co jest nasze w Liturgii (plus nasze serca, o których uświęcenie prosimy). Prosimy, żeby ten pierwszy dar Stwórcy stał się drugim da- rem - Krwią Chrystusa; żeby był przesiąknięty Życiem Chrystusa. Od Twoich ludzi, z Twojej ziemi przynosimy Tobie, Panie, Twoje Życie, ponieważ oddałeś je dla wszystkich jako wybawienie od wszelkiego zła. I prosimy, żeby Twoje Życie, Twoja Krew, Twój Duch żyły i działały w nas. „Panie, ześlij Ducha Świętego na te dary”, brzmi najważniejsza modlitwa Liturgii.

Przynosimy Bogu na ołtarz symbol Przymierza - wino i chleb. A zamiast nich otrzymujemy Realność: Ciało i Krew; Życie Chrystusa. „Z bojaźnią Bo-
żą, miłością i wiarą - przyjdźcie”.

Właściwy dar dla Boga to taki, który pozwala giębi naszego sumienia być z Bogiem. Nie mamy w sobie stałości. Dlatego po religijnych, pokutnych albo radośnie chwalebnych przeżyciach często wracamy na drogę dogadzania ciału. Lecz jest/ezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki (Hbr 13,8).
/ dlatego niejest obowiązany, jak inni arcykapłani, do skladania codziennej ofiary najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu. To bowiem uczyni} raz na zawsze,
ofiarując samego siebie (Hbr 7,27).

Ofiary Chrystusa nie wolno powtórzyć, jest to bez sensu: Chrystus bowiem wszedł nie do świątyni, zbudowanej rękami ludzkimi, będącej odbiciem prawdziwej
świątyni, ale do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga, nie po to, aby się często mial ofiarować jak arcykapłan, który co roku wchodzi do świątyni z krwią cudzą. Inaczej musiałby cierpieć wiele razy od stworzenia świata. A tymczasem raz jeden ukazał się teraz na końcu wieków na zgładzenie grzechów przez ofiarę z samego siebie (Hbr 9, 24-26).

Awatarzy - „zbawcy” z Indii zmuszeni są przychodzić regularnie. Za każdym razem, kiedy ludzie zapominają o prawach karmy, powinni oni przycho-
dzić i przypominać im o tym.~Mówią oni na temat kosmicznego cyklu i w tym cyklu sami biorą udział.

Biblia posiada linearną koncepcję historii; każdy moment czasu jest w niej unikalny, niepowtarzalny i odpowiedzialny.
W czasie biblijnym możliwe są niepowtarzalne wydarzenia. Najważniejszym z nich było przyjście Chrystusa. Chrystus nie apeluje ani do rozumu, ani do pamięci, dlatego skutek Jego przyjścia jest większy. Sobą zmienił On całą strukturę kosmosu. Ponieważ przyszedł nie z książkami, ani nie przez krew kozlów i cielców, lecz przez wlasną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie… Krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył
Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu (Hbr 9,12.14) Teraz mamy więc, bracia,
pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez krew Jezusa. On nam zapoczątkował drogę nową i żywą (Hbr 10,19-20).

Jeśli do tej świątyni, w której człowiek spotyka Boga, można było wejść drogą ofiar dokonywanych przez ludzi, wówczas można byłoby pozytywnie ocenić znaczenie innych, niechrześcijańskich dróg religijnych. Jeśliby do tej świątyni człowiek wchodził za pomocą mnożenia swojej wiedzy o Realności, drogą gromadzenia gnozy, wtedy można byłoby oczekiwać na nową religię jako owoc „ewolucji ludzkiej kultury”. Ale Bóg zechciał, by wejście do tej świątyni odbyło się przez Jego miłość i ofiarę. Ta ofiara już jest złożona. Jeden raz na zawsze.

Nie warto się bać niezwykłości Bożej decyzji. Nie warto uciekać od Chrystusa i Jego Kościoła do Szambali, Indii albo w „Trzeci Testament”. Bóg od dawna już czeka na nas w zwykiym parafialnym kościółku przy sąsiedniej ulicy, w którym w każdą niedzielę od rana sprawuje się Tajemnica Milości.
Ta Miłość, która kiedyś stworzyła słońce i gwiazdy, żyje i uobecnia się w kielichu Eucharystii: Eucharystia południem wiecznym trwa, I wszyscy łączą się w Komunii z radością,
I Kielich Boski źródlo szczęścia ma,
Niewyczerpane źródlo szczęścia i milości…

Osip Mandelsztam
DIAKON ANDRIEJ KURAJEW
TŁUMACZYŁA: ŚWIETLANA WIŚNIEWSKA
Powyższy tekst jest rozdziatem książki „Jeśli Bóg jest’ liubow’”, Moskwa 1997

A. W. Burdukow, op. cit.
Ibidem
Ibidem
L. Jozefowicz, op. cit.
I. Lomakina, op. cit.
L. Jozefowicz Ibidem
Ibidem
L. Dmitrijewa, „Karma w swietie Tajnoj Doktriny E. P. Blawatskoj i Agni Jogi Rerichow”,
„Biesieda” (Kiszyniów) 9/1996
W. I. Korniew, „Buddizm i obszcziestwo w stranach Jużnoj i Jugo-Wostocznoj Azii”, Moskwa 1987
O.N. Szyszkin, „K. Rerich. Moszcz’ pieszczier”, „Siegodnia” 10.12.1994
G. Sansom, „A History of Japan”, Stanford, California 1963
Nagato Hirosi, „Istorija fiiosofskoj myśli Japonii”, Moskwa 1991
L. Jozefowicz, op. cit.
G. K. Chesterton, „Wiecznyj czielowiek”, Moskwa 1991
F. F. Zielinskij, „Driewniegrieczieskaja religia”, Kijów 1993; Lukian, „Zews tragiczieskij” w:
„Izbrannoje”, Moskwa 1996
„Powiest’ wriemiennych Het”, Moskwa 1978
W. Rozanow, „Ważnyj istoriczieskij wopros”,w: „Oboniatielnoje i osjazatielnoje otnoszenije
Jewriejew k krowi”, Sankt-Petersburg 1914
Ibidem
Talmud. Traktat Zevachim, cyt. za: W. Rozanow, op. cit.
P. Florenskij, „Filosofia kulta”, Bogoslowskije trudy” 17/1977
W. Rozanow, „W druguju ploskost’”, W. Rozanow, op. cit.
1. Czerniak, „U ochotników za golowami”, „Ogoniok” 20/1995
R. Rabindranat, „Maharadż. Smiert’ odnogo duru”, Nowosybirsk 1995
Por. A. David-NoeI, „Mistyki i magi Tibeta”, Moskwa 1991
A. Pozdniejew, „Oczerki byta buddijskich monastyriej i buddijskogo duchowieństwa w Mon-
golii i swiazi s otnoszenijem siego posliedniego k narodu”, Sankt-Petersburg 1887
L. Jozefowicz, „Samodierżec pustyni. Fienomien sud’by barona R.F. Ungern-Sternberga”,
Moskwa 1993
A. W. Burdukow, „Czielowieczieskije żertwoprinoszenija u sowriemiennych mongolow”,
„Sibirskije Ogni” 3/1927
I. Lomakina, „Golowa Dża-lamy”, „Nauka i religia” 1/1992
Ibidem
A. David-Noel, op. cit.
I. Lomakina, op. cit.
L. Jozefowicz, op. cit.
u ‘j
Ibidem «^
126
Interwiu Dalajlamy XIV z Dż. Awedonom, „Put1 k siebie” 3/199

Źródło: http://revnitiel.pl.tl/Twarz-ludzka-a-Boska.htm

Icons by N.Design Studio. Designed By Ben Swift. Powered by WordPress
RSS Zaloguj